Moje pierwsze wrażenia z wycieczki do Polski.

Jako że nadal nie mam wszystkich zdjęć z Polski na laptopie, najpierw podzielę się z Wami moimi ogólnymi wrażeniami z pobytu. Lecąc tam ciekawa byłam czy spojrzę na wszystko tak, jak widziałam to do tej pory, czy może z zupełnie innej perspektywy. Spojrzałam z innej, bo mimo tego, że w Stanach mieszkam dopiero niecałe trzy lata to od Polski odzwyczaiłam się całkowicie.

Pozwólcie, że stworzę listę rzeczy, które zwróciły moją uwagę najbardziej. Zaznaczam jak zawsze, że wszystko zawarte w tym poście to moje osobiste obserwacje i doświadczenia! Wy możecie mieć zupełnie inne.

 

1. Chodniki!!!!

To chyba największy pozytyw, jaki mogłabym znaleźć! Przylatując tutaj po raz pierwszy zdawałam sobie sprawę, że nie będę miała możliwości spacerów tak, jak w Warszawie, gdzie mogłam wyjść z mieszkania i spacerkiem dojść np. do Łazienek. Super więc było sobie tak po prostu połazić, nawet bez celu. W telefonie mam wbudowaną aplikację liczącą kroki i każdego dnia miałam ponad 100%, raz aż ponad 3500%, szok, szok.

received_10206746916566794(1)

 

2. Ah, to polskie lato…

Ja wszystko rozumiem, ale żeby było zaledwie 10-12 stopni na plusie w środku lata przez kilka dobrych dni i jeszcze w dodatku żeby padało w tym samym czasie?! Tego już nie rozumiem. Nate nabijał się ze mnie, gdy pakowałam długie spodnie i cienkie sweterki i tak na mnie zadziałała ta jego reakcja, że zdecydowałam nie wziąć ani żadnej bluzy, ani kurtki. I pożałowałam, oj pożałowałam. Dobrze, że dla April wzięłam też i cieplejsze rzeczy.

0707161256

 

3. Przesiąkłam smrodem papierosów!

Wiecie, jaka była moja pierwsza myśl po wyjściu z lotniska? „Ale tu śmierdzi!” Jak mieszkałam w Warszawie to też oczywiście przeszkadzało mi, jak ludzie idąc chodnikiem palą i cały dym leci na mnie, ale ogólnie nie czułam tego smrodu aż tak. Tutaj u mnie zobaczenie kogoś z papierosem to dosłownie święto! Naprawdę ciężko znaleźć palącą osobę. Odzwyczaiłam się więc od tego totalnie i dlatego tak bardzo uderzył we mnie ten smród. Coś okropnego!

 

4. Polacy to straszne chamy i prostaki.

Łooo, wiem, odważnie… Nie wszyscy! Ale ile razy złapałam się za głowę to nie zliczę. Przykład pierwszy z brzegu – siedziałam sobie ze znajomym w kawiarnii na zewnątrz i obok nas było przejście dla pieszych. Auto na prawym pasie się zatrzymało, by przepuścić pewną kobietę, więc drugie auto na pasie obok również (na szczęście, bo inaczej nie wiem, jak to by się skończyło). Owa pani szła sobie przez przejście aż tu nagle koleś z samochodu po lewej stronie wychylił się przez okno i wrzasnął: „no idź szybciej, kur*a!” Spojrzałam na znajomego z takim totalnym zmieszaniem, a on skwitował to jednym słowem: „Polska”. W autobusach, metrze i tramwajach zawsze to samo – prześciganie się kto wejdzie/wyjdzie pierwszy, kto pierwszy usiądzie albo stanie w lepszym miejscu. Przepychanie się kompletnie nie patrząc gdzie się idzie i kto jest dookoła jest na porządku dziennym i niestety niektórzy głęboko gdzieś mieli fakt, że np. byłam z wózkiem, wiec chcąc niechcąc potrzebowałam więcej miejsca i czasu albo – co gorsza – nosiłam April w chuście. Momentami czułam, że mała jest w pewnym sensie w zagrożeniu i rozkładałam ręce przed sobą i przed nią, by przypadkiem ktoś nie przywalił jej z łokcia. Generalnie byłam zażenowana i momentami aż niedowierzałam. Tego typu sytuacji w ciągu tych zaledwie dwóch tygodni było więcej, ale jakbym zaczęła wymieniać to bym się tylko jeszcze bardziej zdołowała, więc po co, nie? Jeśli ktoś z Was może się utożsamić z czymś takim to apeluję – znajdźcie swój problem i coś z nim zróbcie, bo tak się nie da żyć.

 

5. I ponuraki też…

I dodam znowu na wszelki wypadek – nie wszyscy! Jednak niestety nie starczy mi palców u rąk i nóg, by policzyć, ile razy poczułam się jak idiotka wchodząc do jakiegoś sklepu. Uśmiecham się mówiąc „dzień dobry”, zagadam jakoś czy cokolwiek, a w odpowiedzi dostaję „dobry” albo „coś jeszcze?” (o ile w ogóle) i to takim tonem i z miną taką, jakbym im pół rodziny wybiła. Jak mi jedna pani rzuciła bilety autobusowe na ladę z taką łaską, że normalnie jakby tam za karę siedziała, to aż jej powiedziałam, że wydaje się mega sfrustrowana albo wkurzona nawet. W odpowiedzi usłyszałam: „szczęśliwa się znalazła!” Pokręciłam tylko głową. Serio, czy to jest konieczne? Wszystkiego się odechciewa widząc większość ludzi w takim stanie, naprawdę.

 

6. Wegańskie miejscówki

Odwiedziłam kilka i wszystkie mogę polecić! Jakbyście byli ciekawi to obczajcie sobie: Vege Miasto (mój numer 1!), Vegan Pizza na Poznańskiej (pizza „Pan Burak” najbardziej mi posmakowała), Krowarzywa (cieciorex jest pyszka!), Laf Laf, Vege Bistro na przeciwko UW na Krakowskim Przedmieściu i dobre mają też ruskie pierogi w Vege Bistro na Kopernika. Jak mieszkałam w Polsce to nie byłam weganką, więc nie mam pojęcia czy wegańskie restauracje to było coś tak popularnego jak teraz, ale cieszy mnie to, że Warszawa idzie z duchem czasu. W Carrefourze też mają sporo vege rzeczy i jak np. mleka roślinne faktycznie są mega drogie w porównaniu do krowich, tak np. pasty do kanapek są w praktycznie takich samych cenach jak te z nabiałem. Super miejscem jest też sklep Organic Farma Zdrowia (jeden jest w Złotych Tarasach na samym dole). No także tutaj jestem pozytywnie zaskoczona!

0707161925

Jeden ze smaków tych lodów to limonka z bazylią. Wiem, brzmi dziwnie, ale smakowało naprawdę dobrze!

0707161955

Obie fotki zrobione w Vege Miasto.

7. Warszawska starówka

Tak się złożyło, że nocowałam bardzo blisko Nowego Światu i ogólnie tamten rejon to moje ulubione miejsce w Warszawie. Nie wiem czemu, ale po prostu zawsze lubiłam tam sobie spacerować. To miejsce zawsze tętni życiem, a już szczególnie w lato. W Atlancie starówki nie ma ;).

 

8. Nie stać mnie na dziecko.

Wózki kosztujące niekiedy 2 lub nawet 3 całe wypłaty. Ciuszki w bardzo podobnych cenach jak te dla dorosłych i np. spodenki dla 3-miesięcznego dziecka w cenie 49zł albo sukieneczka dla dziecka w tym samym wieku – 59zł. Jak tak przeglądałam sobie te ubranka to w regularnej cenie nie znalazłam nic, co kosztowałoby mniej niż 19zł. A kupcie 5 takich najzwyklejszych bodziaków za 19zł i już macie prawie stówę… Gdzie cała reszta? Nie wspominając o zabawkach, gdzie sam zwykły gryzaczek potrafi kosztować 49zł albo i więcej, a ja za paczkę 4 małych tetrowych pieluch zapłaciłam 5 dych. I zapewne gdzieś są jakieś o wiele tańsze produkty, ale szkoda, że raczej nie są one dostępne w tych popularniejszych miejscówkach. Przykro mi się robi jak sobie pomyślę o tym jak wiele osób ominie ta radość kupowania i przygotowywania się na nowego członka rodziny, bo muszą chodzić po sklepach z kartką, na której mają dokładne wyliczenia ile na co mogą wydać i ani złotówki więcej, bo w przeciwnym razie zabraknie im „do pierwszego”. I jak kiedyś nie zdawałam sobie sprawy z tego wszystkiego i zastanawiałam się dlaczego tak wiele osób mówi wprost, że ich nie stać na dzieci, tak teraz całkowicie rozumiem.Totalnie beznadziejna sprawa.

 

9. Ceny lecą w górę…

Łączy się to już z paroma rzeczami, o których wspomniałam. Zauważyłam, że ceny w Polsce w różnych miejscach są coraz wyższe i momentami aż się zastanawiałam o co chodzi. Np. za bilet 20-minutowy płaciłam 3,40zł. Trochę sporo. Wiem, że nie powinno się porównywać dolarów do złotówek z powodu wielu różnych rzeczy, ale serio, za $200 kupię sobie o wieeeeeele więcej niż za 200zł. I tyczy się to wszystkiego – jedzenie, ciuchy, itp. A płace jak stały w miejscu, tak dalej stoją.

 

10. Moja siostra i kilkoro przyjaciół.

No, to chyba największy plus tego wszystkiego ;). Ale mimo wszystko – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! Dobrze być tu z powrotem.

 

Do następnego!

Aga

______________________________________________________________

EDIT:

Nie rozumiem tego, że za każdym razem pisząc posty, z którymi ktoś się nie zgadza, przekręcane zostają moje słowa i wręcz oskarżana jestem o mówienie czegoś, czego nigdy nie powiedziałam. Zaznaczam więc raz jeszcze: post ten zawiera moje własne obserwacje z 2-tygodniowego pobytu w Warszawie, które ogólnie nie są jakieś mega pozytywne i dużo rzeczy mi tam przeszkadzało tak teraz, jak i gdy tam mieszkałam. Jednak nigdzie nigdy nie napisałam, że Polska jest najgorszym krajem na świecie. Nigdy nigdzie nie napisałam, że tylko z tego miejsca mam takie a nie inne doświadczenia, bo dużo podróżowałam po Europie, dużo widziałam i mogłabym Wam opowiedzieć jak było chociażby na Ukrainie. Ten post jednak tyczy się TYLKO tego, co – jak już pisałam trzy razy – działo się w Warszawie w ciągu dwóch tygodni, które tam spędziłam. Nie porównuję tu Polski do żadnych innych krajów europejskich, a porównując do USA porównuję tylko i wyłącznie do moich okolic, ewentualnie miejsc, które odwiedziłam, bo – jak też już mówiłam nie raz – Stany są za dużym krajem, by wrzucać wszystkich do jednego worka.

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • k.

    Każdy, który wyjeźdza z kraju podświadomie szuka negatywnych aspektów poprzedniego życia. Usprawiedliwia to decyzje o zmianie miejsca zamieszkania. Ja osobiście uważam, że Polacy wcale nie są bardziej gburowaci niż inne narody. Wiele razy spotkałem się z wyrazami pomocy w beznadziejnych sytuacjach od przypadkowych/nieznanych mi osób. Podoba mi się to, że Polacy chociaż nie są fałszywie „happy” tylko jak im źle to o tym mówią. Pozdrawiam K.

    • Aga

      Nie uważam, żebym podświadomie szukała negatywnych aspektów poprzedniego życia. Jakby tak było to zapewne mogłabym się jeszcze bardziej rozpisać, ale naprawdę nie pojechałam tam po to, by znajdywać negatywy, tylko by spędzić fajny czas z przyjaciółmi. A to, co mnie jakoś tam uderzyło, opisałam w tym poście.
      Super, że udało Ci się znaleźć pomoc, gdy jej potrzebowałeś! To naprawdę ważne.
      A że inne narody też są „gburowate” – wiadomo, mam doświadczenie. Nie o innych krajach jednak pisałam w powyższym poście, a o Polsce :).

  • paulina

    A jechałas kiedyś komunikacja w stanach? Jeśli nie, to serdecznie polecam. To by zmieniło całe Twoje spojrzenie. Nic co prawda nie zastąpi moherow, w które wstepuja nadprzyrodzone moce kiedy widzą wolne miejsce (obijajac wszystkich swym zacnym wozeczkiem pelnym towarow z najblizszego bazaru), ale wcale nie jest lepiej. Zjawiska opisane przez Ciebie występują tak samo w Stanach, przy obecności wielu gratisów jak np:
    Grubasy obzerajace się fast foodami i czipsami, a po skończonej konsumpcji wyrzucające okruchy i opakowania na podłogę. Ktoś kiedyś odwazyl się jednemu takiemu zwrócić uwagę, a ten wziął ja sobie bardzo do serca przystawiajac tamtemu spluwe do czola (niech żyje druga poprawka konstytucji!). Sytuacja autentyczna, żeby nie było. Metro w nyc – syf i jeszcze raz syf. Polecam też Zielona i brązowa linie w Chicago po zmroku 😉
    Ludzie pchają się do autobusow i pociągów nie tylko w Warszawie. W Londynie, Madrycie, Barcelonie czy Paryżu jest tak samo. Takie czasy, że każdy myśli tylko o sobie i swojej wygodzie. Do tego pośpiech… Warszawa nie jest gorsza w tej kwestii więc nie demonizuj.
    Buraczki i prostaczki są wszedzie. W Stanach rowniez. Jeśli uważasz, że tylko w Polsce to jeszcze dużo musisz zobaczyć, żeby się przekonać ze nie tylko. Owszem, jest ich tu pełno, ale jak wszedzie. W Stanach ludzie nie palą na ulicach? A jak mają to robić kiedy nie mają chodnikow? 🙂 A swoje dupska wioza nawet do.marketu 100 metrów dalej…

    • Aga

      Tak, jeździłam komunikacją miejską w Stanach kilka razy i nigdy nie miałam żadnych nieprzyjemnych sytuacji. W Nowym Jorku metrem nigdy nie jechałam, więc nie wiem jak jest, ale już kiedyś mówiłam ,że po spędzeniu zaledwie 3 godzin w NYC stwierdziłam, że nie chciałabym tam mieszkać. Ludzi objadających się kebabami i innymi świerdzącymi potrawami w miejscach publicznych spotkać można wszędzie.
      Przykro, że każdy myśli tylko o sobie i swojej wygodzie. Chciałabym, żeby to się jakoś zaczęło zmieniać. Tzn. myślenie o sobie i swoim zadowoleniu jest bardzo istotne, ale fajnie byłoby, gdyby miało to miejsce bez uszczerbku na innych.
      Czy ja napisałam gdziekolwiek i kiedykolwiek, że tylko w Polsce tak jest? Nie przypominam sobie. Jak już wspomniałam w komentarzu wyżej – mam też kiepskie doświadczenia z innych krajów w Europie, ale ten post tyczy się TYLKO Warszawy i tego, co działo się w ciągu dwóch tygodni mojego pobytu.
      Nie napisałam też, że „w Stanach ludzie nie palą”. Napisałam dokładnie to: „Tutaj u mnie zobaczenie kogoś z papierosem to dosłownie święto!” Podkreślam – „tutaj u mnie”. Wiesz, chodnikiem nie dojdzie się załóżmy do sklepu spożywczego, ale gdy jedzie się do otwartego centrum handlowego, a głównie takie tutaj są, to chodników jest sporo. Tak samo z Atlantą, która to jest dużym miastem – chodniki są wszędzie. I na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby palące papierosy, które widziałam w ciągu prawie 3 lat. Co nie oznacza przecież, że w całych Stanach jest tak samo, bo tego nie napisałam. Ehh, jak ja nie lubię przekręcania moich słów i nadinterpretacji.
      A ci, co jadą 100 metrów autem, bo nie chce im się przejść… No to już ich sprawa i mnie osobiście nie sprawia to żadnych problemów :D.

    • aYaTH

      Wiesz co ? No…ja „pojechałam” komunikacją miejska w Stanach…i … do tej pory mile to wspominam…nigdzie indziej nie spotkałam tak miłego i kulturalnego kierowcy 🙂 …i przemiłej staruszki, która była wieeelce zdziwiona, że ustępuję jej miejsca w autobusie 🙂

  • Karolina

    Matko, pamiętam Cię jeszcze z czasów fanklubu Bobka, a tu przypadkiem wpadłam na post!
    Prawie ze wszystkim się zgadzam, jednak uważam, że zły nastrój polaków jest spowodowany właśnie poziomem życia – jest tak zróżnicowany, że ciężko jest być szczęśliwym, kiedy nie starcza do pierwszego, a inni mają „wszystko”, tym bardziej, że to chyba Polska mentalność, porównywać się do innych. W porównaniu do innym krajów, w Polsce na prawdę zwraca się uwagę na pieniądze, na rzeczy materialne, kto co ma i za ile.. Ostatni rok mieszkałam/studiowałam w Warszawie, pochodzę z Białegostoku, a kolejne kilka miesięcy wakacji, jak i rok temu spędzam w Brukseli – każde miasto zupełnie inne, ale Warszawa jak dla mnie najgorsza. Cała „polskość” podana jest tam na talerzu, a ludzie (głównie ci, którzy do Warszawy przyjechali na studia czy do pracy), ale ci rodowici również, nie mają w sobie za grosz empatii, jakiegokolwiek umiaru i skromności. Krótko mówiąc, jestem z Warszawy to jestem kimś i przykro, że akurat w stolicy Polski można zobaczyć takich ludzi, bo miasto i kraj same w sobie cudowne!

    • Aga

      Fanklub Bobka dalej jest i ma się dobrze! 😀
      Wiadomo, jakiś powód tego złego nastroju musi być i kiepska sytuacja życiowa na pewno gra tu wielką rolę. Przeszkadza mi jednak to ewidentne wyżywanie się na innych i pokazywanie na siłę jak to mi źle… W sumie masz rację, wiele razy spotkałam się z takim porównywaniem i podejściem w stylu „ja nie mam to ty też nie powinieneś!” Przykre, naprawdę.
      Też uważam, że Warszawa sama w sobie jest cudowna :). Zawsze cieszyłam się, że tam mieszkam z wielu względów, pomijając ludzi i ich zachowanie.

      • Karolina

        Warszawę uwielbiałam od dziecka, jednak po ostatnim roku szybko z niej zrezygnowałam. Nie dość, że drogo, to nieprzyjemnie i cały Twój post idealnie o tym mówi. Może to po prostu domena wielkich miast? Cały rok, kiedy wracałam do Białegostoku, czułam się trochę jakbym wracała na wieś. Tylko autobusy i auta prywatne, mniej ludzi, wolniejsze życie, nikt tak nie pędzi, a że zarabia się mniej – to tylko atut tego miejsca, że nie wszystkim jeszcze tak odbiło przez pieniądze. ALE te wszystkie argumenty, dobrze są też podsumowane przez inne komentarze, więc nasuwa mi się tylko jeden wniosek – żyjemy w chorych czasach i albo jesteśmy w stanie do tego przywyknąć, albo nadal możemy „narzekać” na to jak jest. Pozdrawiam 🙂

      • Aga

        Nie wiem, pewnie wielkość miasta i ilość ludzi ma spore znaczenie. Tam, gdzie nie ma takiego pośpiechu ludzie są automatycznie bardziej wyluzowani i jakoś im ogólnie łatwiej.
        Ja bym wolała jeszcze jedną opcję – albo to zmieniamy 😀

    • aYaTH

      aaaa…no to ciekawe…bo ostatnio dowiedziałam się od jednego Hindusa, że jesteśmy „bardzo radosnym i szczęśliwym narodem” :)…też mnie to zszokowało…ale tak nas postrzegają w Indiach…więc..chyba punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 😉

      • Aga

        Ahh, no tak, prawda! Tzn. to, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Święta prawda.

    • Ania

      Nie usprawiedliwiałabym brak uśmiechu i szczęścia przez sytuację finansową. Ja rozumiem, że w Polsce żyje się inaczej. Jednak proszę mi uwierzyć są kraje gdzie ludzie żyją gorzej, ciężej i mimo wszystko są bardziej pozytywni. Zresztą w Polsce otaczam się ludźmi, którzy mają naprawdę bardzo dobrą sytuację finansową a mimi wszystko narzekają i są mało radośni.Widziałam dużo i naprawdę przykre jest to, że jako narodowość jesteśmy bardzo smutnym narodem. Na szczęście rośnie nam nowe pokolenie i widzę iskre nadziei na zmianę nastawienia.

      • Aga

        Sama o tym kiedyś wspominałam gdzieś, że nawet jak ktoś ma wszystko czego potrzebuje to i tak będzie narzekać. Tutaj jakoś mam wrażenie, że ludzie jak mają problem to są bardzo zajęci planowaniem jak go rozwiązać, zamiast narzekać, że jest tak źle, a to właśnie ta druga opcja jest bardziej popularna w Polsce…

  • JB

    Skoro już wszyscy się czepiamy twoich opinii o Polsce to i ja muszę, a tak, żeby się nie wyróżniać haha.
    Mam wrażenie, że niektóre rzeczy troszkę wyolbrzymiasz. Powiem ci, że jeszcze bardziej niż gburowatości Polaków nie lubię, gdy większość Polaków ciągle narzeka na to, jacy są Polacy. No spoko, ale przypominam, że wy wszyscy też nimi jesteście, więc to śmieszne się robi, kiedy ma się wrażenie, że prawie każdy Polak narzeka na Polaków. Skoro wszystkim się tacy Polacy nie podobają to czemu tacy istnieją? To dość ciekawa rzecz do przemyślenia. Podoba mi się też stwierdzenie kogoś tam u góry – lepsze to, żeby człowiek mówił, jeśli jest źle niż jeżeli ma być ciągle fałszywie szczęśliwy. Inna sprawa, że też nie lubię takiego grupowania ludzi – tacy są Polacy, tacy są Amerykanie, a tacy Francuzi.
    Co do cen, wydaje mi się, że są też trochę uwarunkowane zarobkami, bo kiedy za jakąś pracę Amerykanin dostaje $2000 to Polak nie dostaje 2000zł, więc też jeśli wydajesz na coś $200 to nie może to być równe 200zł. Inna sprawa, że oczywiście, w Ameryce za mniej jesteś w stanie kupić więcej, więc Amerykanów też stać na więcej – to jest prawda, ale wydaje mi się, że jednak większość Polaków jest stać na dzieci, oczywiście, jeśli oboje rodzice pracują i zarabiają troszkę więcej niż minimalna krajowa, co też trudne nie jest, jeżeli mają w sobie choć troszkę samozaparcia i chęci do pracy.
    Ceny komunikacji miejskiej w Warszawie wysokie? Kurcze, dziś gadałam z siostrą, że są mega tanie w porównaniu do tego, co płacisz za autobus pod Warszawą. Bilet 30dniowy na obie strefy na karcie Warszawiaka kosztuje chyba troszkę mniej niż 200zł (dla mnie, wciąż jeszcze na szczęście młodego warszawiaka, 98zł), więc to chyba nie jest dużo w porównaniu z np. Londynem, gdzie za trzy strefy (porównuje trzy strefy do dwóch w Warszawie, bo londyńskie dwie strefy to tak naprawdę tylko okolice centrum, więc spoko mieszkania w dobrej cenie to szukać ze świecą) dorosła osoba płaci 146 funtów miesięcznie, a i tak nie dojedzie daleko za centrum, gdzie Warszawiak dojedzie na obrzeża W-wy.
    A lato nasze to ja akurat kocham, haha, ale to oczywiście osobista opinia i nie narzucam nikomu mojej. Ostatnio nie wytrzymywałam jak było ciągle 35+, pojechałam na wakacje i tak się modliłam, żeby jak wrócę do Warszawy padał jakiś deszcz i normalnie się zachwyciłam. Padało chyba tylko dwa dni, a wczoraj już znowu wróciły temperatury 30+. W sumie to wolałam nawet jak padało. To właśnie według mnie jest fajne, że nie ma takiej totalnej suszy czy coś, będą te wysokie temperatury, ale deszcz też będzie, więc zostanie zachowana równowaga.

    Nie mogę się doczekać następnego postu z twojej wyprawy do Polski!
    Pozdrawiam z aktualnie słonecznej Warszawy (znaczy, teraz już słońce zachodzi na szczęście).

    • Aga

      Nie wiem czy to możliwe, by wyolbrzymić własne doświadczenie? Opisałam to, co mnie spotkało, a nie to, co mi się wydaje, że mogło mnie spotkać, a to różnica. Ja też jestem Polką, ale nigdy nikogo nie uderzyłam w komunikacji miejskiej tak, jak sama nie raz dostałam. Nigdy nikomu nie buchnęłam dymem w twarz (bo nie palę) tak, jak inni mi dmuchali. Nigdy też nie wpychałam się przed matki z wózkami tak, jak inni wpychali się przede mnie (ale też nie zawsze).
      Ja również jestem za tym, by mówić prawdę o tym, jak się czujemy. Widzę jednak różnicę pomiędzy mówieniem tej prawdy, a wyżywaniem się na innych bez rozmawiania o tym, co jest problemem. A ci, którzy mówią mi, że generalizuję o Polakach i tak dalej i bardzo tego nie lubią, sami generalizują Amerykanów mówiąc, że „wszyscy są sztuczni” albo coś w tym stylu, więc coś tu chyba jest nie tak ;). A ja napisałam też, że nie mówię o wszystkich.
      A temperatura to wiadomo, że sprawa bardzo indywidualna. Cieszę się więc, że teraz jest tak, jak lubisz :D.

      • agulaw

        A ja Polske, w ktorej mieszkam widze jako kraj smutnych, zapracowanych ludzi. Kiedys pisalam, ze mimo bycia swietnym w swoim zawodzie, z trudem utrzumuje na powierzchni rodzine ( mam wiecej niz jedno dziecko). Moj usmiech na ulicy powoduje w najlepszym przypadku zdziwione spojrzenia. Ale tez mam go juz coraz mniej. Ze zmeczenia po prostu.
        Cenie sobie bardzo natomiast to, ze moge w kazdej chwili, bez zapowiedzi, wpasc do przyjaciol, ze oni wpadaja do mnie, ze dom jest pelen ludzi. I mimo ogolnego pochmurnego nastroju zmeczonych Polakow, spotykam sie raczej z zyczliwoscia, choc przyznaje, ze czesto wymuszam ta zyczliwosc wlasnym usmiechnietym zachowaniem.
        Pozdrawiam
        Agulaw

      • Aga

        No i jak można być szczęśliwym w takiej sytuacji, gdy ciężko jest utrzymać rodzinę, nie? Pracując non stop i martwiąc się czy starczy na wszystko, co trzeba.
        Mój uśmiech też powodował zdziwione spojrzenia, w najlepszym przypadku jak sama dodałaś, dlatego przestałam się uśmiechać. I żałuję, bo te spojrzenia nie powinny tak działać.
        Cieszę się, że masz grupę ludzi, z którymi dobrze się czujesz! Przydałby mi się ktoś taki tutaj… Pomijając oczywiście moją rodzinkę.

    • JB trochę sobie przeczysz 😀 bo albo porównujemy zarobki i ile się da za to kupić, albo przeliczamy walutę 😉 ja polecam liczenie jeden do jednego. Jeśli w Londynie bilet za 3 strefy kosztuje 150 funtów to tak, jakby w Warszawie bilet na 2 strefy (niech już będzie bo są większe niż Londyńskie :D) kosztował 150 złotych. Inne przeliczanie jest trochę bez sensu 😉 można się jeszcze połasić na liczenie cen na podstawie średniej krajowej (która np w Polsce jest trochę o kant dupy potłuc biorąc pod uwagę zarobki faktycznych, statystycznych polaków i wynosi średnio 4,000zł) a w UK wynosi ok 2500 funtów. Tylko, że ja np wiem, że w Polsce tak naprawdę zarobki oscylują raczej w okolicach 2000 zł (a gro ludzi zarabia bliżej 1000zł niż 2000zł) ale nie mam pojęcia jak tak naprawdę jest w UK bo nigdy tam nie mieszkałam a opinie ludzi – opiniom nie równe. Jakby nie było – w Polsce jest drogo i robi się coraz drożej a płace wcale nie rosną 😉 i mimo, że Aga trochę sobie ponarzekała i utożsamiam się tylko z częścią tych opinii – zgadzam się z cenami. (swoją drogą: nigdy nie spotkało mnie nic „złego” w komunikacji miejskiej 😉 a zdażyło mi się jeździć z ruchliwym uroczym dwulatkiem metrem w godzinach szczytu – nigdy nie wyszłam z metra bez otrzymania uśmiechów, komentarzy, że słodki, że ile ma lat, jak ma na imię i ogólnie – bez pozytywnego zaczepiania nie było przejażdżki 😉 . Lepiej: byłam świadkiem jak naburmuszona kobieta z dzieckiem w wózku wbiła się w kolesia tym wózkiem bo się miała nie zmieścić do metra, ten jej odburknął, żeby uważała, ona na niego burknęła, że ONA MA DZIECKO a ludzie w metrze zjechali oboje, żeby przestali przezywać tylko się przesunęli 😀 więc to chyba serio zależy od szczęścia 😉 no i trochę od znieczulicy – w pewnym momencie przestaje się zauważać pewne rzeczy (np to, że Pani w okienku zachowuje się jak sucz, kiedys z jedną pod Złotymi Tarasami – no dosłownie ten kiosk na przeciwko Tarasów, po stronie Pałacu – zwyzywałam się od idiotek. Taka była nieprzyjemna 😀 ale to w sumie była jedna z niewielu takich sytuacji na wiele lat mieszkania w Warszawie, więc to naprawdę zalezy od sytuacji 😀

      • Aga

        Ahh, te średnie krajowe… Tego nigdy nie lubiłam, bo jedna osoba zarobi 1200zł, a druga 6000zł, co daje 3600zł średniej, a to jest krzywdzące dla tej pierwszej osoby i daje fałszywy obraz zarobków w Polsce.
        Ja też miałam sporo uśmiechów, tzn. nie ja, a April :D, parę osób pytało jak ma na imię albo czy ich dziecko może zerknąć na moje, itp. Jednak niestety te negatywne sytuacje bardziej dały mi się we znaki, bo momentami naprawdę nie czułam się swobodnie i myślałam tylko co zrobić, by uchronić małą w chuście przed łokciem jakiejś innej przepychającej się osoby.

  • kaska

    Zabawne w jak wielkim stopniu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i jak ulotna jest pamięć, bo Dam w tym gronie nie ma.

    • Aga

      Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem co chciałaś przekazać swoim komentarzem.

      • kaska

        Tyle, że każdy jest tylko człowiekiem i pewnie ty również miałaś niejednokrotnie w Polsce takie dni i zachowania jak pani sklepowa rzucająca biletami. Czy przypadkiem nie było o tym paręnaście miesięcy temu? Teraz o tym zapomniałaś i wydaje ci się to niemożliwe. Gdybyś była oazą łagodności i taktu nie napisałabym tego komentarza, ale nie jesteś, ja również.

      • Aga

        Oczywiście, że miałam złe dni… W sumie moje życie było przepełnione tymi złymi, jakkolwiek beznadziejnie by to nie brzmiało. Zdarzało mi się łazić jak takie zombie, mieć minę jakby ktoś mi kota zabił, nie mieć ochoty na jakikolwiek kontakt z kimkolwiek, nawet wzrokowy w metrze. Nie przypominam sobie natomiast, żebym kiedykolwiek rzuciła cokolwiek w kogokolwiek, żebym nazwała kogoś brzydalem (a i takie komentarze o sobie słyszałam, gdy jeszcze miałam problemy z cerą) lub żebym wepchnęła się na chama przed kogoś z dzieckiem w chuście. Każdy jest tylko człowiekiem, masz rację, ale bardzo mi przeszkadza takie podejście w stylu „mam zły nastrój, więc każdy musi to wiedzieć i każdy musi mieć taki sam”.
        Swoją drogą, cieszę się, że nie uchodzę za oazę łagodności! Oazy łagodności 24h/7 są, bez obrazy dla innych, dziwnymi przypadkami ;).

  • maria z konina

    Aga! świetny post ,dobre spostrzeżenia, bo taka jest prawda o nas . Szkoda twojego czasu na tłumaczenie ludziom , co czujesz , myślisz , zobaczyłaś , porównałaś, bo,, prawda w oczy kole” Powiesz dzień dobry na ulicy osobie , której nie znasz , to patrzy na Ciebie , jak na ”ufo” .Serdecznie Was pozdrawiam i przytulam do serca po matczynemu , a April i Alicje mocno całuję po babcinemu i czekam na wieści od Ciebie!
    Maria

    • Aga

      Niestety tak jest z tymi spojrzeniami jak na ufo… Dlatego napisałam, że czułam się jak idiotka. A to zwyczajny uśmiech, nic takiego przecież!

    • kaska

      A jak ja mówię z uśmiechem dzień dobry to mi zawsze odpowiadają. Mam szczęście? Z chamstwem spotkałam się za to w Norymberdze i nie byli to Polacy. Pamiętajmy jednak, że elitę wybili nam z premedytacją Niemcy i Rosjanie w czasie 2WŚ, a po wojnie Żydzi z UB wespół z Rosjanami i komunistami. Dlatego często nam słoma z butów wyłazi. To jest brak rzetelnej kindersztuby i konsekwencja pochwały cwaniactwa w 3 RP.

      • Aga

        O masz, to, że Polacy dostali za przeproszeniem po dupie w czasie wojny nie oznacza, że teraz wszystkich żyjących w dzisiejszych czasach będę wznosić na jakiś piedestał tylko dlatego, że są Polakami. Nie chcę tutaj jednak wchodzić w dyskusje dotyczące tego, jak było kiedyś, kto był gorszy/lepszy i tak dalej, bo totalnie mija się to z celem jeśli chodzi o mój post.
        Cieszę się jednak, że ludzie reagują na Ciebie tak, jak reagują!

  • Kasia

    Jesli chodzi o problemy z dzieckiem w komunikacji miejskiej, to wcale nie jestem zaskoczona. Ostatnio czesto opiekuje sie synkiem brata i mimo, ze sama codziennie jeżdżę metrem i autobusami, to już z dzieckiem w chuscie z przodu albo w wózku to zupełnie inny świat… normalnie nie zdajemy sobie z tego sprawy ale trzeba mieć jakieś supermoce, zeby bezpiecznie dostać się z dzieckiem z puntu a do b. Jak sie jest skazanym na komunikację to trzeba się nauczyć z tym żyć. Ale szczerze, to nie uwazam, zeby to było charakterystyczne tylko dla Polski, niedawno byłam w hiszpanii i Portugalii i wierz mi, jest identycznie, niestety. Moze po prostu jesteś przyzwyczajona do poruszania się z dzieckiem autem, dlatego tak Cię to uderzyło? Pozdrawiam

    • Aga

      Czujmy się więc wyjątkowo, że mamy jakieś super moce ;).
      Oczywiście, że nie jest to charakterystyczne tylko dla Polski, ale post ten jest o mojej wycieczce, więc skupiałam się na tym, co działo się w Warszawie. I na pewno masz rację, że teraz mnie to tak uderzyło, bo z dzieckiem poruszam się autem, a wcześniej w Warszawie jeździłam sama, no bo wiadomo, nie miałam dziecka.

  • vanilla

    Heej 🙂 Ja rowniez mieszkalam kilka lat za granica. Pamietam pierwsze urlopy w Polsce. Moje odczucia byly wtedy podobne do Twoich, moze I gorsze, bo byl to totalny niesmak. Po pieciu latach zdecydowalam wrocic do Polski z wlasnej woli, porzucajac dobre zarobki i prace o ktora dlugo sie staralam. Czemu? W pewnym momencie przestalam porownywac ja non stop do innych krajow I wylapywac wady. Dzieki temu dostrzeglam zalety I zakochalam sie w nich. Np. polskie gory I ich niepowtarzalny klimat. Doszlam do wniosku ze czas zaczac zwiedzac Polske bo warto! A zazwyczaj konczy sie na wakacjach nad morzem I zwiedzanie kraju zaliczone. 😛 Co do chamstwa – zgadzam sie, bo tez sie z nim spotykalam ale zmieniajac podejcie przyciagasz do siebie wiecej pozytywnych zdarzen I ludzi. Przyciagasz to o czym myslisz. Moze brzmi glupio, trudno. ;P Czy wiesz ze ceny w stolicy znacznie roznia sie od cen w innych miastach? Oczywiscie przewyzszaja je. Jest tez wiekszy tlum I chaos. Proponuje nastepny pobyt w Polsce spedzic w innym miejscu. 🙂 Pozdrawiam

    • Aga

      Jeśli kiedykolwiek będę jeszcze lecieć do Polski na jakieś wakacje, co raczej czarno widzę szczerze mówiąc, to nie wchodzi w grę inne miejsce niż Warszawa, bo wszyscy mi bliscy ludzie mieszkają w Warszawie. Tak, wiem, że ceny w innych miejscach są niższe niż tam, jednak, jak już mówiłam kilka razy, post jest o moim pobycie w Warszawie, a nie o innych krajach czy miastach.
      Dla mnie niestety piękne miejsca, które są w Polsce, nie są wystarczającą zaletą, by tam mieszkać. Fajnie jednak, że dobrze Ci z decyzją, którą podjęłaś! Bo wnioskuję, że nie żałujesz powrotu :). I to najważniejsze.
      A swoją drogą już jako taka ciekawostka bardziej – ja nigdy nie lubiłam gór. Zdecydowanie bardziej wolę morze :D. Od dziecka.

  • Ja sam z Mińskiem. Byłem niedawno w Warszawie. Podobało mi się bardzo. Chciałabym żyć z tobą. Następnym razem, kiedy nadejdzie mój blog będzie zarabiać na wycieczkę.
    Wszystkie dobre 🙂

  • Zdjęcie przedstawia obszar trzech krzyży. Jeśli się nie mylę

  • Weszłam tu do Ciebie jak tylko zamieściłaś posta, przeczytałam, ale z braku czasu nie dodałam komentarza. Wchodzę znów dzisiaj, a tu już taka burza się zrobiła! 🙂 Cóż, muszę przyznać, że w wielu kwestiach miałam bardzo podobne odczucia po powrocie z Polski. Jak dla mnie Polska ogólnie na ogrooomny plus, ale nie ma co ukrywać, że nie ma problemów. Tak, jest drogo i tak, ludzie na ulicach są smutni, a panie w sklepach bardzo często zwyczajnie nieuprzejme i opryskliwe.

    • Aga

      Trochę mnie uspokoił Twój komentarz, bo się przekonałam, że nie jestem jedyną osobą z takimi wrażeniami ;P. Pamiętam Twój post na temat Twoich refleksji po powrocie!

      • Nawet jakbyś była jedyna, to nie byłoby w tym nic złego 😉 w końcu to Twoje wrażenia, a nie naukowe fakty, więc jak ktoś ma z tym problem, to właśnie ten ktoś, a nie Ty 🙂

      • Aga

        A to prawda! Zawsze wychodziłam z takiego założenia, dlatego piszę też o rzeczach, które wkurzają innych 😀 . Ale mimo to fajnie wiedzieć, że ktoś też ma podobne odczucia 😀