Relacja z Walker Stalker Con 2015!

Norman Reedus, Ian Somerhalder i Andrew Lincoln to tylko trójka z całego mnóstwa gości obecnych na Walker Stalker Con w Atlancie w dniach 30-31.10-1.11.2015 w Georgia World Congress Center. Jest to wydarzenie organizowane w wielu miejscach w Stanach w ciągu całego roku, a w lutym 2016 będą również w Londynie. Zbiera fanów głównie The Walking Dead, bo to właśnie z tego serialu jest obecnych zdecydowanie najwięcej aktorów, ale pojawiają się też fani wampirów, którzy przychodzą dla The Vampire Diaries czy też fani np. filmu Koszmar z ulicy Wiązów oraz kilku innych, z których pojawiają się już pojedynczy aktorzy.

15

Moim głównym celem było spotkanie Normana Reedusa, czyli odtwórcę roli Daryla Dixona z The Walking Dead, oraz kilku innych aktorów z tego samego serialu. Chciałam pójść na jego panel oraz na panel Andrew, czyli serialowego Ricka. Poza tym, gdy kupowałam bilety nie oglądałam jeszcze The Vampire Diaries, co zaczęłam dopiero jakoś niecałe dwa tygodnie przed tym wydarzeniem i cieszę się, że to zrobiłam, bo spodobał mi się ten serial. Fajnie więc, że Ian – odtwórca roli Damona z TVD – oraz Paul – czyli serialowy Stefan – również byli tam obecni.

Miałam wejściówkę 3-dniową, bo jak ją kupowałam, to jeszcze nie było pełnego spisu gości i nie wiedziałam, kiedy jest co, więc wolałam rozegrać to w taki właśnie sposób i mieć wolną rękę. Piątek opuściłam całkowicie, w sobotę pojechałam na panel Normana i po to, by połazić chwilę i rozeznać się w tym, co się dzieje, a w niedzielę spędziłam tam cały dzień. Muszę tu zaznaczyć, że Nathan mnie woził, więc jestem mu za to mega wdzięczna, bo w przeciwnym razie nie pojechałabym.

00

W sobotę otwierali całość o 10:30. Byłam tam ok. 9:30, a panel Normana był o 12:45. Wiedziałam, że będzie spora kolejka, więc wolałam być wcześniej. Jak weszłam do środka to nie było w ogóle ludzi czekających na wymianę papierowych biletów na plakietki lub bransoletki (w zależności od wejściówki), więc podeszłam do jednej kobiety i wszystko szybko załatwiłam. Potem poszłam do łazienki i gdy z niej wyszłam, to było już tam mnóstwo ludzi. Co za fart! Następnie wszyscy ustawiali się w kolejce i trzeba było czekać na otwarcie wejścia na dół, czyli do hali głównej całego wydarzenia.

01

W hali było 150 stoisk z pamiątkami. Większość z nich związana była z TWD, ale nie wszystko. Ceny koszulek wahały się od $15 do $45 i kupiłam sobie jedną na pamiątkę. Jakiś mężczyzna mojego wzrostu zaczepił mnie i powiedział: „dobrze jest być wysokim, nie? Można obserwować wszystko z góry!” Było mnóstwo ludzi w Halloweenowych kostiumach i sporo takich, którzy brali udział w konkursach na przebrania za bohaterów TWD. Połaziłam sobie trochę na dole, przeszłam przez wszystkie stoiska… Ogarnęłam też co mieli tam do jedzenia, ale oczywiście nie było nic, co ja mogłabym zjeść. W sumie może to i dobrze, bo wszystko i tak było o wiele droższe, niż normalnie.

03

07

08

09

10

11

02

Zobaczyłam, że obok Chada L Colemana (Tyreese, The Walking Dead) nie było akurat zbyt wielu czekających ludzi, więc podeszłam sobie do niego.

W kolejce czekałam może 15 minut maksymalnie, bo szła dość sprawnie. Wiele osób po prostu podchodziło, mówiło hello!, robiło sobie zdjęcie i odchodziło. Byli też i tacy, którzy zamienili z Chadem parę słów, co mnie osobiście podoba się o wiele bardziej, bo nie wyobrażam sobie podejść po prostu i za dwie sekundy odejść. No ale co kto woli, wiadomo.

Przywitałam się, zdjęłam z siebie moją torebkę i torbę z aparatem, po czym podałam aparat wolontariuszce i wyjaśniłam, jak zrobić zdjęcie. Ustawiliśmy się i wspomniana wolontariuszka cyknęła fotkę, po czym pogadałam sobie z Chadem nieco. Okazał się bardzo sympatycznym gościem! Ja myślałam w sumie, że jestem tam po to, by dowiedzieć się czegoś o tych aktorach, a okazało się, że ten chciał dowiedzieć się czegoś ode mnie. Spytał skąd jestem, a jak powiedziałam, że z Polski to zapytał „Kraków?”. No i kilka innych standardowych pytań, czyli jak to się stało, że tu przyleciałam, czy mi się podoba, co porabiam i tak dalej, i tak dalej. Fajnie się gadało, serio, a i komplement dostałam mimo tego, że nie miałam ani grama makijażu na twarzy ;).

(SPOILER jeśli ktoś nie obejrzał jeszcze 5. sezonu – płakałam, gdy Tyreese umarł, bo pokazali jego śmierć w taki sposób, w jaki nie pokazali żadnej innej i tak mnie to chwyciło za serce, że nawet nie wiem, jak to opisać…)

12

Ok. 11:30 zmieniłam miejsce i poszłam na górę do Main Convention Stage (scena główna), by ustawić się w kolejce na panel Normana. Nie było tam jeszcze jakoś bardzo dużo ludzi, więc udało mi się być w miarę na początku. Osoby, które miały bilety VIP, Gold oraz Platinium wchodziły przed tymi z General Admission, więc zajmowali sporo miejsca w publiczności. Najpierw publika podzielona była na dwa duże sektory, czyli jeden dla VIPów, a drugi dla General Adm. Okazało się później, że VIPów nie było wystarczająco, by zapełnić cały przygotowany dla nich sektor, więc wolontariusze pozwolili reszcie osób przesiąść się bliżej i zająć resztę krzeseł.

Norman okazał się mega sympatycznym facetem z fajnym poczuciem humoru. Opowiadał anegdotki z planu zdjęciowego i zdradził też trochę ze swojego prywatnego życia. Powiedział na przykład, że czasami na planie wkurza się na coś i chce iść zrobić lekką rozpierduchę, a wtedy Andrew mówi: „poczekaj, spokojnie, pójdę z nimi porozmawiać!” – czyli dokładnie tak, jak dzieje się w serialu. Zdradził, iż wymyślił, że fajnie byłoby, gdyby serialowy Daryl miał psa, ale reżyser się nie zgodził i okazało się również, że tego typu pomysłów jest więcej, natomiast reżyser mówi: „to najgłupszy pomysł, jaki miałeś kiedykolwiek”. Opowiadał też, że nie chciał, by jego bohater był taki, jaki był jego serialowy brat – Merle – więc poprosił o trochę zmian, co na szczęście udało się dokonać. No i że niektóre fanki pytają go czy mógłby polizać ich twarze do zdjęć ;). Jego ulubiona scena zabijania zombie to ta, w której machnął łańcuchem i poleciały głowy, a jedna z najobrzydliwszych scen to jedzenie żółwia… Jeśli chcecie obejrzeć sobie filmik z tego panelu to klikajcie TUTAJ

16

17

18

19

I w sumie to wszystko, co zrobiłam w sobotę. Byłam usatysfakcjonowana :).

W niedzielę było już dłużej i bardziej skomplikowanie. Na miejsce dotarłam jakoś o 9, a panel Andrew zaczynał się o 10, czyli pół godziny przed otwarciem hali na dole. Tylko jego panel miał osobne bilety z przypisanymi miejscówkami. Nie wiem czemu, a że kosztowały tylko kilka dolców to spoko. Panel został oczywiście wyprzedany, jednak później jak obserwowałam publiczność to okazało się, że sporo osób nie przyszło, a niektórzy obecni nie mieli wejściówek. Dlatego też tutaj było podobnie jak dzień wcześniej – pozwolili ludziom przesiadać się bliżej tak, by zająć wolne miejsca. No ale generalnie prawie całe pomieszczenie (mega duże tak w ogóle) było zajęte.

Na początku na scenę wszedł Josh McDermitt, czyli serialowy Eugene, co było niezłym zaskoczeniem. Bardzo lubię sposób, w jaki jego bohater mówi w serialu i bawi mnie on dość często. Po krótkiej pogawędce z nim, na scenie pojawił się Andrew, a po jakimś czasie pojawiła się jeszcze jedna niespodzianka – drugim gościem w czasie tego panelu był serialowy The Governor, czyli David Morrisay. Andrew pochodzi z Wielkiej Brytanii i uczył się południowego akcentu na potrzeby serialu, a w czasie panelu mówił już po brytyjsku. Jego spoiler dotyczący nowego serialu brzmiał: „czekajcie na to!”… Okazało się, że nie jest za bardzo za tymi wszystkimi nowinkami, jak Instagram i memy no i dalej ma telefon z klapką. Opowiadał też o Normanie i rozbawiło mnie to, jak powiedział: „ten człowiek jest… dziwny!” i wtedy nawet i Josh się śmiał. Opowiedział, że raz Norman zrobił mu żart, w którym to przyczepił mu na przód samochodu tabliczkę z napisem „Daryl Dixon”. Andrew zorientował się dopiero po czterech tygodniach i to też tylko dlatego, że Steven Yeun (serialowy Glenn) zapytał: „czy ty to robisz specjalnie?” Filmik z panelu obejrzeć możecie TUTAJ

20

21

22

23

Trwało to 45 minut i pół godziny po zakończeniu miało miejsce spotkanie z Ianem i Paulem, a Andrew miał zaplanowane zdjęcia z fanami. Żałowałam, że nie udało mi się kupić, ale niestety jako że on był tam tylko jeden dzień i w dodatku nie rozdawał autografów przy stole tak, jak reszta, to jego zdjęcia rozeszły się w ciągu dosłownie kilku sekund.

Wolontariusze powiedzieli, że cała publika musi opuścić salę i ci, którzy chcieli zostać na drugie spotkanie (np. ja) musieli zejść na dół i na nowo ustawić się w kolejce, która była już całkiem spora. Stanęłam więc tam grzecznie i odczekałam swoje. Powtórzyła się sytuacja z miejscówkami i przesiadaniem się z dnia poprzedniego, więc nie będę już powtarzać. Tym razem jednak udało mi się usiąść jeszcze bliżej.

Gośćmi na tym panelu byli Ian, Paul oraz Michael Malarkey, czyli serialowy Enzo. Generalnie mówili sporo na temat tego, co działo się w serialu i co dzieje się teraz, a że ja nie skończyłam jeszcze pierwszego sezonu, to mój mózg się chyba specjalnie bronił i niewiele pamiętam. Mnie to pasuje, ale za to Wam niewiele opowiem ;). Mogę powiedzieć, że chłopaki wydawali się bardzo spoko. Najwięcej mówił Ian, potem Paul i oboje mają fajne poczucie humoru. Sprawiają wrażenie, jakby się uzupełniali nawzajem, a jak Ian poleci trochę „za daleko i zbyt głęboko”, to Paul rzuca jakimś komentarzem, który rozluźnia atmosferę. Oboje opowiadali krótkie historyjki z planu, jak np. ta, kiedy to Paul rzucał w Iana różnymi rzeczami i generalnie wczuł się bardzo w to, co robił mimo tego, że przecież w serialu to Damon – czyli Ian – jest tym silniejszym. Michael mówił niewiele i w sumie też niewiele pytań było do niego, więc z jednej strony to trochę przykre, skoro też tam był, ale z drugiej też zrozumiałe. Ian ma baaardzo dużo do powiedzenia i to też na temat takich poważniejszych rzeczy, czyli np. to, że prześladowanie ludzi w internecie i znęcanie się nad nimi jest bardzo niefajne i trzeba z tym walczyć, czy też że im mniej osób ogląda serial w telewizji, tym większe są szanse, że dana produkcja zniknie, bo nie będzie się opłacało jej produkować… Niestety nie znalazłam żadnego dłuższego filmiku, by Wam pokazać.

24

25

26

27

Następną rzeczą w moim planie było zdjęcie z Ianem i Paulem, które wpisane było o 2 popołudniu, więc miałam niecałe dwie godziny przerwy. Tradycyjnie poszłam do łazienki (ahh, ta ciąża), po czym kupiłam sobie kawę i zjadłam kanapkę. Przyglądałam się ludziom dookoła i mega podobały mi się niektóre kostiumy. Jeden z nich na przykład należał do kobiety w ciąży, która pod bluzkę włożyła lalkę-bobasa i zrobiła cztery dziury w bluzce tak, aby stopy oraz dłonie owej lalki wystawały na zewnątrz. Nie zabrakło również sztucznej krwi. Nie powiem, było to dość… hmm, nie wiem, jak to określić, ale fakt, że jestem w ciąży sprawił, że jakoś nie mogłam oderwać od niej wzroku. Z drugiej strony – super kreatywność!

Po zejściu na dół zapytałam wolontariuszki czy ustawia się już może kolejka do Iana i Paula, i dowiedziałam się, że jeszcze nie. Poszłam więc się przejść i po drodze zobaczyłam kilku aktorów spotykających się z ludźmi oraz to, że właśnie Jon Bernthal (Shane, The Walking Dead) jest na swoim stoisku i rozdaje autografy. Stanęłam więc w kolejce, która była już nieco dłuższa, ale spokojnie starczyło mi czasu.

04

13

14

05

06

Gdy do niego podeszłam, odpisywał komuś na smsa i powiedział tylko „I’m sorry!” W ogóle mi to nie przeszkadzało, bo to w końcu normalny człowiek jak każdy z nas, więc ma prawo do tego typu rzeczy, wiadomo. Gdy skończył, podszedł do mnie bliżej i zapytał jak mam na imię. Powiedziałam, że Agnieszka, a on do mnie po rosyjsku zaczął mówić! Ręce mi opadły i powiedziałam mu z uśmiechem, że nieeeee, ja jestem z Polski, a on na to, że przeprasza i to „szka” go zmyliło i po polsku nic nie potrafi, chociaż w tamtej sytuacji chciałby. Powiedziałam mu, że bardzo nie lubiłam jego serialowej postaci i ucieszyłam się, gdy umarł, ale z drugiej strony jest jednym z zaledwie paru aktorów tam, którzy wzbudzają we mnie silniejsze emocje i to bardzo mi się podobało. Odpowiedział, że docenia to co powiedziałam i szczerość, po czym uścisnął mnie na pożegnanie i odeszłam. Sympatyczny typ, zupełnie inny niż Shane ;). I do każdego wychodził spoza stołu, by się chociaż przywitać czy też przytulić, czy cokolwiek. Nawet, jak nie robili sobie zdjęć. To też było super!

28

No i później wróciłam do poprzedniego miejsca, by ustawić się już w kolejce do zdjęcia. Trochę poczekałam, ale w sumie powiem Wam, że nie trwało to długo. Może byłam jakoś bardziej na początku kolejki, nie wiem. W każdym razie, każde stanowisko do zdjęć było ogrodzone w taki sposób, by nikt z zewnątrz nie widział aktorów i by nikt nie robił żadnych innych zdjęć. Wchodziło się więc do środka takich jakby mniejszych pomieszczeń zrobionych z czarnych płacht zawieszonych na metalowe pręty. Najpierw wolontariuszka skanowała ludziom bilety, a później wchodziło się do kolejnego mniejszego pomieszczenia, gdzie czekali aktorzy wraz z fotografem. Udostępniony był stół, na którym można było zostawić rzeczy, jakich nie chciało się mieć na zdjęciu, jak np. plecaki czy kurtki.

Wyglądało to tak, że każdy miał minimalną ilość czasu, więc każdy podchodził po kolei ustawić się do zdjęcia, potem fotograf krzyczał „NOW!” i po tym trzeba było odejść. Gdy przyszła moja kolej, podeszłam powoli i jak byłam w połowie drogi, to Ian mówił coś do jednej z wolontariuszek, więc to Paul był tym, który patrzył na mnie i to jego najpierw objęłam. Ian mówił, że musi iść do łazienki i tak chwilkę pogadał, więc miałam okazję postać tam trochę dłużej. Gdy ogarnął, kiedy będzie miał krótką przerwę, spojrzał na mnie, po czym tak szerzej otworzył oczy, uśmiechnął się i powiedział „oh, hi!”. Fotograf krzyknął „ok, picture!”, więc ja powiedziałam im: „feel free to hug me guys!” i wtedy oboje się zaśmiali, przysunęli się bardziej i ścisnęli mnie mocniej. Gdy zrobiliśmy zdjęcie, odwróciłam się do Iana i potem do Paula, podziękowałam obojgu, oni mi coś tam odpowiedzieli i musiałam odejść.

29

Wydruk wielkości kartki A4 dostępny był od razu po wykonaniu zdjęcia, tylko trzeba było przejść się po prostu kilka metrów do wyjścia. Kopia jpg na mailu również doszła po maksymalnie kilku minutach, więc wszystko poszło dość sprawnie.

Strasznie byłam głodna, więc pospacerowałam sobie trochę po hali w poszukiwaniu jakiegoś jedzonka. Niestety nie znalazłam nic, co mogłabym zjeść, więc musiałam zadowolić się przekąskami, które miałam w plecaku.

I wtedy zaczęłam się czuć coraz gorzej… Coraz mniej sił i zaczęły mi się pojawiać zawroty głowy. Miałam jeszcze dużo czasu do zdjęcia z Normanem, a ja nie za bardzo miałam już co robić. Pozostali ludzie, którzy rozdawali autografy, nie interesowali mnie do tego stopnia, by płacić za spotkania z nimi, więc po prostu sobie przeszłam na drugą stronę, gdzie były stoiska czterech obecnych wtedy aktorów z The Vampire Diaries, z czego ja zainteresowana byłam tylko Paulem i Ianem. Pomyślałam, że sobie poczekam. Paul miał być od 3 do 5pm, a Ian od 3:30 również do 5pm, więc najpierw stanęłam w kolejce do Paula. Stałam sobie nie tak długi czas w sumie, ale powiem Wam, że tak się okropnie poczułam, że musiałam zaczepić wolontariuszkę i poprosić o pomoc. Powiedziałam dokładnie jak sytuacja wyglądała, zresztą i ona zauważyła, bo już zaczynałam odlatywać, więc odpowiedziała, że w takiej sytuacji mogę dostać specjalną kartę („red card”), która upoważni mnie do tego, bym czekała sobie na krześle poza kolejką. Owa karta natomiast leży sobie wtedy na stole i w odpowiednim czasie wolontariusz/ka podchodzi i prosi osobę z daną kartą na początek kolejki. To było moje wybawienie! Inna wolontariuszka pisała imiona wszystkich fanów po kolei na małych karteczkach, które potem przyklejało się do zdjęcia, by nie marnować czasu na literowanie.

Gdy do niego podeszłam, przywitaliśmy się i spojrzał od razu na kartkę z moim imieniem po czym powiedział: „Agnieszka! Tak ma na imię moja mama!”. I brzmiał jak Polak, bez kitu, dawno nie słyszałam mojego imienia wypowiedzianego przez drugą osobę w idealny sposób. Wiedziałam o jego powiązaniach z Polską, ale nie wiedziałam o tym małym fakcie dotyczącym imienia jego mamy, więc się nieco zaskoczyłam. Zapytał czy jestem Polką i czy mówię po polsku. Powiedziałam, że mówię, bo mieszkałam tam 21 lat, a on na to, że on też mieszkał i dodał „serio!”. Brzmiało to tak, jakby myślał, że mu nie uwierzę czy coś. Wymieniliśmy się nieco wrażeniami z Polski, po czym powiedziałam mu, że jestem dopiero na pierwszym sezonie, ale już bardzo mi się podoba i on się zaśmiał i powiedział, że cieszy się bardzo. I coś tam jeszcze powiedział, ale kompletnie nie pamiętam, co to było. Wolontariuszka mnie popędziła, więc podał mi rękę, by się pożegnać i jak już odchodziłam to powiedział po polsku: „miło było cię poznać!” i tak się zaśmiał szyderczo, a inni tylko spojrzeli na nas z zaciekawieniem. Ja się tego nie spodziewałam, więc aż mnie na moment zatkało i najpierw odpowiedziałam po angielsku, a dopiero potem dodałam po polsku :D. Fajne było to, że Paul starał się z każdym zamienić choć kilka słów, chociaż nie każdy sprawiał wrażenie chętnego, co bardzo mnie dziwiło.

Nie zrobiłam zdjęć żadnych autografów i nie zrobię, bo nie chcę ich publikować :).

Z Ianem było to wszystko trochę bardziej skomplikowane, bo spóźnił się ponad godzinę. Nie było to jakieś jego widzi mi się, tylko po prostu przed autografami był jego czas na zdjęcia z fanami, a że on nie jest typem, który nie zagada, to trochę się zeszło. Skończyło się na tym, że na swoje stanowisko przybył z bardzo dużym opóźnieniem. Kolejka zaczęła tworzyć się o 3pm i w pewnym momencie było już tyle ludzi, że wolontariusze nie pozwalali innym wchodzić w nią już, bo wiedzieli, że marne były szanse na to, że się dostaną. Powiedzieli, że Ian ma kontrakt do 5 i jeśli będzie chciał to może zostać, ale nikt nie wiedział, co zrobi. Rozdawali więc ludziom niebieskie bileciki, które świadczyły o tym, że przyszli wcześniej i po prostu zostali odesłani na ok. godzinę, by nie marnować czasu na stanie obok kolejki. Ja, na szczęście, byłam tam wcześniej i ponownie siedziałam sobie na krzesełku, a moja karta była na stole.

Była taka sama sytuacja z imionami na karteczkach, więc gdy tylko podeszłam do Iana i zobaczył, to przeczytał: „Agnieszka!”, więc ja mu powiedziałam, że jest jedną z niewielu osób tutaj w kraju, które potrafią powiedzieć moje imię bez żadnych udziwnień, a on wtedy do mnie: „mama Paula to Agnieszka!”, a ja że no właśnie się dowiedziałam. Powiedziałam mu w sumie to samo, co do Paula a’propos tego, gdzie jestem w serialu no i powiedział, że jego ulubionym sezonem jest właśnie pierwszy. Powiem Wam, że nie spieszył się z tym, by się podpisać i w ogóle, tylko raczej dłużej zajmowało mu pisanie na zdjęciach i poświęcał każdemu po kolei trochę więcej czasu, co było super (i powodowało opóźnienia, ale wiecie – coś za coś). Gdy już odchodziłam to podniósł dłoń, by przybić mi piątkę, po czym uśmiechnął się szerzej i podniósł do góry jedną brew tak, jak to on potrafi. I dodam tu jeszcze, że widziałam wiele osób z ładniejszymi oczami niż oczy Iana, ale jego są takie, że jak spojrzał w moje oczy to poczułam się tak, jakby czytał mi w myślach; jakby naprawdę przeszywał mnie tym spojrzeniem…

Jak byłam po, to musiałam lecieć od razu do miejsca, gdzie były zdjęcia z Normanem, bo nie było już wiele czasu… A przynajmniej tak myślałam. I znowu ta sama sytuacja – dotarłam, pokazałam kartę, usiadłam. Obok mnie siedziało 5-6 innych osób, a przed nami był mega, mega tłum pozostałych czekających. Owe spotkanie miało odbyć się o 5pm, ale okazało się, że było nieco opóźnione. Tzn. nieco jest tu słowem bardzo delikatnym, bo opóźnienie wyniosło 2 godziny. Myślałam, że jajo tam zniosę. W dodatku mój telefon miał tylko 4% baterii, a musiałam mieć jakikolwiek kontakt z Nathanem, bo przecież miał po mnie przyjechać i zabrać mnie do domu. Wyłączyłam więc komórkę i obserwowałam ludzi podsłuchując niektóre rozmowy. Okazało się, że opóźnienie było spowodowane tym samym, co działo się w przypadku Iana, czyli po prostu poprzednie zdjęcia się opóźniły. I to była jedyna osoba w ciągu tego weekendu, przed spotkaniem z którą serce zabiło mi nieco szybciej ;).

Przed tym zdjęciem byłam podekscytowana najbardziej! Nie mogłam się doczekać i nawet specjalną koszulkę założyłam :). Okazało się, że ludzie z tymi czerwonymi kartami wchodzili jako pierwsi przed wszystkimi VIPami i tak dalej, ufff! Obserwowałam tam w środku co się dzieje i zauważyłam, że Norman podchodził te dwa kroki do każdego po kolei, witał się i razem szli na środek, by zrobić zdjęcie. Czyli że on również zdawał sobie sprawę z tego, że czasu jest mało, ale chciał poświęcić ludziom jak najwięcej. Genialna sprawa! Do mnie też podszedł, złapał mnie za rękę i tak trzymając moją dłoń w jego obu dłoniach poszliśmy na środek. Powiedziałam mu, że bardzo miło mi go widzieć i on odpowiedział, że jemu również bardzo miło. Zrobiliśmy sobie zdjęcie i jak odchodziłam to podziękowałam i on znowu złapał mnie za rękę, uśmiechnął się i jak odchodziłam to tak dalej trzymał mnie, że przejechał swoją dłonią po mojej ręce od góry do samych palców ahhh :D. Możecie się ze mnie śmiać, nie mam nic przeciwko, bo było to dla mnie genialne doświadczenie Po tym odebrałam zdjęcie i poczułam się spełniona, bo mój główny cel został osiągnięty! Mówcie co chcecie, ale według mnie on jest HOT.

30

Wychodząc z głównej hali i kierując się w stronę ruchomych schodów włączyłam telefon i okazało się, że Nate z Alicią w tamtym momencie byli 5 minut drogi dalej, więc idealnie. Umówiliśmy się na zewnątrz, po czym pojechaliśmy na obiad, bo umierałam z głodu.

Jeśli chodzi o całość to jestem zdecydowanie zadowolona, że poszłam sama. Było kilka osób, które mówiły mi, że się do mnie dołączą, pytały o to, gdzie kupić bilet i tak dalej, a potem kontakty się totalnie urywały. Wiecie, powiem Wam szczerze, że ja doskonale rozumiem, że coś może wypaść, jakaś nagła sytuacja, choroba czy nawet może się odechcieć i ktoś może wolić zrobić coś innego. Spoko, to ludzka rzecz, możemy zmieniać nasze zdanie kiedy tylko chcemy, więc to zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o to, że nie cierpię tego, gdy ktoś umawia się ze mną – nawet tylko wstępnie – a później nie daje znaku życia.

Co do samej organizacji owej imprezy to ogólnie rzecz biorąc było spoko, ale doczepiłam się do kilku rzeczy, które średnio mi się podobały. Największym minusem była wielkość pomieszczenia i ilość ludzi. Ja rozumiem, że organizatorzy chcą nie tylko mieć pieniądze do opłacenia aktorów, pomieszczeń i tak dalej, ale chcą również zarobić – całkowicie normalna sprawa. Nie ukrywam jednak, że tak ogromna ilość ludzi (ok. 25 tysięcy w niedzielę; ponad 60 tysięcy w ciągu całych trzech dni) sprawia, że czasami czekanie w jednej kolejce trwa nawet i 3-4 godziny, a jeśli ma to miejsce w ciągu dnia to może się zdarzyć tak, że nie zdąży się zrobić nawet połowy tego, co by się chciało. Ja nie miałam tego problemu, bo nie miałam w planach zbyt wielu ludzi, ale byli tacy, którzy przegapili wiele wydarzeń i musieli rezygnować z niektórych zdjęć, które sobie wcześniej opłacali. Według mnie tego typu sytuacje nie powinny mieć miejsca. Drugim minusem będzie ograniczone jedzenie, bo uważam, że skoro jest tyle ludzi przez całe dnie to jednak powinni zaproponować coś dla szerszego grona odbiorców. Jeszcze jeden minus – ceny. Mój bilet na trzy dni kosztował zaledwie $130 i to wcale nie było dużo, ale były bilety i za $700, które tak naprawdęw ogóle się nie opłacają, bo ja w sumie nie wydałam aż tyle mając więcej spotkań niż co jest wliczone w bilety o najwyższych cenach.

Wolontariusze, z którymi miałam przyjemność rozmawiać, byli bardzo zorientowani we wszystkim i bardzo mi pomogli, więc to na pewno na plus. No i aktorzy również ogromny plus! Poza tym, mimo tych tłumów wszyscy byli bardzo kulturalni. Mam mnóstwo doświadczeń z Polski kiedy to na koncertach czy innych wydarzeniach ludzie nie patrzyli tylko przepychali się łokciami, deptali po sobie, nie zwracali uwagi na innych… Tutaj nic takiego nie miało miejsca – wszyscy spokojnie, normalnym krokiem (a nie szalonym biegiem) i w kolejce tak, jak się ustawili. Bardzo mi się to podobało.

Aktorzy, których spotkałam byli raczej wyluzowani i mimo ogromnego zmęczenia niektórych z nich dalej chcieli nawiązać jakąkolwiek, nawet najkrótszą rozmowę z fanami. To było super! Widać było, że nie są tam na siłę, i że zależało im na tym, by każdy po kolei poczuł się zauważony, a nie tylko przestawiany jak taki pionek. Bardzo to doceniam.

Także na zakończenie powiem, że jeśli potraficie organizować sobie czas i jesteście gotowi wydać trochę gotówki, to serdecznie polecam to wydarzenie! Swoją drogą, można też nie wydawać pieniędzy, a jednocześnie sporo zobaczyć, tylko wtedy trzeba liczyć się z brakiem zdjęć/autografów. Ja być może pojawię się tam również za rok w Atlancie (28.10 – 30.10.2016), ale to jeszcze za wcześnie, by tworzyć jakiekolwiek plany. Następne miasta, w których się pojawią to m.in. Dallas oraz Chicago (w każdym miejscu inne składy gości, więc warto sprawdzać), a cały kalendarz zobaczyć możecie TUTAJ.

Jeśli nie zasnęliście to wyobraźcie sobie, że macham Wam na pożegnanie! Już tak całkiem na koniec, jak zapowiadałam wcześniej, dodaję krótki spis wszystkich cen:

Wejściówka na 3 dni (General Admission) – $130

Zdjęcie – Norman Reedus + wydruk wielkości A4 – $100

Kopia na e-mail – $10

Zdjęcie – Ian Somerhalder i Paul Wesley (razem) + wydruk wielkości A4 – $110

Kopia na e-mail – $10

Zdjęcie (moim aparatem) i spotkanie – Jon Bernthal – $50

Zdjęcie (moim aparatem) i spotkanie – Chad L Coleman – $50

Autograf na zdjęciu A4 (było do wyboru) i rozmowa – Paul Wesley – $40

Autograf na zdjęciu A4 (było do wyboru) i rozmowa – Ian Somerhalder – $60

Panel – Andrew Lincoln – $5 (ten był jedynym płatnym, reszta była za darmo)

No… To tyle. Nieźle się rozpisałam, co?

 

Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Magda

    Super wydarzenie, zazdroszczę możliwości spotkania z aktorami z TVD ! 🙂

    • Aga

      No super, super 🙂

  • Dominika

    Z jakim wyprzedzeniem kupiłaś bilety?
    Zazdroszczę Ci tych dni! 🙂

    • Aga

      Kupiłam w sierpniu, ale te General Admission były dostępne cały czas i w czasie eventu, nie wyprzedały się do zera 🙂 Od razu na pewno sprzedadzą się te Vipy, Gold, Platinium, a reszta będzie sobie dryfować.

  • Dominika

    Ale super, że miałaś okazję zobaczyć aktorów z Pamiętników Wampirów! *.* powiem Ci, że sezon drugi jest też bardzo ciekawy! 😀 ale chyba jednak pierwszy jest najlepszy. 🙂 super te zdjecia i Ty wygladaszy na nich świetnie!

    • Aga

      Porównam, jak już obejrzę 😀
      Dzięki!

  • dzakonda

    Ahhh Ian!!!! <3 <3

    😛

    • Aga

      😀

  • aYaTH

    …nie znam…ale fotki fajne :D:D:D

    • Aga

      Haha dzieki 😀

  • Ada

    O wow zazdroszczę zdjęcia z Ijanem i Paulem 🙂

    • Aga

      No fajne jest ;D

  • ariana

    O boze ale zazdroszczę naprawde
    Kocham daryla dixona!!
    Norman!!!

    Bardzo bym chciala zeby bylo „walker stalker” w Polsce :'(

    • Aga

      No odwiedzają Londyn i to najbliżej Polski. Szczerze wątpię, by zawitali do PL kiedykolwiek 🙁 No ale może, kto wie!

  • Karolina Pawełczak

    Ale zazdroszczę
    Właśnie planuje jechać do Londynu na Walker stalker ale boję się ze nie dam rady kupić biletu na zdjęcie z Normanem

    • Aga

      Spróbuj! 🙂 Też myślałam, że mi się nie uda, a jednak dałam radę.