Jestem nieśmiała!

Dziś postanowiłam napisać Wam o czymś, co siedziało mi w głowie przez kilka ostatnich dni. Podpinam to pod serię o dzieciach, a spis poprzednich postów znajdziecie TUTAJ. A poprzedni post z wycieczek po okolicy, który był nieco spóźniony, przeczytać możecie po kliknięciu TU.
Wszystko, co zawarte w tym poście oparte jest na moich własnych doświadczeniach z mojego życia oraz na obserwowaniu innych. Wszystko jest moim prywatnym zdaniem, z którym nie wszyscy muszą się zgodzić. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii oraz doświadczeń, jeśli chcielibyście się nimi podzielić.
Wyobraźcie sobie 5-letnią blond dziewczynkę. Lubi śpiewać, ale nie robi tego zbyt często, bo zazwyczaj jest uspokajana: jesteś za głośno; przestań tak hałasować; nie mogę się skupić; usiądź i porysuj zamiast przeszkadzać. Przestała więc wyrażać swoje emocje poprzez śpiew, bo zrozumiała, że nie jest to mile widziane. Jest jej smutno, ale co może zrobić? Przecież jest o wiele słabsza niż dorosły, który tak usilnie ją uspokajał, więc nie mogła mu się postawić. Nie śpiewa już więc przy innych ludziach mimo próśb o to, gdy ktoś przychodzi w gości. Gdy odmawia w obawie, że znowu będzie to samo, słyszy: ona jest po prostu nieśmiała przy innych, normalnie się tak nie zachowuje.
Ojciec i ona są w sklepie spożywczym i podchodzi do nich jeden z jego kolegów, którego dziewczynka nigdy wcześniej nie widziała. Ów kolega ma dziwną bliznę na połowę twarzy i jedno oko bardziej przymknięte niż drugie. Podaje jej rękę całą w zadrapaniach i siniakach (później dowiedziała się, że miał wypadek na motorze). Dziewczynka przypomina sobie, jak jakiś czas temu ktoś z rodziny się na nią zdenerwował i powiedział jej: zobacz, widzisz tego pana tam na ławce? Jak się będziesz tak zachowywać, to cię mu oddam! Kolega taty przypomina jej o tym mężczyźnie, co sprawia, że jest wystraszona, zaczyna płakać i chowa się za nogami ojca. Temu robi się zapewne wstyd, że córka boi się jego kolegi przez to, jak wygląda i całą sytuację kwituje słowami: nie wiem, co z nią nie tak… Jest po prostu nieśmiała.
Ma teraz 6 lat i jest w domu swojej babci, do której mieszkania wchodzą goście. Podchodzi do niej jakaś starsza kobieta. Bierze ją na ręce, ściska, całuje w policzki. Dziewczynka czuje, że coś jest nie tak, nie ma pojęcia, kim jest ta pani i czego od niej chce. Próbuje się jakoś wyrwać z jej uścisku, bo czuje się bardzo niekomfortowo, po czym wychodzi do drugiego pokoju. Jej babcia mówi: oj, ona jest taka nieśmiała! Boi się ciebie! i wszyscy zaczynają się śmiać.
Gdy jest w zerówce i nauczycielka prosi ją, by podeszła do tablicy, ona nieszczególnie chce to zrobić. Nauczona pewnymi doświadczeniami z domu, ze sklepów, itp., boi się, że za moment ktoś zacznie się z niej śmiać, że będzie stroić sobie żarty. Nauczycielka mówi: nie bądź taka nieśmiała! Jako że ona zna już to słowo, spuszcza tylko wzrok i podchodzi do tablicy. Niestety, jej przypuszczenia okazują się słuszne. Pani dyktuje jej jedno słówko, które ma napisać. Pisze je więc, ale robi błąd, który oczywiście zostaje poprawiony przez nauczycielkę, a po tym cała sala zaczyna się śmiać… łącznie z ową nauczycielką.
Teraz jest końcówka podstawówki i ta sama dziewczynka jest raczej zamknięta w sobie, nie zwierza się z problemów, nie ufa ludziom, lubi być sama ze sobą. Nauczyła się przez te zaledwie kilka lat jej życia, że nawet we własnym domu nie może czuć się swobodnie. Często, gdy nie chce zrobić czegoś, o co proszą ją znajomi, słyszy od innych: zostaw ją, ona jest zbyt nieśmiała. Smuci się, ale skoro tyle osób ją tak nazywa, to chyba mają rację. Jest nieśmiała, coś jest z nią nie tak.
Gimnazjum i później technikum. Pytana o opisanie siebie, jedną z pierwszych rzeczy, o jakiej wspomina jest nieśmiałość. Tak bardzo wbiło jej się to w głowę, że przypisuje sobie tę cechę jako część jej charakteru, którego nie da się zmienić.
Tak, ta dziewczynka to ja.
Te krótkie historie będą miały swoje odniesienie do tego, co napiszę poniżej.
 
Jak już tu kiedyś wspominałam – wierzę całym sercem i rozumem, że każdy człowiek rodzi się z biała kartą. Według mnie nikt nie ma przypisanych żadnych cech charakteru, żadnych opinii, żadnych upodobań i wszystko kształtuje się w czasie dorastania. Głównymi czynnikami w owym kształtowaniu się człowieka są jego rodzice, którzy zazwyczaj są z dzieckiem przez pierwszy i najważniejszy okres jego życia, gdy poznaje świat od podstaw.
Według mnie nieśmiałość nie jest cechą charakteru, a już tym bardziej nikt się nieśmiałym nie rodzi. Nie jest to też uczucie czy emocja. To tylko słowo. Żadne dziecko nie nazwie samego siebie nieśmiałym, dopóki ktoś inny nie zacznie go tak nazywać. Za to sam może nazwać się wesołym, smutnym czy też złym na coś/kogoś (o ile ludzie wokół akceptują te „negatywne” emocje i dziecko jest wolne do wyrażania ich), bo te emocje są naturalne. Nieśmiałość naturalna nie jest i, w mojej opinii, krzywdzi ludzi pod wieloma względami.
Co to jest nieśmiałość i skąd się bierze? Zadałam sobie sama to pytanie kilka dni temu i tak sobie o tym myślałam przez ten czas. Stwierdziłam, że podzielę się z Wami moimi wnioskami. Wiem, że inni mogą mieć swoje własne pomysły i własne powody, więc bardzo chętnie poczytam o nich w komentarzach!
Według mnie pierwszym czynnikiem jest to, jak dziecko czuje się w domu. Bo w końcu gdy dostaje kary, gdy rodzice krzyczą, denerwują się często, biją (włączając w to klapsy), jest zestresowane, niespokojne. Boi się, bo nie wie, co się stanie dalej; nie wie czy zaraz nie zostanie przypadkiem znowu „sprowadzone do pionu”, uspokojone, posłane do kąta. Jak się człowiek boi, to zamyka się w sobie. Jest wtedy bardzo uważny, śledzi każdy swój ruch. No i później nowo poznane osoby są w pewnym sensie zagrożeniem, bo skoro w domu dziecko nie może czuć się bezpiecznie i komfortowo, to jakim cudem może się tak czuć przy obcej osobie? Chowa się, nie ufa, wyobraża sobie, że coś sie stanie… po czym nazywane jest nieśmiałym. 
Często jest tak, że dzieci traktowane są jak jakiś obiekt muzealny. Wiecie, przychodzi ktoś do domu i nagle są prośby: a zatańcz, zaśpiewaj, pokaż jak rysujesz, powiedz to i tamto! Według mnie tego typu zachowania stawiają dzieci w bardzo niezręcznej sytuacji, bo często zwyczajnie nie mają ochoty na takie popisy i mają prawo odmówić wykonania czegoś, co wydaje się dla nich dziwne, nienaturalne. A gdy nie chcą wykonać polecenia, słyszą: no co ty, nie bądź taki nieśmiały! I w sumie to samo dzieje się w sytuacji, kiedy np. dziecko jest ze swoją mamą przez większość czasu i później nagle znajdzie się w otoczeniu zupełnie obcych ludzi, którzy zazwyczaj bardzo chcą je dotknąć, pomacać trochę, przytulić, pogadać jak do lalki.
Uważam, że duży wpływ ma również wyśmiewanie się z innych, ośmieszanie ich. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek czuł się dobrze w sytuacji, gdy grupa ludzi śmieje się z tego, czego się np. obawia, czego nie lubi lub czego nie chce zrobić. Wydaje się to dość niekomfortowe i nagle człowiek nie wie, co ze sobą zrobić. I nieważne ile ten człowiek ma lat – 5 czy 25. Staje się mniej ufny i obawia się, że sytuacja ta znowu się powtórzy, więc zaczyna uważać co i kiedy mówi, a później nazywany jest nieśmiałym, bo np. już nie żartuje tak, jak kiedyś lub nie wygłupia się tak, jak kiedyś.
I wiecie, co jeszcze mi się wydaje? Myślę, że wpajanie dzieciom tych wszystkich zasad od małego – nie rób tego, nie wolno robić tamtego, pamiętaj, by nigdy nie mówić tego innym ludziom i siedź jak dziewczynka, a nie rozkraczasz się jak jakiś chłop! – sprawia, że nie są one wolne, nie są sobą i są bardzo uważne, ostrożne. Tym bardziej, że nie wiedzą tak naprawdę, co się stanie, gdy jednak zrobią to, co jest tak bardzo zakazane. I co wtedy się dzieje? Tak, nazywane są nieśmiałymi! 
To wszystko tak strasznie zostaje w głowie ludzi, że później bardzo ciężko się tego pozbyć. Najgorsze jest to, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak to się wszystko zaczęło i kto jest za to odpowiedzialny, więc winią siebie samych i naprawdę przyklejają do siebie tę łatkę, która uniemożliwia im robienie rzeczy, na które mają ochotę. Przez strach, co ludzie powiedzą, jak wyjdą, jak będą wyglądać, co sobie rodzina pomyśli, itp. Wyrażenie „jestem nieśmiały” pozwala na odsunięcie od siebie wszelkich problemów, które zostają w środku na długi, długi czas i oznacza „boję się, jestem zestresowany, mam problem, nie ufam ci”.
To uczucie, że ja chcę coś zrobić, ale nie mogę… Coś mnie blokuje, staję przed ścianą, której za nic w świecie nie przesunę, ale jednocześnie nie potrafię dokładnie powiedzieć, co to jest, dlaczego tak jest i jak to naprawić, jest okropne. Znam je bardzo dobrze i nigdy nie sprawiłabym, by moje dzieci czuły się tak samo.
I wiecie, co Wam powiem? Gdy przestałam się bać, co inni o mnie pomyślą, żyje mi się o niebo lepiej! Różnica jest niewyobrażalna. I wiem, że jeszcze troszkę pracy jest przede mną, ale to wszystko przyjdzie prędzej czy później. I Wam też tego życzę.
Do następnego!
Aga
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anonymous

    Hej Agnieszko.
    Twój post wydał mi się bardzo blisko bo miałam podobnie. U mnie różnica jest taka że w domu czułam się dobrze ale w szkole podstawowej jeden chłopak ciągle się ze mnie śmiał jak odzywałam się na lekcjach. Wyśmiewał od "grubasów i tłustych świń". Przez to czułam się strasznie! Mimo że mam teraz 24 lata nadal w głowie słyszę te wyzwiska i cały czas zachowuje się jak "szara myszka". Brak mi odwagi, wolę się nie odezwać żeby potem nie dostać wyśmianym. Bardzo chciałabym to zmienić ale jak? Napisz proszę jak dokonałaś zmiany w sobie.

    Pozdrawiam serdecznie
    Kasia

    • Oczywiście, że tak się teraz czujesz! Niektórzy myślą, że człowiek "stanie na nogi" po tego typu doświadczeniach, ale w większości przypadków nie jest to prawda, bo wszystko zostaje w głowie i później wspomnienia wracają tu i tam…
      Jako że nie jesteś jedyną osobą, która zapytała o to, napiszę o tym oddzielny post niedługo 🙂

  • Anonymous

    Jak poradziłaś sobie, przetłumaczyłaś sama sobie, że nie można cały czas patrzeć na to co inni powiedzą?

    • Napiszę o tym oddzielny post.

  • Ja już wiem, że myślenie o tym "Co inni powiedzą?" jest chyba najgorsze co może być. Ludzie widzą w nas nieśmiałe, szare myszki, a tak naprawdę sami w pewnym stopniu ograniczają to, co robimy. Bo często rodzice mówią: "Zostaw, bo co ludzie powiedzą", a potem momentalnie przestajesz to robić, mimo że wcześniej to lubiłaś i np. cię to uspokajało. Najłatwiej zwalić wszystko na "nieśmiałość", choć dla mnie to trochę dziwne oszukiwanie, ale z czasem człowiek się do tego przyzwyczaja i myśli, że naprawdę jest nieśmiały…

    • Dokładnie tak. I wtedy są to rodzice, którzy nas ograniczają, a później tak bardzo zostaje nam to w głowach, że myślimy, iż te głosy "tego nie wypada" są naszymi własnymi… A wcale nie są.

  • Jestem z takiego "domu z zasadami":lakierki do Kosciola, siedz cicho, nie dyskutuj z nauczycielami, sluchaj sie i moje ulubione NIE WYPADA. Nawet jak do Stanow lecialam to slyszalam, ze mam sie odpowiednio zachowyeac :D. Trudno jest mi mowic o swoich zaletach i przyjmowac komplementy, poczucie wlasnej wartosci mam juz odbudowane ale kiedys a wlasciwie kilka miesiecy temu mialam o sobie zle zdanie przez wysmiewanie. Tez czasem nadal czuje sie wycofana ale jest lepiej. Adoptuj mnie Agnieszka!:D

    • Normalnie pierwsze zdanie to oddaje dokładnie też moje życie, jak byłam dzieckiem 😉 Tyle mi nie wypadało, że momentami to aż nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Cieszę się, że to poczucie własnej wartości masz na wyższym poziomie, niż wcześniej. Teraz trzeba tylko popracować nad przyjmowaniem komplementów 🙂
      Haha ok, zapraszam 😀

  • Ten post jest mi tak bardzo bliski. Dziękuje, że mogę to czytać. To piękne. Jestem bardzo ciekawa tylko jak ? Jak sobie to przetłumaczyłaś?
    Pozdrawiam ciepło

    • Cieszę się! Jak już wspomniałam wyżej, napiszę o tym oddzielny post 🙂

  • fajnie napisany post 🙂 dziękuje 😛 Jesteś świetna! 🙂

    • Dzięki! I cieszę się, że Ci się podoba 🙂

  • Maglifepic

    Wow, odnalazłam tu tyle o sobie ! Aż trudno uwierzyć uwierzyć w to, że Ty potrafisz nirmalnie żyć !!! Ja przez moje „dziecinstwo”, nastoletnie życie do wieku 19 lat kiedy to ojciec ostatni raz mnie bił , do dzis nie mogę dojść do siebie i nie potrafię współżyć w swojej własnej rodzinie, dopiero ci urodziłam drugie dziecko , mam kochającego wspierającego męża , który zrobiłby wszystko bylebym była szczęśliwa ( ja tego oczywiście nie wykorzystuje , ale i nie potrafię byc szczęśliwa ) tak ! Nie potrafię bo ciagle moje mysli , przeszłość mnie prześladują , mam tak głęboko wpojone zasady mojego ojca że nie potrafię żyć nirmalnie całkowicie , czuje sie jak we fikcyjnym świecie jesli juz sie raduje i staram żyć normalnie , a obiecałam sobie jak tylko założę rodzinę urodzę dzieci to zrobię wszystko zeby nie rozeszły tego co ja nie miały tak cieżko w życiu , duzo mi sie udaje ale problem jest ze mną , z mija psychiką – nie potrafię wyluzować , nie zakazywać 1,5 rocznemu dziecku wszystkiego , jestem przewrażliwiona i staram sie byc wyluzowana ale rzadko mi sie to udaje , odbija sie to na wszystkich , drugie dziecko – jest maleńkie i karmie piersią i musze poświecić jej duzo czasu , pierwsze dziecko było zawsze ze mną , bardzo sie przywiązaliśmy i mozna powiedzieć ze ma mnie teraz mało i nie mogę sie z tym pogodzić bo tez zaczął sie inaczej zachowywać w niektórych sytuacjach , gdy mu mnie brakuje , miewa ataki płaczu nie do uspokojenia a ja mam ogromne wyrzuty sumienia , obwiniam męża tez o byle co nie potrafię sie opanować i uspokoić , wiem ze to wszystko to przeszłość wlokąca sie za mną … marzyłam zawsze ze wyjadę do Stanów lub do Canady sama lub z rodziną jeśli będę ja mieć ( i mam ) wiec z rodzina , ze odetnie sie od tego wszystkiego tutaj , i zacznę żyć normalnie tak jak chce , bez krytyki oceniania innych ,kontroli ,strachu ale myśle sobie ze 80% sukcesu osiągnęłabym gdybym potrafiła sie jakoś ogarnąć tu i teraz tylko ze jest mi strasznie cieżko i nie wiem gdzie szukać pomocy o ile wgl ktos bedzie mógł mi jej udzielić , nie mam pojęcia jak sobie pomoc , co robić , od czego zacząć … kocham moja rodzinę i naprawdę sie staram , chce zeby moje dzieciątka miały super dzieciństwo , bo miłości maja bardzo duzo od nas , czułości i wsparcia , ale chce dać z siebie więcej , czuć sie naturalnym rodzicem a nie jak w szponach jakiś zasad , ograniczeń , wymogów … Podziwiam Cie Aga za wszystko , za to jak radzisz sobie z demonami przeszłości ( dla mnie to sa demony ) i jak wprowadzasz wszystko w życie , jak jestes szczera sama ze sobą bo ja z tym mam nawet trudności , jakbym była dwojgiem rożnych osób , to jest naprawdę wykańczające , pozdrawiam ciepło i całuje 💋

    • Aga

      Oj, przykro mi, że masz takie doświadczenia 🙁 Niestety to wszystko zostaje w nas na długi czas i później przekłąda się na innych. Jak sama mówisz o Twoich stosunkach z dziećmi. Ciężko Ci jest powstrzymać się przed pewnymi komentarzami i jest to całkiem zrozumiałe patrząc na to, przez co przechodziłaś. Bardzo ciężko sobie z czymś takim poradzić, ale da się. Trzeba po prostu do wszystkiego wrócić, wszystko przeżyć jeszcze raz, wygadać wszystko dokładnie, ze szczegółami i przede wszystkim ze wszystkimi Twoimi uczuciami i emocjami, łącznie z tymi naprawdę „złymi”, jak chęć poderżnięcia komuś gardła 😉 Wierzę, że taka jakby sesja, gdzie usiądziesz z kimś kto Cię zwyczajnie wysłucha bez żadnych pytań, komentarzy, pouczań ani rad i wywalisz z siebie dosłownie wszystko, to pierwszy i ogromny krok.
      Pozdrowienia!