Minusy życia w Ameryce.

Hejka!
Dziś post ciut inny i pewnie się nie spodziewaliście, że i taki pojawi się u mnie na blogu, skoro ja taka zakochana w Ameryce, nie? No ale wiecie, nie ma to znaczenia, bo to tak jak w związku – kocha się drugą osobę, ale czasem ma się z nią problemy. Wiele ich nie będzie, ale to zawsze coś. Jeśli jesteście zainteresowani to czytajcie dalej, a jeśli macie swoje własne pomysły lub jakieś pytania, to piszcie śmiało w komentarzach 🙂
.
.
.
1. Droga opieka medyczna.
Dobra, na moje aktualne ubezpieczenie nie mogę narzekać, bo jest naprawdę super, ale jakbym go nie miała to ostatnio za kilka badań kontrolnych, które robiłam musiałabym zapłacić $1,425 (końcowo musiałam zapłacić tylko $25). Czasami mówi się, że np. dla au pair lepiej byłoby polecieć do Polski, wyleczyć zęby i wrócić do USA, niż leczyć zęby w USA. Czasami faktycznie jest to prawda i w taki sposób wyszłoby taniej (ubezpieczenie au pair nie pokrywa kosztów leczenia stomatologicznego), ale nie zawsze! Myślenie, że w każdym przypadku jest tak samo jest niestety błędne.

.

2. Duże odległości do czegokolwiek…
…jeśli nie mieszka się w mieście, bo w tym przypadku to raczej nie ma problemu ze spacerami czy też transportem publicznym. Na obrzeżach dużych miast i ogólnie w tych mniejszych miejscowościach spacerować raczej ciężko, bo zazwyczaj chodniki są TYLKO na osiedlach i przy otwartych centrach handlowych (sklepy na zewnątrz). U mnie jest tak, że musiałabym iść po trawie i pagórkach, których tu pełno, więc nie jest to zbyt wygodne. Poza tym tutaj to jest tak rzadkie, że co chwilę ktoś by się zatrzymywał pytać czy nie potrzebuję pomocy i akurat z tym mam już doświadczenie. Do najbliższego sklepu spożywczego mam jakieś 7-8 minut autem, jest to niecałe 9km w jedną stronę. Jakoś nie wyobrażam sobie iść tak z siatami pełnymi jedzenia. (dodać więcej)

.

3. Różnice klimatu.
Tutaj problem może być w sumie wtedy, gdy np. ktoś z Georgii musi polecieć w listopadzie do, np. Maine, i nagle zorientuje się, że nie ma żadnych cieplejszych ciuchów, a jedyne „cieplejsze” buty to trampki. No, niestety, ja nie mam w ogóle zimowych ciuchów, tzn. mam jedynie płaszcz, w którym przyleciałam i który założyłam może kilka razy, jak nie miałam nic innego. W tym momencie, gdy to pisze u mnie jest 37 stopni Celsjusza w cieniu, a w Idaho (na północy USA) jest 13. Oczywiście nikogo to nie powinno dziwić, bo ten kraj jest ogromny, ale w sumie to taka ciekawostka.
.
4. Wysokie ceny studiów.
Ja nie studiowałam w Stanach, ale wiem, że koszta są spore i np. za dwuletni koledż, będąc rezydentem stanu, płacić trzeba ok. $20,000 za rok , a jeśli pochodzi się z innego stanu to wysokość opłat wynosi ok. $35,000.
.
5. Ogromne supermarkety.
Czasami tęsknię za takimi małymi warzywniakami, gdzie mogłam wejść na dwie minutki, wziąć co potrzebuję, wyjść. Tutaj nie mam takich małych sklepów i wszystkie to spore supermarkety, w których czasami spędzam dwie godziny szukając tego, czego potrzebuję. Ostatnio się wycwaniłam i włączam sobie stronę internetową danego sklepu, bo szukając produktu online zazwyczaj pokazuje Wam, w której alejce się on znajduje. Polecam!
.
6. Upały.
Pogoda w lato w Georgii jest… Hmm, do wytrzymania co prawda, ale jest strasznie, strasznie gorąco. Codziennie po ok. 45 stopni. Ja wiem, że czasami temperatura odczuwalna na słońcu zazwyczaj w Polsce też może sięgnąć prawie tyle, ale powiem Wam, że nawet jakby tak porównać 30 stopni tutaj i 30 stopni w Polsce – tutaj odczuwa się to o wiele bardziej, czuje się, jakby było o wiele cieplej. Duży wpływ na odczuwalność temperatury ma to, że jest tu duża wilgotność. Dlatego też jeśli człowiek się spoci, to ten pot nie leci z ciała, ale zostaje na nim, więc minuta i całe ciało jest lepkie, co nie jest zbyt przyjemne. Tutaj jest też tak, że jak leje deszcz czy jest burza, to po tym nie da się odetchnąć świeżym powietrzem, bo po burzach jest jeszcze cieplej niż przed. I jak się wyjdzie po deszczu na dwór to zauważy się ogromne ilości pary, bo ziemia jest tak nagrzana, że cały deszcz wyparuje w pięć minut.

.
.
Powiem wam szczerze – nie jest mi wcale tak łatwo znajdować minusy mieszkania tutaj ;).
.
Do następnego,
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • kama

    Do minusów dodałabym produkty w ogromnych rozmiarach. Chrupki w pieciolitrowych kubłach, mleko w baniakach jak na benzyne, ciężko np. kupić jednego loda na patyku (przynajmniej w NJ) bo pakowane są w kartonach po 6 sztuk i więcej. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać 😀

    • Aga

      Nooo co do lodów to prawda. Chyba nigdy nie widziałam takiego pojedynczego do kupienia!

  • Anonim

    Weekend bez podatku jest tylko na rzeczy potrzebne do szkoly odziez, artykuly szkolne, pomoce np laptop to wszystko ma byc do 100$ i trwa od piatku do soboty .Z tego co sie orientowalam wsrod znajomych to ich rachunki za porod w GA to jakies 100000-15000 bez ubezpieczeni, bo takie rachunki dostaly( w tych widelkach) cesarki, komplikacje, dluzszy pobyt w szpitalu, jezeli chcesz miec pokoj i inne wygody itd to jeszcze wyzsze wiadomo. Apropo braku emerytur to widac jak to wyglada tutaj starsi ludzie musza jeszcze pracowac zeby sobie dorobic bo zycie wcale takie kolorowe tu nie jest jak sie nie mialo dobrze platnej pracy to nie bylo z czego odkladac na ta emeryture.

    • Aga

      Jak zaznaczyłam na początku – wszystko zależy od przypadku, szpitala, ewentualnych komplikacji, leków, itp. Tak samo jak ze starszymi ludźmi, o których wspominasz – zależy od pracy, od stylu życia, zarządzania pieniędzmi i tak dalej. Na tego typu teksty nie ma jednoznacznej odpowiedzi i to, że Twoje znajome płaciły od 10 do 15 tysięcy nie oznacza, że nie znajdzie się taka, która dostanie rachunek na 5 tysięcy. No i to działa w obie strony oczywiście.
      Pozdrowienia!

      • Aga

        Dzięki za rozjaśnienie tej sprawy z podatkiem. Następnym razem sprawdzę w internecie to, o czym podsłucham w sklepie 😉

  • Anonim

    ja tylko zauważę, że w pl wyrwanie ósemki bez komplikacji to koszt 500zł, więc cena praktycznie nie odbiega amerykańskim. 🙂

    • Aga

      Cen w Polsce nie sprawdzałam, więc dzięki za info! 🙂

  • Magda

    To i ja podzielę się moimi spostrzeżeniami 🙂 Na wstępie tylko zaznaczę, żeby niczego nie traktować jako hejt itp. bo wiadomo, każdy ma inne doświadczenia 🙂 Co do stwierdzenia „ludzie tutaj zarabiają inaczej” to cóż, ja zarabiam $800 (netto) na miesiąc pracując full time, mam też znajomych, którzy przy pracy na pełen etat muszą wynajmować mieszkanie ze współlokatorami bo na inne ich nie stać (i nie mówię tu o NYC czy Kalifornii), więc nie zawsze jest tak różowo co do zarobków. Jeśli chodzi o szukanie lekarzy to raczej polecałabym inną ścieżkę: wejście na stronę ubezpieczyciela i sprawdzenie, który lekarz z naszej okolicy ma z nimi podpisaną umowę. Bo może się okazać, że np. mamy coś wliczone w pakiet i nie będziemy za to płacić idąc do gabinetu, który jest wpisany jako „provider”, za to w innym policzą nam $50 czy $100. Co ciekawe, byłam niedawno u ginekologa (z listy ubezpieczyciela), zapłaciłam $70 (bo tak mam wpisane na tej „legitymacji”, którą się dostaje na potwierdzenie ubezpieczenia i muszą tyle pobrać przy wizycie), później przyszedł mi czek z częściowym zwrotem tej kwoty od mojej przychodni, a później kolejny czek od ubezpieczyciela. Jak to podliczyłam to wyszło mi, że jestem na plusie 🙂 Czyli dostałam $17 w gratisie za to, że poszłam na wizytę 😀 Z kolei dentyści to dopiero przeprawa, zauważyłam, że mało co chcą zrobić bez wcześniejszego umówienia się. Np. ukruszył mi się mały kawałek plomby i sama potrafiłam stwierdzić, że raczej całość trzeba będzie rozwiercić i dać nową plombę, żeby za jakiś czas mi się to wszystko nie rozsypało. Na pierwszej wizycie pan dr pokiwał głową i powiedział, że trzeba dać nową plombę (no zaskoczenie 😉 ) i chyba zrobili mi też prześwietlenie (wtedy miałam polskie ubezpieczenie, więc liczyli tak jakbym nie miała i zapłaciłam $70 za taką wizytę). Oczywiście od razu nie dało się tego zrobić, potrzebna kolejna wizyta 😉 Na kolejnej pani robi mi tę plombę i mówię czy może zrobić przy okazji przegląd czy czegoś jeszcze nie ma do zrobienia w przyszłości. Pani dr mówi, że nie może bo to musi być kolejna wizyta 😀 Na kolejnej wizycie robią parę zdjęć rtg i jednak trzeba coś tam poborować. Na tej informacji się kończy bo oczywiście musi być NASTĘPNA WIZYTA 😉 Chociaż tyle, że potem już miałam spoko ubezpieczenie i nie musiałam nic płacić (ale za tego pierwszego zęba, czyli samą wymianę plomby, bez jakiegoś szczególnego borowania itd. wyszło mi ok 600zł).
    To teraz przejdę do emerytur 🙂 Ja wolę system amerykański. W Polsce chcesz czy nie chcesz zabierają Ci pieniądze na emeryturę i nie bardzo wiadomo co się z nimi dzieje. Odkłada się przez lata z potem i tak emerytura jest dość marna (i może Ci ją podebrać rząd jak będą mieli ochotę bo wg polskiego prawa te pieniądze nie należą do Ciebie – jeśli dobrze pamiętam orzekł tak nawet sąd najwyższy). W USA masz konto (oczywiście jeśli pracodawca oferuje, i z którego można, ale nie trzeba skorzystać) i np. co kwartał przychodzą Ci kwity ile tam już uzbierałaś. Często też pracodawcy oferują „match”, np. zadeklarowałam się, żeby potrącali mi z pensji $50 miesięcznie na rzecz emerytury i pracodawca (wspaniałomyślnie 😉 ) dokłada mi od siebie też $50 i tym sposobem mam $100 (czyli jakby nie patrzeć darmowa kasa). Podoba mi się też to, że założenie jest takie, że jesteś wolnym człowiekiem i to są Twoje pieniądze, więc możesz je sobie wypłacić wcześniej, trochę jak z konta oszczędnościowego. Widzę, że czasem ludzie np. zakładają swoje biznesy i biorą te pieniądze zamiast brać pożyczkę, może nie jest to super odpowiedzialne, ale ich kasa – ich sprawa 😉 Dobra, kończę ten komentarz bo wyjdzie dłuższy niż Twój post haha.

    • Aga

      Spoko, dzielisz się tylko swoimi spostrzeżeniami 🙂 Chętnie się do nich odniosę!
      Na wstępie powiem, że według mnie biedni ludzie są tak w Polsce, Niemczech, Norwegii, jak i w Stanach i ogólnie na całym świecie. Po moich własnych obserwacjach (a jak sama zauważyłaś – doświadczenia różnią się) uważam jednak, że tutaj żyje się łatwiej i już Ci tłumaczę o co mi chodzi. Pracując w Polsce tam, gdzie pracowałam, nie byłabym w stanie wynająć sobie pokoju, mieć kasę na jedzenie, bilet miesięczny, ewentualne leki. Tak ja jak i właściwie 95% moich znajomych nie mogliśmy sobie nawet pomarzyć o tym, by kiedykolwiek kupić sobie samochód, a nawet jakbym sobie jakimś cudem na auto odłożyła po kilku/kilkunastu latach, to koszt benzyny by mnie zrujnował i w sumie nic bym z tego nie miała. Tutaj pracując na takim samym stanowisku zarobiłabym $2,400 na rękę, a wynajęcie całego ładnego mieszkania (dwa pokoje, kuchnia, łazienka, pomieszczenie na pralkę i suszarkę + garderoba) kosztuje średnio $900, więc zostałoby mi $1,500 na resztę miesiąca, gdzie np. mój ojciec zarabia 1,200zł miesięcznie co w przeliczeniu zostawia ponad 4tys.zł różnicy na plus dla mnie. Jakbym odłożyłabym sobie na jakieś używane, ale dobre auto to spokojnie stać byłoby mnie na benzynę (1 gallon to ok. 3,8 litra i ja tankowałam w zeszłym tygodniu płacąc $2,40 za 1gal, czyli w przeliczeniu wychodzi ok. 9zł za prawie 4 litry, przy czym aktualna cena w Warszawie to ok. 5zł za 1 litr). Ostatnio widziałam ogłoszenie, że szukają kasjerów do pracy w Walmart i za godzinę dają $17.90, co na złotówki wychodzi 67,50zł, a moja koleżanka w Polsce pracując w Tesco na kasie na pełen etat miała 7zł/h (z czego średnia krajowa w Stanach dla kasjerów to od $6,99 do $9,44 za godzinę). Dodając do tego ceny np. elektroniki, które tu są ogólnie niższe (na aparacie zaoszczędziłam kilka stów kupując go tutaj, na laptopie to samo) czy chociażby mleka migdałowego, które ja kupuję i które jest tańsze tutaj niż w Polsce, wszystko wychodzi mi na plus. Oczywiście są też i tacy, którzy zarabiają mniej (w innym mniejszym miejscu za takie same stanowisko proponowali nie $2,400 a $1,000, co jest akurat dość mało jak na stawki tutaj) i są tacy, którzy ledwo wiążą koniec z końcem – nie twierdzę, że nie! Może gdybym ja szukała pracy to akurat musiałabym się zadowolić taką, która dałaby mi $500 miesięcznie, wszystko jest możliwe. Info, o którym tu piszę, zaciągałam od konkretnych ludzi, m.in. moich znajomych, a nie z internetu. Być może trafiłam na jakichś szczęściarzy, tego też nie wiem 😉 No i mówię też tylko o mojej okolicy i nie wiem jak to wygląda w innych miejscach. Przypuszczam, że im dalej na południe Georgii, tym niższe stawki.
      Haha rozbawiło mnie to, że wyszło, że jesteś na plusie 🙂 Ja niedawno też byłam u ginekologa. Nie zapłaciłam ani centa i później przyszedł mi rachunek na okrągłe $0. Żadnego dodatku za wizytę nie dostałam 🙁 hah
      No powiem Ci, że o dentystach słyszałam już sporo negatywnych historii i Twoja jest kolejną z tej serii! Ja się nigdy z tym nie spotkałam szczerze mówiąc, a w ostatnich kilku miesiącach nie tylko ja byłam u stomatologa, ale i Alicia, Nathan oraz Margie (każdy w innym gabinecie), więc mogłam się dowiedzieć kilku rzeczy i nigdy żadne z nas nie miało tak, by umawiać się na kolejną wizytę po to, by sprawdzić coś innego, co można sprawdzić na tej samej. 600zł za coś takiego to brzmi sporo, chociaż powiem Ci szczerze, że nie mam pojęcia, jak wyglądają wizyty stomatologiczne w Polsce i ile tam się płaci, bo zawsze chodziłam na NFZ, więc nawet nie mogę porównać. Współczuję tej zabawy w kotka i myszkę.
      Też bardzo podoba mi się to podejście, że to nasze pieniądze, więc i nasza decyzja co z nimi zrobimy i kiedy.
      Pozdrowienia!

