Jak mi się żyje, gdy nie czuję się szczęśliwa?

     Jakoś tak mi dziwnie ostatnio, wiecie? Przez dłuższy czas się tak czułam, ale jakoś nie potrafiłam dokładnie określić, co to tak naprawdę było. Właściwie to chyba nadal nie wiem. Tu nie chodzi o to, że nie lubię mojego życia czy że nagle wszystko mi się odmieniło i stwierdziłam, że jednak wolałabym mieć coś innego i to wszystko to pomyłka. Nie, nic z tych rzeczy. Tu chyba bardziej chodzi o jakiś taki wewnętrzny smutek, który próbuje wyjść na różne sposoby w przeróżnych sytuacjach i nie do końca potrafię określić skąd on się bierze. Z drugiej strony nie wiem czy nie zastanawiam się nad tym za bardzo, bo może właśnie dlatego wszystko wydaje się tak bardzo skomplikowane.

Jest ciężko.

Zacząć trzeba chyba od tego, jak fatalnie się czuję non stop. Miałam nadzieję, że zacznie mi się polepszać, a jest gorzej niż wcześniej. Na przykład, nie jestem w stanie zejść na dół bez zatrzymywania się po drodze kilka razy i siadania na podłodze, bo tak bardzo kręci mi się w głowie. Jestem całe dnie sama w domu, więc nie mam kogo poprosić o pomoc w niczym no i nie mam też do kogo się odezwać. Nate musi przecież pracować, a moja koleżanka wyprowadziła się do Kalifornii. Wczoraj i dziś leżę cały czas na łóżku i mam obok tylko jakieś picie i przekąski, bo przecież gotować też mi się nie chce. W sumie to nic mi się nie chce i najchętniej przespałabym ten cały czas, ale znowu jak śpię to mam takie sny, że nie raz siedzą mi w głowie cały dzień, czego też nie lubię. Od dawna chciałam być w ciąży i bardzo się cieszę, że się udało, ale nie spodziewałam się, że będę ją aż tak źle przechodzić od samego początku i powiem Wam szczerze, że mam już dość. Naprawdę mam nadzieję, że mi się polepszy, ale tego też nikt nie może być pewien, bo różnie bywa.

Inna sprawa to fakt, że jak tak siedzę sama to mam dużo czasu na myślenie i różne rzeczy wpadają mi do głowy. Te negatywne niestety też, więc już teraz boję się niektórych rzeczy, które albo będą miały miejsce w przyszłości, albo nie.

Boję się, że coś pójdzie nie tak, że nie wszystko będzie szło tak dobrze, jak do tej pory w kwestii różnych badań czy to moich, czy dziecka. Boję się, że ja będę się czuła tak samo do końca, że nic mi się nie poprawi. Boję się, że cały czas będę sama, że nie będę miała kogo poprosić o pomoc w razie co, a przecież Nathan nie może nagle przestać pracować na nie wiadomo ile. Boję się, że nie będę mogła wrócić na moje zajęcia taneczne przez cały okres trwania ciąży; że będę miała olbrzymie rozstępy, które zostaną na zawsze. Boję się, że sobie nie poradzę tak, jak sobie to wyobażam; że zawiodę się sama sobą. Boję się, że będę ponura, zbyt zmęczona, że odsuniemy się od siebie z Nathanem, że przestaniemy rozmawiać; że skończą mi się niedługo ciekawe filmy do oglądania (swoją drogą, możecie mi coś polecić?). Boję się też wyników testu na płeć, który będę miała za dwa tygodnie i wcale nie czuję się „niegodna do tego, by być matką” (cytat z internetu) przez to, że śmiem marzyć o tym, by mieć syna i łatwo mi to powiedzieć publicznie.

Poza tym jest mi smutno. Smutno, bo z powodów oczywistych moja mama nie jest świadkiem żadnych wydarzeń z mojego życia, a ja nie wierzę w żadne anioły patrzące z góry. Bo większość mojej rodziny ma gdzieś to, co się ze mną dzieje i nawet nie chcę już się z nimi kontaktować. Bo planuję lecieć do Polski w przyszłym roku, gdyż wiem, że jeśli ja nie polecę, to nikt nie przyleci do mnie, a mi za bardzo zależy na tym, by zobaczyć znajomych i by niektórzy z nich poznali moje dziecko. Jednocześnie wiem też, że nie mam zamiaru latać tam co rok i jestem już zmęczona słuchaniem pretensji na ten temat. Bo czuję się samotna codziennie, gdy sama leżę na łóżku i oglądam filmy; bo miałam tyle rzeczy zaplanowanych, a obecnie nic nie mogę zrobić i nie wiem, kiedy zrealizuję te plany. Jest mi smutno, bo czuję się olewana, gdy mówię o swoich problemach. W odpowiedziach słyszę, że na pewno wszystko będzie dobrze, że się nad sobą użalam, że inni mają gorzej. Jeśli macie zamiar walić mi tego typu teksty, to wiedzcie, że nie będę na nie odpowiadać i to nie ma znaczenia, od kogo bym je dostała. Wiem, że ludzie pocieszają w dobrej wierze zazwyczaj, ale u mnie daje to odwrotny efekt.

     Kiedyś dostałam pewien komentarz, który pozwolę sobie tutaj przekopiować, bo to trochę na temat mojego postu. I pamiętajcie, że ja tu piszę o moich odczuciach i nikogo do niczego nie namawiam, także naprawdę nie musicie się ze mną zgadzać.

„nie potrafię cieszyć się z niczego”.. Czytam Twój blog po kolei od początku, więc nie wiem czy już o tym pisałaś, ale przypomniał mi się temat, o którym chętnie bym przeczytała, gdyby wyszedł spod Twojej ręki 😉 Otóż bardzo często zdarza mi się mieć podły nastrój, kiedy brak mi radości i motywacji. Jednak nalazłam na to jakąś receptę. Kiedy zdam sobie sprawę z tego, że rzecz którą muszę wykonać, albo sytuacja, w której się znajduję to jeden z nieuniknionych etapów dążenia do celu, lub czasem po prostu etapów życia, to wtedy mam nieco więcej siły, żeby pokonywać przeciwności, nawet jeśli istnieją one tylko w mojej głowie (często martwiąc się lub denerwując, kręcimy sobie rzeczy przesadnie, które tak na prawdę mogą nigdy nie zaistnieć). Poza tym w pewnym momencie zaczęłam być zła na siebie, że tracę piękne dobre dni tylko dlatego, że mam złe nastawienie albo jakąś słabość. Dlatego każdego takiego dnia staram się stanąć obok siebie i zdystansować się i robię wysiłek i WYBIERAM być radosną i widzieć rzeczy w lepszym świetle, dostrzec dar życia i to, że w tym samym momencie miliony ludzi uważałoby moje położenie za szczyt marzeń, bo przecież tyle obok jest cierpienia i zawsze za mało docenia się to, co ma się zapewnione. To mnie podnosi na duchu i sprawia też, że jestem bardziej wdzięczna. Nawet jeśli nie poprawi mi to nastroju, to zawsze poprawia moją postawę, nastawienie.

Znam wiele osób, które właśnie w ten sposób myślą, że zamiast skupić się na problemie, na swoich obawach czy smutkach, to decydują znaleźć jakąś pozytywną stronę sytuacji. Jakąkolwiek, czasami znaczenie ma to, by po prostu cokolwiek się znalazło. Kiedyś byłam w miejscu, gdzie pewna dziewczyna opowiadała o mega ciężkim czasie, jaki przechodziła i mówiła wszystko płacząc jednocześnie. Inna osoba przerwała jej w pewnym momencie i powiedziała: „ale znajdź pozytywną stronę tego wszystkiego… Wiesz, co ja widzę? Widzę, że niesamowicie płynnie gestykulujesz dłońmi, pięknie się na to patrzy!” I nagle cały jej problem zniknął, a ona zapewne poczuła się olana, niezaakceptowana, itp., a problem jak był, tak został. To samo z tym, co dzieje się na świecie… Ja często w życiu słyszałam to od wielu ludzi; gdy miałam jakiś problem, to było wciskanie mi, że „przecież zobacz, inni mają gorzej!”, nawet raz gdy ktoś dowiedział się, że nie jem mięsa, śmiał powiedzieć mi: „dzieci na świecie głodują, a ty głupia wybrzydzasz, oni by się pozabijali, by być na twoim miejscu”. Wiem, że dla wielu ludzi – jak i Ciebie, autorko komentarza – działa tego typu podejście. Nie na mnie jednak. Ja uważam, że to wszystko mija się z celem. Gdy jestem smutna, to jestem smutna i nie chcę udawać, że w sytuacji dla mnie beznadziejnej widzę jakieś plusy, jeśli ich nie widzę. Nie chcę myśleć, że nie powinnam narzekać na to, jak się czuję, bo w tej sekundzie jest sporo kobiet, które dowiadują się, że poroniły. Żal mi ich i nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czują, ale nie chcę ignorować mojego własnego problemu przez problemy innych, bo ja chcę zająć się sama sobą. To samo w przeciwnościach, które istnieją „tylko w głowie” – według mnie jeśli są w głowie, to są bardzo żywe, bardzo nasze i nie uważam, żeby dobrym pomysłem było ignorowanie ich. Wręcz odwrotnie! Fajnie jest skupić się na nich i przejść w myślach całą historię nawiązując właśnie do naszych obaw, itp. Jeśli ja źle się czuję psychicznie, to wolę o tym pomyśleć i rozwiązać dany problem, niż odsuwać go na bok. Bo, według mnie, znajdywanie pozytywnych stron jest odkładaniem całego problemu na półkę, a w taki sposób niestety nic się nigdy nie rozwiąże. Bo człowiek może sobie myśleć: o, czuję się lepiej, więc to pomogło, a tak naprawdę cały problem został w środku i gwarantuję, że w końcu znowu wypłynie i to ze zdwojoną siłą, bo tak po prostu człowiek działa i wszystko się tam tak zbiera i zbiera, zaczyna nas boleć brzuch i głowa, mamy wypryski na twarzy, tyjemy lub chudniemy i nie wiemy czemu… A odpowiedź jest taka prosta! Dodam jeszcze tylko – „rzecz którą muszę wykonać, albo sytuacja, w której się znajduję to jeden z nieuniknionych etapów dążenia do celu, lub czasem po prostu etapów życia” – dokładnie! Po co więc ignorować to, co staje na drodze?

     No i w sumie dlatego napisałam ten post. Bo jest mi źle i nie chcę się zmuszać do napisania czegoś pozytywnego, fajnego i o czymś innym. Nie wyszłoby. Naprawdę nie oczekuję żadnego współczucia ani nic, po prostu chciałam się wyżalić i dzięki, że mogę to tu zrobić. Chętnie poczytam o jakichś Waszych opiniach i historiach, jeśli macie ochotę się czymś podzielić.

     Do następnego!

     Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE

32 komentarze do “Jak mi się żyje, gdy nie czuję się szczęśliwa?

  1. No ja jest zle to jest zle. Po prostu.
    Trzeba przeczekac. Przetrwac. I choc wrazenie masz takie, ze to sie moze nigdy nie skonczyc i choc tyle w Tobie strachu, to nie ma wyjscia. Trzeba przeczekac.
    Nie pociesze Cie, ze bedzie lepiej. Bo nie wiem jak bedzie. Ale MAM NADZIEJE, ze sie ulozy, ze swiat nabierze kolorow.
    Smutno mi se zrobilo czytajac Twoj post. Smutno mi razem z Toba, moze dlatego, ze Cie lubie.
    To tak czasami jest, cialo i umysl tak reaguja.
    Mam tez nadzieje, ze w wymarzonej Ameryce, z TAKIM mezczyzna u boku zbudujesz swoj nowy swiat. Wiem, ze to nie jest latwe. Wiem,ze pustka obok przez caly dzien moze mocno sponiewierac. Ale wierze tez, ze to sie zmieni.
    Jest tylko jedno haslo klucz: czas. Czas oswaja nas, my oswajamy swiat, oswajamy ludzi. Ale to wszystko trwa. Dzieje sie.
    Zbudowalas zachwycajaca relacje z mezczyzna, z jego corka. To bardzo duzo.
    A bedzie jeszcze wiecej.
    Tylko trzeba przetrwac to, co dzis.
    Ja tu cieplo i czesto mysle o Tobie.

  2. Moim zdaniem każdy ma prawo czuć się gorzej. Niezależnie od tego jak mu się w życiu układa. Niezależnie co posiada. A to, że „inni mają w życiu gorzej” nie jest żadnym argumentem. No mają gorzej. I co? Masz ich przepraszać za to? No niekoniecznie. Masz prawo mieć obawy co do bycia mamą. Przecież to nie przychodzi na pstryknięcie palcem ot tak. Żadna z nas nie rodzi się od razu z całą wiedzą o macierzyństwie. Dlaczego mamy się porównywać? Każdy z nas jest odrębną jednostką, innym charakterem z innym pomysłem na życie, z inną historią swojego życia. Moim zdaniem nawet sama ta notka była dla ciebie Aga jakąś formą wyrzucenia negatywnych emocji, które w tobie siedzą. Nie chcę ci tu prawić morałów „bądź silna”, „dasz radę”, „nie przesadzaj”. To tyle. Pozdrawiam. 🙂

    • No właśnie też nie wiem, co miałabym zrobić z tą informacją, że inni mają gorzej. Raczej nie wydaje mi się, żeby zmiana mojego sposobu myślenia jakkolwiek im pomogła, a mi już tym bardziej nie.
      Dzięki!

  3. Może się polepszy może będzie gorzej… Ale wiesz co? Najważniejsze, że spełniasz swoje marzenia! Masz wspaniałą rodzinę, spodziewasz się dziecka, którego chciałaś, mieszkasz w pięknej Ameryce. Oczywiście jak każdy człowiek masz problemy. Ale z czasem powinno się polepszyć. Warto pamiętać dobre chwile, ale te złe też. Bo to dzięki nim wiemy, że żyjemy, że jesteśmy zwyczajnymi ludźmi. Co do twojej rodziny.. Nie chcę się zbytnio wypowiadać, bo nie znam ciebie ani twoich bliskich, ale to ich wybór. Gdybyś mieszkała w Polsce i widziała ich codziennie możliwe, że sprawy mogłyby być jeszcze gorsze. Albo lepsze… Utrzymywanie kontaktu, gdy mieszkacie na dwóch innych kontynentach jest trudne jednak nie niemożliwe. Ale to TY powinnaś sobie zadać pytanie czy ten kontakt chcesz? Bo jeśli nie… To po co się zadręczać? A jeśli tak, to możesz spróbować a jeśli nic z tego nie wyjdzie musisz pamiętać, że została ci twoja rodzina (w Stanach) i przyjaciele. Jednak ty ani nikt inny nie wie ‚co by było gdyby…” Czasem po prostu trzeba zdać się na intuicję i ryzykować. A z tańcem na rurze i innymi rzeczami, których nie możesz zrobić? To tylko dziewięć miesięcy no i późniejsza opieka, ale wszystko da się ustalić tak, że będzie dobrze. Póki co ciesz się tym co masz, ale nie zapominaj o tych innych, gorszych rzeczach. Wierzę, że wszystko będzie z tobą ok i kiedyś, gdy będziesz czytać tego posta przypomnisz sobie te wszystkie wątpliwości, nieszczęście i zdasz sobie sprawę, że to minęło. Z samopoczuciem nic się nie poradzi. Życzę ci tylko zdrowia i żeby wszystko się ułożyło.
    Ps. Nie wiem czy coś ten komentarz dał, mam tylko 16 lat i w sumie nigdy nie byłam bardzo nieszczęśliwa więc jeśli napisałam coś głupiego lub coś w tym stylu to przepraszam. 🙂 Po prostu takie są moje odczucia.
    Ps2. Wierzę, że możesz mieć wymarzoną płeć dziecka, to nic złego. Jednak czy to dziewczynka czy chłopiec wierzę, że będziesz kochała je tak samo i będziesz wspaniałą mamą, Nathan ojcem a Alicia starszą siostrą.

