Pytania i odpowiedzi cz. 2 – mój plan na życie, czy rozmawiam z dziećmi o seksie i czy uważam, że Amerykanie są głupi…

Hejka!

Dziś mam dla Was drugi post, w którym odpowiadam na kilka Waszych pytań. Mam nadzieję, że usatysfakcjonują Was one i zależy mi na tym, żebyście pamiętali, że nie narzucam nikomu mojego zdania! Odpowiadam po prostu zgodnie z moimi opiniami i uczuciami :). Zaznaczam też, że nie potrzebuję żadnych rad, a jeśli kiedykolwiek będę potrzebowała pomocy to na pewno dam Wam znać, co już zresztą nie raz robiłam.

 

Pytania skopiowałam i zachowałam ich oryginalną pisownię.

 

  1. „Ja z kolei chciałam zapytać o coś, czego temat poruszyłaś kiedyś na blogu. A dokładnie: postcrossing. Jakie są twoje wrażenia na ten temat, czy wciąż w tym uczestniczysz etc. ?”

Dla tych, którzy nie wiedzą co to Postcrossing: jest to wymienianie się pocztówkami z obcymi ludźmi z całego świata. Trzeba zarejestrować się na stronie internetowej – postcrossing.com – i podać swój adres (nie jest on udostępniany publicznie). Później wystarczy kliknąć na „send a postcard”, by dostać adres jakiejś osoby, do której należy wysłać kartkę. Każda pocztówka ma swój unikalny kod, który trzeba na niej napisać i to jest bardzo ważne, bo odbiorca później wpisuje ów kod do systemu i dopiero wtedy jego adres trafia do puli i dostanie go kolejna osoba losująca do kogo wysłać kartkę :).

Jeśli chodzi o moje wrażenia to uważam, że Postcrossing to naprawdę super sprawa! Dostałam wiele kartek z bardzo wielu ciekawych miejsc. Większość z nich przedstawia widoki miejscowości, z której przychodzą, ale jedna osoba zrobiła kartkę specjalnie dla mnie ze zdjęciem Jima Carreya, który – jak wiecie – jest moim ulubionym aktorem. Dalej wysyłam kartki, ale teraz już o wiele rzadziej niż kiedyś. Nie chodzi o to, że straciłam zapał ani nic takiego, ale bardziej o to, że po prostu od dłuższego czasu miałam tyle na głowie, że zwyczajnie nie pamiętałam. Mam sporo czystych pocztówek, które czekają na wysłanie! Dlatego jeśli ktokolwiek ma ochotę na wymianę pocztówkami to piszcie na maila – gusiek.w@gmail.com.

Nate powtarza mi czasem, że jestem staroświecka… Ale ja lubię być staroświecka. Uwielbiam listy i pocztówki o wiele bardziej niż maile czy inne pamiątki.

 

  1. „Czy masz takie poczucie, że Alicja jest dla Ciebie mniej ważna? Córka własna to jednak cos innego niż córka swojego mężczyzny? Masz takie poczucie, że swoją córkę kochasz bardziej i, że Alicja nigdy jej nie dorówna?”

Oczywiście traktuję i widzę Alicię jak moją córkę i ona traktuje mnie jak mamę i przyjaciółkę mimo tego, że przecież ma kontakt ze swoją biologiczną matką. Ale tak, własna córka to co innego niż córka mojego mężczyzny. Przez „własna” rozumiem, że urodzona przeze mnie. Hmm. Zastanawiałam się, jak odpowiedzieć na te pytania, by wyjaśnić o co mi chodzi szczerze, jasno i wyraźnie i nie zostawiać niedomówień. Nie wiem czy mi się to uda, ale spróbuję…

Myślę, że czym innym jest zacząć wychowywać dziecko, które ma już kilka lat i, jak w przypadku Alicii, bagaż mega złych doświadczeń, a czym innym jest zacząć z dzieckiem, które ma totalnie czystą kartę i wszystkie opinie, upodobania i wszystko inne dopiero zaczyna się kształtować. Jest na pewno łatwiej w tym drugim przypadku. W ciążę zaszłam po kilku miesiącach myślenia, że „może nie mogę mieć dzieci, skoro się nie udaje”, później nosiłam ją we własnym ciele tyle czasu! To również ma ogromny wpływ na moje podejście, tak myślę przynajmniej.

Mówiąc całkowicie szczerze – tak, April jest dla mnie ważniejsza niż Alicia. I chociaż kocham je obie to czuję jakąś tam różnicę między moimi uczuciami do nich, ale też nie do końca potrafię wyjaśnić co to jest tak dokładnie. Rozmawiałam nawet o tym z Nathanem i mu o tym powiedziałam tak, jak powiedziałam to teraz Wam.

Czy Alicia nigdy nie dorówna April? Według mnie April nie jest lepsza od Alicii, a Alicia nie jest lepsza od April. Wiecie, o co mi chodzi? Ja mogę mieć swoje opinie na różne tematy dotyczące chociażby ich wyglądu i fakt, że bardziej podobają mi się dziewczynki z blond włosami niż te z brązowymi (bez obrazy!) nie oznacza, że Alicia jest gorsza pod żadnym względem. Jest po prostu inna i to jest super.

Osobiście uważam, że często zdarza się tak, że nawet jak dwoje dzieci jest urodzona przez tę samą kobietę to owa kobieta ma cieplejsze uczucia do jednego z nich. Nie uważam, żeby kochanie dwójki dzieci w taki sam sposób było obowiązkiem, bo to wszystko zależy od różnych rzeczy, m.in. i przede wszystkim od tego, jakie mamy stosunki między sobą. Być może za kilka dni/tygodni/lat coś się zmieni i będę czuła to samo do obu z nich.

 

  1. „Wyjeżdżając do Stanów nie miałaś pojęcia, że zakochacie się w sobie z Nathanem, ale z tego co pamiętam byłaś pewna, że nie chcesz wracać do Polski. Jaki więc miałaś plan na życie po zakończeniu programu? Co miałaś zamiar robić by zostać?”

Byłam pewna, że nie chciałam wrócić do Polski, ale nie wiązałam swojej przyszłości ze Stanami. Tzn. oczywiście myślałam sobie, że byłoby genialnie tu zostać, ale zdawałam sobie też sprawę z tego, że jest to naprawdę trudne i niewiele jest opcji, by to zrobić. Wiedziałam, że do Polski nie wrócę, bo to dla mnie byłby ogromny krok w tył i olbrzymia porażka. Najprawdopodobniej wyjechałabym do jakiegoś innego kraju, ale nie miałam żadnego konkretnego planu, bo wtedy wolałam się skupić na tym co mam robić w Stanach, a dopiero później zacząć myśleć o tym, co dalej.

Niektórzy z Was mogą sobie pomyśleć, że to takie bez sensu z mojej strony, że nie miałam żadnego planu na siebie, ale ja nie czułam się z tym gorzej niż inni. Dla mnie okej było nie bycie uwiązanym w jednej pracy, nie posiadanie konkretnych zobowiązań, nie stresowanie się tym, co będę robić w tej ogólnej przyszłości i tak dalej. Prawdą jest, że nie czułam, by zostało mi cokolwiek do roboty w Polsce, ale wiedziałam, że jest mnóstwo innych możliwości w innych miejscach.

Jako ciekawostkę powiem Wam, że kilka osób z mojego bliskiego otoczenia powiedziało mi dokładnie to samo zdanie przed moim wylotem i brzmiało ono tak: „Aga, ty tam zostaniesz!” Skąd oni wiedzieli?!

 

  1. „Co sądzisz o książkach dla dzieci o tematyce kontrowersyjnej np. o śmierci, seksie, wojnie, chorobach, porodzie, „mini horrorach”- jak np „Koralina”. W Polsce to są tematy tabu i rodzice rzadko rozmawiają o tym z dziećmi.”

Zastanawiałam się nad tym pytaniem przez jakiś czas i doszłam do wniosku, że według mnie nie ma czegoś takiego, jak kontrowersyjny temat, bo w sumie każdy może widzieć różne rzeczy w inny sposób. Są oczywiście tematy, z którymi niektóre osoby czują się bardzo niekomfortowo i za wszelką cenę chcą ich unikać, a już zwłaszcza w kontaktach z dziećmi i to właśnie te tematy nazywane są kontrowersyjnymi, bo tak jest po prostu łatwiej. Pech chciał, że większość ludzi czuje się niekomfortowo rozmawiając o tych samych sprawach, ale to już jest kwestia kultury, społeczeństwa, itp.

Możecie się ze mną oczywiście nie zgadzać, ale ja mam takie zdanie, że śmierć, seks, choroby i porody (oraz inne tematy niewspomniane w pytaniu) to rzeczy bardzo naturalne, bardzo ludzkie, o których każdy ma prawo wiedzieć- łącznie z dziećmi. Jedne dotyczyć będą wszystkich (jak np. śmierć), inne tylko niektórych, różnie to bywa. Nie widzę więc powodu, by cokolwiek przed dziećmi ukrywać. Często ludzie myślą, że to dla ich dobra, ale zazwyczaj okazuje się, że taka „ochrona” daje odwrotny skutek, bo przecież dlaczego dziecko miałoby nie móc zobaczyć jakiegoś zdjęcia czy obrazka z porodu, jeśli jest ciekawe lub dlaczego miałoby nie wiedzieć, co to jest miesiączka i antykoncepcja? Jeśli dziecko zada pytanie o to skąd się biorą dzieci to bardzo nie podoba mi się odpowiedź w stylu „jesteś na to za mały” albo w ogóle oburzanie się, że takie pytanie padło. Chciałam też tu zauważyć, że dzieci rzadko pytają o seks. One pytają o to, skąd biorą się dzieci. I tak, jest to niewątpliwie powiązane, ale wystarczy odpowiedzieć konkretnie na pytanie dziecka i zazwyczaj szczera odpowiedź z użyciem normalnych nazw części ciała – zamiast pszczół i kwiatków albo jeszcze gorszych bocianów przynoszących dzieci – usatysfakcjonuje tego młodego ciekawskiego. Ciekawość to bardzo naturalna sprawa i uważam, że jeśli dziecko (nawet to czteroletnie!) nie otrzyma odpowiedzi od rodziców to znajdzie ją gdzie indziej w innym czasie i w sposób, jakiego rodzice woleliby uniknąć. Jeśli otrzyma odpowiednią odpowiedź to skończy się temat. No ale dobra, o tym mogłabym pisać oddzielny post, więc na razie skończę tu.

Jeśli chodzi o choroby to powiem Wam z doświadczenia, że ukrywanie czegokolwiek przed dziećmi to bardzo kiepski pomysł. Pamiętam, że moja mama była nieobecna przez długie okresy czasu, że często źle się czuła, że przychodziła do niej jakaś pani co jakiś czas. Pamiętam, że zawsze miała krótkie włosy uczesane w taki sam sposób, a przecież kilka lat wcześniej miała naprawdę długie, piękne i bardzo ciemne włosy. Pamiętam, że raz ojciec zabrał mnie i siostrę do miejsca, w którym spędzała większość czasu i zrobiła mi koka, który niesamowicie mi się spodobał. Dlaczego to wszystko tak wyglądało? Nie miałam pojęcia, tak po prostu było. Cieszyłam się za każdym razem, gdy ją widziałam, ale wiedziałam, że nie potrwa to długo. A później nagle pewnego ranka ojciec i jego matka powiedzieli do mnie i do siostry: „usiądźcie, musimy wam coś powiedzieć”. I bum, informacja spadła jak grom z jasnego nieba – „wasza mama nie żyje”. Doskonale pamiętam ten moment, pamiętam w co byłam ubrana, jak uczesana była moja siostra, jak to wszystko się odbyło – ze wszystkimi szczegółami. Pamiętam, że nie do końca rozumiałam – nie żyje? Ale jak to, co to właściwie znaczy? Byłam zaledwie 2 miesiące przed moimi 7. urodzinami, moja siostra miała 5 lat. I nawet nie macie pojęcia, jaka ja byłam zmieszana. Kompletnie nie wiedziałam o co w ogóle chodzi! Ja tak naprawdę nie miałam nawet pojęcia, że moja mama była chora! Później pamiętam kilka sytuacji, kiedy pytałam co jej było, na co chorowała, jak długo… I NIKT nie chciał mi nic powiedzieć. Bo byłam „za młoda”, bo to „temat nie dla mnie”, bo „kiedyś ci powiemy”… Nawet, jak byłam starsza, jak kończyłam podstawówkę – dalej był to dla mnie temat zagadka. Wiecie, jak się dowiedziałam, na co chorowała? Szukałam kiedyś zdjęć z mojgo dzieciństwa w pokoju ojca i zamiast fot znalazłam perukę mamy oraz jej protezę piersi… Próba mojej rodziny, by ochronić mnie i moją siostrę przed tymi negatywnymi rzeczami, jak np. widzenie jej w złym stanie w szpitalu (byłyśmy tam tylko jeden jedyny raz) pozbawiła nas możliwości zobaczenia jej i spędzenia z nią ciut więcej czasu i tego nigdy im nie wybaczę. Ja nawet nie pamiętam, jak brzmiał jej głos, nie mam żadnych, ale to żadnych wspomnień. NIGDY NIE UKRYWAJCIE TAKICH RZECZY PRZED DZIEĆMI, jest to po prostu jedna z najokropniejszych rzeczy, jakie można zrobić.

Wojny i kilka innych tego typu rzeczy widzę trochę inaczej, bo według mnie większość informacji, jakie dostajemy z mediów jest nieprawdą. Według mnie media na siłę starają się sprawić, by społeczeństwo się bało, bo wtedy o wiele łatwiej jest je kontrolować, a o to przecież chodzi rządowi większości krajów, które te media kontrolują. Nie chcę się tu rozpisywać na ten temat za bardzo, więc powiem tylko ogólnie, że akurat do tego typu tematów podchodziłabym ostrożnie, bo nie chcę, by moje dzieci żyły w jakimś wyimaginownaym i strasznym świecie, który tak naprawdę nie jest taki zły, za jaki się go uważa.

Co do książki to słyszałam o niej, ale nie mam pojęcia o czym jest, więc nie mam żadnego zdania.

Na zakończenie dodam jeszcze, że chciałabym, by na świecie nie istniało coś takiego jak „temat tabu”, bo mnóstwo problemów pojawia się właśnie przez to, że ludzie boją / wstydzą się rozmawiać o pewnych rzeczach. Nawet jeśli chodzi o puszczanie bąków czy bekanie, a co dopiero seks…

Uważam więc, że książki na tego typu tematy są potrzebne, o ile pokazują wszystko tak, jak jest i nie wmawiają dzieciom, że np. seks to tylko z mężem lub żoną, bo przecież wiemy, że wcale tak nie jest albo że jak ktoś umrze, to idzie do nieba, bo nie każdy musi w to wierzyć.

 

  1. „Czy podziela Pani opinię że 95 % amerykanów to ludzie o bardzo niskim IQ , że to społeczeństwo bezrefleksyjne i całkowicie sterowane przez media ? Jaki poziom wykształcenia dominuje w narodzie amerykańskim ? Czy amerykanie chodzą do teatrów czytają książki ? o czym rozmawiają podczas spotkań ?”

Nie, nie podzielam opinii, że 95% Amerykanów to ludzie o bardzo niskim IQ. Zastanawia mnie skąd w ogóle te dane? I co oznacza „bardzo niskie IQ”? I nie robię sobie tu żartów ani nic, pytam całkowicie poważnie, bo szczerze nie wiem czy są jakieś konkretne i oficjalne wytyczne, czy cokolwiek. Zresztą osobiście uważam, że nawet jakby ktoś miał niskie IQ, cokolwiek to oznacza, to zdecydowanie nie znaczy to, że ta osoba jest głupia czy też w jakikolwiek sposób gorsza od tych, którzy osiągnęli wyższy wynik. Przynajmniej w większości przypadków.

Czy jest to społeczeństwo bezrefleksyjne i całkowicie sterowane przez media? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo na pewno jest sporo ludzi, którzy wierzą we wszystko, co podstawi im się pod nos i nie zastanowią się nad niczym, nie będą mieli swojej własnej opinii. To fakt. Jest też sporo takich, którzy zachowają się odwrotnie czyli właśnie zatrzymają się na jakiś czas, pomyślą, poczytają więcej i tak dalej. Sęk w tym, że tak samo jest z ludźmi w innych krajach i nie ma to znaczenia, gdzie się mieszka. A czy jest to społeczeństwo całkowicie sterowane przez media? Nie powiedziałabym, że całkowicie, bo to się wiąże z tym, co przed chwilą napisałam – są tacy, którzy we wszystko uwierzą i tacy, którzy będą mieli swoje opinie – ale jakby się chciało uogólnić to tak, są sterowani przez media. Tak, jak i wszystkie (!) inne społeczeństwa w krajach, które mają dostęp do wspomnianych mediów. Niestety.

Jaki poziom wykształcenia dominuje w narodzie amerykańskim? Nie mam pojęcia, ale pewnie są jakieś dane w internecie, jakbyś był na tyle zainteresowany, by szukać.

Czy Amerykanie chodzą do teatrów i czytają książki? Pewnie, że tak! I to nawet dość często.

O czym rozmawiają podczas spotkań? To wszystko zależy od bardzo wielu czynników – z kim się spotykasz, gdzie, kiedy, po co, czy pijesz alkohol czy nie, w jakim nastroju jesteś, czy masz jakiś problem i jak bardzo poważny, czy coś interesującego wydarzyło się w Twoim życiu i wiele, wiele więcej. Chodzę czasem na lunch z Nathanem i jego kolegami z pracy w czasie ich przerwy i byłam świadkiem rozmów na mnóstwo różnych tematów zaczynając od jakichś głupot, zwierząt, muzyki i filmów, przez pracę i wszystko co z nią związane łącznie z małym komentowaniem innych ludzi, po aborcje, narkotyki i tak dalej, i tak dalej.

Także mówiąc ogólnie – nie, nie uważam, że Amerykanie są głupi :).

 

  1. April i to czy będę ją uczyć polskiego… Po raz setny.

Powiem Wam całkiem szczerze, że czuję się już znudzona i podirytowana dalszym drążeniem tego tematu. Moje stanowisko w tej sprawie przedstawiłam w TYM POŚCIE oraz w komentarzach pod nim i nie mam nic więcej do dodania, więc kolejne próby przekonania mnie do zmiany zdania będę z pełną premedytacją ignorować. Możecie oczywiście mieć swoje zdanie i jak najbardziej wygłaszajcie je, jeśli macie ochotę i możecie być pewni, że nie wywalę Waszych komentarzy. Zmęczona już jestem jednak czytaniem o tym, co według Was powinnam, a czego nie, bo to już jest wchodzenie w moje życie, zamiast dzielenia się swoją własną opinią, a ja tego nie lubię.

 

  1. „Kiedy będziesz w Polsce?”

29 czerwca ląduję w Warszawie, a 13 lipca mam samolot powrotny :).

 

To by było tyle na dziś. Jeśli macie jakiekolwiek dodatkowe pytania to piszcie śmiało w komentarzach. Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • pelagia

    Z wieloma rzeczami o których piszesz się nie zgadzam – ale o to chyba chodzi, żeby ludzie mieli różne opinie na różne tematy 🙂 – ale co do uporu w swoim postanowieniu o nieuczeniu dziecka Twojego ojczystego języka całkowicie Cię popieram. To Ty jesteś matką maleństwa, masz swój rozum, wielokrotnie to tutaj udowodniłaś, widać, że wszystko co robisz masz przemyślane. Dziewczynka gdy podrośnie na pewno się zainteresuje krajem i pochodzeniem swojej mamy, jeśli wyrazi ochotę na naukę będzie to jej własna decyzja i tak powinno być. Nie przejmuj się krytykantami i tak trzymaj 🙂 Pozdrawiam

    • Aga

      Dzięki za poparcie! Miło mi było przeczytać ten komentarz… Jeden z niewielu w takim tonie na ten temat :D.

  • Patrycja

    Ja tez mam w wielu tematach inne zdanie ale lubię raz na jakiś czas tutaj zaglądnąć 😉 Cała frajda polega na tym ze ludzie są inni i opinie odmienne 😉 gdyby wszyscy byli tacy sami to było by nudno. Jeżeli chodzi o uczenie języka pl twojej córki to fajnie ze się nie boisz krytyki i otwarcie mówisz o swojej decyzji. Ale warto pomyśleć, że dziecko potrafiące mówić w dwóch językach od urodzenia ma w konsekwencji lepszy ‚start’ jeżeli tak to mogę nazwać. Przykładowo ja mam korzenie niemieckie i baardzo żałuję, że po niemiecku nie mówię ( od września zamierzam się uczyć) – mowie tylko po pl i ang. Teraz w dwóch językach mówi prawie każdy wiec żeby na polu zawodowym i w życiu osiągać sukcesy trzeba być poliglotą 😉 Pozdrawiam Patrycja

    • Aga

      Napisałam w poście, że będę ignorować kolejne rady, więc ignoruję ;).

      • Patrycja

        To nie porada a raczej chęć podzielenia się żalem do mojej rodziny 😉 wiadomo ze każdy robi po swojemu 😉

      • Aga

        Aaa to nie zrozumiałam przekazu w takim razie. Przykro, że masz żal do rodziny, no ale czasami tak bywa, wiadomo :/

  • Exmil

    hej, a ja mam pytanie, które jest chyba dość prywatne, ale nie mam nic złego na myśli- czysta ciekawość. Być może się też pojawiło, ale dość przeszukałam bloga i już jestem zmęczona, bo nigdzie nie znalazłam 😛
    Wiesz jak jest w polsce- dziecko zazwyczaj zostaje z matką, więc dlaczego starsza nie mieszka z mamą?
    Jeśli nie chcesz odpowiadać to okej, chociaż nie powiem – ciekawi mnie to 🙂
    Pozdrawiam, miło się czyta!

    • Aga

      Haha rozumiem 🙂 Tak, to pytanie pojawiło się już, ale sama nie pamiętam kiedy i gdzie. Ze szczegółami odpowiadać nie będę, bo nie dość, że historia jest baaaaardzo długa i skomplikowana no to w dodatku nie dotyczy mnie bezpośrednio, więc nie uważam, żebym mogła o tym opowiadać. Ogólnie chodzi o to, że Nate jest o wiele lepszym opiekunem dla Alicii niż jej mama. Oni mieli robione różne testy, biegli obserwowali jak oboje z nich zajmowali się Alicią, jak się z nią bawili, obserwowali jej reakcje, itp. Było sporo sytuacji, które pokazały im, że bycie z matką rujnuje jej psychikę. Końcowo zgodnie stwierdzili, że Alicia będzie miała lepsze życie z ojcem.