Jak to jest z tymi księżniczkami i baletnicami? Cz. 2

Zdjęcie w nagłówku tego postu znalazłam w Google images.

*

Post ten jest kontynuacją części pierwszej, którą znajdziecie TUTAJ. Nie dotyczy tylko dzieci, ale też całego naszego życia i w późniejszych latach.

Podział na płcie jest dość oczywisty i nie będę się tu zagłębiać w różnice w budowie ciała, bo z tego chyba każdy zdaje sobie sprawę. Chciałam się raczej skupić na innych stronach, jak np. podział na bajki, kubki do picia, kolory, kolorowanki… Wejdźcie do jakiegokolwiek sklepu, w którym znajdziecie produkty dziecięce i skierujcie się do odpowiedniego działu. Od razu powiem Wam co zobaczycie: półki dla dziewczynek – kolor różowy z serduszkami, kwiatuszkami i księżniczkami dookoła; półki dla chłopców – niebieski z koparkami, piłkami do gry i samolotami. Obie płcie mogą mieć ewentualnie jakieś wspólne kolory, jak np. szary – w końcu bardzo neutralny – jednak gdy szukałam żółtego ubranka dla córki mojej koleżanki, to nieźle się musiałam nalatać, by znaleźć coś, co nie miałoby napisu „handsome man” („przystojny mężczyzna„) albo nie byłoby w zestawie z innymi ciuszkami z nadrukami skierowanymi ewidentnie do chłopców. A żółty jest przecież takim naturalnym kolorem tak często występującym w przyrodzie!

Ciekawostka: Target, popularna sieć hipermarketów w USA, nie rozdziela już zabawek na te dla dziewczynek i dla chłopców. Zamiast tego są to zabawki dla dzieci. To samo z metkami, oznaczeniami i kolorami na regałach. Przestają używać różowego dla dziewczynek, niebieskiego dla chłopców i żółtego jako neutralny. Twierdzą, że rozdzielenie na płcie ma sens w przypadku ubrań, gdy dochodzi tu do różnych rozmiarów, ale nie w kwestii zabawek czy też wyposażenia.

Dlaczego tak jest? Dlatego, że od pierwszego dnia po urodzeniu dziewczynkom wmawia się, że powinny być delikatne, niewinne, dziewczęce. Chłopcom natomiast wmawia się, że powinni być twardzi i nie powinni płakać, bo to nie jest męskie, a to przecież takie ważne, by być macho. Wczoraj widziałam filmik z 4-5 letnim chłopcem, który dostawał dwie szczepionki – jedną w jedno ramię i drugą w drugie. Bał się troszkę, ale starał się tego nie pokazywać (zaraz będziecie wiedzieć czemu). Gdy pielęgniarka wbiła mu pierwszą igłę, chłopiec zacisnął zęby. Gdy wbiła się druga, w jego oczach pojawiły się łzy, które później stopniowo zaczęły spływać po policzkach, ale chłopiec z całych sił starał się trzymać wszelkie dźwięki w sobie i nie płakać na głos. Bo jego tata stał obok i powtarzał: „nie płacz, bądź mężczyzną! Nie płacz, nie płacz, pokaż, jakim facetem jesteś. Powiedz: jestem mężczyzną!” Czy naprawdę płacz 5-letniego chłopca jest czymś, co nie powinno się zdarzać? Oczywiście, że nie! Ale ten chłopiec w tego typu sytuacjach uczy się tego, czego oczekuje jego ojciec i jeśli nie sprosta tym wymaganiom to może poczuć na przykład, że ojciec go już nie kocha tak jak wcześniej, że jest jakiś gorszy… Mimo tego, że ból, smutek i płacz to bardzo naturalne emocje i reakcje, które niszczą od środka, jeśli się ich nie wyrazi. Powiem Wam szczerze, że chętnie strzeliłabym temu ojcu w twarz. I żałuję, że nie zapisałam tego filmiku, bo teraz nie mogę go znaleźć, by Wam pokazać.

Przeczytałam też kilka dni temu artykuł, który zobaczyć możecie TUTAJ (dostępna tylko wersja po angielsku). Chodzi w nim o to, że pewien mężczyzna zbudował zabawkową kuchnię dla swojego 2-letniego syna, który bardzo lubi obserwować, jak gotują inni i ogólnie wyraża zainteresowanie idące w tę stronę w tym momencie. Mężczyzna ten oraz jego żona stwierdzili, że taka zabawkowa kuchnia byłaby dla niego świetnym pomysłem. Po zbudowaniu, zrobił mały tutorial jak ową kuchnię wykonać i wrzucił do internetu. Od razu posypały się negatywne komentarze, jakoby, na przykład, ów tata „zamieniał swojego syna w geja” oraz np. że „to przecież chłopiec, a nie dziewczynka„. Ojciec odpowiedział na wszystkie tego typu komentarze, że generalnie ma je gdzieś i jakby jego syn chciał zacząć bawić się lalkami Barbie to by je dla niego kupił, bo to jest jego decyzja czym chce się bawić. Nawet jeśli to lalki, kuchnia czy też miotła do zamiatania podłogi, z którą wspomniany chłopiec miał już niezłą frajdę.

Swoją drogą, chciałabym zauważyć przy okazji, że gotowanie i sprzątanie to od dawna nie tylko kobiece zajęcia, a jeśli niektórzy z Was, panowie, uważają inaczej, to nie mamy o czym rozmawiać. I nie, ja nie jestem żadną feministką.

Mam jeszcze jeden przykład na tego typu sytuacje, który wydaje się być dość kontrowersyjny, czego ja szczerze nie rozumiem. Mianowicie, chodzi o sytuacje, kiedy to chłopiec – DZIECKO – zainteresuje się tym, jak jego mama maluje sobie paznokcie czy też, jak to przeczytałam w jednym z komentarzy pod poprzednią notką, opiekunka maluje paznokcie siostrze 6-letniego chłopaka. Jak dziewczynka zapyta „pomalujesz mi też?” to w odpowiedzi usłyszy najpewniej coś w stylu „jasne!„. Co słyszy chłopiec? Niech zgadnę: „nie, bo to nie dla chłopców, to dziewczynki malują sobie paznokcie, tobie nie wypada!” Gdy on będzie chciał ciągnąć temat, by dowiedzieć się więcej i zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi, to prawdopodobnie zapyta „dlaczego?” i w odpowiedzi usłyszy: „…po prostu nie„. Jakby ktokolwiek chciałby być całkowicie szczery, to przypuszczam, że odpowiedziałby coś takiego: „bo boję się, że jak pomaluję ci paznokcie, to zostaniesz gejem/zmienisz sobie płeć, a poza tym to nie wypada, takie są normy społeczne i będzie mi głupio przed innymi ludźmi, bo penwie pomyślą, że jestem złą matką/złym ojcem.” Btw, wspomniana opiekunka zgodziła się i pomalowała chłopcu paznokcie, a później miała rozmowę z rodzicami, że nie powinna…

Ekhm, chciałabym zauważyć, że raczej nie da się tak po prostu „zostać gejem„, bo z tym to się człowiek rodzi*, a jednorazowe pomalowanie paznokci w wieku 3, 4, 5 czy 6 lat nie sprawi, że dziecko nagle zapragnie zmieniać płeć. To są o wiele głębsze sprawy, naprawdę.

Każdy jest świadomy swojej seksualności. Małe dziecko dopiero ok. 3 miesiące od urodzenia zaczyna zdawać sobie sprawę, że te dwie dłuższe ruszające się części z pięcioma mniejszymi gałązkami to jego własne ręce, które może kontrolować, a i tak nie jest w stanie ich nazwać, bo zwyczajnie nie potrafi mówić. Przygląda się im ze zdziwieniem, porusza na wszystkie strony i w taki sposób zaczyna poznawać swoje własne ciało. Rodzice dotykają dziecko, myją, głaszczą, łaskoczą – to wszystko ma wpływ na kształtowanie się seksualności i świadomości własnego ciała oraz świadomości tego czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Wiecie, że dzieci po 7. miesiącu życia zaczynają dotykać swoje miejsca intymne i to nie tylko rękoma, i jest to całkowicie naturalne i normalne?**

Jeśli ktoś zdaje sobie sprawę z tego, co właśnie napisałam to naprawdę bardzo się zdziwię, jeśli dalej będzie uważać, iż pozwalanie dziewczynce bawić się samochodami zamiast lalkami, których nie lubi, nie urządzenie jej pokoju na różowo i nie nazywanie jej „uroczą księżniczką” sprawi, że nie będzie świadoma swojej własnej płci. BĘDZIE. A to, czy w przyszłości zdecyduje zmienić płeć lub też z czasem okaże się, że jest homoseksualistką nie ma nic wspólnego z tym, czy jako dziecko bawiła się traktorem, czy kucykiem Pony.

I efekty tego są takie, że w późniejszych latach dziewczynki na placach zabaw prześcigają się w tym, która ma bardziej błyszczącą sukienkę, a która fajniejsze włosy („Mamo, a Basia ma taką super torebkę, ja też chcę!„). Jeszcze później zaczyna się rywalizacja o to, która jest ładniejsza, która szczuplejsza, która ma większy biust i więcej chłopaków, która nie jest już dziewicą, a która jest „dziwna„, bo dalej nią jest. I tak dalej, i tak dalej. O facetach nie mam niestety tylu przykładów, ale te, które przychodzą mi do głowy, są dość oczywiste… Chłopaki często boją się płakać, pokazywać emocje. Boją się, że będą ocenieni jako „mięczaki” i inni będą się z nich śmiać. Jeśli już płaczą, to w ukryciu i się do tego nie przyznają. Wielu uważa, że jakby założyli obcisłe spodnie (które być może nawet im się podobają), to nie byliby już odbierani jako mężczyźni. A muszą być silnymi facetami! I zauważcie, że to działa też w odwrotny sposób… Mnóstwo dziewczyn nakłada tego typu wymagania na chłopaków. Mnóstwo z nich uważa, że nie chcą być z tymi przedstawicielami płci przeciwnej, którzy nie boją się pokazywać emocji, bo to takie niemęskie. Inne będą uważać, że to „urocze„, jak się facet rozklei. Co w tym jest uroczego? Mężczyźni natomiast będą oceniać kobiety: wielu powie, że dziewczyna oglądająca mecze, pijąca piwo i jedząca chipsy jest taka niedelikatna… nadaje się na kumpelę, a nie partnerkę. Inni natomiast stwierdzą, że powinny nosić sukienki i szpilki, bo dopiero wtedy wyglądają kocieco. Ja uważam, że tego typu niezapisane nigdzie zasady i narzucanie ich na innych jest krzywdzące dla obu stron.

Nie przepadam za kolorem różowym, a moim ulubionym jest niebieski. Lubię tatuaże i mam ich pięć. Nie noszę spódnic ani nie obwieszam się biżuterią. Nie lubię filmów o księżniczkach i nigdy nie przepadałam za tego typu bajkami. Bawiłam się lalkami Barbie, ale miałam też samochodziki i plastikowe żołnierzyki, którymi z siostrą bawiłyśmy się w wojnę. Moja mama nie ubierała mnie w różowe sukieneczki i nie zmuszała mnie do pójścia na balet. Wolałabym pójść na mecz baseballa niż łazić po centrum handlowym. Czy to wszystko oznacza, że nie jestem pełnowartościową kobietą?

Innym przykładem niech będą faceci, którzy lubią sobie założyć różową czy fioletową koszulkę, na przykład. Lub bardziej obcisłe spodnie. Dbają o swój wygląd i lubią dobrze wyglądać – dobrze w ich oczach, bo jest to oczywiście pojęcie względne. Czują się mężczyznami i kochają kobiety, mają dzieci. A jak są odbierani przez część społeczeństwa? Jako geje lub, używając obraźliwego słowa, „pedały„.

I to wszystko bierze się z tych przekonań, o których napisałam nad tymi dwoma przykładami. Wszystko to większość z nas miała wbijane do głowy od pierwszego dnia naszego życia przez wiele, wiele lat nie tylko przez rodziców, ale głównie przez media. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Dlatego też wbija się to w świadomość ludziom tak bardzo, że inna opcja dla nich po prostu nie istnieje! Nie potrafią i nawet nie chcą przyjąć do wiadomości i zrozumieć tego, że ludzie są różni i nie każda dziewczynka musi lubić różowy tak jak i nie każdy chłopiec musi grać w piłkę nożną. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo kształtują swoje dzieci pod swój własny gust od samego początku. Bo jakby chłopiec miał niebieskie i różowe ciuszki to później sam sobie zdecyduje, który kolor podoba mu się bardziej, ale jeśli będzie miał same niebieskie, to najpewniej ten kolor zostanie w jego życiu na zawsze. Bo chłopak w różowym to przecież nie wypada! Nawet, jak ma te 2 lata. I jeszcze rodzicom się za to dostaje. Masakra.

Dzieci to tylko dzieci. One poznają świat! Kilkuletni chłopiec może mieć fazę, w której będzie chciał ubierać się w sukienki swojej siostry i malować paznokcie. I spoko, to nie jest nic dziwnego i to mu się na pewno zmieni po kilku dniach, bo znajdzie coś innego, bardziej interesującego w tamtym momencie. Później w ogóle nie będzie pamiętał, że te sukienki kiedyś nosił. Pouczanie go, że tak nie powinien czy nawet sprawianie, że będzie mu głupio, jest najgorszym, co można zrobić. Tak samo z dziewczynkami, bo nie staną się mniej dziewczęce niż się czują, gdy będą się bawić samochodzikami, a wszystkie lalki i pluszaki pójdą w kąt.

Są mężczyźni i kobiety. Różnimy się budową ciała i trochę inaczej funkcjonujemy. Wszystko inne ustosunkowane jest przez normy społeczne, które tak silnie ustalone zostały przez firmy produkujące filmy i przeróżne gadżety, bo zwyczajnie zarabiają na tym pieniądze. I, według mnie, to krzywdzi dzieci, które później dorastają i z takimi samymi normami w głowie mają swoje własne dzieci. I tak w kółko.

A ja nie zgadzam się na życie według norma innych i na narzucanie niczego na moje dzieci. To one będą decydować o tym, czym chcą się bawić i jak chcą wyglądać, a nie ja.

 

Do następnego!

Aga

 

 

______________

* Homoseksualizm – nie jest to ani żadne zaburzenie, ani żadna inna choroba, ani niedorozwinięcie. Człowiek rodzi się z daną orientacją seksualną. Słowo „gej” – w moim odczuciu – nie jest stwierdzeniem obraźliwym.

** Jest to tzw. masturbacja rozwojowa, czyli jeden z objawów prawidłowego rozwoju dziecka. Polecam poczytać o tym więcej tym, którzy są zainteresowani (tym, którzy nie są zainteresowani również polecam poczytać), bo bardzo ważne jest to, by wiedzieć jak (nie)reagować.

 

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Jagoda

    Musze przyznać Tobie w pełni racje 😉

    • Aga

      🙂

  • lolilou

    Mam 18 lat i jestem dziewczynom. Nigdy nie byłam typem słodkiej dziewczynki, jestem raczej pomiędzy. Uwielbiam się malować i ładnie, dziewczęco ubrać, ale zamiast stereotypowych komedi romantycznych wole filmy akcji i sensacyjne. Nigdy, nawet jako dziecko nie lubiłam oglądać bajek, pamiętam ze gdy miałam 8 lat to moim ulubionym serialem byla Xena – WOJOWNICZA księżniczka, nie czytam romansów i nie interesują mnie miłosne historie, uwielbiam kryminały i to jedyny gatunek książek które czytam. Pasjonują mnie sztuki walki i gdybym tylko miała taka możliwość to sama zapisałabym sie na zajęcia. Bardzo często słyszałam od kolegów, ze jestem idealna kumpelą ale ze faceci wola bardziej „słodsze” dziewczyny, jednak chłopaka udalo mi się znaleźć ;). W sumie nie mam o to pretensji, bo troche ich rozumiem. Ja np. osobiście tez wole mężczyzn z typów „samców” i przyznam się bez bicia, ze dla mnie chłopak w rurkach, z pomalowanymi włosami, który „zachowuje sie troche jak dziewczyna” jest mało męski. Czy to moja wina ze nie czułabym sie bezpiecznie z chlopakiem, który wygląda i zachowuje się tak iż mam wrażenie, ze podczas potencjalnego zagorzenia ja miałabym większe jaja niż on? Dlatego właśnie nie obrażam sie gdy ktos mówi mi ze dziewczyna powinna być bardziej czuła, bo każdy ma swoje preferencje i nie jestem hipokrytką. Tak po prostu mam i nie da się tego zmienić tak samo jak nie d sie zmienić tego ze lubię pomidory a nie lubię rzodkiewki i nie ważne ze cały świat będzie mi mówił ze rzodkiewka jest super – to nie zmieni tego, ze mi nie smakuje. Dla wyjaśnienia, na prawdę nie mam nic do gejów czy lesbijek i nie jestem uprzedzona do osób które maja kontrowersyjny styl bycia czy wyróżniają sie czymś innym. Nie widzę sensu w obrażaniu kogoś kto nic nam osobiście nie zrobil. Bardzo lubię twoje posty szczególnie na takie tematy. Osobiście uważam ze rodzice nie maja dużego wpływu na to jacy jestesmy bo każdy rodzi sie z pewnym charakterem i to jak wychowują nas nasi rodzice nie ma wielkiego znaczenia. To tak z perspektywy młodej osoby która przebywa w towarzystwie nastolatków :).

    • lolilou

      *dziewczyną. Matko co za błędy, wybaczcie mi ale tekst był pisany na telefonie, autokorekta i te sprawy.

      • Aga

        @lolilou
        Pamiętam ten serial! 😀
        Nie uważam, żeby to była Twoja wina. Takie masz po prostu podejście do tego w tym momencie. I tutaj właśnie pojawia się to, że jak widzisz takiego mężczyznę i nie masz zielonego pojęcia o tym, jaki on jest, to nawet nie wyobrażasz sobie, że mógłby być silny fizycznie, że mógłby Cię obronić. A to też jest możliwe 🙂 Co do tego, że uważasz, że rodzice nie mają wpływu na to, jacy jesteśmy i że rodzimy się z danymi cechami charakteru. Rozumiem, że możesz tak myśleć, jednak ja mam całkowicie odmienne zdanie. Uważam, że człowiek rodzi się z białą kartą pod tym względem i nie ma w sobie żadnych opinii, żadnego gustu, nic. To, co później pojawia się w jego głowie to efekt tego, co dzieje się wokoło. Osoba opiekująca się dzieckiem we wczesnych latach jego życia ma największy wpływ na to, jakie to dziecko będzie w bliższej oraz dalszej przyszłości dlatego według mnie tak ważne jest to, by dzieci miały prawo do posiadania odmiennego zdania, do decydowania w co chcą się ubrać, itp. Jeśli dziecko jest otoczone ludźmi, którzy biją się nawzajem oraz biją i jego, to nie ma szans, by w przyszłości było w stanie szczerze kochać, troszczyć się o kogoś i nie używać przemocy czy to fizycznej, czy psychicznej. Bo w takich warunkach dorastało i to dla niego normalne. Albo inny przykład: jeśli rodzic będzie wstydzić się swojego ciała, będzie bardzo się zawsze zakrywać, będzie pouczać dziecko, że również ma zawsze uważać i jak tylko ten mały człowiek zobaczy np. matkę pod prysznicem, to ta się zakrywa i każe mu wyjść – owe dziecko w przyszłości najprawdopodobniej będzie się wstydziło swojego ciała, nie będzie w stanie się otworzyć przed drugim człowiekiem, będzie miało problemy w strefie erotycznej, co nie zdarzyłoby się, gdyby jego rodzic nie zachowywał się w ten sposób. Tego typu rzeczy, według mnie, nie biorą się same z siebie.
        Cieszę się, że podobają Ci się moje posty! 🙂

        @Marta
        Powodzenia w dalszym uwalnianiu się! Wiem, że to bywa trudne… Sama dalej walczę z niektórymi rzeczami.

      • lolilou

        Z jednej strony rozumiem Was, ale zobaczcie same ile jest przypadków, gdzie dziecko dorasta w domu, gdzie nigdy niczego nie brakowało, normalna, porządna rodzina, a nagle zaczyna brać narkotyki, kraść i zachowywać się tak, jak nigdy go w domu nie uczono. Są również przypadki w drugą stronę – dziecko pochodzące z patologii napatrzyło się wystarczająco i robi wszystko, żeby jej/jego życie wyglądało inaczej.
        Tak na prawdę ciężko jest znaleźć złoty środek, posługując się przykładem, który podałaś, z drugiej strony gdy matka/ojciec nie wstydzą się nagości, nie zasłaniają się pod prysznicem, to potem dziecko może myśleć, że to jest na tyle naturalne, że obnażanie się, rozebranie przy obcych osobach nie jest niczym złym, bo każdy jest nagi jak zdejmie ubrania, prawda? I czy wtedy to dobrze? Jest to tak samo prawdopodobna sytuacja jak to, że człowiek będzie miał problemy w życiu erotycznym dlatego, że jego mama nie chciała pokazać trochę ciała. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność, idąc tym tropem, każde zachowanie rodziców może wywrzeć na nas pozytywny albo negatywny wpływ

      • Aga

        Czytając Twój komentarz mam wrażenie, że widzisz jedynie dwie skrajności. Tak, jakby nie było nic pomiędzy. Czyli albo dziecko musi się wstydzić nagości, albo w innym przypadku jak się nie wstydzi, to będzie latać nago po szkole. A pomiędzy jest bardzo, bardzo dużo.
        I tak, ja uważam, że każde zachowanie rodziców w ciągu kilku pierwszych lat życia dziecka wywiera na nie negatywny lub pozytywny wpływ. Później to nie wiem… Przypuszczam, że jak jesteśmy starsi to trochę się to zmienia i może niektóre zachowania rodziców są neutralne dla nas? Nie wiem, o tym nie myślałam za bardzo 😉

    • Marta

      Nie, nie rodzisz się z danym charakterem. To jest coś, co się kształtuje poprzez życiowe doświadczenia. Możesz mieć odziedziczony temperament, ale nie charakter. Charakter tak jak osobowość, to jest coś co się tworzy.
      Rodzice i najbliższe osoby mają ogromny wpływ na nasze życie, nawet jeśli tego nie zauważasz.
      Ja zawsze byłam zdania, że wychowałam i ukształtowałam się sama, ale prawda jest taka, że nieświadomie zawsze byłam pod wpływem mojej matki, z czego po dziś dzień powoli sukcesywnie próbuję się uwolnić.

      Pozdrawiam

  • Alicja

    Dobrze, ze poruszasz ten temat. W Szwecji od dawna nie ma podzialu na zabawki dla dziewczynek czy chlopcow. Co do ubran kolorystyka jest przerozna. Moj syn np. bardzo lubi kolor czerwony i rozowy, wie, ze sa to po prostu kolory, a nie „babskie” barwy. Szwecja w ogole jest bardzo otwarta pod tym wzgledem, bardzo przyjazna dzieciom. A co do kolorow strojow w jaki ubieraja sie mezczyzni. Rzeczywiscie od jakiegos czasu pojawiaja sie zywe kolory, jaskrawe kompozycje, w Europie moze to niektorych dziwic, ale wystarczy pojechac do Indii ( bylam:) i od razu widac wszystkich w jaskrawych barwach i jest to super!
    A na koniec, krotko o zabawkach, moja mala coreczka, wpatrzona w starszego brata jak w obrazek, uwielbia samochody:)
    Serdecznie pozdrawiam, Alicja

    • Aga

      To super, że tak tam jest! Bardzo mi się to podoba i mam nadzieję, że rozprzestrzeni się to w inne miejsca na świecie 🙂
      Z Indii widziałam tylko zdjęcia czy coś na filmach i faktycznie takich kolorów to się nigdzie indziej nie widzi!

  • Mimbla
    • Aga

      Ciekawy tekst!

      • Mimbla
      • Aga

        Nie widziałam tego wcześniej, ale podoba mi się ten pomysł! Niestety wiele osób ma tendencję to bronienia swoich rodziców mimo wszystko i to jest na zasadzie „oj, to nie ich wina, tak przylali mi nie raz za wylanie soku na stół, ale ja się taki po prostu urodziłem”. Często zdarza mi się słyszeć teksty w stylu „moi rodzice na mnie wrzeszczeli, a jakoś na dobrego człowieka wyrosłem”.. Mam nadzieję, że tego typu kampanie będą coraz popularniejsze i dadzą innym do myślenia 🙂