    • Wiesz, sprawy były gorzej, jak widywałam ich codziennie, więc tu masz świętą rację. I nie, nie chcę utrzymywać kontaktu, dlatego dziwi mnie to, że nadal mnie to jakoś obchodzi, że oni się w ogóle nie interesują. No ale trudno się mówi, nie będę się tym zamęczać, bo to bez sensu.
      Nie przepraszaj za swoje odczucia 🙂
      Pozdrowienia!

  4. Bardzo mi przykro że u Ciebie nastał kiepski okres. Doskonale Cię rozumiem bo czuje się tak samo. I dobrze że o tym piszesz! Nie zawsze musi być wesoło i kolorowo. Życie nie jest takie cudowne. Problemy, depresje zdarzają się bardzo często. Jeśli nadal będziesz się tak czuła to może warto udać się do specjalisty? Porozmawiać, wyżalić się. To żaden wstyd! Sama chodzę na terapię by pogodzić się z trudnymi relacjami z ojcem i mam nadzieję że niebawem będę mieć to za sobą i zobaczę światełko w tunelu:) Aguś, trzymaj się! Jestem przy Tobie myślami 🙂

    Buziaki
    Kasia

    • No, też uważam, że ważne jest to, by o tym mówić. Wiesz, ja to nawet nie mogę prowadzić auta biorąc te leki, które biorę, więc nawet jakbym chciała, to nie wchodzi to w grę. Cóż, życie. I Tobie też to powiem – trzymaj się!
      Dzięki!

  5. Nienawidzę, kiedy ludzie mówią mi, że mam się czymś nie martwić, wszystko będzie dobrze i żebym doceniła to co mam. Od roku studiuje prawo i co tu dużo mówić- cholerstwo jest ciężkie, a fakt, że profesorowie podrzucają pracami i w ten sposób decyduje sie o mojej przyszłości niesamowicie mnie wkurza. Jednak wszyscy tylko mówią o tym,że powinnam się cieszyć, że mogę studiować i to jeszcze taki kierunek. Szczerze? i tu przepraszam za słownictwo, ale w dupe mnie mogą pocałowac z takim podejściem. Kończe z warunkami bo co? Bo moja praca wylądowała na podłodze? i gdzie tu znaleźć jakiś pozytyw? Co mi po tym, że mam wiedze skoro uczelnia ma to gdzieś? I właśnie ta wewnętrzna frustracja,chęć poznania czegoś nowoego jak i wyrwania się z mojego miasta sprawia,że coraz poważniej myśle o au pair. Może dzięki temu zyskam nową perspektywe,nowy pomysł na siebie. Chociaż już widzę w tym momencie miny moich znajomych czy też dalszej rodziny, że przesadzam, że inni marzą żeby studiować blablabla. Mam dopiero 20 lat, prawo mi nie ucieknie, a myślę, że taki wyjazd na pewno mi nie zaszkodzi. Dobra, to sobie pomarudziłam. Serdecznie Cie pozdrawiam i życzę lepszego samopoczucia!
    * a kiedy już poczujesz się lepiej i będziesz miała ochote na polskie przysmaki to ja i poczta polska jesteśmy do usług 😉

    • No właśnie… Starasz się i w ogóle, jest ciężko i czasem zwyczajnie chcesz to powiedzieć, a w odpowiedzi słyszysz, że powinnaś się cieszyć, że możesz studiować. No kurde, to ma pomóc? Nie wydaje mi się…
      Jeśli zdecydujesz wyjechać jako au pair, to powodzenia życzę od razu!
      Dzięki!

      • no dokładnie, a co zabawniejsze to kiedy inni mają slaby okres w życiu to oczekują żeby ich wspierać i nie krytykować bo oni na pewno mają gorzej niż ja i mam nie przesadzać bo zachowuję się jak małolata. Normalnie, aż mnie strzela w takich sytuacjach.
        Dzięki bardzo!
        pozdrowienia z deszczowej bydgoszczy 😉

      • Haha tak, takie licytowanie się, kto ma gorzej i kto jest bardziej doświadczony… Widzę, że mamy pododne doświadczenia 😉

  6. Hej, właśnie za tego posta lubię Cię jeszcze bardziej, za to, że nie boisz się wyznawać tego że czasem jest Ci smutno i źle. To takie ludzkie i normalne. Trudno mi teraz dobrać słowa by jakoś Cię pocieszyć bo jak napisałaś, smutek to też jest część nas i jest nam czasem potrzebny by coś przemyśleć lub zmienić. Ja sama mimo młodego wieku też powoli marzę o powiększeniu rodziny, mimo iż tu w Hiszpanii dziecko w tym wieku jest nie do pomyślenia i rodzine zakłada się tu ok 30lat albo i później. No cóż, każdy wybiera swoją drogę na życie, ważne żeby być w tym spełnionym. Życzę Ci kochana by ten okres wiecznych mdłości i negatywnych efektów szybko się skończył, ach no i jestem pewna że gdy tylko ujrzysz swoje dzieciątko, zakochasz się w nim bez pamięci i szybko zapomnisz o tych trudach ciążowych. 🙂 PS. Ze „chceniem” chłopca nie ma nic złego (ja mam odwrotnie, bardzo chcę dziewczynkę, ale już powiedziałam mojemu A. jak będzie dziewczynka możemy poprzestać na jednym, a jak chłopiec to próbujemy do skutku aż będzie baby girl ) Powodzenia 🙂

    • Zgadzam się, że to ludzkie i normalne, ale powiem Ci, że nie zawsze przychodziło mi to tak łatwo.
      „każdy wybiera swoją drogę na życie” – dokładnie! Sama słyszałam komentarze, ża marnuję sobie życie, bo zamiast iść do szkoły i korzystać z życia, to bawię się w dom. Napisałam nawet o tym post. Życzę Ci powodzenia, żeby udało Ci się iść tak, jak chcesz!
      Haha do skutku 😀
      Dzięki!

  7. Nie wiem czy Ci to pomoze, albo czy to dziwnie nie zabrzmi, ale mnie interesuje co u Ciebie slychac i jak sie czujesz 🙂
    Moze czesc twojego smutku moze pochodzi z tego, ze od kobiety oczekuje sie, zeby byla szczesliwa bedac w ciazy, bo to przeciez taki „blogoslawiony” stan i wogole. A prawda jest taka, ze hormony szaleja i pojawia sie tez wiele nieznanych wczesniej zmartwien, a jesli do tego dochodzi zle samopoczucie to naprawde trudno jest byc szczesliwa i optymistycznie nastawiona.
    Ja przechodzilam ciaze o wiele lepiej niz ty, szczegolnie na poczatku, ale gdy teraz mysle, o drugim dziecku to uwazam, ze to byl stresujacy i ciezki czas i nie spieszy mi sie, zeby to powtorzyc (narazie).
    Jesli chodzi o rozstepy, to po prostu trzeba uwazac, zeby za szybko i za bardzo nie przytyc (przynajmniej tak powiedziala mi moja polozna, no i jest to chyba prawda bo ja nie mam nawet jednego, a prawe nie uzywalam olejkow ani kremow) . Pozdrawiam xxx

    • Pewnie, to zawsze pomaga i wcale nie brzmi dziwnie!
      No, cieszę się, że to napisałaś. Powiem Ci, że czytałam sobie w internecie historie innych kobiet i sporo jest takich, które mają mniej więcej te same problemy. Zdarzały się też komentarze, które pasują do tych oczekiwań, o których mówisz.. Ktoś napisał coś w rodzaju „po co było dziecko robić, skoro teraz tak narzekacie” albo „dajcie spokój, po urodzeniu będzie jeszcze gorzej” czy też „głupie jesteście, ten czas powinien być dla was cudowny!” i tak dalej, i tak dalej.
      Dzięki za komentarz!

  8. W pełni się z Tobą zgadzam. Jak jest do dupy to jest do dupy i nie ma co się pocieszac, bo „Murzynki z Afryki głoduja,a co sekundę ktoś umiera”. Mam osiemnaście lat i nieraz wstydze się powiedzieć co mnie smuci czy stresuje bo może to zostać wysmiane jako infantylne albo jedno z najgorszych: „dziecko, co Ty wiesz o świecie „. Ten
    Post napisałaś w odpowiednim momencie bo dla mnie się bardzo przydał. Buziaki!

    • Dokładnie o to mi chodziło! Mam nadzieję, że minie Ci ten wstyd, chociaż może być ciężko. Powodzenia i cieszę się, że mój post się przydał!

  9. Miałam podobne uczucia kiedy definitywnie zakończył się mój związek. I chociaż to było coś dobrego, bo zmieniły nam się priorytety, i cała ta nasza relacja była już właściwie kłębkiem pretensji i żalu, to jednak mentalnie zamknęłam się w jakimś pudle i zawiesiłam się. Wszyscy mi mówili, że to dobrze, że zasługuję i trafię na kogoś lepszego, a ja… Byłam po prostu nieszczęśliwa. Bo mi go brakowało, bo nie miałam się gdzie schować kiedy wszystko się waliło. Jakbym dostała glinę, to podejrzewam, że wciąż byłabym w stanie wyrzeźbić wariacje obojczykowe na jego temat. No i co z tego, że ja wiedziałam, że to była dobra decyzja, że przyjdzie coś nowego i że powinnam zrzucić z siebie ten-jego-ciężar? A no nic.
    Przykro mi, że się źle czujesz, mam nadzieje, że polepszy Ci się w najbliższym czasie i będziesz mogła się cieszyć chwilami z maluszkiem w dwupaku, Alicią i Nathanem. 🙂 Rodzina to taki ciężki element… Może jak Ty wyciągniesz do nich ręke(mam na myśli fragment jak piszesz o przylocie do PL już z maluchem), to jakoś zacznie to sprawniej działać. Ignorowanie problemów innych nie jest okej, wiesz dlaczego? Bo każdy człowiek to jednostka, która może być kim chce i być tym kimś w dowolny sposób. I jeśli bycie nieszczęśliwym jest Twoim problemem, który Cię ewidentnie męczy to jaki ma sens porównywanie do problemów świata albo innych? Trochę bez sensu. Rozpisałam się okrutnie, ale mam nadzieję, że przynajmniej w miarę logicznie. Przeczytałam raz jeszcze to, co Ci wyśle, i śmieszne to wyszło. Uściski Aga! 🙂

    • Ohh, ten tekst „zasługujesz na kogoś lepszego” jest bardzo, bardzo powszechnie używany. A jak Ty miałaś na to zareagować, skoro byłaś, jak sama mówisz, nieszczęśliwa?! Przecież zakończył się mniej lub bardziej ważny etap w życiu, a to zazwyczaj nie przychodzi z łatwością.
      Również mam nadzieję, że mi się polepszy. A co do wyciągania ręki to powiem Ci, że ja już tyle razy w życiu próbowałam, że z całą świadomością i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zrobiłam to tyle razy ile mogłam i chciałam. Wystarczy 🙂 No ale to dość długa historia, w którą nie chcę się zagłębiać.

  10. Szczęścia życzę. Mam taki problem ponieważ chce wyjechać jako u pair ale musze czekać na prawko, ale ciężko mi jest o tym powiedzieć rodzicom ponieważ boje sie że źle zareagują na to i powiedzą że to pewnie fejk czy coś w tym stylu a mi na tym zależy bardzo. Już myśle o tym od 2 lat i teraz skończyłam szkołę i chce wyjechać. Chodzi o to jak ich do tego przygotować, jak ty to zrobiłaś. Proszę poradź mi bo naprawdę mam doła 🙁 Pozdrawiam.

    • Ja nie mam niestety żadnej rady co do tej sytuacji i ja też miałam raczej inne doświadczenia. Powiedziałam mojemu ojcu, że wylatuję do Stanów w charakterze opiekunki do dziecka; w odpowiedzi usłyszałam, że jestem głupia, że sobie nie poradzę, że wrócę z płaczem. Olałam więc i wyleciałam nie informując go o tym w ogóle. Uważam, że masz prawo decydować o swoim życiu w sposób, jaki Ty uważasz za stosowny, bo w końcu to Ty musisz go przeżyć, nikt inny. Przypuszczam, że ich ewentualne zmartwienia będą raczej naturalne, w końcu to drugi koniec świata. Ale skoro piszesz, że Ci bardzo zależy… 🙂 Powodzenia!

  11. Agniesiu, teraz jesteś w szczególnym stanie, który wyzwala w Tobie takie nastroje 🙂 Jakiś czas temu przechodziła to moja koleżanka. Hormony buzowały jej tak, że nawet moja obecność ją irytowała. Dokładnie tak jak Ty wszystko analizowała, zadawała sobie pytania „a co będzie…?”. Wszystko ją dołowało. Była nawet w podobnej sytuacji, bo ojciec jej dziecka pracował za granicą. Drażnił ją rzadki kontakt, to że ona jest tu a on tam, to że mają siebie na Skypie i wreszcie to, że on mógł tam „wojować”, a ona była w Polsce skazana tak na prawdę sama na siebiei nie mogła robić nic. Doszło nawet do tego, że go na jakiś czas zostawiła. Teraz jest już blisko rozwiązania i czuje się świetnie, złe nastroje minęły, czarne myśli odeszły w zapomniane 🙂 Jak czytam Twojego posta, od razy mam ją przed oczami, mówiącą mi o swoich „dołach” 🙂

  12. Post znalazłam w idealnym momencie. Bardzo się cieszę, że mogę Cię tu czytać. Życzę Ci dużo szczęścia i powodzenia 🙂

  13. Aga. Nieleczona depresja jest niebezpieczna… myślę że nie zaszkodziłoby porozmawiać z psychologiem. Na takie rzeczy pracuje się latami i może nagle coś Ci się ulało i taki jest efekt. Nie musi to być spowodowane konkretnym wydarzeniem. Ale coś się dzieje i Twój organizm pokazuje Ci że potrzebuje pomocy. Pomyśl nad tym, pozdrawiam Marta

    • Powiem Ci, że ja kompletnie nie ufam psychologom i spowodowane jest to moim własnym doświadczeniem, jak i doświadczeniem moich bliskich. Jakoś.. Nie podobają mi się ich sposoby pomagania ludziom i to, że lecą bardzo schematycznie i każdy człowiek to nie oddzielny przypadek, który ma zupełnie inną historię, inne powody i tak dalej, ale kolejny przypadek wpisywany do tabelki pod konkretną nazwą. Całkowicie zgadzam się jednak z tym, że mój organizm pokazuje, że potrzebuje pomocy. To jest święta prawda.

  14. Nie mam rady, poza tym pewnie i tak by nie pomogła. Ale przyszła mi taka myśl: Spójrz na swoją to do list: Be able to get up in the morning with a smile on my face. 🙂
    Sama mam ostatnio cięższy czas więc staram się nie myśleć za dużo i poczekać aż to minie.
    Pozdrowienia dla Ciebie i bobasa Aguś!

    • No, przez jakiś czas tak miałam, ale ostatnio jakoś mi to minęło, nie da się ukryć. Dzięki! I powodzenia z czymkolwiek masz trudności 🙂

  15. Aga, nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem, jak bardzo jestes mi bliska emocjonalnie w tym poscie. Gdybys tylko chciala porozmawiac, wiesz gdzie mnie wirtualnie znalezc! Sciskam Cie/Was! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *