Jak wygląda opieka medyczna w czasie ciąży i porodu w Stanach oraz ile to kosztuje?

Tym razem zabieram się za to, by opowiedzieć Wam mniej więcej, jak wyglądała cała opieka medyczna tutaj w Stanach od początku aż do po porodzie, czyli ile miałam wizyt, jakie badania, jak się mną opiekowali i ile to wszystko kosztowało. Wszystko wygląda bardzo podobnie lub tak samo w innych szpitalach w kraju, ale zaznaczam wyraźnie, że w tym poście opowiadam tylko i wyłącznie o moim własnym doświadczeniu (chyba że wspomnę inaczej) ze szpitala w Fayetteville w stanie Georgia, które może różnić się od doświadczeń, jakie mieliście Wy lub o których słyszeliście od innych osób.

 

W czasie ciąży

Dzień po tym jak zobaczyłam pozytywny wynik testu ciążowego (piątek) zadzwoniłam do gabinetu mojego lekarza ginekologa / położnika i zapytałam, co teraz powinnam zrobić. Powiedzieli mi, że generalnie taka pierwsza oficjalna wizyta odbywa się w 10. tygodniu ciąży, ale jak najbardziej mogłam umówić się kiedykolwiek wcześniej, jeśli chciałam się upewnić czy test jakimś cudem się nie pomylił. Tak też zrobiłam i pierwszą wizytę miałam już we wtorek w następnym tygodniu. Zobaczyłam wtedy mojego bobasa na USG po raz pierwszy! Nathan powiedział, że April wyglądała wtedy jak krewetka ;).

W sumie miałam 13 wizyt kontrolnych – 5 co miesiąc, później kolejne 5 co dwa tygodnie i na końcu ciąży jeszcze 3 wizyty co tydzień. W ciągu tego czasu miałam 3 kontrolne USG. Przed każdą wizytą robili badania moczu, by sprawdzić czy nie ma w nim białka. Sprawdzali też oczywiście moją wagę, ciśnienie oraz bicie serca małej, a później również rozmiar mojego brzucha. Krew pobieraną miałam w sumie 4 razy (mam nadzieję, że dobrze pamiętam) z czego raz, bo sama poprosiłam i sprawdzili dodatkowo np. witaminy D oraz B12 i akurat za to musiałam dopłacić, bo nie było to konieczne. W 35. tygodniu miałam również robiony posiew. Wszystkie te wizyty oraz badania odbyły się według harmonogramu w tym gabinecie no i oczywiście w ramach ubezpieczenia chyba że Wam zaznaczyłam, że było inaczej. Zdecydowałam też zrobić jedno USG 3D/4D, za które płaciłam dodatkowo, bo to już totalnie opcjonalna sprawa.

W tym miejscu jest tak, że kobiety w ciąży mają pierwszeństwo, tzn. jeśli dzwoni nowy pacjent to musi poczekać na wizytę załóżmy miesiąc, przy czym ja spokojnie mogłam mieć termin na wizytę kontrolną na następny tydzień.

Na pierwszej wizycie dostałam torbę z przeróżnymi książeczkami dotyczącymi ciąży. Pisali o tym, jak o siebie dbać, jak rozwija się dziecko, co dzieje się z moim organizmem i tak dalej. Dostałam też paczkę witamin i coś tam jeszcze, już nawet nie pamiętam teraz co dokładnie.

Przez większość wizyt widziałam mojego lekarza prowadzącego, a później zmieniałam 3 razy, by poznać resztę. Zawsze tak tam robią po to, by pacjentka poznała wszystkich (w sumie czterech lekarzy tam), bo w końcu nigdy nie wiadomo, kto akurat będzie na dyżurze, gdy zacznie rodzić. Mój gabinet ginekologiczny jest w szpitalu, w którym rodziłam.

Zespół „moich” lekarzy bardzo ceni sobie naturalne porody, dlatego też polecają zostać w domu tak długo, jak to tylko możliwe, o ile oczywiście nie odejdą wody lub nie ma ku temu innych przeciwwskazań. Kobieta może decydować o właściwie prawie wszystkim od oświetlenia w pokoju przez to, kto będzie obecny na sali, po pozycję w jakiej będzie rodzić i tak dalej, i tak dalej (jakiś czas temu dodałam post o moim planie porodu, do którego przeczytania zapraszam).

 

Po przyjęciu do szpitala

Zarejestrować się w szpitalu można online nawet i w czasie drugiego trymestru, co jest super rozwiązaniem, bo można się zrelaksować i nie denerwować się później tym na ostatnią chwilę. Nie marnuje się też wtedy czasu po przyjeździe do szpitala, bo wystarczy pokazać dowód tożsamości oraz kartę ubezpieczenia i nic więcej, bo wszystko inne mają już w systemie. Ja nie musiałam nawet czekać aż pani w rejestracji wszystko sprawdzi, bo wzięła wspomniane dokumenty, pielęgniarka zaprowadziła nas na salę, a dowody zwrócili nam później.

W czasie całej akcji porodowej ktoś z zespołu medycznego prawie zawsze był na sali. Mówię prawie, bo zdarzało się, że co jakiś czas zostawał ze mną tylko Nathan i nasza fotografka, ale nie był to problem. Kontrolowali oczywiście stan dziecka oraz mój. Pielęgniarka pytała czy może sprawdzić moje rozwarcie i oczywiście nie protestowała, gdy się nie zgodziłam. Atmosfera była przyjazna i nie czułam żadnego pośpiechu, stresu ani nic takiego.

 

Po porodzie

Pielęgniarka przychodziła do mnie sprawdzać ciśnienie i pytać jak się czuję co jakiś czas, ale też nie wiem co ile. Wiem tylko, że w nocy też przychodziły i mnie budziły, co mnie tylko denerwowało, bo nie uważam, żeby sprawdzanie ciśnienia co minutę (przenośnia, oczywiście) było naprawdę konieczne.

April musiałam karmić co dwie godziny. Miała zrobione podstawowe testy, w tym np. badanie słuchu, które zresztą całkowicie przespała. Nie męczyli jej niczym innym i od samego porodu była non stop przy nas, a gdy zabrali ją na badania to razem z Nathanem również tam byliśmy. Niecałe 24h od jej urodzenia zważyli ją raz jeszcze.

Pielęgniarce oczywiście zależało na tym, żebym oddała mocz w odpowiednim odstępie czasowym po porodzie (nie pamiętam, ile to powinno być), ale do niczego mnie nie zmuszała. A słyszałam historię pewnej dziewczyny w polskim szpitalu, którą pielęgniarka prawie że siła ściągnęła z łóżka… Ja usłyszałam, że jak tylko będę gotowa, by wstać, to żebym dała jej znać i mi pomoże ze wszystkim.

Nathan mógł być przy mnie przez cały czas, tak samo jak i fotografka. Nate mógł też zostać na cały pobyt w szpitalu, łącznie z nocami. Zasady tam mówią, że w czasie porodu obecne mogą też być dzieci danej pary, o ile będzie jeszcze jakaś dodatkowa osoba, która mogłaby się nimi zająć w razie co.

Rano następnego dnia przyszedł do nas lekarz i powiedział, że mogę iść do domu, jeśli chcę albo mogę zostać jeszcze jedną noc. Wszystko było w porządku tak ze mną, jak i z April, więc zdecydowałam iść do domu równo 24 godziny od jej narodzin.

Jeśli chodzi o jedzenie to było całkiem spoko. Po porodzie dostałam lunch, później obiad. Nate jeszcze później poszedł po pizzę. Następnego dnia śniadanie i lunch. Sami wybieraliśmy sobie co chcemy z menu kafeterii dzwoniąc do nich z telefonu dostępnego w pokoju i przynosili nam jedzonko w odpowiednim czasie.

Konsultantka laktacyjna przyszła do nas od razu, gdy przewieźli mnie do innej sali. Zadała kilka pytań, odpowiedziała na moje pytania i jak jej tylko potrzebowaliśmy, to mogliśmy dzwonić i przychodziła właściwie od razu. Później zmieniały się, ale wszystkie były mega cierpliwe i obszernie wszystko wyjaśniały, nie spiesząc się nigdzie.

Pielęgniarki też były bardzo pomocne i miłe tak samo, jak konsultantki. Na ich opiekę też nie mogłam narzekać.

Dostaliśmy do wypełnienia formularz do stworzenia aktu urodzenia April, który oddaliśmy pielęgniarce i ona wysłała go w odpowiednie miejsce. Niedawno pojechaliśmy do sądu, by go odebrać (opłata $25, każda kolejna kopia $5).

Jak wychodziliśmy ze szpitala to sprawdzili opaski na nadgarstku Nathana, moim oraz April, by upewnić się, że to na pewno nasze dziecko ;). Pielęgniarka przyszła do nas jeszcze raz, by opowiedzieć co teraz powinnam robić, jak to wszystko wygląda, czego się spodziewać, itp. Dostałam też MNÓSTWO różnych folderów z przeróżnymi informacjami o tym, jak dbać o siebie po porodzie, jak dbać o dziecko, kiedy sięgnąć pomocy lekarskiej, co najlepiej jeść karmiąc piersią i tak dalej, i tak dalej. Sprawdzili też April w foteliku samochodowym, czy wiemy jak ją zapiąć, czy wszystko jest odpowiednio ustawione. Po tym wszystkim posadzili mnie na taki wielki fotel na kółkach, April trzymałam na rękach, Nathan obok i sanitariuszka wywiozła mnie ze szpitala. Powiem Wam, że na początku chciałam iść, ale później mnie uświadomili, że akurat z tamtego miejsca do wyjścia jest kawał drogi, więc lepiej nie. I jak tak jechałam to sama już wiedziałam, że nie dałabym rady tyle przejść.

 

Po powrocie do domu

Jedna z pielęgniarek zadzwoniła do mnie chyba trzy czy cztery dni po powrocie do domu zapytać czy wszystko jest w porządku, jak nam idzie, jak mała się odnajduje w nowej sytuacji i tak dalej. Zanim wyszliśmy usłyszałam pytanie czy to okej dla mnie, żeby ktoś do mnie zadzwonił w tym celu.

Poporodową wizytę kontrolną miałam równo 4 tygodnie po. Następna 6 miesięcy po tej pierwszej.

 

Koszta

Na początku chcę zaznaczyć, że wysokość rachunków za poród może różnić się między sobą diametralnie. To wszystko zależy od wielu czynników – stanu, w którym mieszkacie, szpitala, lekarza, przebiegu porodu, użytych leków, itp., itd. Jeśli ktoś Was straszy, że jak chcecie mieć dziecko to musicie się szykować na rachunek w wysokości $500.000 albo i miliona dolarów to nie przywiązujcie się do tego za bardzo. Oczywiście i takie rachunki mogą się pojawić, ale wtedy musicie mieć naprawdę ogromne komplikacje i Wasz pobyt w szpitalu musi być o wiele dłuższy niż normalnie. Takie ceny za porody bez komplikacji nie istnieją, a nawet w razie ewentualnego awaryjnego cesarskiego cięcia nie wyjdzie Wam taka kwota.

Tak czy siak, jeśli chodzi o mój przypadek to wszystko poszło dość sprawnie i szybko, jak już wiecie.

Rachunek wystawiony przez szpital wyniósł ok. $11.900. Agencja ubezpieczeniowa poprowadziła z nimi negocjacje i udało im się uzyskać zniżki, więc nasz ostateczny rachunek wyniósł ok. $7.600, z czego w sumie $5.200 wyszło za sam pobyt w szpitalu, czyli kilka godzin jak mnie sprawdzali i później jeszcze wróciłam do domu, no i potem pozostały czas już w trakcie porodu i po nim. Reszta kwoty to lekarz, użyte leki (ibuprofen, na przykład), badania April. Według naszego planu ubezpieczeniowego do zapłaty końcowo wyszły nam $4.000.

Cała moja opieka medyczna w czacie ciąży łącznie z badaniami to koszt ok. $2.000 z tego, co widziałam. O ile dobrze pamiętam to my nic z tego nie musimy płacić.

Także ogólnie rzecz biorąc całość opieki medycznej od samego początku do samego końca oceniam na 11 w skali od 1 do 10, a rachunek mnie nie przeraził :).

 

Jakbyście mieli jakieś pytania to walcie w komentarzach!

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram