Mój plan porodu.

Hej!

Jakiś czas temu wspominałam Wam, że chciałam się podzielić moim planem porodu i myślę, że nadszedł na to czas. Zaczęłam pisać ten post nie mając w sumie żadnego konkretnego pomysłu, jak to wszystko przedstawię, więc polecimy razem na spontanie. Opiszę niektóre punkty, dodam też co nieco na temat moich obaw dotyczących całej sytuacji i tak dalej.

Na wstępie chcę zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę z tego, iż różne szpitale mogą mieć różne przepisy i to, co jest okej u mnie nie musi być okej gdzie indziej. Chętnie więc zapoznam się z Waszymi doświadczeniami czy to z porodówek w Polsce, czy w Stanach :). Ja mówię o szpitalu w Georgii.

 

Plan porodu

Plan porodu nie jest tutaj żadnym obowiązkiem, ale pisanie go jest bardzo popularną sprawą. Lekarze, pielęgniarki i położne zachęcają do stworzenia czegoś po to, by wszystkim było łatwiej i przyjemniej w czasie całego procesu, jak i przed nim. Nie ma żadnego oficjalnego wzoru, który musiałby być użyty przez pacjentki, więc każdy pisze co uważa za stosowne, natomiast jak się zapyta o wskazówki czy też o jakikolwiek wzór, to na pewno uzyska się pomoc.

Ogólny zarys tego, co ja chcę:

* chcę rodzić całkowicie naturalnie czyli bez żadnego znieczulenia i z niewielką ilością jakichkolwiek interwencji,

* chcę zostać w domu tak długo, jak to możliwe i pojechać do szpitala „na ostatnią chwilę”, czyli gdy skurcze są co 3-4 minuty,

* chcę by Nathan był ze mną przez cały czas i by cały poród był fotografowany przez fotografkę, którą zatrudniliśmy,

* chcę, by moja córka była ze mną od samego początku przez cały czas i nie chcę, by cokolwiek jej podawano.

Przetłumaczyłam Wam mój plan na polski i wrzucam go pod spodem (są to obrazki, więc możecie sobie ściągnąć, jeśli chcecie), a pod nim kilka moich komentarzy do punktów, które – według mnie – mogą wzbudzać większe zainteresowanie. Nie będę pisać o każdym z nich po kolei, ale jeśli macie jakiekolwiek pytania czy też wątpliwości dotyczące czegokolwiek, to piszcie śmiało i odpowiem na wszystko.

UWAGA: w planie napisałam „pszeć”, ale oczywiście chodziło mi o „przeć” i sorry za inne ewentualne literówki, jeśli jakieś się wkradły i przeoczyłam.

plan pol 01

plan pol 02

plan pol 03

Chciałabym ruszać się swobodnie przez cały czasto jest dla mnie bardzo ważna sprawa, by móc spacerować, zmieniać pozycje, stać, siedzieć, kucać i tak dalej kiedy tylko mam na to ochotę. Jeśli nie dostajecie znieczulenia zewnątrzoponowego, to bardzo ważne jest to, by być w ruchu przez cały czas, bo to bardzo pomaga w radzeniu sobie z bólem. Wiele kobiet, które próbują rodzić naturalnie leży na łóżku przez większość czasu, a wtedy szanse na powodzenie są masakrycznie niskie, więc nic dziwnego, że rezygnują. Później pogadam więcej o pozycjach.

Chciałabym móc jeść i pić zamiast mieć kroplówkę – wydaje się to takie oczywiste, prawda? No a nie jest. Czytałam wiele historii z polskich szpitali o tym, jak pielęgniarki traktowały pacjentki, które wyciągały np. batona energetycznego, by go zjeść. Oczywiście są sytuacje, kiedy jedzenie nie jest wskazane (np. znieczulenie lub cesarskie cięcie), natomiast jeśli wszystko jest w porządku, to nie wyobrażam sobie być na głodniaka przez tyle godzin w czasie, który wymaga od nas tak dużo energii.

Nie chcę oferowania żadnych leków przeciwbólowych (…) – prawie od samego początku ciąży bardzo ważne było dla mnie to, by rodzić naturalnie. Najpierw myślałam sobie, że może użyję jakieś inne środki zamiast znieczulenia zewnątrzoponowego, ale później doszłam do wniosku, że nie chcę nic. Dlaczego? Bo każdy środek przeciwbólowy ma swoje własne efekty uboczne, o których ja nie chcę myśleć. Większość z nich oddziałuje nie tylko na matkę, ale też na dziecko i w wielu przypadkach ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Znieczulenie zewnątrzoponowe w wielu przypadkach powoduje totalny brak czucia od pasa w dół i kobiety nawet nie czują, kiedy muszą przeć – nie wyobrażam sobie tego! Bardzo polecam wszystkim zainteresowanym zagłębienie się w te tematy, ale bardziej na stronach o naturalnych porodach niż tam, gdzie zachwalają wszelkie chemikalia i takie tam.

Chciałabym wybrać pozycję, w której urodzę – to jest według mnie bardzo ważny punkt szczególnie dla tych kobiet, które chcą rodzić naturalnie (bo dostając znieczulenia jest się trochę przykutym do łóżka w sumie). Leżenie na łóżku jest NAJGORSZĄ pozycją, jaką można przyjąć do urodzenia dziecka z bardzo wielu powodów. Na przykład, gdy bobas przeciska się przez miednicę, Wasza kość ogonowa przechyla się do tyłu, by dać mu więcej miejsca. Gdy leżycie na łóżku, kość ogonowa jest unieruchomiona, co sprawia większy problem dla dziecka i więcej bólu dla Was. Wiele osób porównuje wypieranie dziecka do wypróżniania się, ale według mnie nie można porównywać tych dwóch rzeczy, bo powiedzcie mi szczerze – kto robi kupę na leżąco? No chyba nikt, a przynajmniej niewiele osób. Pozycja ta jest więc bardzo nienaturalna. Jest też kwestia tego, że wiele kobiet czuje ból w dole pleców podczas porodu i leżenie na nich w tym nie pomoże. Zauważcie również, że spanie na plecach nie jest zalecane w ciąży od mniej więcej połowy drugiego trymestru, a w trzecim to już w ogóle – dlaczego więc rodzenie na plecach miałoby być okej? Poza tym, leżąc na plecach w ogóle nie używa się pomocy grawitacji, bo przecież nie ciągnie ona żadnych obiektów do ścian, tylko w dół. Dlatego też lepszą pozycją do porodu jest np. pozycja na czworaka, a jeszcze lepszą pozycją jest kucanie! Wtedy wszystko otwarte jest jak najszerzej się da i dziecko schodzi sobie samo w swoim tempie, czasem kobiety nie muszą nawet przeć w ogóle. Jeśli lekarz/położna powiedzą, że nie pozwolą na wybranie swojej własnej pozycji, bo łóżko to ta właściwa lub cokolwiek by tam powiedzieli to wiedzcie, że mówią to, bo martwią się o swoją własną wygodę – łatwiej jest w końcu usiąść sobie na krześle przy łóżku i nie musieć się wysilać, niż np. kucnąć lub nawet położyć się na podłodze, nie? BARDZO polecam wszystkim zagłębić się w ten temat, bo naprawdę warto i zawsze to lepiej mieć fakty do przedstawienia lekarzowi.

W razie cesarskiego cięcia chciałabym mieć podwójne szycie – to jest dla mnie ważne, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a w razie jakiegoś nagłego przypadku warto to zaznaczyć, jeśli np. planujecie mieć kolejne dziecko i rodzić siłami natury. W moim szpitalu zawsze robią podwójne szycie, ale wiem, że nie wszędzie tak jest.

Chciałabym, by położono mi dziecko na klatce piersiowej od razu po urodzeniu (tzw. „skóra do skóry”) + Chciałabym opóźnić wszystkie procedury jak np. mierzenie i testy przez pierwszą godzinę po urodzeniu – to jest po prostu tak wyjątkowy moment, że nie wyobrażam sobie tego przegapić! To musi być naprawdę coś niesamowitego i jeśli moje dziecko otworzy oczy kilka sekund po urodzeniu, to chciałabym być pierwszą osobą, którą zobaczy. Taki kontakt to genialna sprawa, jeśli chodzi o nawiązywanie więzi z bobasem, ale nie tylko. Pozwala też wyregulować temperaturę ciała maleństwa oraz jego tento, uspokoić go (w końcu poród to traumatyczne przeżycie dla tego małego człowieczka). Dziecko od razu słyszy bicie naszego serca, a przecież właśnie to słyszało przez cały ten czas, gdy było w środku. Noworodek ma też bardzo łatwy dostęp do piersi, a ważne jest to, by pierwsze karmienie piersią zainicjowane zostało podczas pierwszej godziny jego życia – czasem dzieci same je inicjują! Opóźnienie wszystkich procedur łączy się bezpośrednio z tym, co przed chwilą tu napisałam.

Chciałabym być szczegółowo informowana o wszystkich procedurach i testach dokonywanych na moim dziecku zanim zostaną one dokonane + by wszystkie procedury były dokonane w mojej obecności i za moją zgodą (lub mojego męża, jeśli ja nie mogę) – nie wyobrażam sobie sytuacji, w której pielęgniarka bierze moją małą ze sobą i robi te ich różne rzeczy, które robią automatycznie tak naprawdę i w tym czasie mnie wykończoną leżącą na łóżku nie wiedzącą, co się dzieje. Po prostu nie. A mierzyć dziecko mogą nawet wtedy, gdy jest ono w moich ramionach.

Nie chcę zastrzyku z witaminy K + szczepienia przeciwko zapaleniu wątroby typu B + żadnych antybiotyków (łącznie z maścią do oczu) bez wcześniejszej zgodyjeśli chodzi o dawanie zgody to tyczy się to tylko ewentualnych dodatkowych rzeczy, bo jeśli chodzi o dwie pierwsze rzeczy to z Nathanem mówimy nie. To są sprawy, które każda z Was musi sobie sama ogarnąć i podjąć własną decyzję, o ile jest taka możliwość, bo z tego co wiem to w Polsce chociażby wspomniane szczepienie jest obowiązkowe (nie wiem, jak z resztą).

Nie chcę, by dziecko było w ogóle czyszczoneta taka biała maź, z jaką rodzi się bobas jest naturalnym nawilżaczem, środkiem czyszczącym oraz chroni przed infekcjami. Poza tym, noworodki nie są dobre w regulowaniu temperatury ich ciała, więc kąpiel prawie że minuty po porodzie niczego tu nie ułatwia pod tym względem. My nie chcemy też, by pielęgniarki wycierały nasze dziecko po urodzeniu – jak się urodzi, tak chcę by mi je podali.

 

Czego się boję?

„Denerwujesz się?” – to pytanie słyszę bardzo, bardzo często. Zawsze odpowiadam, że nie, bo ogólnie rzecz biorąc to nie stresuję się tak, żeby się martwić cały czas i nie móc myśleć o niczym innym. Mam jednak takie chwile, gdy siedzę i się zastanawiam, a wtedy faktycznie stres przychodzi. Nie boję się jednak bólu, bo jestem w pełni świadoma tego, że on tam będzie i to nawet w wysokim stopniu. Boję się tego, że może wydarzyć się coś niespodziewanego, co zagrozi zdrowiu mojej córki oraz tego, że mogę nie mieć wystarczająco dużo energii, by przejść przez cały ten proces bez snu, normalnego jedzenia i w bólu. I to w sumie tyle. Czytałam sporo o tym, że w pewnym momencie hormony powodują, że kobieta dostaje niesamowitego kopa i ma mnóśtwo energii, ale jednak jakaś tam obawa jest, że mi jej zabraknie. Pomijając oczywiście rzecz oczywistą czyli niewiedzę, kiedy cokolwiek zacznie się dziać, ale to już da się ogarnąć, bo w sumie każdy nowy dzień ciąży jest swego rodzaju niewiadomą. No ale wracając do porodu… Będę miała ze sobą Nathana, który wiem, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by mi wszystko ułatwić i pomóc Nie kładę też na siebie żadnych oczekiwań, bo według mnie one pogorszyć mogą tylko sprawę i nie chcę być później zawiedziona, gdy coś pójdzie nie po mojej myśli, a to jest przecież bardzo możliwe. Wiem czego chcę, ale wiem też, że niczego nie da się przewidzieć, więc jestem otwarta na różne opcje i różne scenariusze, a w razie jakby się okazało, że jednak nie dam rady znieść bólu, to nie będę uważała, że jestem jakaś gorsza czy też że zawiodłam, chociaż oczywiście wolałabym dać radę.

 

Co na to wszystko mój lekarz?

Konsultowałam oczywiście cały plan nie tylko z moim lekarzem prowadzącym, ale też z innymi w tym samym miejscu, bo w końcu nigdy nie wiadomo, kto będzie akurat na dyżurze, jak ja przyjadę. Wszyscy pochwalili to, co napisałam i mój doktor powiedział, że to jest sposób, w jaki oni preferują porody. Inny powiedział, że zrobiliby wszystko co w ich mocy, by pomóc, gdybym zdecydowała rodzić stojąc na rękach, co było oczywiście żartem, ale fajnym żartem, bo pokazało mi, że naprawdę są to bardzo otwarci ludzie. Także tutaj też nie mam żadnych zastrzeżeń.

 

Wydaje mi się, że to wszystko, co chciałam napisać w tym poście i mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Ciekawa jestem Waszych planów, jeśli jakieś mieliście oraz historii z polskich szpitali dotyczących tego wszystkiego. Powiem Wam szczerze, że nie mam pojęcia jak to tam jest w PL, bo wszystkim zaczęłam się interesować dopiero po zajściu w ciążę, czyli będąc już tutaj. Dlatego też czasem nie wiem, jak coś powiedzieć po polsku i dzięki tym, którzy mi pomagają w komentarzach!

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE