Mój plan porodu.

Hej!

Jakiś czas temu wspominałam Wam, że chciałam się podzielić moim planem porodu i myślę, że nadszedł na to czas. Zaczęłam pisać ten post nie mając w sumie żadnego konkretnego pomysłu, jak to wszystko przedstawię, więc polecimy razem na spontanie. Opiszę niektóre punkty, dodam też co nieco na temat moich obaw dotyczących całej sytuacji i tak dalej.

Na wstępie chcę zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę z tego, iż różne szpitale mogą mieć różne przepisy i to, co jest okej u mnie nie musi być okej gdzie indziej. Chętnie więc zapoznam się z Waszymi doświadczeniami czy to z porodówek w Polsce, czy w Stanach :). Ja mówię o szpitalu w Georgii.

 

Plan porodu

Plan porodu nie jest tutaj żadnym obowiązkiem, ale pisanie go jest bardzo popularną sprawą. Lekarze, pielęgniarki i położne zachęcają do stworzenia czegoś po to, by wszystkim było łatwiej i przyjemniej w czasie całego procesu, jak i przed nim. Nie ma żadnego oficjalnego wzoru, który musiałby być użyty przez pacjentki, więc każdy pisze co uważa za stosowne, natomiast jak się zapyta o wskazówki czy też o jakikolwiek wzór, to na pewno uzyska się pomoc.

Ogólny zarys tego, co ja chcę:

* chcę rodzić całkowicie naturalnie czyli bez żadnego znieczulenia i z niewielką ilością jakichkolwiek interwencji,

* chcę zostać w domu tak długo, jak to możliwe i pojechać do szpitala „na ostatnią chwilę”, czyli gdy skurcze są co 3-4 minuty,

* chcę by Nathan był ze mną przez cały czas i by cały poród był fotografowany przez fotografkę, którą zatrudniliśmy,

* chcę, by moja córka była ze mną od samego początku przez cały czas i nie chcę, by cokolwiek jej podawano.

Przetłumaczyłam Wam mój plan na polski i wrzucam go pod spodem (są to obrazki, więc możecie sobie ściągnąć, jeśli chcecie), a pod nim kilka moich komentarzy do punktów, które – według mnie – mogą wzbudzać większe zainteresowanie. Nie będę pisać o każdym z nich po kolei, ale jeśli macie jakiekolwiek pytania czy też wątpliwości dotyczące czegokolwiek, to piszcie śmiało i odpowiem na wszystko.

UWAGA: w planie napisałam „pszeć”, ale oczywiście chodziło mi o „przeć” i sorry za inne ewentualne literówki, jeśli jakieś się wkradły i przeoczyłam.

plan pol 01

plan pol 02

plan pol 03

Chciałabym ruszać się swobodnie przez cały czasto jest dla mnie bardzo ważna sprawa, by móc spacerować, zmieniać pozycje, stać, siedzieć, kucać i tak dalej kiedy tylko mam na to ochotę. Jeśli nie dostajecie znieczulenia zewnątrzoponowego, to bardzo ważne jest to, by być w ruchu przez cały czas, bo to bardzo pomaga w radzeniu sobie z bólem. Wiele kobiet, które próbują rodzić naturalnie leży na łóżku przez większość czasu, a wtedy szanse na powodzenie są masakrycznie niskie, więc nic dziwnego, że rezygnują. Później pogadam więcej o pozycjach.

Chciałabym móc jeść i pić zamiast mieć kroplówkę – wydaje się to takie oczywiste, prawda? No a nie jest. Czytałam wiele historii z polskich szpitali o tym, jak pielęgniarki traktowały pacjentki, które wyciągały np. batona energetycznego, by go zjeść. Oczywiście są sytuacje, kiedy jedzenie nie jest wskazane (np. znieczulenie lub cesarskie cięcie), natomiast jeśli wszystko jest w porządku, to nie wyobrażam sobie być na głodniaka przez tyle godzin w czasie, który wymaga od nas tak dużo energii.

Nie chcę oferowania żadnych leków przeciwbólowych (…) – prawie od samego początku ciąży bardzo ważne było dla mnie to, by rodzić naturalnie. Najpierw myślałam sobie, że może użyję jakieś inne środki zamiast znieczulenia zewnątrzoponowego, ale później doszłam do wniosku, że nie chcę nic. Dlaczego? Bo każdy środek przeciwbólowy ma swoje własne efekty uboczne, o których ja nie chcę myśleć. Większość z nich oddziałuje nie tylko na matkę, ale też na dziecko i w wielu przypadkach ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Znieczulenie zewnątrzoponowe w wielu przypadkach powoduje totalny brak czucia od pasa w dół i kobiety nawet nie czują, kiedy muszą przeć – nie wyobrażam sobie tego! Bardzo polecam wszystkim zainteresowanym zagłębienie się w te tematy, ale bardziej na stronach o naturalnych porodach niż tam, gdzie zachwalają wszelkie chemikalia i takie tam.

Chciałabym wybrać pozycję, w której urodzę – to jest według mnie bardzo ważny punkt szczególnie dla tych kobiet, które chcą rodzić naturalnie (bo dostając znieczulenia jest się trochę przykutym do łóżka w sumie). Leżenie na łóżku jest NAJGORSZĄ pozycją, jaką można przyjąć do urodzenia dziecka z bardzo wielu powodów. Na przykład, gdy bobas przeciska się przez miednicę, Wasza kość ogonowa przechyla się do tyłu, by dać mu więcej miejsca. Gdy leżycie na łóżku, kość ogonowa jest unieruchomiona, co sprawia większy problem dla dziecka i więcej bólu dla Was. Wiele osób porównuje wypieranie dziecka do wypróżniania się, ale według mnie nie można porównywać tych dwóch rzeczy, bo powiedzcie mi szczerze – kto robi kupę na leżąco? No chyba nikt, a przynajmniej niewiele osób. Pozycja ta jest więc bardzo nienaturalna. Jest też kwestia tego, że wiele kobiet czuje ból w dole pleców podczas porodu i leżenie na nich w tym nie pomoże. Zauważcie również, że spanie na plecach nie jest zalecane w ciąży od mniej więcej połowy drugiego trymestru, a w trzecim to już w ogóle – dlaczego więc rodzenie na plecach miałoby być okej? Poza tym, leżąc na plecach w ogóle nie używa się pomocy grawitacji, bo przecież nie ciągnie ona żadnych obiektów do ścian, tylko w dół. Dlatego też lepszą pozycją do porodu jest np. pozycja na czworaka, a jeszcze lepszą pozycją jest kucanie! Wtedy wszystko otwarte jest jak najszerzej się da i dziecko schodzi sobie samo w swoim tempie, czasem kobiety nie muszą nawet przeć w ogóle. Jeśli lekarz/położna powiedzą, że nie pozwolą na wybranie swojej własnej pozycji, bo łóżko to ta właściwa lub cokolwiek by tam powiedzieli to wiedzcie, że mówią to, bo martwią się o swoją własną wygodę – łatwiej jest w końcu usiąść sobie na krześle przy łóżku i nie musieć się wysilać, niż np. kucnąć lub nawet położyć się na podłodze, nie? BARDZO polecam wszystkim zagłębić się w ten temat, bo naprawdę warto i zawsze to lepiej mieć fakty do przedstawienia lekarzowi.

W razie cesarskiego cięcia chciałabym mieć podwójne szycie – to jest dla mnie ważne, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a w razie jakiegoś nagłego przypadku warto to zaznaczyć, jeśli np. planujecie mieć kolejne dziecko i rodzić siłami natury. W moim szpitalu zawsze robią podwójne szycie, ale wiem, że nie wszędzie tak jest.

Chciałabym, by położono mi dziecko na klatce piersiowej od razu po urodzeniu (tzw. „skóra do skóry”) + Chciałabym opóźnić wszystkie procedury jak np. mierzenie i testy przez pierwszą godzinę po urodzeniu – to jest po prostu tak wyjątkowy moment, że nie wyobrażam sobie tego przegapić! To musi być naprawdę coś niesamowitego i jeśli moje dziecko otworzy oczy kilka sekund po urodzeniu, to chciałabym być pierwszą osobą, którą zobaczy. Taki kontakt to genialna sprawa, jeśli chodzi o nawiązywanie więzi z bobasem, ale nie tylko. Pozwala też wyregulować temperaturę ciała maleństwa oraz jego tento, uspokoić go (w końcu poród to traumatyczne przeżycie dla tego małego człowieczka). Dziecko od razu słyszy bicie naszego serca, a przecież właśnie to słyszało przez cały ten czas, gdy było w środku. Noworodek ma też bardzo łatwy dostęp do piersi, a ważne jest to, by pierwsze karmienie piersią zainicjowane zostało podczas pierwszej godziny jego życia – czasem dzieci same je inicjują! Opóźnienie wszystkich procedur łączy się bezpośrednio z tym, co przed chwilą tu napisałam.

Chciałabym być szczegółowo informowana o wszystkich procedurach i testach dokonywanych na moim dziecku zanim zostaną one dokonane + by wszystkie procedury były dokonane w mojej obecności i za moją zgodą (lub mojego męża, jeśli ja nie mogę) – nie wyobrażam sobie sytuacji, w której pielęgniarka bierze moją małą ze sobą i robi te ich różne rzeczy, które robią automatycznie tak naprawdę i w tym czasie mnie wykończoną leżącą na łóżku nie wiedzącą, co się dzieje. Po prostu nie. A mierzyć dziecko mogą nawet wtedy, gdy jest ono w moich ramionach.

Nie chcę zastrzyku z witaminy K + szczepienia przeciwko zapaleniu wątroby typu B + żadnych antybiotyków (łącznie z maścią do oczu) bez wcześniejszej zgodyjeśli chodzi o dawanie zgody to tyczy się to tylko ewentualnych dodatkowych rzeczy, bo jeśli chodzi o dwie pierwsze rzeczy to z Nathanem mówimy nie. To są sprawy, które każda z Was musi sobie sama ogarnąć i podjąć własną decyzję, o ile jest taka możliwość, bo z tego co wiem to w Polsce chociażby wspomniane szczepienie jest obowiązkowe (nie wiem, jak z resztą).

Nie chcę, by dziecko było w ogóle czyszczoneta taka biała maź, z jaką rodzi się bobas jest naturalnym nawilżaczem, środkiem czyszczącym oraz chroni przed infekcjami. Poza tym, noworodki nie są dobre w regulowaniu temperatury ich ciała, więc kąpiel prawie że minuty po porodzie niczego tu nie ułatwia pod tym względem. My nie chcemy też, by pielęgniarki wycierały nasze dziecko po urodzeniu – jak się urodzi, tak chcę by mi je podali.

 

Czego się boję?

„Denerwujesz się?” – to pytanie słyszę bardzo, bardzo często. Zawsze odpowiadam, że nie, bo ogólnie rzecz biorąc to nie stresuję się tak, żeby się martwić cały czas i nie móc myśleć o niczym innym. Mam jednak takie chwile, gdy siedzę i się zastanawiam, a wtedy faktycznie stres przychodzi. Nie boję się jednak bólu, bo jestem w pełni świadoma tego, że on tam będzie i to nawet w wysokim stopniu. Boję się tego, że może wydarzyć się coś niespodziewanego, co zagrozi zdrowiu mojej córki oraz tego, że mogę nie mieć wystarczająco dużo energii, by przejść przez cały ten proces bez snu, normalnego jedzenia i w bólu. I to w sumie tyle. Czytałam sporo o tym, że w pewnym momencie hormony powodują, że kobieta dostaje niesamowitego kopa i ma mnóśtwo energii, ale jednak jakaś tam obawa jest, że mi jej zabraknie. Pomijając oczywiście rzecz oczywistą czyli niewiedzę, kiedy cokolwiek zacznie się dziać, ale to już da się ogarnąć, bo w sumie każdy nowy dzień ciąży jest swego rodzaju niewiadomą. No ale wracając do porodu… Będę miała ze sobą Nathana, który wiem, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by mi wszystko ułatwić i pomóc Nie kładę też na siebie żadnych oczekiwań, bo według mnie one pogorszyć mogą tylko sprawę i nie chcę być później zawiedziona, gdy coś pójdzie nie po mojej myśli, a to jest przecież bardzo możliwe. Wiem czego chcę, ale wiem też, że niczego nie da się przewidzieć, więc jestem otwarta na różne opcje i różne scenariusze, a w razie jakby się okazało, że jednak nie dam rady znieść bólu, to nie będę uważała, że jestem jakaś gorsza czy też że zawiodłam, chociaż oczywiście wolałabym dać radę.

 

Co na to wszystko mój lekarz?

Konsultowałam oczywiście cały plan nie tylko z moim lekarzem prowadzącym, ale też z innymi w tym samym miejscu, bo w końcu nigdy nie wiadomo, kto będzie akurat na dyżurze, jak ja przyjadę. Wszyscy pochwalili to, co napisałam i mój doktor powiedział, że to jest sposób, w jaki oni preferują porody. Inny powiedział, że zrobiliby wszystko co w ich mocy, by pomóc, gdybym zdecydowała rodzić stojąc na rękach, co było oczywiście żartem, ale fajnym żartem, bo pokazało mi, że naprawdę są to bardzo otwarci ludzie. Także tutaj też nie mam żadnych zastrzeżeń.

 

Wydaje mi się, że to wszystko, co chciałam napisać w tym poście i mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Ciekawa jestem Waszych planów, jeśli jakieś mieliście oraz historii z polskich szpitali dotyczących tego wszystkiego. Powiem Wam szczerze, że nie mam pojęcia jak to tam jest w PL, bo wszystkim zaczęłam się interesować dopiero po zajściu w ciążę, czyli będąc już tutaj. Dlatego też czasem nie wiem, jak coś powiedzieć po polsku i dzięki tym, którzy mi pomagają w komentarzach!

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • kasia

    nie zrozumiem większości i chyba nawet nie chcę, ale życzę Ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że plan w 100% wejdzie w życie. powodzenia! 🙂

    • Aga

      To byłby cud!!! 😀 Ale dzięki wielkie!

  • anjaa

    Nadal Cié sledze Agnieszko… jesli jest mozliwosc, na kilku minutowego skype’a/ Facetime’a to ja bardzo chétnie.

    Pozdrawiam Serdecznie (nie wiem czy mnie pamietasz, kiedys komentowalam.. obecnie tylko czytam, tez jestem dosc wysokim osobonikiem 178cm z bloga darkbrunette)

    • Aga

      Ja Skype’a używam tak baaaardzo rzadko, że możliwość oczywiście jest, ale dość niska 😉 Jak coś ,to będę pamiętać!

  • Weronika

    czemu nie chcesz szczepienia przeciwko zapaleniu wątroby typu B przecież to niebezpieczne

    • Aga

      Ten wirus przenosi się poprzez kontakt z zakażoną krwią, więc jeśli matka nie jest nosicielką, to dziecko nie jest zagrożone zakażeniem. Poza tym po przeczytaniu wieeeeelu różnych badań wierzę, że szczepienie to powoduje więcej szkód, niż pożytku.

  • asia

    Wow podziwiam odwage. Serio.
    Mnie wizja porodu przeraza i panicznie sie tego boje. Ale bede sie tym martwic dopiero za jakies 5lat, bo nie planuje ciazy na razie.
    Zycze powodzenia, szczesliwego rozwiazania i duzo zdrowia dla calej rodziny.

    • Aga

      Oj, to źle, że Cię to przeraża! Tzn. rozumiem to ,bo to w końcu taka niewiadoma i jest tylko tych okropnych historii i tak dalej… Mam nadzieję, że będzie okej, jka już przyjdzie co do czego 🙂
      Dzięki!

  • Dorota

    Skora do skory baaaaardzo wazny proces. Wszystko mi sie bardzo podoba !!;) ok mala wyskakuj z mamy. Ciocia sie doczekac nie moze 😉

    • Aga

      Haha no, przekazałam jej ,co napisałaś 😀 😀

  • Wow! to robi wrażenie. Fajne jest Twoje nastawienie i zaangażowanie w ciążę, cieszę się, że znalazłam Twojego bloga i od jakiegoś czasu powolutku kończę wszystkie artykuły 😉
    Ps. w Polsce porody to zupełnie inna historia, niestety. Sama nie rodziłam, ale mam wiele znajomych i znam ich przeżycia. Takie traktowanie to coś o czym można tutaj pomarzyć. Ja zaledwie wczoraj byłam u lekarza z zapaleniem zatok- owy doktor łaskawie spojrzał na mnie tylko jeden raz- w trakcie osłuchiwania. Swoją drogą też zabawnego- tak szybko zabierał ten stetoskop jakbym miała go wchłonąć swoją tuszą 😀 I na pewno nic a nic nie usłyszał 🙂

    • Aga

      W takim razie ja też się cieszę, że znalazłaś mojego bloga 😀
      A co do PS… Ehh, nie zdziwiło mnie to, szczerze mówiąc. Sama mam okropne doświadczenia z lekarzami w Polsce :/ Mam nadzieję, że już do tej osoby nie wrócisz 😛

  • Marta

    Jeżeli zamierzasz jeść podczas porodu to będziesz wymiotowala. Wiem z własnego przykładu. Nie polecam.

    • Aga

      Wiem, że jest takie ryzyko, natomiast nie zawsze się to zdarza. Jest mnóstwo kobiet, które przegryzają sobie coś co jakiś czas i w ogóle nie wymiotują, więc jestem gotowa podjąć to ryzyko, jeśli poczuję taką potrzebę. Przykro mi, że Ty miałaś złe doświadczenia! Na pewno nie było to przyjemne.

  • Sylwia

    Czuje, ze przezylam ciaze razem z Toba jakkolwiek dziwnie to brzmi :D. Nie moge sie doczekac rozwiazania!

    • Aga

      Haha jak się czyta mojego bloga, to chyba ciężko mieć inne odczucie 😀

  • mom

    Czytam, czytam i jeden wniosek jest oczywisty – widać, że NIGDY nie rodziłaś dziecka 🙂
    Powodzenia!

    • Aga

      Ja nie, ale moje znajome tutaj w Stanach i to nawet w moim szpitalu owszem. Chętnie wymienię się doświadczeniami po porodzie 😉

    • Patrycja

      Koleżanka to chyba wielbicielka cesarek na żądanie i butelki mleka. Rodziłam w Polsce, 4 lata temu, plan porodu nie mialam bo na biezaco mowilam co bym chciala a czego qole uniknac, jadłam chleb i biały ser, jak coś zrobiłam to panie dyskretnie to sprzatnely, natury nie oszukasz, siedziałam na pilce, pod prysznicem, schylalam sie jeśli czułam ze to mi pomaga. Urodziłam siłami natury (chociaż kilka razy byłam bliska załamania i w tym strasznym bolu chciałam CC), nikt mnie nie nacinal, trochę pękłam, ale uważam że to wina niewielkiego mojego zaangażowania w ćwiczenie mięśni podczas ciąży. Lekarze były jak wszędzie czyli średnio niesympatyczni. A piersią karmiłam 22 miesiące chociaż nigdy tego nie lubilam, ale wiedziałam że mój synek tego potrzebuje wiec zaciskalam zęby, uśmiechałam się do niego i dawałam cyca. Szczepilam w granicach rozsądku, bez żadnych wydumanych szczepionek 60 w 1 czy tropikalnych chorób z ulotek rozrzuconych po całej przychodni. Żeby od razu sprostować – nie jestem weganką, uwielbiam mięso, ale jem świadomie, nie napycham się badziewiem, po prostu żyje z głową. Jeśli dziewczyna chce rodzic naturalnie, to daj jej Boze, niech się uda. Pakowanie w takie maleństwo niewiadomo jakich lekarstw może mieć zły skutek. Wiadomo, czasem potrzeba ale chyba że co drugie dziecko w stanie zagrożenia życia lub zdrowia żeby mamy musiały być przycpane jakimiś prochami od bólu albo piły chemikalia koloru białego z butelki bo mama nie ma mlęka (mleko to sie moze skonczyc w fabryce, a w piersiach wiekszosc klopotów jest na szczescie przejsciowych). Rozsądek niech zwycięza a Tobie Agnieszko życzę powodzenia i szczęśliwego rozwiązania 🙂 jeśli byłam niemiła, albo co gorsza zrobiłam jakieś błędy gramatyczne, ortograficzne – wybaczcie.

      • Aga

        Cztery lata po porodzie to trochę późno, ale i tak gratulacje 😉 I dzięki za ten komentarz!

  • Mimbla
    • Aga

      Masakra… Przykro się czyta takie rzeczy.

  • Annimula

    Naprawdę fajnie, ze istnieje u was coś takiego jak „plan porodu”. We Włoszech gdybym dala lekarzowi taki plan to pewnie dziwnie by na mnie popatrzył, a w Polsce pewnie wyśmiał albo strzelił focha, ze on przecież on tutaj jest lekarzem i wie lepiej co ma robić.
    Podoba mi sie nastawienie, ze to ty jesteś matką , to twoje dziecko, i to ty decydujesz co i jak.
    U mnie to wyglądało tak, ze przyjęto mnie do szpitala dzień wcześniej i nie miałam jeszcze rodzic, tylko mieć robione badania. Kazali przyjść na czczo, wiec tak przyszłam. Potem w trakcie badan okazało się, ze niby już rodzę (czego ja nie wiedziałam, bo nie czułam skurczy) i nie mogłam jeść bo „jak zjem to zwymiotuje” (niby ok, tylko, z ja się czuje gorzej i mam mdłości z głodu, no ale to nikogo nie obchodziło). Potem poród, po porodzie, nie mogę jeść, bo „przecież dopiero co urodziłam”. Po 2 godzinach kazano mi isc do łazienki, wiec wstałam, no i tyle pamiętam, bo straciłam przytomność. Teraz to wogole mnie nie dziwi, bo kiedyś przeczytałam,ze wysiłek porodu można porównać do przebiegnięcia maratonu, a ja przebiegłam go zupełnie na czczo.

    Jeśli chodzi o pozycje, to lekarzom oczywiście najbardziej pasuje, żebyśmy leżały na łóżku, ale w takiej pozycji jest naprawdę trudno i ja schodziłam co chwile i dobrze zrobiłam, bo jeśli nie to poród trwałby o wiele dłużej. Dlatego tez zawsze teraz powtarzam, ze kobieta musi słuchać swojego ciala, bo ono wie lepiej.

    I ostatnie: mleko modyfikowane. U mnie w szpitalu jedną z pierwszych rzeczy jakie usłyszałam było: „sztuczne mleko dla twojego synka jest już w lodowce na oddziale”. Nikt się nie zapytał, czy ja wogole chce to mleko. Pielęgniarki niby powinny zachęcać do karmienia piersią, ale gdy ja prosiłam je o pomoc to prawie uciekały, żeby tylko nie musieć mnie tego uczyć. Bo niby po co się męczyć skoro w lodowce juz czeka „pyszne” mleko pełne oleju palmowego i innych super dodatków 🙁
    Tak było w moim włoskim szpitalu. Mimo, ze trochę ponarzekałam, to ogólnie nie było tak źle. Fajna sprawa jest tutaj to, ze mama po porodzie może mieć kogoś przy sobie, przez cały czas pobytu w szpitalu. Jest to baaaardzo przydatne.
    Sorki za taki długi komentarz. Trzymam kciuki, żeby wszytko poszło gładko,szybko i żebyście obie czuły się dobrze.

    • Aga

      Niestety przeczytałam wypowiedź jednej z matek rodzących w Polsce na jakimś forum właśnie o tym, że gdy powiedziała lekarzowi, że chce rodzić w innej pozycji to została oskarżona o podważanie jego kompetencji i sprowadzona na ziemię tekstem, że to on jest lekarzem i on wie lepiej, co dla niej jest najlepsze… Skończyło się na cesarskim cięciu, bo dziecko utknęło w kanale rodnym, co najprawdopodobniej nie miałoby miejsca, gdyby rodziła tak, jak chciała. To tak apropos tego, co napisałaś w pierwszym akapicie.
      Czyli że po porodzie nie mogłaś jeść, bo dopiero co urodziłaś… Ale jaki jest konkretny powód? Przed i w trakcie nie, bo możesz zwymiotować, co też nie jest pewne, ale obawa zrozumiała. Jednak dlaczego po porodzie też nie? Tutaj matki po porodzie dostają jakieś tam tosty, jakiś sok czy muffina. Niby nie dużo, no bo pewnie pełny obiad to nie byłby najlepszy pomysł, ale jednak organizm potrzebuje czegoś! Współczuję tego doświadczenia.
      Zgadzam się całkowicie z tym, że kobieta powinna słuchać swojego ciała!
      Dzięki za komentarz! Nie jest za długi ani nic 😉

      • Annimula

        Odradzano mi jedzenie, bo jedyne co miałam przy obie to słodka bułka z twarożkiem :-/ no i niby nie nadawało się to dla kobiety po porodzie.

      • Aga

        Aha… No to trochę dziwne. Ciekawe czy według nich w ogóle jest cokolwiek, co się nadaje.

  • ohalaska

    Miałam ciarki czytając niektóre punkty 😀 naczytałam się w życiu różnych blogów o dzieciach na których były też posty o porodach, naoglądałam się miliona filmików na yt o tej tematyce, etc a i tak nie uodporniłam się na niektóre rzeczy odpowiednio. Ja (jak chyba zwykle :p) z częścią Twoich punktów się nie utożsamiam, część mnie zaskoczyła pozytywnie, część „zapisałam sobie w pamięci” żeby przeanalizować i wyrobić sobie swoją własną opinię. Nie to, że w najbliższej przyszłości zamierzam mieć dzieci, ale zawsze bawią mnie miny moich dzieciatych kuzynek, gdy wygłaszam wśród nich swoją opinię na jakiś temat i posilam się logicznymi argumentami 😀
    Ciekawa jestem w ilu procentach uda się Wam zrealizować ten (jakby nie było) ambitny plan, trzymam kciuki, żeby wszystko poszło po Waszej myśli 🙂 Powodzenia!

    • Aga

      W sumie nie wiem czy da się uodpornić czy nawet przygotować. Powiem Ci, że zanim zaszłam w ciążę to byłam pewna, że będę miała znieczulenie i nie pójdę bez, w ogóle nie było takiej opcji. A jak już w ciąży byłam, to nagle dziecko stało się tak ważne, że wszystko mi się zmieniło 😀 Haha no wyobrażam sobie, jakie miny mogą mieć 😀
      A że plan ambitny… No to prawda. Według mnie plan porodu powinien być takim naszym idealnym wyobrażeniu o idealnym porodzie 🙂
      Dzięki za kciuki!

  • Hania

    Ależ ten czas leci ..na blogu Twoja ciąża przebiega ekspresowo 🙂 Super ,że masz plan,ale chyba ważniejsze ,że wiesz czego chcesz.Ja też miałam super plan,ale niestety nie wypalił,a też Ci powiem,że w zależności od punktu leżenia,siedzenia,chodzenia i bólu -plan może ulec modyfikacji 🙂 Wiele moich koleżanek miało idealny,wymarzony poród,więc nie ma reguły,ale na pewne rzeczy nie mamy wpływu.W polskich szpitalach wiele się zmieniło i bardzo rzadko słyszę o nieprzyjemnych sytuacjach.Np.w szpitalu w „moim” mieście kobiety mogą bez problemu poprosić o znieczulenie,o nie nacinanie krocza, mogą być aktywne,mogą rodzić w wodzie itd.Dziecko jest nawet po cc od razu z mamą (też nie jest od razu myte)-oczywiście mówię o sytuacjach,kiedy wszystko przebiega ok.Sale są pojedyncze lub dwuosobowe.Mam nadzieję,że coraz więcej lekarzy i położnych będzie zmieniało swoje podejście do kobiet.Niestety tego na studiach nie uczą…

    • Aga

      To prawda! Mi ogólnie ten czas leci ekspresowo, każdy dzień w sumie.
      Wiadomo, dlatego napisałam, że jesteśmy otwarci na zmiany i tak dalej, bo nigdy nic nie wiadomo. Plan to coś, co chciałabym mieć, ale nie jest to coś sztywnego.
      Dobrze czytać o tym, jak jest w szpitalu u Ciebie! Jest to jakaś nadzieja, że może się coś poprawi. I bardzo trafne według mnie jest to spostrzeżenie, że podejścia do kobiet nie uczą na studiach… Nadal mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt wiele lekarzy, położnych czy pielęgniarek ma taki zawód nie dlatego, że chcieli,ale dlatego, że np. cała rodzina to lekarze i tak dalej. Wtedy wszystko jest nie tak.

  • Joanna

    Witam serdecznie!
    Mam jedną rade, mianowicie lepiej gdy jest potrzeba,naciąg krocze niż jak samo popęka. Dlaczego? Ponieważ w trakcie zszywania lepiej się zaszywa nacięte równo niż w różne strony popękane. Zastanów się nad tym.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

    • Aga

      Dzięki za troskę :). Zapoznałam się już z chyba wszystkimi możliwymi za i przeciw, i w mojej opinii rozerwanie jest dalej lepszą opcją. Zresztą mój lekarz powiedział, że w moim szpitalu ogólnie nacinania nie robią, chyba że naprawdę wszystko inne zawodzi.

  • ewa

    Życzę szczęśliwego porodu.
    Plany są ważne (tu bardzo ambitne), ale jak to często bywa życie często je krzyżuje.
    Wtedy trzeba dla dobra i bezpieczeństwa o nich częściowo zapomnieć i pokornie zaufać doświadczonemu personelowi.
    Moda na nienacinanie krocz jak to przed laty z konieczności bywało(porody w domu).
    U naszych babek i prababek skutkowały i nietrzymaniem moczu i wypadaniem macicy w wieku 30-40 lat.
    Konieczna plastyka, co przy tym znaczą cztery szwy z bonusikiem nierozciągniętej pochwy.

    Ewa

    • Aga

      Na samym początku planu napisane jest, że zdajemy sobie sprawę z tego, że porody rzadko idą tak, jak by się chciało, więc jesteśmy gotowi na zmiany. Napisałam również gdzieś tam, że nie trzymam się tego sztywno. Według mnie plan porodu powinien pokazywać naszą idealną jego wizję, ale jednocześnie pamiętając też, że trzeba być przygotowanym na to, że coś może pójść inaczej albo nawet nic nie pójdzie tak, jak się chciało. Nie chcę tu brzmieć chamsko ani nic i mam nadzieję, że nie odbierasz tego komentarza w taki sposób, jednak powiem szczerze, że czasami mam wrażenie, że niektórzy nie czytają dokładnie tego, co piszę, a później starają się mnie tak jakby ściągnąć na ziemię, co nie do końca ma dla mnie sens w momencie, gdy nawet post nie został przeczytany ze zrozumieniem.
      Są sposoby, by przygotować się do porodu tak, by żadne nacinanie nie było konieczne oraz by nawet nie doszło do rozerwania :). No i lekarz, pielęgniarka czy tam położna też mogą w tym pomóc. O tym się jednak niestety nie mówi zbyt głośno, a szkoda. Może ja o tym wspomnę za jakiś czas.
      Dzięki! Oby wszystko poszło sprawnie.

  • lilian

    Wczoraj natrafiłam na Twojego bloga i przeczytałam większość wpisów. Od początku stwierdziłam, że jesteś bardzo sympatyczną osobą i cieszę się, że Twój los się odmienił i masz życie o jakim nie jedna kobieta marzy i na jakie zasługuje. Ale z każdym kolejnym postem traciłam nieco do Ciebie sympatię. Ciągle powtarzasz, że szanujesz poglądy innych i tego samego oczekujesz ze wzajemnością. Dziwne jest dla mnie, że zupełnie nie zwracasz uwagi na rady innych i myślisz, że wszystko wiesz najlepiej. Wydaje mi się, że może się to wiązać z tym, że rzeczywiście nigdy nie otrzymałaś od kogoś takiego prawdziwego, szczerego wsparcia i nie umiesz przyjąć do wiadomości tego, że możesz nie mieć racji. Punktem kulminacyjnym tego wszystkiego jest właśnie Twój ekstremalny plan porodu. Wtedy coś sobie uświadomiłam. Najpierw twierdziłaś, że nie potrzebujesz szkoły bo jest taka zła i straszna. Owszem, nie jest doskonała, ale uczy pokory, której Tobie stanowczo brakuje. Teraz nie potrzebujesz pracy, bo masz wszystko czego potrzebujesz i wolisz zostać jak sama powiedziałaś „kurą domową”. Nie uważam, żeby było coś w tym złego, ale nie głupio Ci tak, że wszystko masz za darmo? Bo co byś miała bez Nathana? Zero pracy, zero wykształcenia, doświadczenia….Nie mówię, że wszyscy mają stanowić elitę intelektualną, no ale coś umieć trzeba. Tych postów o wychowaniu dziecka i stosunków interpersonalnych nawet nie czytam, bo owszem, może masz coś mądrego do powiedzenia, ale są to tylko Twoje spekulacje, skąd czerpiesz jakąkolwiek wiedzę na temat wychowania? Wiem, że nie lubisz krytyki i niechętnie ją przyjmujesz,ten komentarz zaraz zostanie usunięty, ale po to są komentarze by wyrażać swoje opinie, prawda? Fajnie, że podążasz za swoimi marzeniami, ale teraz w szczególności powinnaś zastanowić się, co rzeczywiście byłoby najlepsze dla Twojego dziecka, a nie tylko dla Ciebie. Mówię Ci to wszystko jako matka, wydaje Ci się, że jesteś dojrzała, że nie potrzebujesz się „wyszaleć” itd. , ale jak to mówią pożyjemy, zobaczymy ;). Życie młodej matki i żony to prawdziwa szkoła przetrwania, wymagająca zaangażowania, siły i co ważne – tej właśnie pokory której Ci brakuje. Może kiedyś do tego dojrzejesz. Mimo wszystko, z całego serca życzę Ci wszystkiego najlepszego. Oby Twoje życie pozostało bajką. Pomimo wielu rzeczy, w których się z Tobą nie zgadzam i które osobiście potępiam chciałabym z Tobą porozmawiać, bo jesteś ciekawą osobą. W dodatku bardzo piękną kobietą. Pozdrawiam !

    • Aga

      Hmm. Nie mam nic przeciwko dawaniu rad, ale tylko wtedy, gdy o nie poproszę. I czasem na blogu zadaję jakieś pytania po to, by czytelnicy mogli mi coś doradzić – wtedy wszystko jest okej. Kiedy jednak o rady nie proszę to znaczy, że ich nie potrzebuję. A jeśli inni na siłę starają mi się coś narzucić, to już mi się to nie podoba, ale wymienić się spostrzeżeniami jak najbardziej mogę. Może się zdarzyć tak, że ktoś powie coś, co mnie jakoś nakieruje na inny tor, ale raczej rzadko się tak zdarza, bo ludzie z reguły używają dziwnych sposobów (np. komentarz o treści „widać, że nigdy nie rodziłaś dziecka” – jak mam się odnieść do czegoś takiego?), a już na pewno nie w sytuacji, gdy ja załóżmy przez kilka miesięcy czytałam o danym temacie i dowiadywałam się z różnych źródeł, co pozwoliło mi mieć silną opinię opartą na konkretnej wiedzy, a później nagle ktoś – i to ktoś kompletnie mi obcy w internecie – wpada i wygłasza swoje zdanie próbując mnie do niego przekonać. I oczywiście wygłaszanie swojego zdania jest jak najbardziej okej i zawsze do tego zachęcam! Jeśli jednak ktoś oczekuje, że jeśli powie mi coś, co różni się od tego, w co ja wierzę i ja nagle zmienię swoje zdanie, to będzie rozczarowany. To zawsze jest ryzyko, które każdy musi podjąć na swoją odpowiedzialność, o ile ma na to ochotę :).
      Również pozdrawiam!