Zmagania Au Pair: prawda o agencjach i rodzinach goszczących.

Niedawno pisałam o au pair wyjeżdżających do Stanów bez doświadczenia w opiece nad dziećmi, a dziś poruszę temat agencji oraz rodzin goszczących. Może się narażę niektórym, ale myślę, że jest trochę rzeczy, z których wiele kandydatów na au pair nie zdaje sobie sprawy, a dobrze, żeby wiedzieli.

UWAGA: Wszystko, co zawarte w tym poście podparte jest na moich własnych obserwacjach oraz opiniach, z którymi nie musicie się zgadzać.

 

W wielu przypadkach czytając o wyjeździe ze stron agencji chcąc-niechcąc na myśl przychodzi mniej więcej to, że bycie au pair w Stanach to wieczne wakacje z nową rodziną. Będziecie sobie leżeć nad basenem popijając koktajle, „studiować” na uczelni, będziecie mieć „mnóstwo czasu” na poznawanie nowych znajomych i podróże, dostaniecie kieszonkowe i na wszystko starczy, bo całą resztę jak mieszkanie, jedzenie itp. macie zapewnioną, zarobicie „AŻ” $10,000 w rok, a w wolnych chwilach może zajmiecie się dziećmi… Realia zazwyczaj wyglądają inaczej, więc wiele osób bardzo się na tym zawodzi i niektórzy mają pretensje, że muszą wstawać o 6, by obudzić dzieci do szkoły albo dlaczego muszą robić ich pranie lub ścielić ich łóżka?!

Przedstawianie wyjazdu w taki sposób (oczywiście nie dosłowny, ale wiecie, o co mi chodzi) jest według mnie trochę nie fair, ale na pewno bardzo zrozumiałe. Agencje chcą przecież zachęcić ludzi do wyjazdów, do wybrania tej konkretnej, bo wtedy oni też na tym przecież zarabiają, a głównie o to chodzi. Dlatego nikt nigdzie nie napisze, że au pair może być bardzo zmęczona po całym tygodniu pracy z dziećmi, z którymi jest sama całe dnie bez nikogo innego do pomocy czy dziecko chore, czy wkurzone, czy zmęczone, itp. Nikt nie powie, że nie wszystkie rodziny chcą nowych ich członków, że niektórym wystarczy pracownik, który po godz. 17 wróci do swojego pokoju albo wyjdzie gdzieś i da im spokój. Nie powiedzą, że to wcale nie jest prawda, że wszyscy uczestnicy programu mogą sobie podróżować kiedy i gdzie chcą. O rematchach również nie przeczytacie. I tak dalej, i tak dalej. Dlatego ci bardziej zainteresowani wyjazdem; ci, dla których mieszkanie w USA jest ogromnym marzeniem, którzy zrobią wszystko, by tam być… w wielu przypadkach nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak wszystko naprawdę wygląda i mogą się trochę rozczarować.

 

Host rodziny

Prawda jest taka, że jest mnóstwo świetnych host rodzin, których au pair obchodzi jako człowiek, a nie jako „pracownik”. Spędzają razem czas, rozmawiają, czują się swobodnie ze sobą. Często zabierają au pair na wakacje razem z nimi, szanują jej prywatność, nie mają nic przeciwko zapraszaniu znajomych czy wypadaniu na imprezy od czasu do czasu, w granicach rozsądku oczywiście. Niektóre z nich tak polubią au pair, że chętnie opłacą jej studia w zamian za dalszą opiekę nad dziećmi. Jest naprawdę multum genialnych historii, gdzie hości i au pair, a przede wszystkim dzieci i au pair to ten „perfect match”, jednak o tych dobrych rzadko pisze się w internecie, więc nie zniechęcajcie się tym, że tak mało ich jest.

Są takie rodziny, które nie będą miały tzw. godziny policyjnej, a są takie, które będą oczekiwać au pair w domu w dni pracujące np. o godzinie 22 max. Są hości, którzy udostępnią au pair auto na jej/jego własność, a są takie, w których autem trzeba będzie się dzielić z innym członkiem rodziny. Często au pair ma własną łazienkę, z której nie korzysta nikt inny, ale są też sytuacje, gdy łazienka dzielona jest z dziećmi. Czasem mają swój własny pokój z dala od reszty, czasami nawet swoje własne piętro, a innym razem ich pokój jest obok pokoju dzieci czy hostów. Można tak wymieniać i wymieniać, ale chodzi mi tu o to, że wyjeżdżając musicie wiedzieć tego typu rzeczy i się na nie zgodzić, a nie myśleć, że „ta zasada jest beznadziejna, ale tak bardzo chcę wyjechać, że może jakoś to będzie”. To jest ich dom i ich zasady, których musicie się trzymać przyjeżdżając. Czasami rodziny ustalą zasady z przyjeżdżającą au pair, a czasami będą po prostu oczekiwać au pair, by trzymała się zasad już powstałych. Oczywiście reguły zawsze mogą zostać zmienione, więc jak najbardziej polecam rozmowy z rodzinami, jeśli jest coś, co jednak nam nie pasuje – w końcu nasze nastawienie też może się zmienić na podstawie doświadczeń i to, co nie przeszkadzało nam w ciągu pierwszych kilku tygodni może zacząć przeszkadzać, gdy np. poznamy więcej ludzi i będziemy chcieli spędzać z nimi czas. Ale ja tu mówię o rozmowach, a nie o awanturach czy żaleniu się w internecie i nie robieniu nic innego, by to zmienić.

Są też oczywiście niestety rodziny, które mają już swój system i wiedzą, jak wykorzystać, jak minipulować i jak podporządkować sobie au pair. Np. do prania dzieci niepostrzeżenie wrzucą też swoje ciuchy i jeśli au pair zostawi je w oddzielnym koszu to będą się awanturować. Lub jeśli au pair upierze, ale nie złoży ładnie w kosteczkę to dostanie niezły ochrzan. Są rodziny, które będą oczekiwać od au pair sprzątania całego domu łącznie z myciem podłóg czy też gotowaniem dla wszystkich codziennie. Niektóre będą znęcać się psychicznie krzycząc na au pair, mówiąc, że jest niekompetentna, że wszystko robi źle, itp. Inne codziennie będą się spóźniać z pracy po dwie godziny.

Warto też pamiętać, że każdy człowiek jest inny! Wszyscy mamy jakieś tam swoje przyzwyczajenia, wierzenia i tak dalej, które niekoniecznie mogą podpasować innemu człowiekowi. Przecież w naszych rodzinnych domach też nie raz zdarzają się sprzeczki, w niektórych nawet awantury i trzaskanie drzwiami. A to czy match jest perfect to okaże się dopiero na miejscu, bo to tak, jak z randkami przez internet – na fejsie rozmawia się genialnie, a na spotkaniu na żywo jest tak drętwo, że nie ma się ochoty widzieć tej osoby już więcej. Dlatego też często drugi człowiek nie wie, że np. nas czymś zranił, nie zdaje sobie z tego sprawy. Będzie to wiedzieć, jeśli mu powiemy, zamiast narzekać, że cały czas robi to samo i „mógłby to zmienić”. Nie zmieni, dopóki się nie dowie, w czym jest problem. A jeśli się nie dowie to nasz żal do niego będzie rósł i rósł i będzie coraz gorzej. Widzicie tu ten problem błędnego koła, nie?

 

Agencje

W sytuacji jak te negatywne wspomniane powyżej macie kilka możliwości. Rozmowa z rodziną, kolejna rozmowa z rodziną i jeszcze jedna rozmowa z rodziną. Rozmowa z LCC/Area Director (nazywane różnie w różnych agencjach – opiekunka au pair na miejscu), bardziej stanowcza rozmowa z opiekunką. Rozmowa z Program Director, a potem kontakt z Departamentem Stanu. Można też wszystko rzucić od razu i iść w rematch albo zdecydować się na rematch po pierwszej czy drugiej nieudanej rozmowie. W zależności od tego, jaki jest problem, bo jeśli zwyczajnie się z hostami nie dogadujecie i są wieczne awantury, a rozmowy nie pomagają, to rematch jest dobrym wyjściem – w końcu po co się męczyć rok w takiej atmosferze. Ale jeśli np. host rodzina nie kupuje jedzenia dla au pair, jeśli ją poniża, obraża, wykorzystuje w sposób, w jaki nie ma prawa wykorzystywać lub inne bardziej poważne rzeczy to BARDZO polecam kontakt z Departamentem Stanu!

A dlaczego? Dlatego, że niestety wiele opiekunek, które powinny być tam głównie po to, by pomagać au pair, ma wszystko za przeproszeniem gdzieś. Są oczywiście takie, które będą wspierać i pomagać jak mogą, ale niestety jest też sporo, które działają na odwrót. Nie mają odpowiedniej wiedzy, często wprowadzają au pair w błąd udzielając błędnych informacji na różne tematy, stoją po stronie rodzin i nawet nie chcą słuchać au pair, utrudniają rematch, itp., itd. Nie zostawiajcie tego tak, jeśli jesteście w takiej sytuacji! One nie mają prawa się tak zachowywać, więc koniecznie to zgłoście, bo jeśli wszyscy będą to ignorować to nic nigdy się nie zmieni.

Ja osobiście nie mam jakiegoś złego doświadczenia z Area Director, bo nigdy nie miałam problemów z którymi musiałaby mi pomóc. Pomijając fakt, że w ciągu roku opiekunki zmieniły mi się dwa razy i tylko jedna z nich była kompetentna, a reszta nie miała zielonego pojęcia o tym, co dzieje się wokoło, o jakichkolwiek zasadach ani nic z tych rzeczy, co, według mnie, nie powinno w ogóle mieć miejsca.

Mam natomiast bardzo dobre doświadczenie z agencją w Polsce i naprawdę nie mam nikomu nic do zarzucenia.

Nie oszukujmy się jednak – agencje już w Stanach nastawione są na zysk. Dlatego, między innymi, w wielu przypadkach rodzina ma tu przewagę, bo to oni płacą grube dolary agencji, a nie au pair. Wiele LCC zrobi więc wszystko co w ich mocy, by w programie zatrzymać hostów, a nie au pair.

 

Au Pair

Pamiętajcie więc, że niesamowicie ważne jest to, byście wiedzieli czego chcecie tak przed wylotem, jak i w trakcie programu, bo w przeciwnym razie możecie się przejechać. Musicie być stanowczy, ale bez awanturowania się, bo to nigdy do niczego nie prowadzi. Jak napisałam niedawno na fejsie, asertywność to podstawowa cecha, którą każdy/a au pair musi mieć. Bez tego może być ciężko, jeśli napotka się jakiś problem i to nawet taki mały.

Niestety często zdarza się, że au pairki narzekają na swoich hostów i przedstawiają ich w bardzo złym świetle, ale nie wspominają nic o sobie. Nie mówią dlaczego hości się wkurzają, dlaczego mają takie zasady lub/i problemy, a nie inne, itp. A w bardzo wielu przypadkach jest tak, że odpowiedzialność za zaistniałą sytuację stoi po obu stronach – host rodziny i au pair. Czasami tylko po stronie rodziny, a często tylko po stronie au pair i o tym to już się w ogóle nie mówi, bo każdy chce chronić swój tyłek. Np. moja znajoma, która w aplikacji wpisała, że nie pali i rodzina nawet ją o to pytała w trakcie interview, bo zależało im na niepalącej osobie. Potwierdziła, że nie, nie pali. I później po kilku tygodniach u rodziny miała rozmowę i powiedzieli jej, że albo rzuca palenie w tej chwili, albo musi znaleźć inną rodzinę. I wybaczcie, ale ja się im w ogóle nie dziwię, bo nie dość, że narażała zdrowie wszystkich domowników to w dodatku kłamała tyle czasu. Zdecydowała iść w rematch rozpowiadając dookoła, że – uwaga – hości ją wyrzucili z domu! Co w ogóle nie miało miejsca. Jeśli oczekujecie, że przylecicie do USA i wszystko będziecie mieli podstawione pod nos, a hości będą iść wam na rękę za każdym razem kiedy tylko będziecie chcieli i wybaczą wam wszystkie mniejsze i większe kłamstewka, to niestety możecie się rozczarować i pamiętajcie, że wtedy wy też jesteście odpowiedzialni za zaistniałą sytuację.

Wiele problemów niestety wynika też z tego, że rodziny często wiedzą na co mogą sobie pozwolić na podstawie ich doświadczeń z poprzednimi au pair, więc jeśli poprzednie dały sobą pomiatać, to z nową też będą próbować i w takiej sytuacji bardzo dużo zależy od was. Czytajcie umowy, które dostajecie i to jest bardzo, bardzo ważne, bo w umowie zawarte są najpotrzebniejsze informacje dotyczące nie tylko ogólnych zasach programowych (jak np. co zrobić, by pomyślnie ukończyć program), ale też m.in. to, na czym polega praca au pair, co należy do waszych obowiązków, co nie i tak dalej. I trzymajcie się tego, nie dajcie się wykorzystywać, a jeśli już się dajecie to nie narzekajcie później w internecie.

Oczywiście nie twierdzę, że fakt, iż niektórzy hości są chamscy, próbują wykorzystywać au pair i tak dalej jest okej. Nie, to jest bardzo nie okej i jakbym mogła to wszystkie tego typu rodziny wywaliłabym z programu z zakazem powrotu na zawsze, bo wy nie jedziecie tam po to, by się denerwować non stop, ale po to, by przeżyć fajny rok. Jednak jeśli już traficie na takich ludzi to musicie sobie z tym poradzić w jakiś sposób.

 

Także podsumowując… Są genialne rodziny, są też takie beznadziejne. Traficie na super Area Director, która będzie Wam pomagać i będzie miała odpowiednią wiedzę albo na taką, która nic nie będzie robić i w razie problemów z rodziną pomoże im, a nie wam. Cokolwiek by się nie działo, nie jesteście zdani tylko na siebie. Zawsze jest ktoś wyżej, kto czeka na telefon, więc nigdy nie zostawiajcie nic tak po prostu, bo wtedy naprawdę nic nigdy się nie zmieni.

Do następnego!
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Julia

    Super wpis 🙂 moze otworzy oczy niektórym.

    • Aga

      Fajnie by było 😀

  • weronika

    Mnie osobiście drażni to, że dużo dziewczyn daje się wykorzystywać rodzinie i nic z tym nie robi bo chcą pokazać jakie to są silne i dadzą sobie spokojnie rade… Osobiście uważam, że wtedy to jest takie zielone światło dla rodzinki, że mogą tak robić i będą to kontynuować dalej, a to nie o to tu chodzi, prawda?
    Dlatego proszę Was, nie pozwalajcie sobie na takie wykorzystywanie, bo dobrze znacie zakres swoich obowiązków 🙂

    • Aga

      Tak też się zdarza, to prawda! Oczywiście, że nie o to tu chodzi. Niestety wiele osób nie potrafi walczyć o swoje. I ja ich nie winię ,bo to często wcale nie jest takie łatwe, a już zwłaszcza jak się jest tak daleko i zdanym prawie tylko na siebie. No ale jednak uważam mimo tego, że wszystko ma swoje granice i jeśli ktoś czuje i myśli sobie, że coś jest nie tak to znak, że serio coś jest nie tak.

  • sylwia

    Dlaczego tak bardzo nie lubisz Polski ? Też planuję zostać au pair i nie widzi mi się powrót tutaj, więc jestem ciekawa jak to jest z Tobą 😉 Jeśli pytanie się już pojawiło to przepraszam, ale dopiero zaczęłam czytać Twojego bloga:)

    • Aga

      Na pewno duży wpływ na to ma fakt, że nie trzymam się z rodziną ani nic. Inną sprawą są problemy z pracą i godnymi zarobkami, które pozwoliłyby w Warszawie żyć, a nie wegetować. Pogoda też, bo nienawidzę zimna i nawet dzisiaj jest tylko 16 stopni, a jest środek lata! Mentalność ludzi też niesamowicie mi przeszkadza, ale o tym jeszcze poopowiadam po moim powrocie. Niektóre przepisy i ogólnie to, co się tu dzieje… Opieka medyczna, a raczej jej brak. To chyba większość ;). Są też rzeczy, które lubię, jak np. możliwość spacerowania czy jeżdżenia na rolkach gdzie się chce (u mnie jest to niemożliwe) czy kupowanie świeżego pieczywa w piekarniach, czego u mnie nie ma, ale jednak nie są to rzeczy wystarczające, by być zadowolonym z ogólnego życia w Polsce. Przynajmniej dla mnie 🙂

      • Magda

        Aga, rozmawialysmy kiedys w komentarzach o zmianie nazwiska/dokumentow w Polsce. Bylam w usc w piatek, zanioslam przelumaczony akt slubu i akt urodzenia mojego meza i na miejscu pani pomogla mi wypelnic wniosek. Placilam 95zl, dokumenty do odbioru za 2-3 tyg, na miejscu wpisujesz kogo upowazniasz do odebrania. Czyli w ciagu jednego pobytu w Polsce raczej nie wyrobi sie nowego paszportu, ale zawsze to jakis krok do przodu 😉

      • Aga

        O, dzięki wielkie za informację! Tym razem tego już nie załatwię, ale dobrze wiedzieć w razie co :).

      • E

        hmm ciekawe, mówisz o pracy i godnym życiu… a prawda jest taka że gdybyś obecnego męża poznała w Polsce to też mogła byś godnie żyć…. Więc jakie znaczenie czy mieszkasz w Polsce czy w USA?

      • Aga

        Znaczenie takie, że z moich obserwacji wynika, iż w USA ogólnie łatwiej znaleźć pracę i piąć się w górę niż w Polsce. Zresztą to nie tylko USA, ale inne kraje też. Nie wszystkie oczywiście.

      • justa

        Jak zerujesz na kimś to pewnie, że się dobrze żyje. Gdybyś musiała sama zarobić w Stanach ze swoim wyksztalceniem a raczej jego braku to byś miała taka sama wegetacje jak w polsce. Ja pracuje i nieźle się muszę natyrac żeby mieć na utrzymanie rodziny, domu, samochodu, etc. A mieszkam w Stanach od lat, legalnie i skończyłam tu studia i pracuje w zawodzie.

      • Aga

        No cóż, Nathan również nic nie studiował, a jakoś sobie radzi :). Zresztą ja nie mówiłam tylko o sobie, ale o innych ludziach też. I trochę widzę jad się leje, że ja mogę sobie „żerować”, a Ty musisz się natyrać na utrzymanie rodziny. Każdy ma takie życie, jakie ma i naprawdę nie rozumiem włażenia z buciorami w czyjeś, więc odpowiadam na Twój komentarz w takim samym tonie, w jakim go odebrałam. Ja odpowiedziałam tylko na pytanie, a dyskusja na ten temat miała już miejsce pod jedną z dawniejszych notek, więc zapraszam w razie chęci.

  • AGA, twój artykul i opinie odnośnie programu au pair są ciekawe, odnoszą się do najważniejszych zasad w Programie Au Pair. Warto dodać, ze dla obu stron zarówno Au Pair jak i rodziny ważne jest zaangażowanie i uczciwość. Z naszego wieloletniego doświadczenia w biurze Prowork i rozmów z setkami AuPair wynika, że takie właśnie podejście zawsze się sprawdza, nawet w przypadku niewłaściwego dopasowania z rodziną, dość łatwo można pomóc w znalezieniu najlepszego rozwiązania. Ważna jest też Twoja kolejna uwaga – na pewno warto komunikować się z innymi i zgłaszać wszelkie wątpliwości do lokalnego opiekuna lub do swojej agencji w kraju. My ze swojej strony zawsze z przyjemnością pozostajemy w kontakcie z naszymi Au Pair i staramy się być pomocni:-)
    Pozdrowienia od Prowork team w Warszawie:-)

    • Aga

      Zgadzam się! Zaangażowanie rozumiem nie tylko jako wykonywanie swoich obowiązków i tego typu rzeczy, ale też komunikowanie się ze sobą nawzajem, o czym napisałaś zresztą później w komentarzu, a co niestety często nie ma miejsca 🙁

  • Klar

    Hej Aga, do kiedy jesteś w Wawie? Chętnie bym się spotkała jak masz czas oczywiście 😀 buziaki i zapomniałam dodać że post świetny, pomocny Bardzo 🙂

    • Aga

      Samolot powrotny mamy 13 lipca. Napisz do mnie na maila 🙂 I dam Ci znać jak coś, ale nie obiecuję.

  • agulaw

    Zeruje???? Wow:/ Co za okreslenie. Bardzo pejoratywne i jednoznaczne.

    Czyli jak kobieta i mezczyzna zakochuja sie w sobie, potem biora slub i na koniec rodzi im sie dziecko, a oni umawiaja sie, ze kobieta z tym dzieckiem jakis czas zostanie w domu – to jest zerowanie???
    Nie wiedzialam. Naprawde nie wiedzialam. To raz.
    A dwa. Zanim skonczylam studia i w rtakcie studiow – pracowalam w wielu krajach. W Polsce tez. Nie majac wyksztalcenia.
    I wylacznie w Polsce zylam na granicy ubostwa, zazwyczaj nie dojadalam. W pozostalych krajach – moglam zyc skromnie. Ale samodzielnie i godnie. Bez wyksztalcenia. Takie ja mam doswiadczenia.
    I jeszcze pracujac w Polsce na dwoch etatach, po studiach jako specjalista – nie stac mnie na dom i samochod. Stac mnie i moja rodzine na skromne zycie. A szans na zmiane nie ma.
    Co wynika z tego podsumowania?
    Nic. Albo: kazdy niech zyje jak chce. I nikomu nic do tego.

    • Aga

      Zawsze mnie zastanawia takie podejście wielu Polaków, że wykształcenie wszystko nam da, że kończąc studia nagle otwierają nam się wszystkie drzwi i możemy zmieniać bardzo dobrze płatne prace jak rękawiczki. Jesteś jednym z przykładów, że jednak nie do końca tak to działa…

      • agulaw

        Bo nie dziala. Moj maz zaluje, ze studiowal. Twierdzi, ze niepotrzebnie stracil 5 lat. Studia to nie jest klucz do sukcesu. Choc w moim przypadku otworzyly mi drzwi. I jestem specjalista, mam ogrom ofert pracy, ale w Polsce jest to bardzo slaba praca. A slowa uznania, osiagane efekty – ciesza. Ale za to sie nie da godnie zyc.

        Dla mnie nigdy wyksztalcenie nie bylo miara sukcesu. Nigdy. Talent, mocne strony, pomysl na zycie. Tojest miara naszego sukcesu. A przez sukces rozumiem zwykle szczesliwe zycie.

        Pozdrawiam Agnieszko:)

      • Aga

        Zgadzam się z tym, co napisałaś. Mam nadzieję, że w Polsce się to trochę zmieni i też zaczniesz dostawać więcej ofert!

  • Mom

    Sprawa wygląda trochę inaczej gdy dziewczyna bez wykształcenia, która chce uciec z Polski bo nic jej tam nie trzyma , ‚nagle’ zakochuje sie w swoim hoście i w ekspresowym tempie zachodzi w ciąże .. Musisz sie liczyć z tym ze dla wielu osób może to wyglądać na sposób na osiedlenie sie w stanach i łatwe życie housewife .. I na prawdę nie powinnam mowić jakie to życie w stanach jest łatwiejsze, jak łatwiej tu znalezc prace skoro sama póki co nie zarabiasz nic.

    • Aga

      Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie mają różne podejście i pewnie wiele osób myśli sobie, że złapałam Nathana na dziecko, ale to już tylko Wasza sprawa i mnie nic do tego. A to czy powinnam mówić o tym o czym mówię, czy też nie, to już sama ocenię. Mam porównanie między znajomymi w Polsce, w USA i w innych krajach, więc mam też pewne podstawy do wyrobienia sobie jakiejś tam opinii. A jeśli kiedykolwiek będę szukała pracy to możesz być pewna, że podzielę się również tą historią.
      Co do łatwiejszego życia to nie chodzi mi tylko o pracę, ale też o inne aspekty, jak np. ludzie i ich podejście, łatwość załatwiania wszelkich spraw, opiekę medyczną, asortyment w sklepach spożywczych, ceny w sklepach… I tak dalej, i tak dalej. I, jak zwykle, chodzi tu o moje doświadczenie w chwili obecnej. Zapewne miałabym inne zdanie na różne tematy mieszkając np. w Kalifornii albo w Nowym Jorku czy gdziekolwiek indziej, gdzie ceny są wyższe i mentalność ludzi inna niż u mnie.
      A o tym czy życie „housewife” jest „łatwe” to też mogłabym podyskutować.

      • agulaw

        Dzieki:)
        Ofert mam sporo, bo jestem swietna w tym, co robie. Ale zarobek jest nijaki. Obliczylqm kiedys, zeby zarobic na normalne zycie bez szalenstw to musialabym pracowac 100 godzin tygodniowo.
        Wiec powoli zaczynam szukac poza Polska. Czy sie uda to nie wiem. Ale zawsze warto sprobowac.
        Ty sprobowas (czytalam Cie od poczatku) i udalo sie.
        Udalo Cie sie znalezc swoje miejsce. I swoich bliskich.
        I tak trzymaj.
        Agulaw

      • Aga

        No 100 godzin tygodniowo brzmi strasznie :O Powodzenia w takim razie z szukaniem pracy za granicą!