#3 Śniadanie z Agą i misz-masz z ostatniego tygodnia. | 10. tydzień ciąży

Blog.

Dzięęęęęki za wszystkie komentarze pod poprzednim postem! Naprawdę dużo one dla mnie znaczą 🙂

W minionym tygodniu…

…niewiele się działo. Zrobiłam sobie dobre, wegańskie naleśniki ze szpinakiem i cieszę się bardzo, że mi wyszły, bo trochę się obawiałam, że coś pójdzie nie tak. Ale jak się zmęczyłam robiąc je! A Nate dzisiaj poszedł na zakupy i poza rzeczami z listy kupił też kapustę i grzyby, żeby można było zrobić pierogi :))) Pamiętacie, jak Wam opowiadałam o pierogach, nie? No, to mam nadzieję, że mi pomoże któregoś dnia, bo sama to raczej się za to nie zabiorę.

Dzisiaj zrobiłam sobie owsiankę rano i niechcący wywaliłam miskę tak, że połowa się rozlała na podłogę i powiem Wam szczerze, że nie mam pojęcia, jak ja to zrobiłam. Po prostu wyleciała mi z rąk, tak sama z siebie… I to mi się ostatnio zdarza zbyt często.

Piosenka tygodnia!

Wiecie, co ostatnio robię? Zbieram sobie piosenki, z których chcę stworzyć składankę do słuchania w aucie. Bo tak, mam zamiar wrócić do jeżdżenia, jak już będę mogła! No i oprócz tych piosenek, których słucham aktualnie, postanowiłam poszukać też tych, które lubiłam za „dzieciaka”. Wróciłam więc do lat 2000-2003 i wrzucam Wam dzisiaj jedną z moich ulubionych piosenek z tamtego okresu. Najlepsze jest to, że teraz lubię ją jeszcze bardziej niż wtedy, bo jak miałam te 10 lat to po angielsku nic nie rozumiałam.. Teraz rozumiem!

 

W internecie.

Podjęłam ostatnio dość ważną decyzję dotyczącą Fanklubu Filipa, która nie spodobała się wielu osobom i w sumie jakoś szczególnie się nie dziwię. Najgorsze w tej sytuacji jest to, że mam właściwie związane ręce i mimo tego, że zarzuty wielu w stosunku do mnie są bezpostawne, niewiele mogę z nimi zrobić, więc po prostu wszystko przyjmuję. Ale wiecie co? To była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć i wcale nie żałuję. Teraz Fanklub prowadzić będzie osoba, którą znam od dobrych kilku lat, bo ja sama nie mam zamiaru wracać. Wiadomo… Za duża odległość, różnica czasu, za dużo rzeczy na głowie, moja długa nieobecność, itp. Mam tylko nadzieję, że to wszystko się nie rozwali.

Co więcej w necie… Wkleję Wam parę obrazków, które ostatnio wpadły mi w ręce i mnie jakoś tam zainteresowały 🙂

914406018a942fe4c69cff5863d6f7e0

1db33bc83c71b1772337aec4393eb789

2db67121c00dc4ba06b676e051b5ff6c

11753694_922316671140170_2221553172129389698_n

11904658_906255576127408_8434121987195692679_n

 

***

 

Końcówka 10. tygodnia.

 

Dziecko w 10. tygodniu: rozmiar figi! Rusza się już wewnątrz macicy, ale oczywiście nie jest to wyczuwalne dla matki. Kończy się trudny okres w rozwoju prenatalnym. Dziecko w tym tygodniu może już zacząć połykać płyn owodniowy!

Jak się czuję? Ten tydzień był zdecydowanie najgorszym jak do tej pory. Po prostu… tragiczny był, naprawdę. Nigdy w życiu tak bardzo nie kręciło mi się w głowie. Z tego, co mówił lekarz, teraz powinno się zacząć poprawiać. Na razie się nie zanosi, no ale zobaczymy.

Waga? Tyle samo, ile w zeszłym tygodniu, czyli nie przytyłam już więcej.

Jedzenie? Nie jest jakoś tragicznie z tym. Jedyny problem jest taki, że wciąż ciężko mi bardzo gotować, więc mam wrażenie, że nie dostarczam sobie wystarczająco jedzenia, a te wszystkie przekąski nie są jakoś wyjątkowo zdrowe, co również mi przeszkadza.

Leki? Odstawiłam progesteron, więc teraz lecę już tylko na tabletkach na mdłości. Czasami biorę jedną dodatkową rano, bo mimo dwóch na noc nadal jest mi mega niedobrze.

Brzuszek? Bez zmian.

Rozstępy? Na razie nie mam żadnych.

Spanie? Często zdarza mi się, że kładę się do łózka mega śpiąca, a zasypiam po godzinie albo dwóch… Bardzo to jest męczące. No i te dziwne sny dalej mnie prześladują.

Humorki? No powiem Wam, że mam sytuacje, kiedy np. rozleję niechcący mleko i zaczynam płakać. Albo denerwuję się na Nathana i tak naprawdę nie wiem dlaczego… To wszystko przez tę frustrację, samopoczucie i to uczucie, że utknęłam.

Najlepszy moment tygodnia? Nie mam takiego.

Inne objawy? To samo, co wcześniej, czyli bez zmian. Z jednej strony wiem, że te delikatne skurcze są normalne, ale z drugiej czasami są silniejsze niż bym chciała i powiem Wam szczerze, że zaczęłam się martwić nieco. Następną wizytę u lekarza mam dopiero w następny poniedziałek.

Coś innego godnego zanotowania? Nic… Nudno dzisiaj, co? Albo w sumie powiem Wam coś. Ludzie mają sporo różnych uprzedzeń na temat wielu różnych rzeczy. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży i sposób, w jaki widzą je inni to zbyt wiele nie mogę powiedzieć, bo nawet jakbym wyszła sobie gdzieś, to przecież nie mam brzucha, więc nikt nie będzie wiedział. Zdążyłam jednak zauważyć w internecie takie dwie główne drogi myślenia… Zaznaczam, że NIE uważam, że wszyscy ludzie mają takie same podejście i nie narzucam tego na każdą osobę na świecie – uogólniam tutaj.

Pierwsza droga jest taka, że jak kobieta jest w ciąży i później urodzi, to musi być niesamowicie zadowolona cały czas, powinna tryskać energią i na nic nie narzekać, bo nie wolno, bo przecież chciała dziecko, więc jeśli zacznie narzekać, jeśli będzie miała czelność powiedzieć, że ma wszystkiego dość, to prawdopodobnie zostanie zmieszana z błotem – jak ona śmie, niegodna!

Druga – jak kobieta jest w ciąży, to powinna zapomnieć o sobie, swoich potrzebach, rozrywce, spotkaniach z przyjaciółmi, podróżach, koncertach i w ogóle wszystkim innym. Zamiast tego powinna skupić się głównie na dziecku i poświęcić mu się w całości, ale też trochę na całej rodzinie, uspokoić się, siedzieć w domu i nic nie robić, żadnych tam „głupot”, bo przecież „nie wypada”. A’propos tego podejścia, dostałam wczoraj komentarz o treści: „Może już czas na poważnie zająć się rodziną, zwłaszcza, że spodziewasz się dziecka?” Gdy odpisałam w tym samym tonie, że w takim razie może czas zająć się swoim własnym życiem, a nie wtrącać się w życie innych (już naprawdę nie miałam ochoty udawać miłej w tym przypadku, bo nie lubię jak ktoś mi włazi z buciorami w życie), to w odpowiedzi przeczytałam: „Ale ja nie mam męża i nie jestem w ciąży :)” Cóż, sorry, ale nie będę żyć jak w więzieniu tylko dlatego, że mam rodzinę i spodziewam się dziecka, a jeśli ktoś ode mnie tego oczekuje to się zwyczajnie rozczaruje, bo nie mam zamiaru spełniać oczekiwań innych 🙂

Swoją drogą, w razie jakby ktoś z Was uważał, że nie powinnam w taki sposób publikować komentarzy na moim blogu czy coś takiego to chciałabym zaznaczyć, że wszystkie tego typu wypowiedzi są publiczne, a więc każdy może sobie je zobaczyć i kopiowanie ich nie jest żadnym wykroczeniem ani przestępstwem. Możecie być pewni, że prywatnych wiadomości nigdy nie publikuję.

Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • agulaw

    Swoja droga jest jeszcze trzecie wyjscie po urodzeniu dziecka: robic to, co sie uwaza za sluszne i zyc po swojemu.
    Bardzo fajne i sensowne wyjscie.
    Generalnie to jest zreszta najlepsza recepta na zycie: zyc po swojemu i nie krzywdzic innych.
    Tylko czemu ludzie maja z tym taki problem to ja nie wiem.
    U Ciebie nuda, a u mnie same problemy. Jade na najwyzszych obrotach.
    No nic, jakos trzeba rozgonic ciemne chmury.
    I oby wreszcie bylo juz lepiej, oby wreszcie wrocily Ci sily.
    No bo ilez mozna?

    • Aga

      Też podoba mi się ta opcja! Szkoda, że akurat o tej w internecie jest niewiele. A czemu ludzie mają problem.. Nie wiem, ale przypuszczam, że oni też nie wiedzą.
      W takim razie życzę powodzenia tak Tobie, jak i sobie!

  • Annimula

    LOL na tym ostatnim obrazku „Learn Polish” jest moje nazwisko 🙂

    • Aga

      O, fajnie mieć takie nazwisko 😀

      • Annimula

        Tak, szczegolnie gdy mieszka sie zagranica. Nawet w Polsce ludzie mieli problemy z moim nazwiskiem a co dopiero Wlosi

        P.S innej beczki: Czy kod potwierdzajacy komantarz jest konieczny? Za kazdym razem gdy chce skomentowac strona mowi mi, ze zle go wpisalam, a dalabym sobie reke uciac, ze dobrze go skopiowalam

      • Aga

        Domyślam się!
        Szczerze to nie wiem i w sumie nawet nie wiedziałam, że trzeba kod wpisywać. Dowiem się czy da się to usunąć 🙂

  • Ola

    Naprawdę ci współczuje złego samopoczucia, wszystkim się wydaje, że ciąża to błogosławiony stan, ale prawda jest taka, że ma znacznie więcej cieni, niż blasków. Można tylko mieć nadzieję, że będzie lepiej, chociaż ostatnio dyskutowałam z siostrą, mamą dwójki rozbójników, że w ciąży nie mogła spać, a teraz strasznie żałuje, że tego nie robiła, bo po urodzeniu nawet nie wie co to sen 😛
    Ja właśnie myślę, że kobieta w ciąży powinna się skupić na sobie, jeszcze dziecko będzie w centrum zainteresowania.
    Życzę dobrego humoru i lepszego samopoczucia.

    • Aga

      Haha no sama widzisz, jak to wszystko się różni u ludzi… Ja np. śpię prawie non stop 😉

  • dzakonda

    Matko z ojcem.. 2 tyg. mnie nie było i tyle zaległości!
    Ale coraz fajniej tu u Ciebie się robi… :))

    • Aga

      Cieszę się, że tak uważasz :>>