      PS. Lubię długie komentarze! 🙂

      • Anonim

        U mnie tez w GA Walmart daje 9$, to samo z Target, Tj Maxx itd gdzie jakies 3 miesiace temu bylo 7,50$. Strasznie to dziwne, ze stawka jest taka wysoka na kasjera u Ciebie w Walmarcie pracuje w biurze w city hall i tyle nie mam na godzine 17,90$ hmmm chyba powinnam prace zmienic 😉

      • Anonim

        Currently, only about 6,000 Walmart employees out of more than 1.2 million nationwide are paid at the $7.25 an hour federal minimum wage, according to the company. It employs more U.S. workers than any other business.
        Once the company’s starting pay becomes $9 an hour in April, the average pay for full-time retail workers there will be about $13 an hour. 😉

      • Aga

        Nie wiem za bardzo, co to info podane przez Ciebie zmienia w tym przypadku, szczerze mówiąc. W Warmalcie wisi kartka z wymienionymi stanowiskami, na które szukają pracowników – kasjerzy, dział z ciuchami, dział z elektroniką, dział z mięsem i kilka innych, już nie pamiętam. Wszędzie było po $17 za godzinę. Może na rozmowie powiedzą ludziom „oh, wiecie, to w sumie nie tak, trochę zawyżyliśmy stawki, żeby mieć chętnych, a tak naprawdę dostaniecie $10 mniej”. Nie chcę się tu kłócić o to, bo co to w sumie da, a w Walmarcie i tak pracować nie będę – jakichkolwiek stawek by nie mieli ;). Nie wydaje mi się jednak, by z moimi oczami było aż tak źle, żeby jedynki same pojawiały mi się przed 7 😀

      • Aga

        Swoją drogą, moja sąsiadka zarabiała minimalną krajową czyli to $7,25 w jakimś sklepie, nie pamiętam już w którym.. Publix albo Kroger, nie wiem. Także no ja nie twierdzę, że to się nie zdarza czy coś i że wszyscy pływają w luksusach, bo tak nie jest.

      • Magda

        Nie mogę odpowiedzieć bezpośrednio pod Twoją odpowiedzią, więc napiszę tutaj 🙂 Tytułem wstępu powiem, że też kupuję w Stanach mleko migdałowe i cieszę się, że tutaj jego cena nie odbiega znacząco od zwykłego mleka 🙂 Zgodzę się, że żyje się tu łatwiej i nawet przy niskich zarobkach Amerykanina stać na więcej niż Polaka zarabiającego minimalną płacę. Zauważyłam, że łatwiej też dostać jakąkolwiek pracę, tak, żeby sie gdzieś zaczepić. Ale niestety jeśli o emigrantów chodzi to o taką „poważną” pracę łatwo nie jest. Tak jak wszędzie dobrze jest mieć znajomości, natomiast drugie słowo klucz to referencje (ja mam po ang od mojego ostatniego polskiego pracodawcy, ale chyba mało kogo to interesuje bo nie są amerykańskie…), więc jeśli masz trochę wolnego czasu to polecam nawet jakiś mało zobowiązujący wolontariat, żeby mieć jakąś podkładkę na przyszłość.
        Jeśli o dentystę chodzi to w Polsce plomba prywatnie kosztuje ok. 100zł. Mi wyszło „tylko” 600zł w Stanach bo częściowo miałam to pokryte przez ubezpieczenie. Więc różnica jest znaczna. Ktoś pisał też, że wyrwanie ósemki to 500zł i zawsze zastanawia mnie kto to robi prywatnie skoro można na NFZ?
        Te $17 w Walmarcie też mnie szokuje, szczególnie, że próbuje załapać się do pracy w administracji na uczelni (mamy w naszym miasteczku uniwersytet stanowy, który jest jednym z większych pracodawców w okolicy) i większość pensji zaczyna się od $14,99, a jest to często odpowiedzialna praca bo np. sprawdza się dokumenty studentów i jeśli gdzieś się machniesz ktoś może nie dostać się na studia czy nie dostać jakiegoś dofinansowania, które mu przysługuje. A jak kasjer się machnie to zazwyczaj na korzyść sklepu i za chwile w customer service klientowi oddadzą różnicę (o ile w ogóle zauważy i będzie mu się chciało fatygować ;P ). A tak w ogóle, to czemu nie chcesz pracować w Walmarcie, nawet za te $17? 🙂

      • Aga

        @Magda – Też się cieszę z tego powodu. Niedawno ktoś na fanpage’u napisał, że jak już się uda znaleźć mleko migdałowe w Polsce to litr kosztuje 10zł. Btw, próbowałaś kiedyś mleka kokosowego? Ma inną konsystencję, jest bardziej płynne i trochę mniej słodkie, ale też pyszka 🙂
        Słyszałam o tym, że wolontariusze są tu bardzo mile widziani i później o wiele łatwiej znaleźć pracę po takim doświadczeniu, więc popieram to, co napisałaś.
        Wiesz, ja tam nie wiem, ale z tego co słyszałam wśród znajomych to większość twierdzi, że nie ufają NFZ i wolą iść prywatnie, bo podobno na NFZ są beznadziejne znieczulenia… Nie wiem, ja nie mam z tym doświadczenia, bo na szczęście ósemek wyrywanych mieć nie musiałam i obym już nie musiała.
        Czyli co, błąd w druku? Nie wiem 😉 Ja utrzymuję to, co powiedziałam, bo jakoś ufam swojemu wzrokowi. A w Warlmarcie ani w żadnym innym miejscu tego typu nie chciałabym pracować ze względu na moje problemy z kręgosłupem. Fizycznie nie byłabym w stanie wytrzymać z bólu po staniu przez te 8 godzin czy ileś i przerzucaniu produktów.

      • Magda

        Próbowałam kokosowego, ale nie do końca mi podeszło, takie jakieś wodniste mi się wydało. Teraz mam kupon na „Almond Breeze – Hint of Honey”, to jest nowość i chciałabym wypróbować, ale obawiam się, że jeszcze może być problem z dostępnością.

      • Aga

        Ten rodzaj z miodem widziałam tylko w Krogerze i to też tylko w jednym, który ma cały dział ze zdrową żywnością.

  • szafii

    Ja za pobyt w ER dostalam 2 rachunki ktore wyniosly ponad $2 tys! Moje ubezpieczenie po bardzo dlugich walkach pokrylo wiekszosc i zostalam z rachunkiem na $500. Jedyne co mi zrobili to zmierzyli temperature i odeslali do domu 😉

    • Aga

      No to faktycznie działanie warte 2 tysięcy dolców 😀 Cieszę się, że ubezpieczenie Ci tak pomogło!

  • Anonim

    Witaj! Mam takie pytanie czy gdy myślałaś o Au Pair to miałas jakies doświadczenie w opiece nad dziećmi ? Pozdrawiam 🙂

    • Aga

      Hej! Tak, miałam, ale wcale nie jakieś bardzo duże 🙂