Jak to jest być mamą na pełen etat? + Zdjęcia z porodu?!

Oczywiście już w trakcie ciąży zastanawiałam się, jak to wszystko będzie wyglądać później. I ogólnie moje wyobrażenia nie były najgorsze, chociaż było kilka rzeczy, których się obawiałam. Według mnie niemożliwe jest to, żeby bać się niewiadomej, no bo czego się wtedy tak naprawdę boimy? Zawsze jest coś w naszej głowie, jakieś wyobrażenie, pomysł, jak wszystko może wyglądać. Nie miałam pojęcia jak moje życie się zmieni, czy sobie poradzę, czy nie umrę ze zmęczenia, czy będę dobrą mamą… Wiele razy rozmawiałam z Nathanem na ten temat i nie raz zdarzyło mi się płakać. Mówiłam mu, że boję się, że zawiodę April i sama siebie, że to całe opiekowanie się noworodkiem to będzie dla mnie za dużo. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tak małym dzieckiem. Obawiałam się tego, jak sobie poradzę, jeśli April będzie płakać non stop i ja będę sama, bez nikogo do pomocy, nie będę wiedziała o co chodzi, jak pomóc. Stresowała mnie wizja małej ilości snu, braku czasu na nic… w tym na jedzenie. Kolejną rzeczą było to, że nie chciałam, byśmy się z Nathanem od siebie oddalili, a jakoś tak w tej mojej wyobraźni widziałam, że tak to się właśnie stanie.

Najlepsze jest to, że samego porodu w ogóle się nie bałam i czułam się do niego przygotowana. Pamiętam, że dotknęłam jej główkę, gdy tylko się pojawiła na zewnątrz i to było niesamowite uczucie. I dosłownie chwilę później pielęgniarka położyła mi ją na klatce. To uczucie było nie do opisania! Naprawdę, nie mam pojęcia jak okreslić to, co wtedy się działo ze mną. Mogłam wreszcie przytulić to maleństwo, które tyle czasu kopało mnie w środku! Nagle zapomniałam o całym tym bólu, który czułam, wszystko minęło jak ręką odjął. I mówię to serio, sama wcześniej nie wierzyłam, że to możliwe, gdy inne kobiety o tym mówiły. A jednak! Nie miałam pojęcia, że można kogoś kochać w taki sposób od dosłownie pierwszego momentu, gdy się tego kogoś zobaczy.

Pamiętam, że w dniu jej narodzin bałam się ją podnosić! Trzymałam ją na rękach, karmiłam i tak dalej, ale jak chciałam ją podnieść i położyć ją w innej pozycji to kompletnie nie wiedziałam jak to zrobić. Prosiłam pielęgniarki albo Nathana o pomoc. Teraz myślę sobie, że trochę to było zawstydzające, ale po prostu miałam wrażenie, że April była taka krucha, malutka i delikatna, że nie chciałam jej skrzywdzić. Ogarnęłam się z tym następnego dnia na szczęście.

Pierwsze dni były ciężkie. Na początku karmiłam małą co maksymalnie 2 godziny, więc dni totalnie zmieszały mi się z nocami. Mówię maksymalnie, bo nie mogłam przekroczyć tych dwóch godzin, a mała często i tak budziła się wcześniej. Nie miałam pojęcia co się dzieje wokoło, spałam kiedy i gdzie popadło, bardzo mało jadłam, bo nie miałam ani czasu, ani chęci. Przez jakiś czas, niedługi na szczęście, April miała silną potrzebę bycia na rękach i ssania non stop! Dlatego zdarzało się, że – mówiąc kolokwialnie – wisiała na moich piersiach nawet przez 6 godzin pod rząd, co z jednej strony było wyczerpujące, a z drugiej nie chciałam jej tego odbierać. Na początku myślałam, że będę chciała, żeby Nathan został ze mną w domu przez kilka pierwszych dni, ale w weekend po jej narodzinach jakoś tak złapałam tego bakcyla, że tak to nazwę, i powiedziałam mu, że spokojnie może iść do pracy, a w razie co to po prostu będę dzwonić. I nie dzwoniłam!

Zdarzało mi się, że byłam mega, ale to mega sfrustrowana. Miałam wrażenie, że utknęłam na fotelu na zawsze, bo karmię April na żądanie, więc w tych wcześniejszych tygodniach nigdy nie wiedziałam, kiedy znowu będzie chciała jeść, jak długo, itp. Bałam się wychodzić z nią sama na spacer, a jechać gdzieś dalej to już w ogóle. Czułam się taka beznadziejna w tym sensie, że prysznic to był luksus raz na 3 dni, o pomalowaniu paznokci mogłam pomarzyć, bo jak to zrobić trzymając dziecko na rękach przez większość czasu? Nie wspominając o śnie przez więcej niż 2 godziny za jednym razem.

Ale wychodziłam mimo tego, że się bałam. Jakbym nie wychodziła to czułabym się jak w jakimś więzieniu, gdzie strażnikiem byłoby tygodniowe dziecko! No bez przesady. Nie mówię tu o jakichś mega wojażach, bo April była malutka wtedy i ja dalej się goiłam, ale spacer czy małe zakupy w Targecie tak. Pamiętam jednak, że jak zatrzymaliśmy się na jakieś jedzonko w niedzielę (April urodziła się w piątek) w drodze z wizyty kontrolnej w szpitalu to gapiłam się na nią leżącą w wózku i myślałam tylko „proszę, nie popłacz się, nie tutaj”.

Dodatkowym problemem jest też to, że w sumie nie mam tu przyjaciół. Mam trzy koleżanki z czego jedna pracuje i ma rocznego synka (jutro idziemy na jego pierwsze urodziny!), druga rodzi lada dzień, a trzecia jest w 26. tygodniu ciąży i lekarz kazał jej leżeć do rozwiązania. Jagoda za to mieszka 50 minut drogi ode mnie, co już jest przeszkodą, no a poza tym pracuje też. Dlatego przez jakiś czas czułam się bardzo samotna. Bo wiecie, Nathan pracuje codziennie, Alicia chodziła do szkoły, no a poza tym naprawdę chciałabym mieć więcej interakcji z kimś dorosłym, a przynajmniej starszym niż 7-letnie dziecko… Pisanie smsów z ludźmi tutaj to jedno, kontakt z siostrą to co innego, ale ja jestem typem, który potrzebuje kontaktu twarzą w twarz na żywo.

W każdym razie, potem mieliśmy wycieczkę do Silver Falls i na Hawaje, April miała tylko 2 tygodnie, gdy tam lecieliśmy. W sumie wiele się w tym czasie nauczyłam i czułam się z nią o wiele pewniej.

Najgorsze momenty to te, kiedy mała płacze i płacze, i płacze, i ciężko ją uspokoić. Pamiętacie, jak pytałam o rady dotyczące wypróżniania się April, nie? No to był mega problem, naprawdę. Nie raz płakałam razem z nią, bo nie dość, że widziałam, że cierpi to w dodatku nic nie mogłam zrobić. Gdyby nie to, to byłoby o wiele łatwiej. Teraz jest już o wiele lepiej. Każdego dnia płacze chociaż raz w podobny sposób, gdy boli ją brzuszek, ale nie jest to nawet w połowie tak beznadziejne, jak wcześniej i nawet nie macie pojęcia, jak się z tego cieszę.

Nie chcę być tą, która dyktuje plan dnia, wolę czekać aż wszystko się tam April samo wyreguluje. Nie wyobrażam sobie mieć konkretnych godzin karmień i zmuszać ją do czekania na nie, gdy np. zgłodnieje wcześniej lub kłaść ją na siłę spać, gdy nie jest wystarczająco śpiąca. Tak było do tej pory i jakoś tam mniej więcej coś już się zarysowało. Kładziemy ją spać wieczorem o 9, w nocy budzi się na karmienie ok. 12-1 i zasypia od razu, potem ok. 3:30-4:30, czasem nieco później i też zasypia od razu, potem je ok. 8 i zazwyczaj już nie śpi dłużej, a pierwszą drzemkę ma ok. 10-11. W nocy Nathan karmi ją za pierwszym razem, a gdy budzi się drugi raz to daje mi ją do łóżka i tak ją karmię, dzięki czemu mogę sobie spać i ona zasypia ze mną. W ciągu dnia to już nie wiadomo, jak będzie. Zazwyczaj ma jeszcze dwie dodatkowe drzemki, ale nie zawsze. Na przykład dzisiaj na dobre obudziła się dopiero o 10, bo w nocy miała trochę cięższy czas, i jej pierwsza i jedyna drzemka tego dnia była dopiero o 4 popołudniu! Sześć godzin bez spania. Powiem Wam, że było ciężko.

Czasem nadal mam takie momenty, gdy myślę sobie, że kurcze, ciężko mi! Nie mam czasu ugotować normalnego obiadu. Albo że łeb mi dosłownie pęka z bólu, a April dalej płacze. Albo chętnie poszłabym na spacer, ale mała się wkurza, jak ją odkładam do wózka. Lub gdy zasypia na mojej klatce, a jak ją odkładam, to od razu zaczyna płakać… Czasami napada mnie taka frustracja, że parę razy musiałam ją odłożyć i wyjść na chwilę, by wziąć kilka głębokich wdechów i wrócić. I jeśli ktoś z Was ma czasami podobnie i czuje się winny to uważam, że nie ma ku temu powodów. Jesteśmy w końcu żywymi istotami i mamy swoje uczucia, emocje, granice.

W tym momencie zazwyczaj udaje mi się znaleźć czas na ugotowanie normalnego obiadu, na zdrzemnięcie się, jeśli potrzebuję. Zabieram April na zakupy spożywcze i wszystko jest okej. Czasem udaje mi się napisać bloga za jednym razem, poćwiczyć trochę czy poczytać książkę. Chodzę na zajęcia, czaem spotkam się z Jagodą. Byliśmy na ślubie, baby shower, teraz idziemy na urodziny i później „pool party”, więc też nie zawsze zamulamy. A czasami po prostu siedzę sobie i nic nie robię, i to też jest ok. Mam czas na prysznic, na pomalowanie paznokci czy wysuszenie włosów.

Mam nadzieję, że nikt nie odbierze tego jako atak, bo nie taki jest mój cel, ale muszę powiedzieć, że nie rozumiem kobiet, które opiekę nad swoimi dziećmi traktują jako pracę, niektóre tej pracy nie lubią. Tak, czasami jest ciężko, ale żeby praca? Bycie matką to zawód? Wiele z nich z jednej strony chce zostać w domu z dzieckiem / dziećmi, a z drugiej narzeka, że to taka ciężka praca, że nic z tego nie mają (serio, nic?!), że jak wypełniają formularze np. do lekarza to w miejscu „zatrudnienie” powinny móc wpisać „mama pozostająca w domu”. Narzekają, że nie mają urlopu ani wolnych weekendów. Oczywiście ja też czasami chcę odpocząć, ale od tego mam męża, by mi pomógł i sam zajął się dzieckiem, gdy ja nie mogę / nie chcę w danej chwili, przecież to ojciec! Rozumiem irytowanie się, gdy ktoś mówi „ty jesteś w domu cały dzień i nic nie robisz, a narzekasz, że jesteś zmęczona!”, bo to wcale tak nie jest i jak mam czasem możliwość nic nie robienia to chciałabym, by czas zatrzymał się i postał trochę w miejscu. Nadal jednak nie rozumiem wkurzania się na ludzi i zarzucania im, że bycie mamą to o wiele cięższa praca niż cokolwiek, co oni robią.

Ale to wszystko łączy się w taką jedną całość, którą jest moja córka! I uwielbiam bycie mamą. Mimo tych wszystkich ciężkich momentów, które przeszłam i które jeszcze na pewno przede mną, kocham ją nad życie i nie wyobrażam sobie teraz jej nie mieć. Zmienił mnie też trochę ten czas w pewnym sensie. Jestem silniejsza, mam wrażenie. I nie fizycznie, ale psychicznie. Na pewno nie byłabym w stanie zostawić April z opiekunką/au pair/w żłobku i iść do pracy, więc cieszę się bardzo, że nie muszę tego robić, ale jednocześnie nie mam jakiegoś dużego problemu zostawić ją z opiekunem albo jej własnym ojcem, gdy ja chcę gdzieś wyjść albo cokolwiek. Nie chcę tego robić zbyt często, ale nie dlatego, że źle się z tym czuję tylko właśnie zwyczajnie dlatego, że nie czuję takiej potrzeby. Bo naprawdę, ale to naprawdę lubię trzymać ją na rękach, przytulać ją i tak dalej, ale mam też swoje granice i czasem już nie mogę. Uwielbiam spędzać z nią czas. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej, bo od dłuższego już czasu trzyma kontakt wzrokowy, uśmiecha się właściwie prawie cały czas, gdy nie śpi (czasem nawet w czasie snu), cieszy się na mój widok. No i każdego dnia z każdą kolejną minutą uczy się coraz więcej. Przygląda się wszystkiemu po kolei, bardzo dużo dźwięków wydaje, stara się chwytać zabawki, potrafi je utrzymać, od jakiegoś już czasu trzyma głowę bez problemu, niedawno zaczęła siadać trzymając moje palce bez dodatkowej pomocy z mojej strony! A dzisiaj jak siedziala na moich kolanach tak, że nogi opierała na krześle to z całej siły napinała mięśnie i próbowała wstawać. Niesamowite to jest. To wszystko, co jest mi dane obserwować każdego dnia. Naprawdę nie wyobrażam sobie nie być świadkiem tego typu sytuacji. No i te wszystkie rzeczy wynagradzają mi wszystkie te momenty, kiedy czuję się gorzej, jak np. dzisiaj, gdy już zaczynałam się irytować w pewnym momencie. Zwyczajnie nie mogę się na nią napatrzeć i czasami nadal nie dowierzam, że to moja córka! To zdecydowanie była najlepsza decyzja w moim życiu. I uważam też, że jestem dobrą mamą :).

Pomyślałam, że pokażę Wam kilka zdjęć, które nasza fotografka zrobiła podczas porodu. Wszystkie są piękne, ale spokojnie, nie będę tu wrzucać tych ze szczegółami ;). Chciałam się podzielić tylko paroma z nich.

017f

018g

049s

064x

107av

116bc

132bi

152bq

167bx

232cy

295dw

322d

342n

348p

 

Do następnego!

Aga

PS. Tak, jest jeszcze Alicia, ale w tym tekście skupiłam się głównie na April.

 

________________

Powiązane posty:

13 rzeczy, których ludzie nie powiedzą ci o ciąży…

Ciąża i weganizm – z czym to się wiąże? cz. 1

Ciąża i weganizm – z czym to się wiąże? cz. 2

Mój plan porodu.

Pozwólcie, że Wam kogoś przedstawię!

Mój poród w kontekście planu.

Oregon i Hawaje – relacja. | Podróż samolotem z noworodkiem.

Jak wygląda opieka medyczna w czasie ciąży i porodu w Stanach oraz ile to kosztuje?

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Marta

    kiedyś nie rozumiałam zamawiania fotografa na poród, teraz już rozumiem 🙂 zdjęcia są piękne!

    • Aga

      Fajnie, że zmieniłaś zdanie 😀 Ja miałam fotografkę na dosłownie cały czas, ale zawsze można poprosić o zdjęcia przed i/lub po, pomijając ostatnią część porodu 🙂

  • Pięknie to wszystko napisałaś 🙂

    • Aga

      Dzięki 🙂

  • Karolina

    Cześć 🙂 czytam Twojego bloga i czuje sie tak, jakbym pisała go ja. Jesteśmy w podobnej sytuacji- pod wieloma względami 😊
    Doskonale ujęłaś wszystkie obawy, emocje i sytuacje z życia młodej mamy. Moja córeczka Alicja ma 4,5 msc, wiec moge spokojnie powiedzieć, że zgadzam sie 100%, z tym jak wyglada „mamusiowanie” 👍🏻 Z początku było cieżko, ale każdy jej uśmiech wynagradza cięższy moment…
    Pozdrawiam Cię cieplutko

    • Aga

      Hej! 🙂 Czyli że nie tylko ja mam takie spostrzeżenia. Fajnie, że tak trafiłam w sedno :D.

  • Maria z Konina

    Narodziny dziecka to cud , bycie mamą to piękne uczucie . Agnieszko jesteś wspaniałą Kobietą i cudowną Mamą.April ma wielkie szczęście , że ma tak kochanych Rodziców. Serdecznie Was pozdrawiam , przytulam do serca po matczynemu , a Aril całuję i ściskam po babcinemu! Maria z Konina

    • Aga

      Dzięki za miłe słowa!

  • Tak mi przyszło do głowy: próbowałaś uspokajać April siedząc na dmuchanej piłce? 😉 dzieci uwielbiają ten płynny ruch góra-dół i takie rozwiązanie jest np błogosławieństwem dla rodziców dzieci, które mają kolkę. Co oczywiste: dziecko do dobrego szybko się przyzwyczaja ale w krytycznych sytuacjach gdy April płacze – może warto spróbować 😉
    co do reszty: świetnie napisane 😉

    • Aga

      Tego jeszcze nie spróbowałam! Ale jak będziemy miały tę krytyczną sytuację, która będzie wymagać ostrych środków (oby nie!) to tak zrobię i zobaczymy 🙂

  • Mimbla

    Móc przytulić dzieciątko tuż po porodzie jest wspaniałym uczuciem 🙂

    • Aga

      To prawda :)))

  • Monika

    A czy kiedykolwiek będzie można liczyć na więcej zdjęć z całego porodu czy już bardziej uważasz to za sferę prywatną i zostawiasz je dla siebie? 🙂

    • Aga

      Hmm… Sama nie wiem. Na razie nie planuję kolejnego postu w tej tematyce, ale może w przyszłości, zobaczymy 🙂

  • Patrycja

    na płacz i zasypianie dla maluszka moge polecić ‚misia szumisia’…mój siostrzeniec odkąd pamiętam z nim zasypia a teraz ma juz 7 miesięcy 😉 http://whisbear.com

    • Aga

      Jakie fajne! Na pewno zastanowię się nad zakupem 🙂

  • Joanna

    Piękne zdjęcia i dużo szczęścia Wam życzę,pozdrawiam serdecznie:)

    • Aga

      Dzięki 🙂

  • Zuzia

    Tak jak Ty nie rozumiem matek (chociaż sama nią nie jestem), które narzekają na to, że bycie matką to taka ciężka praca… Nie licząc skrajnych przypadków nikt ich do tego nie zmuszał.
    A poza tym to piękne zdjęcia!

    • Aga

      No właśnie, dobrze to ujęłaś.
      Dzięki!

  • Justyna

    Piękny wpis i cudowne zdjęcia. Dziękuję bardzo poprawiły mi humor 😉 i zgadzam się w stu procentach, nie rozumiem jak kobiety mogą myśleć o opiece nad swoimi dziećmi jako o pracy- totalny absurd!