Wizyta Moniki – Atlanta, Stone Mountain (4th of July), Senoia (The Walking Dead), Covington (The Vampire Diaries)… I inne :)

// ENGLISH VERSION HERE //

Independence Day (POL. Święto Niepodległości), nazywany inaczej Fourth of July, bo właśnie 4 lipca jest ono obchodzone. Jest to święto federalne, wolne od pracy. Upamiętnia ogłoszenie Deklaracji Niepodległości przez Stany Zjednoczone od Wielkiej Brytanii w 1776 roku. Z moich własnych obserwacji wynika, że jest to najważniejsze święto dla Amerykanów w całym roku. Domy poozdabiane są setkami flag i plakatów; odbywa się mnóstwo koncertów, festiwali, parad. Wieczorem natomiast pewnie wszędzie odbywają się pokazy sztucznych ognii.
Dzisiaj pokażę Wam trochę zdjęć i mapki do wspomnianych miejsc, żebyście mieli pojęcie o czym mówię 🙂
Najpierw pojechałyśmy do Piedmont Parku i miałyśmy zamiar przejść się trochę po Atlancie. Połaziłyśmy chwilę po parku i nagle tak deszcz zaczął lać, że aż nie wiem, jak to opisać. Miałyśmy parasolkę, ale i tak całe byłyśmy mokre… Ze spaceru po Atlancie nici, bo buty przemokły, a nie miałam nic na zmianę. Peszek.

 

 

Żebyście przypadkiem nie zapomnieli, jak wyglądam! 😀
W trójkę pojechaliśmy na Stone Mountain 4 lipca. Mają tam pokaz laserowy i później pokaz fajerwerków. Pokaz laserowy był krótką historią o stanie Georgia, a podkładem muzycznym były m.in. popularne piosenki nagrane tutaj w okolicach, ale nie tylko, bo znalazła się tam też np. Katy Perry, której ja bardzo nie lubię 😉 Nie obyło się oczywiście bez hymnu podczas którego większość stała na baczność. Powiem Wam, że dostać się tam było ciężko, bo bardzo dużo ludzi jechało i parking był pełny, więc trzeba było parkować w innych miejscach i potem na pieszo kawałek. Później ja i Monika musiałyśmy iść do łazienki, przed którą była taka kolejka, że stałyśmy równe 35 minut, a Nate poszedł zająć jakieś dobre miejsce i… nie mogłyśmy go znaleźć w tym tłumie, a później zgasili światła, więc to już było całkowicie niemożliwe. Wyszedł do nas później i wróciliśmy do miejscówki, którą znalazł razem. Straciliśmy parę minut, ale końcowo dało radę, więc spoko. Powinnam chyba się wreszcie nauczyć, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, bo później takie efekty są 😉 Ogólnie mi się podobało, naprawdę. Zwłaszcza fajerwerki. Pokażę Wam kilka zdjęć – klikajcie na nie, jeśli chcecie powiększyć.

 

 

 

 

 

Później pojechałyśmy do Senoi na spacer. Jako że miasteczko bardzo małe, to skwar nie był problemem. Już Wam o tym miejscu pisałam wcześniej, więc nie będę się powtarzać. Fajnie było! Lubię tak czasem sobie usiąść na słońcu i pogadać, chociaż wolałabym wtedy, gdy mam na sobie krem z filtrem, a ostatnio zapomniałam i trochę się bałam, że się spalę. Na szczęście nic takiego się nie stało, a jedynie moje ramiona są ciemniejsze niż reszta 😉
Jako że ja nadal nie jestem gotowa z postem z lokalizacjami z The Walking Dead to informuję, że zdjęcia, które się pojawią w tym poście, powtórzą się również w tym, nad którym pracuję. Także tę część mojej dzisiejszej notki możecie odebrać jako zapowiedź tego, nad którym pracuję! Fajnie, co? 😉

 

 

 

 

Plan zdjęciowy:

 

 

 

 

 

Sklep z pamiątkami, w którym… no wydałyśmy trochę kasy.

 

„Fight the dead, fear the living”
Takie prawdziwe!!

 

 

 

 

 

 

*wzdycha* 😀

 

I Monika. Nie oglądała tego serialu jeszcze, ale obie stwierdziłyśmy,
że lepiej niech sobie porobi zdjęcia, bo jak zacznie oglądać
i jej się spodoba, to będzie miała foty i nie będzie żalu 😀
Ale to nie wszystko! Jako że Monika bardzo lubi serial The Vampire Diaries (którego ja nie oglądam), to pojechałyśmy również do Covington, gdzie ów serial nagrywają. Tutaj z mojej strony żadnej ekscytacji nie poczujecie, bo zwyczajnie nie wiedziałam, gdzie łaziłam, ale pokażę Wam fotki i ci, którzy oglądają, zrozumieją Monikę 🙂 Ta wycieczka również mi się podobała, bo miałam okazję zobaczyć nowe miejsce i w ogóle, a to lubię! Pomijając fakt, że jazda tam było nieco stresująca.

 

 

 

 

 

Dziwne te manekiny…

 

 

 

 

 

Mina pt. „nie rób mi już zdjęć, idę do ciebie” 😀

 

Mystic Grill

 

 

 

 

 

Ogólnie w planach miałyśmy też wyjazd na Florydę na dwa dni, ale w końcu z tego zrezygnowałyśmy przez pogodę. Doszłyśmy do wniosku, że jakbyśmy miały jechać w deszczu i później nie wyjść nawet na plażę przez ulewy (które były tam co chwilę ostatnio), to po co marnować czas. Zostałyśmy więc tutaj i w sumie też było fajnie, więc nie żałujemy.
Monika podsumowała swoją wizytę takim tekstem: „Aga, ja się nie spodziewałam, że ty tyle jesz” 😀
I tym miłym akcentem żegnam się z Wami. Idę zjeść jakieś śniadanie, później na lotnisko, a potem nie wiem w sumie, co będę robić.
Do następnego!
Aga
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram