Mam swoje własne zdanie!

Znacie może tę zasadę, że jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia to w ogóle się nie odzywaj? Ja się z nią ostatnio spotykam dość często i, jak pewnie niektórzy mogą się domyślić, bardzo mi się ona nie podoba. Nasuwa mi się od razu pytanie, co jest miłe, a co nie? Bycie miłym w tym sensie oznacza popieranie wszystkiego, co mówi druga osoba z uśmiechem na twarzy nawet w momencie, gdy mamy kompletnie inne zdanie? Bycie fałszywym i udawanie dozgonnego wsparcia i zgadzania się na wszystko nawet wtedy, gdy czujemy, że to wszystko jest całkowicie wbrew naszym przekonanion? Pisanie jak ktoś świetnie wygląda, gdy w rzeczywistości najchętniej odwrócilibyśmy wzrok? Jeśli ta zasada wspomniana na początku oznacza bycie w ten sposób, to sorry, ja wysiadam.

Jestem członkinią pewnej grupy na Facebooku, w której jest ok. 3,000 kobiet głównie z USA, ale też z Kanady i Australii (o ile ma to jakiekolwiek znaczenie, nie wiem). Piszą posty właściwie o wszystkim – o dzieciach, o swoich mężach, o swoich rodzicach, o sobie, itp. Grupa jest zamknięta, więc nie będę tu podawać żadnych konkretnych przykładów, tylko opowiem tak ogólnie i mam nadzieję, że to wystarczy. Generalnie chodzi o to, że publikując cokolwiek w internecie – nawet jeśli to jest zamknięta grupa, ale z tyloma osobami! – każdy powinien mieć świadomość, że nie wszyscy będą nastawieni mega pozytywnie do danej sprawy. To, czego oczekują kobiety tam, to wsparcie. Doskonale to rozumiem i jak najbardziej popieram. To, czego nie rozumiem, to ich oczekiwanie, że zawsze będą dostawać komentarze, które będą je utwierdzać w przekonaniu, że są super a to, co robią jest perfekcyjne. Wiecie o co mi chodzi? Na przykład, jedna kobieta opublikuje coś i zapyta „myślicie, że dobrze robię?” W tym pytaniu jest ukryta wiadomość o treści: powiedz, że tak, a jeśli uważasz inaczej to się nie odzywaj. Gdy inna pani skomentuje, że widzi, dlaczego ona postępuje w ten sposób i rozumie jej motyw, jednak sama zrobiłaby coś innego i napisze jak ona reaguje w danej sytuacji, to od razu zostaje atakowana, że jest niegrzeczna, ocenia, obraża i powinna siedzieć cicho. Ja powiem Wam szczerze, że czasami łapię się za głowę, a potem opadają mi ręce z bezradności. I walczę tam o prawo głosu mówiąc, że ja mam prawo mieć inne zdanie i mam również prawo do wyrażenia go w sposób, który nie obraża drugiego człowieka i jeśli mam jakąś silną opinię na dany temat i zwyczajnie nie chcę czegoś zignorować, to tego nie zrobię i napiszę to, co myślę, ale pamiętając jednocześnie o opinii drugiej osoby. I będę to powtarzać do skutku, normalnie chyba jakąś kampanię reklamową przydałoby się zrobić czy coś.

Naprawdę uważam, że dwie osoby mogą mieć dobry kontakt i lubić się nawzajem nawet wtedy, gdy mają skrajnie różne opinie na dany temat. Jeśli chodzi o związki dziewczyna-chłopak czy małżeństwa to na pewno są jakieś granice i niektórych różnic nie da się przeskoczyć (np. jedna osoba bardzo chce mieć dziecko, a druga w ogóle nie chce). Warunkiem porozumienia jest to, by te dwie osoby nie obrażały się nawzajem, ale szanowały swoje zdania i potrafiły wyrazić swoje własne w sposób, jaki nie narusza prywatności drugiej osoby. Czasami ciężko to zrobić, nie? Powiem Wam szczerze, że zdarza się, chociaż bardzo rzadko, że przeczytam coś, co mnie tak wzburzy, że mam ochotę wygarnąć komuś, co myślę prosto z mostu nie przebierając w słowach. Ale tego nie robię, bo wiem, że to do niczego nie doprowadzi, bo ta osoba poczułaby się zaatakowana i zaczęłaby się bronić prawdopodobnie w ten sam sposób, czyli atakując mnie. A to zdecydowanie zabija komunikację. Zatrzymuję się więc na chwilę i zastanawiam się, o co mi właściwie chodzi i co mnie tak irytuje, co sprawia mi problem. Myślę również, że mówienie komuś „nie masz racji” wysyła taką jakby ukrytą wiadomość, że ta osoba jest mniej mądra, że nie ma wiedzy, że to ja jestem tą, która wie najlepiej i ten ktoś musi koniecznie zmienić swoje zdanie…

I ja kiedyś taka byłam, że się wykłócałam bez sensu. Załóżmy, że powiedziałam coś i mój rozmówca skomentował w swój sposób, z którym ja się nie zgadzałam. Od razu odsuwałam na bok to, co on powiedział i broniłam swojego zdania, co teraz uważam za brak szacunku. I wiecie, kto mnie nauczył tej innej strony? Nathan oczywiście. Dopiero przy nim zrozumiałam, że dwie osoby z odmiennymi opiniami mogą stworzyć związek i żyć normalnie w zgodzie, gdy zaakceptują to, że są inne i wcale nie muszą zawsze się ze sobą zgadzać. Co, powiem szczerze, czasami nie przychodzi z łatwością 😉 Ale warto się postarać, naprawdę.

I to samo tyczy się dzieci! Nie mogłabym o tym nie wspomnieć, znacie mnie już chyba. Przykład pierwszy z brzegu: matka podsuwa talerz z gotowym jedzeniem pod nos dziecka bez wcześniejszego pytania o to, na co dziecko miałoby ochotę. Ugotowała to, co sama chciała zjeść z oczekiwaniem, iż jej syn/córka zje to samo… „bo tak”. I ten mały człowiek ma święte prawo powiedzieć, że nie chce tego zjeść, że nie ma ochoty i woli coś innego tym razem. To jest jeden z przykładów na posiadanie odmiennego zdania, do czego niestety dzieci zazwyczaj nie są dopuszczone, więc ta wspomniana matka najprawdopodobniej zagrozi brakiem deseru lub tym, że jej dziecko nie odejdzie od stołu dopóki nie zje (przykłady tych konsekwencji wzięłam z własnego doświadczenia z dzieciństwa i nie tylko). A to taka błaha sprawa! Coś, co jest niesamowicie łatwe do znalezienia rozwiązania, z którego oboje będą zadowoleni. Wyobraźcie sobie co dopiero by się działo, gdyby np. ojciec był całkowicie przeciwny tatuażom, a 18-latka wróciłaby do domu z malunkiem na całe ramię. Wyrzuciłby ją z domu z tego powodu? Mimo tego, że jest pełnoletnia i ma święte prawo do decydowania o swoim własnym ciele i tylko dlatego, że sam tatuażu by sobie nie zrobił? Może ktoś z Was ma takie doświadczenie? Ciekawa jestem. Mój ojciec nie wiedział, że robiłam pierwszy tatuaż, a jak zobaczył to powiedział, że jestem głupia i olał sprawę, więc w sumie ja traumy tu nie miałam 😉

Czyli jak to zrobić? – zapytacie. No ogólnie nie jest to łatwe, jeśli mamy naprawdę tak już ugruntowaną opinię na dany temat, że ciężko nam słuchać o innej jego stronie i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Zwłaszcza, jeśli chodzi o takie dość kontrowersyjne tematy, jak np. aborcja, weganizm czy też homoseksualizm, na które większość z nas ma wyrobione zdanie, nie oszukujmy się. Ja sama nadal mam czasem problemy z niektórymi tematami i czasami zdarza mi się oburzyć jak czytam niektóre wypowiedzi z kategorii „opiekun-dziecko”, przyznaję bez bicia. Pracuję jednak nad tym, bo widzę genialne efekty. I zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy czasem mogą czuć się zaatakowani z mojej strony, jednak to nigdy nie jest mój cel, więc nie będę za to przepraszać. Moją propozycją jest to, by mówić, na przykład: okej, czyli TY wierzysz, że osoba niewierząca jest gorsza od tej religijnej i że każdy powinien wierzyć! albo więc ty uważasz, że uderzenie dziecka od czasu do czasu jest okej i uczy ich to dyscypliny, w przeciwnym razie w przyszłości będą miały problemy! Osoba, która ma taką opinię poczuje się zrozumiana i zaakceptowana, prawdopodobnie odpowie po prostu: „tak!” Myślę, że ja nic nie tracę mówiąc to mimo tego, że mam kompletnie inne zdanie tym bardziej, że na początku zaznaczam słowo „ty”, co wyraźnie daje do zrozumienia, że po prostu przyjmuję do wiadomości zdanie tej osoby, ale nie oznacza to, że sama myślę tak samo. Po tym jest miejsce dla mnie na wyrażenie mojego zdania oraz wyjaśnienie go i, miejmy nadzieję, osoba ta potraktuje mnie w taki sam sposób. (Więcej na ten temat w postach, których lista znajduje się pod koniec tej notki.) Jeśli jednak odpowiedziałaby, że jestem głupia, to zakończyłabym rozmowę. Bo oczywiście nie musicie się przecież zmuszać do tego, by słuchać drugiej osoby! Jeśli nie mam ochoty z kimś rozmawiać to mówię wprost, bo jakbym się zmusiła, to dla nikogo się to dobrze nie skończy.

I to samo tyczy się komentarzy na moim blogu. Ja Was zawsze bardzo zachęcam do dzielenia się Waszymi opiniami i szanuję je wszystkie, dopóki nie jestem obrażana i wyzywana od niedouczonych małolat lub też idiotek 🙂 Dlatego też śmiało piszcie co myślicie i jak Wy radzicie sobie z tego typu sytuacjami, bo jestem bardzo ciekawa.

 

Myślałam, że napiszę tylko kilkanaście zdań, a jak zaczęłam, tak poleciałam całkowicie… Ale wiecie, jaki jest tego plus? Macie co czytać! 😀

Do następnego!

Aga

 

_____________

Podobne posty:

I-statement: jak skonfrontować innych z naszymi problemami, które stwarzane są przez to, co oni mówią lub robią?

Aktywne słuchanie – czego się nauczyłam i jak to działa? cz. 1

Aktywne słuchanie – co to jest dokładnie – wyjaśnienie, szczegóły i przykłady blokad komunikacyjnych. cz. 2 (Post ten przeniósł się ze starego bloga w dość dziwny sposób i może się ciężko czytać, wybaczcie. Postaram się to edytować.)

Aktywne słuchanie – alternatywy do blokad. cz. 3/ost

 

* Obrazek do postu ściągnęłam z grafiki Google.

* Przykłady zawarte w tym poście są całkowicie losowe i nie mam na celu prowokowania nikogo.

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Annimula

    Ja wczesniej tez uwazalam, ze gdy ktos wg mnie sie myli, to powinnam mu udowodnic, ze nie ma racji, albo przynajmniej powiedziec, ze sie nie zgadzam. Ostatnio jednak zaczelam rozumiec zasade o ktorej napisalas na poczatku:” jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia to w ogóle się nie odzywaj”. Oczywiscie sa rozne sytuacje, ale czesto nie ma sensu dyskutowac i psuc sobie krwi, szczegolnie w internecie.. Moze dlatego, ze jak sama piszesz, ludzi trudno przekonac, a ja jestem osoba, ktora wszystko bierze do siebie, wiec potem tylko sie denerwuje bez sensu.

    • Aga

      „Szczególnie w internecie” – dokładnie. Tam, gdzie wszyscy są odważniejsi niż normalnie i większość z tych ludzi w twarz nie powie tego, co napisałoby na necie. Co do brania rzeczy do siebie – wydaje mi się, że poniekąd wiem, o czym mówisz, bo ja mimo tego, że już się uodporniłam na wiele komentarzy i naprawdę mało co jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, tak dzisiaj dostałam taką wiadomość, że aż się popłakałam. W internecie, od kompletnie obcej osoby, która jedyne co o mnie wie to fakt, ile mam lat, że jestem żoną, macochą i spodziewam się dziecka. Masakra. Jeszcze tylko sprostuję jedną rzecz – tu nie chodzi nawet o zmienianie czyjegoś zdania, ale o zwykłą rozmowę i porozumienie się nawzajem, szanowanie się. Ewentualna zmiana zdania może być dodatkowym efektem, ale nie zawsze jest i to też jest spoko.

  • Ola

    I takie podejście jest najlepsze! 🙂

    • Aga

      🙂

  • Agulaw

    Rozmowa to jednak jak sie okazuje dosc trudna umiejetnosc. Niestety. Ja naleze do osob, ktore w realu mowia to samo, co pisza w internecie. Czyli prawde, ale szanujac rozmowce. Nie plujac na niego.
    Odwaga zawsze kosztuje, odwaga mowienia prawdy tez.
    Aga Ty sie masz w ciazy nie denerwowac, zwlaszcza glupimi komentarzami. Absolutnie Ci zabraniam plakac przez kogos, kto nie uzywa mozgu!:)
    To Ty i maluch jestescie teraz najwazniejsi.
    Trzymaj sie cieplo i dbaj o siebie.
    Ulozylas sobie sama takie zycie i to Twoja sprawa, ze jest takie a nie inne. A zazdrosnych kretynow spuszczaj na drzewo.
    Sory za dosadne okreslenia, ale za skarby nie potrafie zrozumiec hejtowania czyis zyciowych wyborow. Za skarby chyba nigdy tego nie zrozumiem.

    • Aga

      Myślisz, że „niestety”? Według mnie to dobra rzecz, bo nie jesteś fałszywa.
      Ahh no wiem, staram się nie denerwować, ale jakoś mnie ta wiadomość dotknęła strasznie. No nic, czasem i tak bywa, co poradzić.
      Dzięki za wsparcie! Również tego nie rozumiem…