Czy mój plan porodu wszedł w ogóle w życie?! Mój poród w kontekście planu.

Wiem, że wielu z Was zastanawia się jak tam to wszystko poszło i czy mój plan porodu miał jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości. Chętnie Wam co nieco napiszę! Zastanawiałam się jak ugryźć ten temat i zdecydowałam, że nie będę tu podawać pełnej historii, co zaczyna być coraz popularniejsze w internecie (wystarczy wpisać „labor and delivery story” w YouTube, by zobaczyć pełne historie łącznie z nagraniami z porodów), bo to jednak były dość prywatne i wyjątkowe chwile. Opowiem bardziej techniczne sprawy no i takie, o których pisałam już w podsumowaniach tygodni ciąży lub o takich, o które dostałam pytania. Jeśli macie jakiekolwiek dodatkowe pytania lub wątpliwości o czymś, o czym w tym poście nie napisałam, to walcie śmiało w komentarzach. Pamiętajcie jednak, że nie zobowiązuję się do odpowiadania na nie wszystkie – zależy po prostu, czego konkretnie będą dotyczyć :).

 

Zaczynając od samego początku, bo kilka osób pytało ile to wszystko trwało i tak dalej… W ostatnim poście podsumowującym kolejny tydzień ciąży pisałam, że moje skurcze przybierają na sile. Była to oczywiście prawda, jednak były dość nieregularne i ustępowały na dłuższy czas, potem znowu się pojawiały i znowu ustępowały. Tak bardziej zaczęły mnie uderzać w środę 23 marca, kiedy to miałam wizytę u lekarza i miałam 3 cm rozwarcia. Tego samego dnia odważyłam się pojechać do Atlanty, by spotkać się z Elizą. Skurcze te miałam je co 7-11 minut przez cały dzień, jednak w nocy ustąpiły. W czwartek od rana znów przybrały na sile i od popołudnia pojawiały się co ok. 4-5 minut, niektóre dość bolesne. Wtedy Nathan powiedział: „jestem pewien, że dzisiaj pojedziemy do szpitala”, a ja do niego, że nieeee, nie wydaje mi się… No ale faktycznie tak się stało, bo wieczorem odległość między skurczami wynosiła ok. 3 minuty, więc po wizycie w restauracji zadzwoniliśmy do szpitala i powiedzieli nam, byśmy przyjechali na sprawdzenie. Pojechaliśmy więc, podłączyli mnie do urządzonka i śledzili moje skurcze i bicie serca April przez jakieś 2 godziny, bo jeszcze musieliśmy czekać na lekarkę, która była zajęta. Mimo skurczy dalej miałam te 3 cm, więc nie był to jeszcze aktywny poród i powiedzieli mi, że mogę wybrać: albo zostaję w szpitalu i dają mi małą dawkę okscytocyny, by wszystko przyspieszyć, albo jadę do domu i wracam na sprawdzenie „później”, ale w sumie nikt mi nie był w stanie powiedzieć, kiedy powinnam wrócić w razie co, bo skurcze miałam dość blisko siebie i były intensywne. Zdecydowałam wrócić do domu, gdzie dotarliśmy o 1 w nocy. Zasypiałam między skurczami, ale każdy mnie budził, każdy kolejny był coraz silniejszy i wtedy wiedziałam już, że tym razem to wszystko to tak na serio. O 4 nad ranem odeszły mi wody, co sprawiło, że skurcze stały się jeszcze silniejsze, a Nate zerwał się z łóżka jak oparzony. Swoją drogą, muszę tu dodać, że normalnie ze mnie chlusnęło i w sumie fajnie, że dane mi było tego doświadczyć, bo wcale nie zdarza się to tak często, jak na filmach, żeby wody odeszły w taki sposób. Nathan zadzwonił do szpitala i zapytał ile mamy czasu w związku z tym, że musiałam mieć podane dwie dawki antybiotyku w jakimś konkretnym oddziale czasowym, którego nie pamiętam teraz. Do szpitala dotarliśmy o 6, bo jeszcze w międzyczasie wzięłam prysznic oraz umyłam i wysuszyłam włosy. I wtedy miałam już 5 cm rozwarcia, szyjka macicy skróciła się do 90%. O 10:22 – 9,5 cm, szyjka skrócona do 100% i mega silne uczucie, że musiałam przeć, bo – mówiąc wprost – czułam główkę April już naprawdę prawie że na zewnątrz. Ale wtedy musiałam czekać aż druga dawka antybiotyku spłynie mi przez wenflon do końca (przyspieszyli to spływanie trochę) i musiałam się powstrzymać, co było niesamowicie trudne. O 11:05 powiedziałam, że już mi wszystko jedno i nie będę jej trzymać już dłużej, bo nie dam rady i akurat przy następnym skurczu pojawił się lekarz. Powiedział, że dziecko ma dużą główkę! Dotknęłam jej włosów, jak było widać i to było mega super (to też było w moim planie, tak swoją drogą). Główkę ja wypchnęłam, a reszta ciałka urodziła się sama już bez mojej pomocy dosłownie krótką chwilkę później. I to było o 11:24 rano. Czyli całość od momentu jak odeszły mi wody aż do narodzin April trwała 7 godzin i 24 minuty, co jest dość krótkim czasem, a już tym bardziej jak na pierwszy poród.

Co do planu…

Zdecydowana większość poszła tak, jak razem z Nathanem chcieliśmy. Jedną rzecz zmieniłam ja, a drugą lekarz, ale za moją zgodą, bo najpierw zapytał. Gdybym się nie zgodziła to byłoby ok i nic by nie zrobił. Jak tylko dotarliśmy do szpitala i daliśmy pielęgniarce nasz plan to został on zeskanowany i wrzucony do mojej dokumentacji, do której dostęp mieli kolejni pracownicy przychodzący na nowe zmiany. Każdy, kto go przeczytał upewniał się u nas czy dobrze wszystko zrozumiał, a jedna z pielęgniarek wyrecytowała nawet wszystko to z planu, co dotyczyło jej pracy i to było super. Ogólnie każdy z osobna bardzo uszanował wszystko i każdy chciał pomóc, nikt się z niczym nie kłócił ani nie próbował zmieniać naszego zdania.

Jak tak teraz ponownie przeczytałam mój plan to w sumie wszystko poszło tak, jak chciałam (oprócz tych dwóch zmian, o których wspomniałam), ale np. z prysznica nie korzystałam, bo nie miałam ochoty, na jedzenie również nie miałam ochoty, nie chciałam też muzyki… Nikt mnie nie pytał jak bardzo mnie boli, itp. Byłam informowana o wszystkim, co się działo, a gdy ja byłam myślami gdzie indziej, to informowany był Nathan. Siedziałam na piłce, którą przyniosły mi pielęgniarki, mogłam się poruszać i zmieniać pozycje tak, jak chciałam. Byłam wolna do podejmowania swoich decyzji i personel konsultował ze mną wszystko. Pytali na przykład czy chcę, by sprawdzili mi rozwarcie i wszystko było ok, gdy nie chciałam. Nasza fotografka robiła zdjęcia przez cały czas, byłam ubrana w to co chciałam, po porodzie od razu położyli mi April na klatce piersiowej, mierzyli ją później po karmieniu (i zapytali najpierw czy już mogą ją ode mnie wziąć), nie była wyczyszczona i zapytali nas następnego dnia czy chcemy ją wykąpać (powiedzieliśmy, że nie), byliśmy obecni przy robieniu badań, nie dostała też żadnych leków. Nie martwiłam się w ogóle tym, żeby pilnować tego wszystkiego, bo po pierwsze miałam tam Nathana, po drugie wiedziałam, że pielęgniarki i lekarz z nami współpracują no i jakoś tak czułam, że mogę im zaufać, a po trzecie czułam, że mam kontrolę nad tym, co się dzieje i mogę podejmować swoje decyzje (zaznaczę tu na wszelki wypadek, gdyby ktoś zarzucał, że lekarz na zbyt wiele mi pozwalał, że gdyby np. coś było nie tak i musieliby mi zrobić cesarskie cięcie to oczywiście podpisałabym zgodę mimo tego, że bardzo cięcia nie chciałam). Czyli ten mój – cytując fragment jednego z komentarzy – „ekstremalny plan porodu” wcale nie był taki ekstremalny :).
Nagrałam też filmik, w którym o owym planie opowiadam, więc jeśli ktoś jeszcze nie ogarnął postu i ma ochotę posłuchać zamiast czytać, to zapraszam!

 

Czy jest coś, co bym zmieniła? 

Nie. Mimo tego, że nie zrobiłam wszystkiego, co myślałam, że mogłabym chcieć (jak np. prysznic) to miałam świadomość, iż różne opcje były dla mnie dostępne. Uważam więc, że wszystko to, co napisałam w planie było jak najbardziej odpowiednie i przydatne. Już to pisałam kilka razy, ale dodam tu raz jeszcze – jeśli piszecie swój to najpierw wyobraźcie sobie, jak wyglądałby Wasz wymarzony poród i na podstawie tego napiszcie plan. Pamiętajcie jednak, by być otwartym na ewentualne zmiany, bo nigdy nie wiadomo, jak to wszystko może się potoczyć.

 

Ogólnie jestem bardzo zadowolona, że rodziłam w tym konkretnym szpitalu, bo naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń co do opieki, ludzi tam pracujących, ich podejścia do pacjentów oraz warunków w szpitalu. Napiszę Wam na pewno post o tym, jak to wszystko wyglądało jeśli chodzi o kwestie formalne, opiekę, ceny i tak dalej, bo pomyślałam, że będzie to fajna notka typowo do kategorii „życie w USA” :). I pewnie napiszę też coś o moich ogólnych wrażeniach i doświadczeniach, jednak najpierw muszę to wszystko sama ogarnąć i ubrać w słowa, bo w chwili obecnej mam tu mały chaos.

 

Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Martens

    „O 4 nad ranem odeszły mi wody (…) Do szpitala dotarliśmy o 6, bo jeszcze w międzyczasie wzięłam prysznic oraz umyłam i wysuszyłam włosy.”

    Rozgromiłaś mnie tym 😀 Zawsze wyobrażając sobie poród myślałam, że jak już odejdą wody to rzeczy typu prysznic ma się w głębokim poważaniu 😀 A tu proszę 😉
    Cieszę się, że wszystko tak ładnie poszło bez komplikacji i z uszanowaniem Twoich próśb do personelu.
    To teraz tylko życzyć szczęścia i powodzenia 😉

    • Aga

      No Nate się ze mnie śmiał… Stałam na ręcznikach i suszyłam włosy z przerwami na skurcze 😛 W sumie cieszę się, że nie spanikowałam ani nic.
      Dzięki! 🙂

  • Justyna

    Wow, naprawdę cieszę się ,że udało ci się większość rzeczy tak jak chciałaś! Najfajniejsze jest to ,że personel faktycznie był zaangażowany! Gratuluję kolejny raz 😉

    • Aga

      No ja też się cieszę 😀 Dzięki!

  • Basia

    Gratuluję 🙂

    • Aga

      Dzięki 🙂

  • Molly

    Czemu nie zgodziłas sie na kąpiel? tyle zasad jakby dziecku coś stać sie mialo.. Przez setki lat dzieci były rodzone bez żadnego planu porodowego i wszystko było dobrze a teraz „nowi”rodzice panikują o byle jaki szczegół.

    • Aga

      Pójdę Twoim tokiem myślenia i powiem, że kiedyś kobiety rodziły w domach w towarzystwie matek/sióstr, więc w sumie po co komu szpitale czy nawet lekarze? Zdrowie tak moje, jak przede wszystkim mojego dziecka to nie jest dla mnie jakiś tam szczegół, tylko coś bardzo ważnego i cennego, więc chcę o to dbać. W poście o planie porodu wyjaśniłam dokładnie dlaczego nie czyściliśmy April po porodzie, więc zapraszam tutaj – http://www.againamerica.com/pl/2016/03/17/moj-plan-porodu/ 🙂

  • W

    A ja spytam krótko i na temat:
    Czy bardzo bolało?
    Nie napisałaś nic o tym a interesuje mnie kwestia bólu szczególnie jeśli rodziłas naturalnie bez żadnych środków przeciwbolowych

    • Aga

      Skurcze miałam niesamowicie bolesne, nie ukrywam. Napiszę o tym trochę więcej w jednym z następnych postów!

  • M

    Jak Alicia zareagowała na pojawienie się April? 🙂

    • Aga

      Alicia jest niesamowicie podekscytowana od samego początku :)) Bardzo się ucieszyła, jak zobaczyła April w szpitalu po raz pierwszy. Chce pomagać i być blisko, czasami mam wrażenie, że aż za bardzo haha

  • Jula

    Ja juz sie pogubiłam haha – W jakiej pozycji rodziłas?
    Dzięki z góry za odp

    • Aga

      W pozycji półsiedziącej.

  • Serdecznie gratuluję maleństwa, bo jeszcze nie miałam okazji. Bardzo się cieszę, że wszystko obyło się bez komplikacji i fajnie, że to wszystko tak zgrabnie opisujesz! Pozdrawiam ciepło Ciebie i Twojego męża, no i oczywiście wasze Maleństwo 😉

    • Aga

      Dziękuję! 🙂 I również pozdrawiam.

  • J

    Hej, planujesz pisać notki raz w tygodniu? Może powinnaś wyznaczyć jeden dzień ponieważ codziennie wchodzę licząc ze napiszesz coś nowego a wiem ze jesteś zajęta z April dlatego piszesz rzadko. Daj znać czy masz jakiś plan 🙂

    • Aga

      Nie jestem w stanie zobowiązać się na jakikolwiek konkretny dzień, bo w chwili obecnej dnie mieszają mi się z nocami (chociażby teraz – jest 1:40 w nocy), a napisanie jednego postu zajmuje mi o wiele więcej czasu, bo robię to z przerwami. Dlatego muszę prosić o cierpliwość 🙂

      • Paula

        Jak często Mała budzi cię na karmienie? Pamiętaj, że z czasem ona będzie coraz większa, będzie miała większy brzuszek i będzie coraz więcej w nim mieściła. Wtedy też przerwy między karmieniami, zwłaszcza w nocy, będą się wydłużały. Jeśli teraz w nocy cię budzi, to po mniej więcej trzech miesiącach powinna już w nocy spać dłużej. Są to jednak kwestie bardzo indywidualne. Jeśli chodzi o wygląd to dzieci rodzą się nieco opuchnięte i później ta opuchlizna schodzi. Wtedy zaczyna być widoczne podobieństwo do jednego z rodziców lub dziadków. Niech się zdrowo chowa i zdrowo rośnie. To jest najważniejsze 🙂

      • Aga

        Różnie. April ma takie dni, kiedy budzi się co dwie-trzy godziny, je przez ok. 20 minut i znowu zasypia, potem budzi się 2-3 godziny później i tak w kółko. Ma też i takie dni (i tych jest na razie więcej), kiedy lubi jeść przez 6 godzin pod rząd, chociaż wtedy to już nie jest jedzenie tyle czasu, tylko bardziej po prostu dla wygody i komfortu. Także no zobaczymy kiedy ustawi nam się jakiś plan dnia 🙂 Masz rację, że są to kwestie bardzo indywidualne! Dlatego też nie mam tu żadnych konkretnych nadziei.

  • Natalia

    Gratulacje! Fajnie, że większość rzeczy poszła po Twojej myśli.
    Przyglądając się April wydaje mi się, że malutka jest podobna do mamy Nathana ; )
    Dużo zdrowia życzę! : )

    • Aga

      Dzięki!
      Oj, no to powiem Ci, że mnie zaskoczyłaś tym porównaniem!