Jak zaczął się mój związek z Nathanem? Czy będę uczyć April polskiego? Jak rodzina zareagowała na wieść, że zostaję w USA? – odpowiadam na Wasze pytania!

Powiem Wam, że kiedyś myślałam sobie, aaa ja to żadnego „Q&A” (questions and answers = pytania i odpowiedzi) nigdy nie zrobię, bo przecież nie jestem jakąś mega interesującą osobą, więc po co to komu. Okazało się, jak zresztą widzicie, że taki post znalazł się i u mnie. Ludzie na YouTube zazwyczaj mówią: „bardzo mnie o ten filmik prosiliście”, ale ja nic takiego tu nie napiszę, bo nikt mnie nie prosił, sama na to wpadłam :D.

 

  1. Czy będziesz uczyć April polskiego?

Dostałam to pytanie już sporo razy i stwierdziłam, że napiszę o tym na blogu, a nie tylko w odpowiedziach do konkretnych osób. No i będzie to obszerna odpowiedź pokrywająca kilka stron tej sprawy, więc mam nadzieję, że Was usatysfakcjonuje.

Wiem, naprawdę uwierzcie, że zdaję sobie sprawę z tego, iż bardzo dużo osób uważa, że dziecko w rodzinie, gdzie rodzice mówią w dwóch różnych językach „powinno” być dwujęzyczne od urodzenia, bo to takie super znać dwa języki, małe dzieci szybciej się uczą, poza tym „powinny” znać swoje tzw. korzenie i wiedzieć co ukształtowało ich matkę/ojca, i tak dalej. Mnie osobiście te argumenty nie przekonują, a słowo „powinno” już w ogóle. Już miałam okazję przeczytać w związku z tym, że jestem beznadziejną matką, oraz że dziecko będzie miało do mnie pretensje. A dlaczego?

Dlatego, że żyję w Stanach i tutaj zostaję razem z moją rodziną, więc nie będę uczyć April polskiego, o ile sama o to nie poprosi w przyszłości. Jeśli nie poprosi to nie będę miała z tym żadnego problemu.

Ja będąc tutaj posługuję się tylko angielskim we wszystkich formach łącznie z myślami, pomijając oczywiście pisanie na blogu i do polskich znajomych na Facebooku, bo wtedy używam polskiego. Nie jestem dumna z bycia Polką (ale się tego nie wstydzę!), nie mam żadnych silnych więzi z tym krajem, nie wrócę tam i przypuszczam, że moja tegoroczna wycieczka do Polski będzie moją ostatnią, chyba że wydarzy się jakiś ślub lub pogrzeb, na który będę chciała lecieć, mówiąc całkowicie szczerze. Nie czuję potrzeby ani przekazywania April żadnych polskich tradycji, wartości czy wierzeń, których nawet ja się nie trzymam, ani uczyć jej polskiej historii, itp. Nie uważam więc, by nauczanie jej polskiego było konieczne czy nawet potrzebne. Nie chcę też mieszać jej w głowie i zmuszać do niczego.

Zaznaczam jednocześnie, że jestem otwarta i nie mówię stanowczego nie, więc jeśli April będzie zadawać pytania dotyczące Polski lub będzie chciała uczyć się języka, to nie będę przecież udawać, że urodziłam się w Stanach i nie mam z Polską nic wspólnego, bo nie jest to prawda, więc byłoby to dość idiotyczne z mojej strony. Nie będę się specjalnie kontrolować, więc jeśli np. powiem coś w stylu „a wiesz, że w Polsce…” albo gdy zacznę opowiadać o moim życiu tam, to nie złapię się nagle za głowę i nie zacznę przepraszać za to nikogo, łącznie ze mną samą.

Ciekawostka na zakończenie tego punktu: Alicia ma ojca Amerykanina i matkę Chinkę, mieszka z nami w Stanach, mówi po angielsku i nie mówi po chińsku. Jej matka próbowała wysłać ją na zajęcia chińskiego, ale Alicia nie chce się uczyć tego języka, a jak jest do tego zmuszana to tym bardziej się buntuje, co jest całkowicie zrozumiałe według mnie.

 

  1. Jak Alicia zareagowała na siostrę? Jest zazdrosna?

Alicia była zazdrosna przed narodzinami April. Bała się, że nikt nie będzie miał dla niej czasu, że spadnie na szary koniec, że nagle przestaniemy się nią interesować i tak dalej. Rozmawialiśmy z nią na ten temat i, mówiąc bardzo ogólnie (ale mogę Wam napisać o tym więcej, jeśli chcecie), słuchaliśmy dokładnie wszystkiego, co mówiła i wyjaśniliśmy jej, jak sprawy będą wyglądać najprawdopodobniej, bo na pewno też nie mogliśmy nic powiedzieć. Wiedziała, że zwłaszcza ja poświęcać jej będę mniej czasu niż wcześniej, ale nie oznacza to, że przestanę ją kochać ani nic z tych rzeczy. Gdy Alicia zobaczyła, że wszystkie jej obawy są przez nas zrozumiane i my byliśmy z nią szczerzy mówiąc nawet te rzeczy, które nie do końca jej się podobały, to poczuła się lepiej.

Teraz nie ma zazdrości w ogóle. Alicia bardzo ucieszyła się na wieść, że April się urodziła i jej ekscytacja w szpitalu była niesamowita. Gdy z Nathanem i małą wróciliśmy z wycieczki to April była pierwszą osobą, którą Alicia chciała zobaczyć. Bardzo często chce pomagać i czasem mam wrażenie, że aż za często ;). Nie mamy więc tutaj żadnych problemów.

 

  1. Jakie sklepy tu w USA mają najlepsze promocje jeśli chodzi o ubranka i dziecięce akcesoria?

Ja na pewno nie znam wszystkich sklepów z akcesoriami dziecięcymi, bo poruszałam się tutaj głównie w mojej okolicy.

Carter’s to sklep z samymi ciuszkami. Ma mnóstwo różnych kuponów, które dostaje się z każdą wizytą, mają program lojalnościowy, w którym zbiera się punkty i później wymieniane są one na -$10 no i to jest to miejsce, w którym ZAWSZE większość produktów jest przeceniona do -50%, a zdarzają się i większe promocje czasami. Dostaje się -20% za zarejestrowanie się na stronie internetowej i później co jakiś czas na maila dostaje się dodatkowe kupony. Większość ciuszków April pochodzi właśnie z tego sklepu.

BuyBuyBaby również ma -20% na start, można zarejestrować się na wiadomości smsowe, by dostawać dodatkowe kupony (dostaje się max 8 smsów w miesiącu i nie ma spamu). Mają sporo promocji, które zmieniają się z dnia na dzień. W tym sklepie jest wszystko, co potrzebne zaczynając od mebelków i fotelików samochodowych przez pieluchy i artykuły dla mamy aż po zabawki, dekoracje i mnóstwo innych. Ceny są dość przystępne, według mnie. W tym sklepie kupiliśmy większość akcesoriów tak dla April, jak i dla mnie.

Jest też Babies’R’us i to jest mniej więcej coś takiego jak BuyBuyBaby, tyle że ma więcej ciuchów, mniej innych artykułów (ale nadal sporo) i jest ciut droższe. Tutaj można znaleźć super okazje na promocjach, ale w oryginalnych cenach mało co bym kupiła.

Meble do pokoju April kupiliśmy w Targecie, którym też dobrze jest się zainteresować (na łóżeczko i komodę mieliśmy w sumie -80% zniżki dzięki dwóm kuponom). Carter’s ma kolekcję stworzoną dla Targetu i jej ceny są naprawdę spoko.

Na pewno warto zajrzeć też do miejsc typu Ross, Marshalls czy TJMaxx, bo tam również znaleźć można super rzeczy za grosze, ale to już chyba każdy wie :). Kupując jakiś ciuszek dla mamy w Motherhood Maternity na paragonie zawsze dostaje się kupon do jakiegoś sklepu z akcesoriami dla dzieci.

 

  1. Bolało? (Czyt. czy poród bolał?)

TAK. Ale o tym poopowiadam innym razem :).

 

  1. Pokażesz więcej zdjęć April?

Na pewno będę tu wrzucać jakieś zdjęcia od czasu do czasu i pewnie jakieś krótkie filmiki też się pojawią, ale jeśli ktokolwiek oczekuje jakichś „weekly/montly updates”, czyli mnie opowiadającej ze szczegółami o rozwoju April z każdej strony i dodającej zdjęcia i filmiki z nią w roli głównej do co drugiego postu, to niestety będzie rozczarowany. Nie chcę decydować za nią o byciu w internecie w taki sposób, gdy sama nie ma świadomości, co się dzieje. Przypomniało mi się, że pewna vlogerka zagroziła swojej prawie 3-letniej córce, że jeśli nie będzie grzeczna, to nie wystąpi już więcej na YouTube, po czym mała się wyraźnie wystraszyła i nie odezwała się ani słowem do końca filmu (żałuję, że nie zapisałam, bo chętnie bym Wam pokazała)… Ja nie wiem, co się dzieje z tym światem.

 

  1. Czy April też będzie weganką?

Odpowiedź na to pytanie wydaje mi się mega oczywista – tak, będzie. Właściwie to już teraz jest, bo z moim mlekiem nie dostaje żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego ;). Zaznaczam przy okazji, że rozwija się genialnie, rośnie jak na droższach, waga w ogóle jej nie spadła, niczego jej nie brakuje. Chcę wychowywać swoje dziecko w sposób, który według mnie i mojego męża jest najlepszy i przede wszystkim najzdrowszy, a za najzdrowszą dietę uważam dietę wegańską. Gdy April będzie na tyle duża, że będzie rozumiała na czym to wszystko polega oraz dlaczego jemy tak, jak jemy, a mimo tego będzie chciała spróbować czegoś innego to nie będę jej zabraniać. Do tego czasu jednak nie będę jej podstawiać pod nos mlecznej czekolady czy szynki z indyka tak, jak większość ludzi jedzących mięso nie serwuje swoim dzieciom tofu :).

 

  1. Gdzie kupiłaś bilety do Polski i za ile?

Bilety kupiłam na stronie Delty, czyli jednej z amerykańskich linii lotniczych. Gdy usiadłam z laptopem, by je kupić ceny na wszystkich stronach, jakie odwiedziłam, były mniej więcej takie same, więc postawiłam na Deltę, bo tą linią latam tutaj w Stanach w zdecydowanej większości przypadków i mam dobre doświadczenia z każdego lotu. Zapłaciłam w sumie $1.349 na lot w obie strony z jedną przesiadką tam i jedną w drodze powrotnej. Były też tańsze, ale z większa ilością przesiadek, a ja nie chciałam więcej niż jednej. Dwa tygodnie wcześniej z jedną przesiadką były bilety za ok. $700-800, ale niestety nie kupiłam ich w tamtym czasie, czego później pożałowałam. Bilety na okresy świąteczne i wakacyjne są z reguły droższe, a gdy ja wybierałam miejscówki w samolotach (dopłaciłam trochę za lepsze siedzenia), to samoloty były już prawie pełne. Loty z Atlanty do Polski są zazwyczaj droższe niż np. z Nowego Jorku, gdzie bilety można znaleźć i za $400 w obie strony. Dodatkowo, z Atlanty do PL nie ma w ogóle połączeń bezpośrednich.

Strony, na jakich zazwyczaj szukam lotów to momondo.com, kayak.com, cheapflights.com, google.com/flights oraz delta.com.

 

  1. Na jakim poziomie był twój angielski, gdy wyjechałaś do Stanów jako au pair?

To pytanie wraca jak bumerang! O angielskim i moich sposobach nauczania pisałam post, który znajdziecie TUTAJ, natomiast o angielskim w kontekście wyjazdu jako au pair nagrałam filmik, który obejrzeć możecie klikając TUTAJ.

 

  1. Jak twoja rodzina zareagowała, gdy powiedziałaś im, że zostajesz w Stanach na stałe?

Właściwie to nikomu nie powiedziałam, bo nie mam z moją rodziną kontaktu. Tzn. mam z moją siostrą, ale ona akurat życzy mi wszystkiego najlepszego i jest szczęśliwa, że ja jestem szczęśliwa. A cała reszta? Wiem, że niektórzy z nich uważają, że jestem okropną egoistką, bo wyjechałam, zostawiłam moją siostrę i nawet nikomu teraz nie pomogę, a przecież za przeproszeniem i cytując „sram pieniędzmi”, no ale to już jest nie mój problem szczerze mówiąc. Nie rozmawiałam z nimi, więc nie miałam żadnych problemów ani tęsknot, co na pewno bardzo ułatwiło mi sprawę.

Domyślam się, że to pytanie pojawia się w przypadku osób, które z rodziną są blisko i boją się tych reakcji. Ja uważam, że jakkolwiek blisko byśmy z kimś nie byli to zawsze musimy pamiętać o tym, że mamy swoje własne życie, którego nikt inny za nas nie przeżyje. To my musimy podejmować własne decyzje i my musimy się uczyć na własnych błędach. Oczywiście w sytuacji mieszkania tak daleko od bliskich istnieje tęsknota i bliscy się martwią, ale dopóki się nie spróbuje, nie będzie się wiedziało, jak jest.

 

  1. Jest możliwość spotkania z tobą, gdy będziesz w Polsce?

Pewnie! Czuję się taka rozchwytywana haha Jeśli ktoś ma ochotę to dawajcie znać, ale nie obiecuję, że ze wszystkimi mi się uda. Zaznaczam tu też, że będę w Warszawie i nie planuję żadnych podróży po Polsce.

 

  1. Co myślałaś o Nathanie lecąc do Stanów?

Myślałam, że wydaje się bardzo sympatycznym i szczerym facetem, który niesamowicie kocha swoją córkę i wie, czego chce od życia. Jeśli w pytaniu ukrytą wiadomością jest „czy ci się podobał” to nie, nie podobał mi się wtedy. Kiedyś na blogu odpowiedziałam komuś, że Nate nie jest w moim typie, co później oczywiście i on przeczytał i do dzisiaj mi to wypomina ;).

 

  1. Opowiesz o tym, jak zaczął się związek Twój i Nathana?

Powiem Wam, że przez ostatnie mniej więcej półtora roku dostałam to pytanie naprawdę sporo razy i za każdym razem odpowiadam, że nie chcę zdradzać szczegółów, bo to dość prywatna sprawa. Jak się pewnie domyślacie, wszystko wyglądało inaczej niż to się zazwyczaj dzieje i nie poznaliśmy się gdzieś na ulicy wymieniając się numerami i umawiając na randki. My od samego początku, nawet nie będąc parą, mieszkaliśmy razem! Odpowiem więc krótko, ale jak najbardziej zgodnie z prawdą – nasz związek zaczął się od rozmowy podczas spaceru :). Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że chciałam przeprowadzić z Nathanem jakiś „wywiad” na temat jego punktu widzenia różnych spraw i może to zrobię w końcu. Przypuszczam, że zainteresowałoby to Was, tylko jakieś pytania muszę ogarnąć, a to może potrwać. No ale całej historii nigdy nie napiszę :D!

 

  1. Jak się czujesz?

Dobrze, dzięki :)). To, że powtarzam, że nie mam czasu na nic nie oznacza, że mi źle! Wszystko jest pod kontrolą.

 

  1. Co najbardziej podoba Ci się w Stanach?

Ludzie :). Uprzejmość, otwartość, wyluzowanie, chęć do pomocy, uśmiech… I mogę tak wymieniać i wymieniać. Różnica między nawet jakąś tam atmosferą na ulicy tutaj a w Polsce jest ogromna i naprawdę chciałabym, żeby Polacy ściągnęli trochę to podejście Amerykanów, które tak uwielbiam, a wtedy nikt nie spojrzałby na inną osobą jak na idiotę, gdy ta osoba się do niego uśmiechnie i powie „cześć”… Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy Polacy są ponurzy i w depresji oraz nie wszyscy Amerykanie są otwarci i wyluzowani! Generalizuję i mówię o moim własnym doświadczeniu, które może różnić się od Waszego.

 

  1. Nie jest ci głupio, że jesteś kurą domową i masz wszystko za darmo podstawione pod nos?

Nie mam zielonego pojęcia czy tego typu pytania zadaje mi jedna i ta sama osoba pod różnymi loginami czy nie, ale dostałam je już parę razy. Może nie dosłownie tak, jak ja to sformułowałam, ale sens jest zachowany. Odpowiem raz a porządnie i każdy następny przypadek takiego pytania będę zwyczajnie ignorować. Po pierwsze i najważniejsze – wyrażenie „kura domowa” ma dla mnie negatywny wydźwięk i nie uważam się za nią. Jestem mamą pozostającą w domu i nie, nie jest mi z tego powodu głupio. A za darmo w życiu nic nie ma.

No, to by było na tyle dzisiaj :). O czymś jeszcze powinnam napisać?

 

Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram