Relacja z mojej wycieczki do Polski.

Mój poprzedni post na temat Polski nie spotkał się ze zbyt wielką akceptacją, więc od razu informuję, że ten będzie w zupełnie innym charakterze. Dlatego też możecie schować swoje maczety czy cokolwiek tam mieliście na mnie przygotowane i złapać kubek z herbatą, kawą albo jakimś innym napojem, na który macie ochotę, bo będzie dużo tekstu :).

Początkowo plan zakładał trzytygodniowy pobyt, który później skrócił się do dwóch tygodni. Bilety kupowałam na stronie Delty i w tamtym czasie były jednymi z najtańszych. Z Deltą aż do tego wylotu nigdy nie miałam problemów (więcej o tym nieco później), zawsze wszystko przebiegało zgodnie z planem, do załodze oraz jedzeniu na pokładzie też nigdy nie miałam nic do zarzucenia. W obie strony miałam przesiadkę w Amsterdamie z około godziną czasu pomiędzy lotami. Zapłaciłam nieco więcej po to, by mieć lepsze siedzenie z większą ilością miejsca na nogi, co w drodze powrotnej straciłam, bo zmieniałam bilety i te lepsze miejsca już nie były dostępne.

Nie mogłam zrobić odprawy online, bo leciałam z dzieckiem, więc na lotnisku musiałam wszystko załatwić z pracownikiem. Gdy podałam paszport i potwierdzenie kupna biletów okazało się, że… April biletu nie miała! Zapytałam pani czy to tak na serio i powiedziała mi, że jest wpisane, że lecę z dzieckiem, ale owe dziecko nie ma osobnego biletu. Pytam jak to możliwe, skoro przy rezerwacji wszystko wpisywałam po kolei tak, jak mnie system prosił i normalnie później zapłaciłam całość za jednym razem. Odpowiedziała, że to pewnie dlatego, że po kupnie biletów musiałam gdzieś jeszcze zadzwonić i poinformować, że potrzebuję biletu dla dziecka, bo to lot międzynarodowy (na krajowe nie trzeba) i cena owego biletu to po prostu podatek. Trochę bez sensu, powiem Wam szczerze, bo chyba dobrze byłoby, jakby dali to info gdzieś na stronie, na której kupuje się bilety, bo jakbym wiedziała, to bym oczywiście zapłaciła. Później okazało się też, że moja walizka jest zdecydowanie za ciężka… W sumie dobrze, bo April mogła mieć jeden bagaż na siebie, więc akurat okej. Przemilczę to, jak drogie są walizki na lotnisku. To ogarnianie biletu dla April trwało prawie godzinę i po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa pędziłam jak głupia, bo miałam malutko czasu i już wzywali mnie jako ostatniego pasażera do „natychmiastowego” stawienia się przy bramce.

Lot w tamtą stronę trwał zaledwie 7,5h, więc bardzo mało i zleciało dość szybko, chociaż nie było lekko. April się wierciła i sporo płakała. Były momenty, kiedy nie mogłam jej uspokoić i już naprawdę nie wiedziałam co robić. Na szczęście pan siedzący obok mnie nie miał z tym żadnego problemu i był bardzo pomocny. Amerykanin, którego dziadkowie byli Niemcami. Leciał wtedy do Afryki w celach turystycznych, więc po tamtym locie miał jeszcze jeden i to 11 godzinny. Podziwiam, bo ja to bym chyba jajo zniosła. Z Amsterdamu do Warszawy to już raz-dwa, bo to zaledwie niecałe dwie godzinki. Jako że Delta to amerykańska linia lotnicza nie mająca swojego oddziału w Europie, lot z Amsterdamu do Warszawy i oba powrotne obsługiwane były przez holenderską linię KLM. I te loty były jedynymi jak do tej pory z mojego doświadczenia, w czasie których April również musiała mieć zapięte pasy. Powiem Wam szczerze – beznadziejna sprawa, bo weźcie takie małe dziecko usadźcie na kolanach i zapnijcie mu pasy, by było wygodnie i by siedziało w jednej pozycji przez czas startu i lądowania. Na szczęście nie długi, ale jednak.

0628161744

0629160137

Zasnęła pod koniec podróży ;).

0629160139_HDR

Snapchat-1302896575201460602

Zdjęcie z lotu powrotnego, ale chciałam Wam pokazać April w pasach i z miną mówiącą „I don’t approve” :P.

Snapchat-4947737444712201072

Pięć minut przed lądowaniem w Warszawie. Taka jakość zdjęcia oznacza, że robiłam je na snapie, sorry.

Z lotniska odebrała mnie siostra, Dorota (będę ją w tym poście nazywać Doris, bo mam też koleżankę Dorotę, a Doris to taka jej ksywka, którą ode mnie dostała lata temu; Dorota to koleżanka) i jej chłopak Janek, więc na szczęście mogłam liczyć na pomoc z bagażami. Miałam jedną dużą walizkę, jedną małą wspomnianą już wyżej, plecak, torbę z butelkami po mleku i wózek. Wsiedliśmy sobie w kolejkę i pojechaliśmy do centrum, po czym przesiedliśmy się w tramwaj, by dojechać do miejsca, w którym się zatrzymałam.

A spałam w Platinum Residence na ul. Grzybowskiej. W razie jakby ktoś szukał czegoś na dłuższy czas niż weekend to polecam. Mają kilka apartamentów do wyboru z różnym wyposażeniem i w różnych cenach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. No i mieści się w naprawdę fajnym miejscu, bo bliziutko tak samego centrum, jak i starówki, co mi bardz odpowiadało. Problem był tylko wtedy, gdy odbywał się szczyt NATO, bo większość nocowała w Hiltonie, który jest obok mojej miejscówki, więc przez trzy noce non stop tylko jeździli na sygnale i cały czas budzili tak mnie, jak i April.

Snapchat-832631438733745368

Snapchat-3162971885451075295

Snapchat-8457148099993239718

Na samym początku odwiedziła mnie Kate, która przyniosła wegańskie sushi! Powiem Wam, że naprawdę mi smakowało i w sumie jak sobie o tym myślę to nawet teraz mam na nie ochotę. Swoją drogą, wiele lat temu próbowałam prawdziwego sushi i to było jedno z najgorszych kulinarnych doświadczeń w moim życiu.

Takim większym wydarzeniem było coroczne spotkania fanklubu Filipa Bobka. Część z Was wie już na pewno, że ja ten fanklub założyłam i prowadziłam przed kilka lat, z czego zresztą jestem dumna. Później wyleciałam do Stanów i teraz prowadzi go moja dobra koleżanka Dominika i to ona organizowała tegoroczny zlot. Pierwszy raz dane mi było obserwowanie spotkania z boku i było to całkiem fajne doświadczenie! Cieszę się, że mogłam na kimś innym polegać, bo sama nie musiałam się stresować, a poza tym wiadomo – miałam April, więc byłoby jeszcze trudniej. Ze spotkania wyszłam nie tylko z kolejnym super wspomnieniem do kolekcji, ale też z kroniką z całego czasu istnienia fanklubu! Dominika i Dorota zrobiły ją dla mnie, po czym wpisał się też Filip i kilkoro innych członków. Genialna sprawa i aż mi się ręce trzęsły jak odbierałam tę książkę. Domcia też dostała od nas prezencik! Ogólnie fajnie było tam być jeszcze raz, naprawdę.


DSC_0072

DSC_0264

DSC_0292

DSC_0298

DSC_0299

DSC_0306

received_1020410524690946

DSC_0429

0726160925

0726160926a

0705161439b_HDR

Moje dwie babcie poznały swoją pierwszą prawnuczkę! Obie się popłakały z wrażenia, czego się w sumie spodziewałam i mimo tego, że nie lubię jak ludzie płaczą, to jednak to było takie fajne. Wiecie, o co mi chodzi, mam nadzieję. Jedna z moich babć oczywiście od razu przeszła do pouczania, że powinnam April ubrać cieplej, że zmarznie, że się przeziębi, że po co ja tak ją noszę, że powinna w wózku leżeć… Ah, te babcie. Dwie moje ciocie wpadły do Warszawy i też nie mogły wyjść z podziwu, jaka to April jest urocza, słodka, piękna, itp. Tak ją zachwalały, że mała aż zrobiła smutną buźkę i się popłakała z wrażenia. A ja mówiłam, że ją wezmę, że widzę jak blisko płaczu jest, że widzę jej zaniepokojenie. Mówiłam, żeby tak sobie jej nie podawać z rąk do rąk. Dziecko to nie lalka! Dlatego też nie dawałam jej wszystkim po kolei. Ogólnie wydaje mi się, że April miała już w pewnym momencie dość tego wszystkiego. Nie tylko wiecznego poznawania nowych cioć i wujków, ale też wielkiego miasta, itp. Zauważyłam, że naprawdę nie lubi hałasu, jaki robią karetki czy radiowozy na sygnale, ale nie przeszkadzają jej rozmowy i śmiechy. Wracając do ludzi, oczywiście nikogo nie winię za takie zachowanie, bo wiadomo, że każdy był podekscytowany i jak najbardziej to rozumiem. Swoją drogą, ludzie bardziej cieszyli się z tego, że zobaczą małą, niż mnie ;). I za to też nie winię! Zauważyłam po prostu, że Aprilka (jak to moja siostra ją zdrobniale nazywa) stała się nerwowa, przebudzała się w nocy jakby się czegoś bała wystawiając ramiona daleko przed siebie i chwytając powietrze z szeroko otwartymi oczami, więcej też płakała. Razem z Dorotą doszłyśmy do wniosku, że to chyba po prostu nadmiar wrażeń tak na nią zadziałał. Od razu po powrocie do domu wszystko wróciło do normy na szczęście.

0706161145a

Z ciotką Gosią!

received_1136767873055929

I z prababcią Zosią. Z tych śpiochów wyrosła w czasie naszego pobytu tam!

received_10206746918486842

Już Wam wspominałam, że zawiedziona byłam pogodą, która niestety nie rozpieszczała. Nie mówię, że oczekiwałam +35*C każdego dnia, bo tak nie było, ale takie chociaż +20 byłoby całkiem spoko biorąc pod uwagę fakt, że kilka dni pod rząd było po 10-12 stopni i to w dodatku z deszczem. Ciężko było, nie powiem, tym bardziej, że sama dla siebie nie miałam ani kurtki, ani bluzy… Dobrze, że chociaż długie spodnie wzięłam, bo w przeciwnym razie musiałabym pędzić na zakupy… Na które zresztą i tak poszłam, ale nie z konieczności, a w celach rozrywkowych. April za to miała i sweterek, i bluzę, i koc, czapeczkę… No i chustę! Czyli wszystko, co konieczne. Sama żałowałam w pewnym momencie, że nie mam czapki, bo naprawdę jak mi głowa i uszy zmarzną to koniec. W dzień spotkania fanklubu za to było bardzo gorąco i wszyscy mieli dość. Takie skoki temperatur są chyba najgorsze, co?

13833221_1144708592261857_862475491_o

Spokojnie, April ma tam przepływ powietrza.

0707161256

Kilka razy łaziłam sobie po Nowym Świecie i Starówce z kilkoma różnymi osobami, raz czy dwa nawet udało mi się iść samej! Jak już wspominałam, bardzo lubię tamte okolice. W sumie nic się nie zmieniło, ale i tak fajnie. Raz jak z Nowego Światu szłam do Złotych, skręciłam w Chmielną, bo tamtędy było szybciej i znalazłam sklepik, który niesamowicie mi się spodobał. Nazywa się „Las Rąk Laboratorium Rękodzieł„. Mają tam mnóstwo super rzeczy, torebki, portfele, biżuteria, lalki, inne zabawki dla starszych dzieci i dla niemowlaków… Ogromna liczba różnych przedmiotów i wszystko ręcznie robione. Kupiłam tam kilka rzeczy, m.in. prezent urodzinowy dla Alicii. Polecam! Weszłam też do Smyka, bo musiałam kupić pieluchy tetrowe i złapałam się za głowę, jak zobaczyłam ceny tam! Innego dnia z siostrą pojechałyśmy też do sklepu Mamissima, by kupić Misia Szumisia, o którym jeszcze tu napiszę. Wydałam jeszcze dodatkowe pare złotych na dwie muślinowe poduszeczki od Maki Mon Ami. Wybrałam Lemura Leona oraz Yorki Franię i Józię :).

0711161401_HDR

Nawet jak było ciepło to stópki miała zimne.

0705161835

„Las Rąk”

0705161835a

0705161844b

A to Smyk. Miałam kiedyś tę zabawkę!

0705161848

0711161422

Raz czekając z Dominiką na Magdę stanęłyśmy obok skrzyżowania i sobie gadałyśmy momencik, aż tu nagle podchodzi do mnie pewna dziewczyna i mówi: „hej sorry, ja czytam twojego bloga!”, itd. Było mi tak strasznie miło, ale też nieźle się zaskoczyłam i aż szczerze nie wiedziałam co powiedzieć! Żałuję, że nie zapytałam jak masz na imię. Jeśli to czytasz, to serdecznie pozdrawiam :).

Jednego dnia spotkałam się z Ulą, która zrobiła mi i April kilka zdjęć. Ulę bardzo polecam i klikając tutaj wejdziecie na jej fanpage, a tutaj na bloga. Na obu stronkach możecie pooglądać zdjęcia, jakie robi. Ogólnie z Ulą znałyśmy się od wielu, wielu lat, a poznałyśmy się, bo obie byłyśmy fankami US5. Ula, mam nadzieję, że nie masz mi za złe zdradzenia tej słodkiej tajemnicy! Od jakiegoś czasu śledziłam jej poczynania jako fotografki i zawsze bardzo podobały mi się zdjęcia, które prezentowała, więc postanowiłam napisać, umówić się i mieć genialną pamiątkę na później. Poniżej kilka fotografii!

DSC04412_internet

DSC04421_internet

DSC04423_internet

DSC04440_internet

DSC04468_internet

DSC04476_internet

DSC04477_internet

DSC04481_internet

Widzicie jak się ucieszyła z całusa?! 😀

Odwiedziłam też moją babcię w domu na Ursynowie, więc był to taki malutki powrocik na moment. Zobaczyłam, jak moja siostra zmieniła sobie pokój – zupełnie inaczej! I okazało się, że dalej jestem uczulona na koty, bo strasznie mnie kręciło w nosie i zaczęły mnie swędzieć oczy. Nie pamiętam czy Wam mówiłam, ale alergii na koty dostałam w ciąży. Tak czy siak, wizyta się udała!

0708161500

No i tak sobie dni leciały i leciały. Większość czasu spędziłam z siostrą i w większości przypadków po prostu siedziałyśmy sobie w domu. To też może być wartościowy czas! Spotkałam się z kilkoma kolejnymi osobami, a ostatniego dnia pobytu wpadła do mnie jeszcze raz ciocia, żeby zająć się April, a ja żebym miała czas się ogarnąć ze wszystkim. Wyobraźcie sobie, że dopiero w czasie tej wizyty zamknęłam konto w banku! Trochę mi się zeszło, ale jak próbowałam to zrobić na odległość to odesłali pismo, że… podpis nieprawidłowy. A ja zawsze podpisuję się tak samo. No ale nic tam, ważne, że w końcu to zrobiłam i mam z głowy. Sporo się nałaziłam i fajnie, nie przeszkadzało mi to oczywiście. April była tak w wózku, jak i na moich rękach, więc nie narzekała na brak wygody.

0703162036_HDR

received_10206746916566794(1)

received_10206746916926803(1)

0705161911

0706161721

0707161925

0707161929

0707162035

Święta prawda!

Snapchat-5089329497196783184

Snapchat-5689315011176432383

Bardzo szybko zleciał mi ten wyjazd, powiem Wam. Mimo tego, że mało spałam i byłam non stop zmęczona ;). Poza tym większość czasu coś robiłam i przystopowałam, jak zdałam sobie sprawę, że April ma dość. Co do niewyspania, tutaj mam Nathana, który mi pomaga w nocy albo przejmuje małą po pracy na chwilę, a tam byłam z tym sama tak naprawdę. Tzn. kilka osób się zaangażowało trochę bardziej i mogłam sobie wysuszyć i wyprostować włosy na spokojnie albo wyjść na spacer sama. Najbardziej przyczyniły się do tego Dorota, Dominika i Doris. Za to bardzo dziękuję! Tak czy siak, były noce, kiedy April budziła się co dwie godziny! Nie było lekko. No ale wracając, wyjazd zleciał szybko i nim się obejrzałam, musiałam się pakować. Postanowiłam sprzedać moją małą walizkę i kupić dużą, więc w drodze powrotnej miałam dwie duże rejestrowane walizki, które wypełnione były po przegi. Jedna miała prezenty od ludzi dla April oraz moje pamiątki sprzed lat, które zabrałam ze sobą tym razem. Czyli jakieś tam zdjęcia, płyty z muzyką czy nawet świadectwa szkolne.

0705161630

Drzemka należała się im obu ;).

0706160608

Na lotnisko razem z siostrą i Jankiem pojechaliśmy taksówką. Dotarliśmy tam dość wcześnie i mój check-in był jeszcze niedostępny, więc usiedliśmy sobie razem na ławce. April akurat wtedy spała. Na lotnisko wpadła też Daria, którą do tej pory znałam tylko z grupy au pair na fejsie, i było mi bardzo miło!

13717954_1141164442616272_133166563_o

Ostatnie foto z Doris!

Snapchat-2147857783790810013

Przedmioty skonfiskowane przez celników.

W drodze powrotnej też nie mogło się obejść bez problemów… Okazało się, że April nie ma biletu! Wyobrażacie to sobie?! Aż mi ręce opadły. Pokazałam pani potwierdzenie, że bilet jest i to w obie strony, że płaciłam za niego na lotnisku w Atlancie. Dowiedziałam się, że w związku ztym, iż Delta nie ma swojego oddziału w Europie, przepływ informacji pomiędzy nimi a innymi liniami jest bardzo słaby. Dlatego też informacja o bilecie zakupionym w Atlancie nie poszła dalej tak, jak powinna pójść i spędziłam tam ok. półtorej godziny czekając na to aż w końcu uda im się to ogarnąć. Pracowały nad tym aż cztery osoby, bo nie do końca wiedzieli jak to wszystko zrobić, a ja byłam w coraz większym i większym stresie. W pewnym momencie z systemu zniknął i mój bilet, którego musieli szukać w jakichś zakamarkach ich systemu… Nie wiem, masakra. Jak naprawdę nie mam nic do zarzucenia Delcie jeśli chodzi o loty krajowe i szczerze polecam, tak za granicę z nimi nigdy więcej nie polecę, jeśli będę miała ze sobą April, bo to nie jest warte stresu. Gdy to już załatwiłam to okazało się, że kompletnie nie miałam już czasu, by posiedzieć z Doris, Darią i Jankiem, bo musiałam lecieć. Znowu był strach, że się spóźnię, ale na szczęście dałam radę.

Lot do Amsterdamu był bardzo spoko, bo w samolocie było tylko 25 osób, więc dwa miejsca obok mnie były wolne. Kiedy więc sygnał zapięcia pasów zniknął to położyłam April na fotelu obok i tak sobie spała zdecydowaną większość lotu. Modliłam się, by w drugim samolocie było też jedno miejsce obok wolne, ale niestety – lot był pełny i było aż 13 osób na liście rezerwowej (btw, wiecie, że jeśli jesteście na stand-by i okaże się, że jest miejsce, to macie 50% zniżki na bilet? Przynajmniej w przypadkach, których ja byłam świadkiem). Siedziałam sobie przy oknie, obok mnie dwie miłe starsze panie, Amerykanki, które postanowiły na stare lata trochę sobie pozwiedzać :). Powiedziałam im, że April może płakać, no bo wiadomo, a one do mnie, że mają dzieci i wnuki, więc wiedzą jak to jest. No i mała marudziła, trochę pospała na mojej klatce na początku lotu, ale później już koniec, wierciła się, płakała, krzyczała. Nie mogła spać, bo wszędzie jasno, ludzie gadają, a w dodatku leżała na moich kolanach, więc nie było jej jakoś super wygodnie. Trochę się zdrzemnęła, ale budziła się często. Biedak. Lot powrotny trwał godzinę dłużej niż z Atlanty, czyli 8,5h. Obiad w KLM był mega dobry! Jako że zamawiałam „posiłek specjalny”, dostałam go jako pierwsza, a reszta dopiero po ok. 10 minutach. Nie wiem czemu robili to z taką różnicą, ale to nic. W Delcie też było spoko jedzonko. Jedynie kolację pominęłam w drodze do Atlanty, bo April leżała mi na kolanach i akurat spała, więc nie chciałam jej budzić.

0713161304

0713161322

0713161338

Gdy doleciałam na miejsce, czekała mnie oczywiście kolejka do kontroli celnej. Teraz poszło o wiele szybciej niż poprzednimi razami, bo nie czekałam w kolejce dla turystów, tylko tej dla obywateli i rezydentów, ahh :D. Podeszłam więc sobie do komputerka, odpowiedziałam na kilka pytań w systemie (np. ile dni byłam za granicą kraju, z kim, gdzie) i później oddałam jeszcze odciski palców przy okienku, kiedy celnik sprawdzał mój paszport i zieloną kartę. I tyle.

Potem jeszcze tylko odebrać bagaże, z czym oczywiście musiałam mieć trochę pomocy, i jazda! Kiedy wyszłam już na halę główną z plecakiem na plecach, prowadząc wózek jedną ręką i trzymając April w drugiej, zaczęłam szukać wzrokiem Nathana. I był, stał sobie mniej więcej w połowie między ludźmi z bukietem kwiatów w ręku. Gdy nas zobaczył, uśmiechnął się szeroko i pomachał. I kurcze, powiem Wam, że niesamowicie mi ten obraz zapadł w pamięć! Naprawdę, jak to Jagoda skomentowała – jak w filmach. Dalej mam to przed oczami :).

Swoją drogą, pewnie niektórzy z Was pamiętają, że jakiś czas temu zastanawiałam się czy zmieniać moje nazwisko w paszporcie, czy nie. Później okazało się, że za dużo z tym roboty i zwyczajnie mi się nie chciało. Wzięłam ze sobą więc oczywiście paszport April, mój paszport, moją zieloną kartę oraz świadectwo ślubu. O świadectwo ślubu zostałam poproszona tylko i wyłącznie raz – przy odprawie na lotnisku w Warszawie. Nigdzie indziej. Jeden celnik w czasie kontroli na lotnisku w Amsterdamie zapytał tylko dlaczego mam dwa inne nazwiska. Odpowiedziałam więc, że wyszłam za mąż i mam świadectwo ślubu, jakby chciał zobaczyć, a on do mnie, że nie, nie, nie trzeba. No ok. Nikt inny nie pytał o różnicę w nazwiskach. Poszło łatwiej niż myślałam!

Także ogólnie rzecz biorąc wyjazd się udał mimo kilku niedogodnień i problemów. Nie żałuję, że poleciałam, chociaż mniej więcej w połowie, gdy Dominika wyjechała, Gośka wyjechała na weekend, Magda wyjeżdżała następnego dnia i ja siedziałam sobie w pokoju sama z myślą, że wszyscy wyjeżdżają po kolei, miałam taki zjazd, że zadzwoniłam do Nathana i powiedziałam mu, że chcę wracać. I gdybym nie musiała dopłacać za zmianę biletów to pewnie bym je zmieniła i wróciła wcześniej. No ale, jak już wspomniałam, nie żałuję ;).

Doris, Gosia, Dorota, Domcia, Ania, Janek, Kate, Magda, Filip, Marta, Weronika, Mariusz – dzięki wielkie za towarzystwo! A tym, których nie udało mi się niestety zobaczyć ściskam na odległość i mówię do zobaczenia kiedyś… może.

0703161938f

Do następnego,

Aga

EDIT:

PS. I jak ktoś mi mówi: „Aga, tobie łatwiej przylecieć do Polski”, to mi ręce opadają, wskazuję na April i pytam: „serio tak uważasz?”

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • cyferka

    Ale długaśny post, ale ostrzegałaś hehe 😀 Super zdjęcia! A mam takie pytanie jeszcze, a spotkałaś się ostatecznie z dziewczynami w Starbucksie? 😉 Pozdrawiam!

    • Aga

      Oh, zapomniałam o tym napisać! :O Ogólnie ok. 10 osób pytało czy się z nimi spotkam, dlatego stwierdziłam, że o wiele łatwiej będzie po prostu w grupce. Przyszły dwie osoby, z czego jedna to moja dobra koleżanka ;D. Ale to nic, i tak było miło!

  • Super, że udało Ci się odbyć tyle spotkań I zebralas tyle dobrych wrażeń.

    W jednej rzeczy mamy zupełnie odwrotnie- gdybym ja nie musiała dopłacać takich horendalnych pieniędzy za zmianę biletu, to za każdym razem w trakcie pobytu w Polsce , bym odwlekala termin wylotu, a nie przyspieszala go 😉

    Pozdrawiam!

    • Aga

      No to faktycznie, mamy zupełnie inne podejście do tego! Może miałam taki krótki zjazd przez to, że kilka osób wyjeżdżało i poczułam, że zostanę sama na resztę tygodnia, a to mnie jakoś tak dziwnie przeraziło, powiem szczerze…

  • Em

    Aga A dlaczego do zobaczenia „kiedyś..może”? Nie planujesz szybkiej wizyty w PL?

    • Aga

      Nie, nic nie planuję w chwili obecnej.

  • Em

    Po prostu Twoje słowa „może..kiedyś” wskazują trochę na to, ze nie odczuwasz potrzeby przyjazdu do Polski. Tylko zastanawia mnie jedno. Nie tęsknisz za rodzicami bo masz z nimi złe relacje. A co np z babciami które widać na zdjęciach czy np siostra? Nie tęsknisz za nimi? Nie masz takiej myśli ze np chociaż raz do roku fajnie jest ich spotkać?

    • Aga

      Tęsknię za siostrą, ale z nią mam stały kontakt, więc akurat to jest spoko! A co do ostatniego pytania w Twoim komentarzu to nie, nie mam takich myśli.

  • Maria z Konina

    Witam! Bardzo ciekawy post , świetne zdjęcia. April jest śliczną Dziewczynką. Niech Wam się dobrze chowa a wyrośnie na pewno na piękną , mądrą , odważną Kobietę jak jej Mama! Całuję mocno i ściskam Dziewczynki po babcinemu a Ws przytulam do serca po Matczynemu. Maria

    • Aga

      Oby, oby! 😀 Ludzie mówią, że coraz bardziej robi się podobna do Nathana.

  • nova

    Aga napiszesz coś o poporodowej depresji?
    Ps. masz bardzo ładne niebieskie oczy 🙂 mała chyba będzie miała ich kolor po Tobie!

    • Aga

      Tak, planuję napisać, ale nie wiem czy będzie to dokładnie to, czego się spodziewasz, bo sama się z taką depresją nie zmagałam. No chyba że nie zdaję sobie z tego sprawy, nie wiem.
      Dzięki!! 🙂

  • Być może już o tym gdzieś napisałaś, ale zapytam tutaj: Czy Twoje dziecko zamierzasz nauczyć również języka polskiego?