Czy powinnam zacząć korzystać z życia i przestać bawić się w dom?

// ENGLISH VERSION HERE //

źródło: grafika Google

 

Dzisiejszy post z serii „pogadanka” 😀
Wiele razy dostałam już to pytanie:

Aga, planujesz iść do jakiejś szkoły albo znaleźć pracę?

Oczywiście nie mam nic do samego zapytania – pytanie jak pytanie i nie doszukuję się żadnych podtekstów, bo w większości przypadków nie znam nawet ludzi, którzy je zadawali. Poza tym, ciekawość ludzka rzecz i ja zawsze powtarzam, że możecie pytać, ile chcecie, a ja odpowiem, jeśli będę miała ochotę i/lub wiedzę na dany temat. Jako że akurat ta kwestia pojawiła się nie raz i nie dwa, i zapewne pojawi się jeszcze później, postanowiłam odnieść się do niej w notce. Bo to w sumie ciekawa sprawa.
Nie, nie planuję iść do szkoły i nie, nie szukam pracy. Zacznę od tego, że nawet, jakbym chciała, to nie mogę – nie mam ani statusu studenta, ani pozwolenia na pracę. Mogę oczywiście w dalszym ciągu robić kursy w ramach programu au pair, ale akurat na to nie mam ochoty.
Ogólnie w Polsce utarło się takie przekonanie, że każdy powinien studiować. Nieważne co – czy kierunek go interesuje, czy też nie – studiować się  powinno, bo trzeba mieć jakiś  zawód i jakąś  pracę. Tak jest i już, z tym się nie dyskutuje. Jeśli ktoś nie studiuje to głupi niesamowicie, a jak nie ma matury (z wyboru albo i nie, nieważne) to już w ogóle głąb i przegrał życie. Jeśli ktoś się nie rozwija i nie uczy – koniecznie w jakiejś szkole, bo inne sposoby się nie liczą! – to jest totalnym leniem i nieudacznikiem, koniec. I to nie jest moja wyobraźnia, a autentyczne rzeczy, które widziałam w różnych miejscach.
Zdarza mi się również słyszeć wypowiedzi w stylu: Aga, ty jesteś taka młoda!, Jeszcze nic nie wiesz o prawdziwym życiu! albo Masz jeszcze czas na zabawę w dom! Kto w ogóle powiedział, że ja się w cokolwiek bawię? Słyszę również rzeczy, jak np. Powinnaś teraz korzystać z życia! Co oznacza  to korzystanie z życia?
To teraz czas na wyjaśnienie mojej sytuacji w chwili obecnej (zaznaczam – w chwili obecnej, może się to zmienić w przyszłości… a może nie, nie wiem).
Mam 23 lata, więc potwierdzam, że jestem bardzo młoda. W Polsce nie studiowałam, tylko miałam pracę. Teraz nie studiuję na żadnej uczelni, nie pracuję i pracy w chwili obecnej nie szukam. Robię zakupy, robię Alicii, moje i Nathana pranie, po czym je ładnie składam lub wieszam. I co więcej, relaksuje mnie to! Sprzątam w domu (nie mamy już ekipy sprzątającej – sama wolę to robić i nie lubię, jak mi się obcy ludzie szwędają wszędzie i macają moje rzeczy) i trzymam porządek, zaganiając też do tego moją rodzinkę. Czasem nawet gotuję i piekę, co coraz lepiej mi idzie. Opiekuję się i bawię z Alicią, która ogłosiła, cytuję: „od teraz będę cię nazywać TYLKO mama, już nie Aga!” Wiem, gdzie są potrzebne dokumenty, jak chociażby paszport Nathana, czego on sam nie wie. Wiem, gdzie leżą wykałaczki, gdzie schowany jest mikser oraz która ściereczka jest do kurzu, a która do luster. Co więcej, chodzę na zajęcia tanceczne minimum 3 razy w tygodniu, zaczynam biegać rano, piszę bloga, dużo czytam oraz sama uczę się rzeczy, które mnie interesują. Zajmuję nawet czas na znajomych, oglądanie dwóch seriali (od jesieni trzeci wróci) i sen!
I wiecie, co jest najlepsze? Uwielbiam to! Zdarza się oczywiście, że jestem zmęczona, że coś mnie irytuje, że u nas również pojawiają się różne problemy – nie będę ukrywać, że nie. Mam też czasami kryzysy, kiedy to myślę sobie, że dlaczego ja to wszystko sama robię!!!, co jest ludzką rzeczą – przynajmniej tak mi się wydaje. Ale nie jestem sama, więc jeśli potrzebuję pomocy, to ją otrzymuję. Bardzo lubię poczucie, że dbam o dom, o swoją rodzinę i o mnie samą. Nigdy w życiu nie poczułam tego osławionego „ciepła rodzinnego” i moim marzeniem od zawsze było to, by stworzyć swoje własne; by witać męża obiadem, gdy wraca z pracy; by mieć dzieci, które mnie kochają; by być kimś, na kim rodzina może polegać… Nigdy nie marzyłam o tym, by mieć jakąś świetną pracę, do której chodzę sobie w garsonce i by wspinać się po szczeblach kariery. Wolałam być w domu z dziećmi i wykonywać te wszystkie czynności, o których wspomniałam. Szczerze? Nie widzę w tym nic złego. Nie czuję się żadnym nieudacznikiem, nieukiem czy kimkolwiek tego typu. Nie wstydzę się tego, że takie mam życie, bo właśnie takie życie mnie uszczęśliwia i będę je kontynuować wprowadzając jedynie pewne modyfikacje od czasu do czasu.
A jakie mam plany na później? O tym na razie pisać nie będę, ale poinformuję w odpowiednim czasie!
No, także skoro już to napisałam to pozwólcie, że pójdę wyjąć naczynia ze zmywarki 😉
Do następnego!
Aga

PS. Pytanie w tytule postu jest pytaniem retorycznym! 🙂
PS2. Planuję zrobić małe przemeblowanie na blogu…
PS3. I jakby ktoś nie widział, to dodałam w zeszłym tygodniu trzecią część postów o aktywnym słuchaniu, więc zapraszam TUTAJ, a cała lista postów z tej serii znajduje się TUTAJ.

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anonymous

    Moim zdaniem na studia, właśnie nawet jakiekolwiek bo mądry człowiek wszędzie się czegoś nauczy, warto pójść ale nie z tych wszystkich powodów które wymieniłaś jako stanowiące kryteria w Polsce ale dlatego, że to niesamowite doświadczenie, myślę, że warte tego by je przeżyć. Ale wiadomo każdy sam decyduje za siebie. Mój brat nie poszedł na studia, ale też nie uważam żeby tam pasował

    • Czyli jeśli dobrze rozumiem Twój komentarz (popraw mnie, jeśli nie), to nawet, jak idziesz na coś, co kompletnie Cię nie interesuje i na czym się nudzisz, to i tak warto dla samego doświadczenia studiowania? Pytam, by mieć pewność, że złapałam, o co Ci chodzi. Jeśli tak, to dla mnie osobiście byłoby to marnowanie czasu, energii i pieniędzy. No ale wiadomo, jak sam/a napisałeś/łaś – każdy sam decyduje za siebie.

    • Anonymous

      Myślę, że ze studiami jest o tyle łatwiej, że można naprawdę znaleźć coś dla siebie. Bo już nie musimy się uczyć czegoś co nas nie interesuję i męczyć się z matematyką, której nie lubimy. Głównym problemem jest jednak to, że ludzie z reguły nie wybierają tego co ich interesuje tylko to co uważają że powinni studiować bo będzie po tym praca. I nie mnie oceniać czy słusznie postępują czy nie. Jednak rzeczywiście w takich przypadkach widzę jak Ci ludzie się męczą i jak marnują czas i energię. Tym bardziej przykro się na to patrzy kiedy z własnego doświadczenia wiem jak wspaniale można ten czas spędzić i to bez mocno osławionych studenckich popijawek 😉

    • Anonymous

      Moj mezczyzna powtarza, ze 5 lat polibudy to najbardziej zmarnowany czas w jego zyciu. Bo mogl robic to, co go pasjonuje, a poszedl jak ten baran za tlumem. Skonczyl. Pracy w zawodzie nie uprawia, bo go to nudzi. Robi inne rzeczy.
      Od poczatku pisze tu, ze nie lubie oceniania innych, a juz mierzenia innych swoja miara wprost nie znosze.
      Ja to JA. TY to TY.
      Aga wlasnie dla Twojej niezaleznosci i poczucia wlasnej wolnosci czytam ten blog.
      Nie zawsze postapilabym jak Ty. Ale to jestes TY. I to Twoje zycie, w ktorym to Ty jestes szczesliwa i budujesz je dla siebie i bliskich. I to jest wazne.
      Dla mnie wazna jest praca (nie kariera, bo w mojej pracy nie da sie jej zrobic) , satysfakcja z osiagniec. Dla Ciebie Alicia , Natan i Ty.

      Wiesz, ktory moment zycia bardzo doceniam? Gdy wstaje rano i biore do pracy kanapki, ktore rano przygotowal dla mnie On. Wstal wczesniej i zrobil to dla mnie. I to jest wazne.
      Agulaw

    • Anonymous

      Zle mi sie podpiela odpowiedz:(
      Miala byc na koncu drzewka
      Agulaw

    • @Anonymous – "Głównym problemem jest jednak to, że ludzie z reguły nie wybierają tego co ich interesuje tylko to co uważają że powinni studiować bo będzie po tym praca." – to niestety bardzo częste zjawisko! Później niektórzy siedzą w takiej pracy, której nie lubią i nie mają żadnej przyjemności z tego, co robią… Niezbyt fajnie. A te wspomniane przez Ciebie "studenckie popijawki" to chyba coś, bez czego wielu studentów nie wyobraża sobie życia. I w sumie to nie tylko studentów.

      @Agulaw – też nie cierpię mierzenia innych swoją miarą. Pewnie! Też byłoby coś takiego ważne dla mnie 🙂

  • Mądre słowa! Każdy powinien się odnaleźć w czymś co uwielbia i nie koniecznie muszą być to studia. Ja sama zawsze chciałam iść na studia, ale nie uważam, że ludzie, którzy nie mają tego w planach to nieudacznicy. Każdy powinien robić to co sprawia mu radość. Dla Ciebie to "zabawa w dom" i innym nie powinno być nic do tego. A "witać męża obiadem, gdy wraca z pracy; by mieć dzieci, które mnie kochają; by być kimś, na kim rodzina może polegać" to także mój plan na przyszłość 😀

    • No to się rozumiemy z tego, co widzę 🙂

  • Ja nie widzę w tym nic złego! Niektórzy po prostu mają "powołanie" do prowadzenia domu i zajmowania się rodziną. To zupełnie normalne! 🙂

    • Też tak uważam 🙂

  • No i bardzo dobrze. Ja uwazam, ze zarowno kobiety jak i mezczyzni powinni sami decydowac o tym co chca robic. I super jesli moga, bo czasem sytuacja materialna nie pozwala na bycie "staying in home mom /dad". Ale jesli mozna, i jest sie szczesliwym w domu, to czemu nie?

    • Właśnie, czemu nie… Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie!

  • Anonymous

    Hej 🙂 Właśnie odkryłam Twojego bloga ze względu na to, że zacytowała Cię Martyna z mgdreambig w jednej z ostatnich notek. Z ciekawości tu weszłam, chociaż nie interesowało mnie znalezienie nowego bloga do poczytania, ale tak się wciągnełam, że od wczoraj przeczytałam całość! Masz inspirującą historię, cudowną osobowość i świetny styl pisania. Podoba mi się Twój zdrowy rozsądek i to, że poruszasz tak wiele ciekawych tematów. Życzę Ci wszystkiego najlepszego. Już czekam na kolejny wpis 🙂

    Ania

    • Hej! Cieszę się, że mój blog Cię zainteresował :))

  • Najważniejsze to być szczęśliwym, cokolwiek się robi! 🙂

  • Oh! Jak dobrze że moja ulubiona aupairka ma takie podejście do bycia mamą i kurą domową jak ja. Kury domowe są super!

    • No to przybijam wirtualną piątkę! 🙂

  • Nie rozumiem dlaczego ludzie uważają, że studia to konieczność, a kto na nie nie idzie to marnuje sobie życie. To tak samo jakby powiedzieć, że jeśli ktoś przed 30 czy 40 nie wyjdzie za mąż to już w ogóle nigdy nikogo sobie nie znajdzie. Bzdura. Nie ma żadnego przepisu na życie, każde jest inne i tylko na własnym przykładzie możemy się przekonać czy mamy rację i nikomu nic do tego. Żadna 'ciotka dobra rada' nam nie pomoże – nasze decyzje i nasze konsekwencje te szczęśliwe i te mniej trafne – ale tylko nasze. Pozdrawiam 🙂

    • Podoba mi się Twoje porównanie! I ogólnie nie mam nic, co chciałabym dodać do tego, co napisałaś 🙂

    • Lubię to! 😉

    • 🙂

  • Czas spędzony na studiach na pewno jest super, pod warunkiem, że jest się na kierunku, który się lubi i faktycznie chce się to robić w życiu. Ten pogląd w Polsce, że trzeba iść na studia przyczynił się do tego, że tak dużo ludzi po studiach nie ma pracy. Jest więcej studentów niż miejsc pracy dla nich później, tym bardziej na kierunkach humanistycznych.
    Ja wywodzę się z domu, w którym mama nie pracuje, ale posiadanie 4 dzieci to jest praca na więcej niż cały etat.
    A co do pracy to wyznacza ona codzienny rytm dnia, myślę że ty pracując w domu musisz mieć więcej samodyscypliny, także plus dla ciebie.
    Pozdrawiam 🙂

    • Mam takie same wrażenia, jak Ty!
      4 dzieci, wow! Mogę sobie to tylko wyobrażać. Nathan ma 5 rodzeństwa i jego matka mi już co nieco opowiadała o tym, jak to było, gdy zostawała ze wszystkimi sama w domu czasami… A, co najfajniejsze, zawsze jak o tym mówi to ma uśmiech na twarzy :).

  • Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak "poprawny kierunek życia", czy jedno "dobre" rozwiązanie dla wszystkich. Każdy decyduje za siebie, bo każdy wie co dla niego najlepsze. Nie rozumiem dlaczego robi się koło tematu studiowania takie wielkie zamieszanie… uważam, że jest to sprawa indywidualna i wgl nie powinno się komus wytykać czy na te studia idzie, czy nie. Strasznie mnie irytuje takie wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Co to kogo obchodzi czy studiujesz czy nie? Ludzie bardzo lubią spędzać za dużo czasu analizując życie innych, co jest smieszne :D. Nie bez powodu studia nie wliczają się już do obowiązku szkolnego, to jest po prostu JEDNA Z WIEELU OPCJI. Trzeba wybierać to co uszczęśliwi NAS, a nie kogos innego. 🙂 Ja np. na studia idę, bo czuję, że chcę, ale doskonale rozumiem osoby, które stawiają na cos innego. Raz jeszcze, nie ma lepszej czy gorszej decyzji dla ogółu, każdy wybiera sam. Bardzo miło czyta się Twoje posty bo są przepełnione szczęściem i miłoscią, widać, że jesteś na swoim miejscu. Życzę Tobie i TWOJEJ RODZINIE ♥ wszystkiego dobrego!

    • W sumie, jak już napisałam, samo to, że ludzie pytają, nie jest dla mnie problemem. Tym bardziej, że ja tu na blogu piszę o moim życiu i w ogóle, więc ciekawość to normalna sprawa 🙂 To, co mi przeszkadza, to takie ocenianie, pouczanie, itp.
      Zgadzam się z tym, co napisałaś, że trzeba wybierać to, co uszczęśliwi nas, a nie kogoś innego i że każdy wybiera sam :)))
      Dzięki!!! 🙂

  • Ja poszłam na studia w Polsce gdyż kierunek, który studiowałam był (i jest) moją pasją. Skończyłam w PL na licencjacie i teraz kontynuuję podobny kierunek w Stanach. Jeśli pozwolą mi na to finanse, to już powoli myślę o kolejnym kierunku i właściwie każdy z nich wiąże się z moimi zainteresowaniami i każdy z nich ma też związek z zawodem, który chcę wykonywać. Studia to wspaniałe doświadczenie, ale tylko wtedy, kiedy studiuje się to, co się lubi. Nie ma sensu iść np. na politologię, tylko dlatego, ze na inne kierunki sie ktos nie dostal i tylko po to by byc "po studiach" … wtedy to faktycznie strata czasu i pieniedzy. Na szczescie w USA mozna znalezc kierunki typowo pod swoje zainteresowania, bo sa tutaj takie o ktorych w PL nigdy nie slyszalam.

    Masz racje, Aga, ze jesli spełniasz się jako mama i Pani domu i czujesz sie z tym szczesliwa, to nie ma sensu na sile uszczesliwiac innych i isc na studia, bo taka droga wydaje sie im najlepsza. You can go your own way 🙂

    • No i to jest super! Robisz to, co uwielbiasz i to zdecydowanie popieram, cokolwiek by to nie było 🙂 Też widziałam kilka, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.
      Powodzenia!!

  • Ja już w klasie maturalnej wiedziałam że nie pójdę na studia. Wyjadę jako au pair a potem znajdę pracę. Tak też zrobiłam. Mam pracę z której jestem zadowolona, sama zarabiam na siebie i swoje zachcianki a nawet odkładam. Koleżanki mi mówiły że jak nie pójdę na studia to zostanę na utrzymaniu rodziców- przez 5 lat to one były na ich utrzymaniu. Mówiły że wyjadę i zajdę w ciążę – kilka z nich zaszło na studiach w ciąże – nie ma reguły. Może kiedyś zacznę studiować dlaczego nie ale to nie ale problem jest taki że w sumie do teraz nie wiem co bym chciała studiować. Więc po ci się męczyć i uczyć się czegoś co mnie nie interesuje. A co robią moi znajomi po studiach ? Pytają się mnie czy przypadkiem za granicą nie ma pracy dla nich, obojętnie jakiej 😉 Oczywiście nie wszyscy ;D

    • Czyli udało Ci się zrealizować plan, który sobie założyłaś. Gratki! 🙂 Widać te Twoje koleżanki nie potrafią jednak przewidywać przyszłości tak, jak myślały ;)) I powiem Ci, że również dostawałam pytania czy może przypadkiem nie szukają tu gdzieś kogoś do pracy… Heh. Czuję, że się rozumiemy! 😉

  • Anonymous

    Aga mam pytanie, przepraszam że nie pasuje do tematu posta, ale nie wiedziałam gdzie napisać. Referencje nie mogą być od osób spokrewnionych z daną osobą, to już wiem 😀 Ale liczą się nawet dalekie pokrewieństwa? Typu narzeczony cioci, czy kuzynka mamy? Bo to jest akurat takie pokrewieństwo że aż wogóle 😉 Czy chodzi bardziej o tą bliższą rodzinę? Dziękuję za pomoc.

    • Szczerze mówiąc nie do końca wiem, jak oni na to patrzą. Ja brałam referencje od ciotki, tylko że podała swoje panieńskie nazwisko i zaznaczyła, że jest koleżanką, a nie rodziną 🙂 Narzeczony cioci to kompletnie obca osoba, więc wiesz… znajomy 🙂 Przypuszczam, że tak samo to wygląda z kuzynką mamy, bo to żadna ciotka dla Ciebie ani nic. Takie jest moje zdanie.

  • Anonymous

    Aga, tak mówią tylko Ci, którzy Ci zazdroszcz , a prawda jest taka, że żeby DOM miał DUSZĘ, a zwłaszcza gdy juz są dzieci, to ZAWSZE jedno z rodziców powinno nie pracowac. Ja Ci zazdroszczę tego, że masz czas na codzie4nne czynnosci, które wiekszość mam robi w locie. CIESZ SIĘ TYM <3ą

    • Cieszę się! 🙂

  • Anonymous

    Interesujace to co napisalas i wszystko fajnie, ale nie uwazasz, ze w dzisiejszych czasach kobiety powinny byc niezalezne finansowo bo, co w przypadku gdy maz straci prace? badz znajdzie lepszy model? szczegolnie tutaj w USA, gdzie rozwodow jest wiecej, niz slubow 😉 jestes mloda, masz duzo wolnego czasu i na twoim miejscu, chociaz studia bym skonczyla, ktore dawalyby ci perspektywy na przyszlosc np. w razie gdyby….. Pozdrawiam

    • Rozumiem, że Ty na moim miejscu studiowałabyś cokolwiek, by w razie co mieć jakieś perspektywy na przyszłość i chciałabyś być niezależna finansowo od swojego męża na wszelki wypadek, gdyby znalazł sobie kogoś innego lub stracił pracę. Ja nie wyznaję żadnych zasad, a już tym bardziej takich w stylu "w dzisiejszych czasach powinno się…" czy też ogólnie samo "powinno się" itp, więc to mnie nie przekona 🙂 Wiem, co robię ze swoim życiem i jak chcę, by ono wyglądało, a co się zdarzy w przyszłości (tak dobrego, jak i złego) to się okaże z czasem. Szanuję jednocześnie Twoje zdanie i dzięki za komentarz!

      PS. Rozwody to w wielu przypadkach pójście na łatwiznę, według mnie. Gdy ludzie myślą, że istnieje coś takiego jak "niezgodność charakterów" i poddają się, zamiast naprawić to, co się zepsuło, bo w wielu przypadkach są to problemy do naprawienia. I przykre to jest dla mnie trochę, ale co zrobić. Każdy sam decyduje o swoim życiu w końcu 🙂