Jesteś wysoka, więc powinnaś być bardziej konserwatywna, bo twoje nogi wyglądają wyzywająco i to jest ZŁE!

// ENGLISH VERSION HERE //

Hejka!

Dzisiejsza notka z serii „misz-masz”. Jest niedzielny poranek, słoneczko świeci, na dworze baaaardzo ciepło, Alicia u Fang, a Nate jeszcze śpi. Nie mam jeszcze planów na dziś, ale pewnie gdzieś pójdziemy lub posiedzimy po prostu na zewnątrz, pogramy w piłkę czy cokolwiek. Czas się zrelaksować po składaniu mojej aplikacji, o której wspominałam TUTAJ, a którą wysłałam wczoraj i od momentu wysłania przestałam być taka pewna, że na pewno mam wszystko, czego potrzebowałam. No ale to normalne. Przy okazji zapraszam do polubienia fejsa TUTAJ.

Piosenka na umilenie czasu!

 

***

Ostatnio Alicia powiedziała mi, że chciała ze mną porozmawiać. Powiedziała: Aga, this is serious… but not too serious. Usiadłyśmy więc i zaczęła mi opowiadać różne rzeczy i popłakała się po jakimś czasie mówiąc mi, że bardzo cieszy się, że mnie ma oraz że mnie kocha i dobrze się ze mną czuje. Zapytałam, skąd ten smutek powodujący łzy, a ona na to: czasami ludzie płaczą ze szczęścia! Wiem, o co jej chodzi, ale w moim przekonaniu nie da się płakać ze szczęścia. Płacz spowodowany jest smutkiem, który albo sie czuje świadomie, albo nie. W tym przypadku wydaje mi się, że ten smutek spowodowany jest tym, że ona od tak dawna chciała powiedzieć coś takiego swojej matce tak całkiem szczerze, ale to było takie udawane, że teraz gdy ma okazję powiedzieć to w momencie, gdy naprawdę to czuje to jest szczęśliwa z tego powodu, ale też nagle wraca do niej ten cały czas, kiedy tak chciała i nie wychodziło i czuje, jak ciężko jej było i w ogóle… Dlatego uśmiecha się i płacze w tym samym momencie. A mi się robi ciepło na sercu.

Ogólnie według mnie bardzo ważne jest to, żeby być smutnym wtedy, gdy jest się smutnym. Wiecie, o co mi chodzi? Gdy mam łzy w oczach to jestem świadoma tego, że coś się dzieje, bo nie pojawiają się one bez powodu (nigdy!) i to czy się zatrzymam na chwilę, czy oleję sprawę to tylko moja decyzja. Za każdym razem, gdy się zatrzymam, znajduję wyjaśnienie tego płaczu i od razu mi lepiej, bo jestem w stanie rozwiązać problem, jaki mam albo przynajmniej zacząć nad tym pracować. Mój problem polega na tym, że czasami wolę udawać, że jest okej, gdy nie jest, ale to już inna sprawa… I według mnie to nie ma nic wspólnego z pozytywnym nastawieniem do życia! Bo uczucia nie są stałe – one się zmieniają jak w kalejdoskopie. Wszystkie – zaczynając od miłości, przez radość, smutek, do nienawiści, itp. Możemy być smutni i płakać jak dzieci, ale jednocześnie być pozytywnie nastawionym do różnych spraw, co na chwilę po prostu odeszło na dalszy plan dając miejsce tym uczuciom, które potrzebują wyjść na światło dzienne w danym momencie. I według mnie bardzo ważne jest to, by dać im do tego szansę.

***

Porozmawiajmy o wzroście!

Wiecie, co usłyszałam wczoraj? To, że jak dziewczyna jest wysoka i chce założyć sukienkę krótszą niż maxi, to powinna wybrać taką, która jest krótka z przodu, by „pokazać nogi”, ale dłuższa z tyłu, żeby „było bardziej konserwatywnie”, natomiast niższe dziewczyny mogą nosić sukienki, które są krótkie z obu stron, bo te niskie nie są tak „wyzywające”, jak te wysokie. Serio?! No przepraszam, że mam długie nogi, bardzo mi przykro! A tak serio to nie, nie jest mi przykro ani trochę, nie chcę też być „konserwatywna” oraz nie chcę, by ktokolwiek mówił mi, że powinnam.

Zaczęłam więc przeglądać YouTube klikając na kolejne rekomendowane filmiki i w końcu trafiłam na takie, w których wysokie dziewczyny (mówiąc wysokie mam na myśli te powyżej 180cm wzrostu) noszą sobie szpilki czy koturny i opowiadają o tym, z jakimi reakcjami się spotykają i jak owe reakcje na nie działają i tak dalej. Podoba mi się ich podejście; to, że noszą co im się podoba i nie zwracają uwagi na innych ludzi; że są pewne siebie i akceptują się w 100%. Ale też nie zawsze tak było, bo presja rówieśników jest czasem dość ciężka do zignorowania, więc osiągnięcie tego stanu lubienia siebie zajmuje czasami sporo czasu (nie zawsze, ale czasami). Szkoda, że tę pewność siebie trzeba odbudować po zrujnowaniu jej przez innych, ale to już jest inna sprawa.

Jeśli chodzi o moje doświadczenie a’propos tego, co słyszę od innych, to podam Wam przykłady pierwsze z brzegu:

1. Nie powinnaś nosić obcasów, bo i tak jesteś wysoka. / Jesteś wystarczająco wysoka bez obcasów. / Dlaczego nosisz szpilki, skoro i tak zawsze jesteś wysoka? / Serio musisz być jeszcze wyższa? / Nie wolisz obcasów 4cm, zamiast 8? / Ile masz wzrostu?
To tak, jakby powiedzieć niskiej osobie: nie powinnaś nosić tych trampek, bo jesteś za niska na płaskie buty! 
Poza tym, powodem do noszenia obcasów nie musi być to, że kobieta chce być wyższa niż jest. Powody są różne, np.: nogi fajnie wyglądają, pupa się podnosi, plecy się prostują, zmienia się postawa, takie buty są po prostu ładne. I pewnie znalazłabym więcej powodów, ale nie przychodzą mi one teraz do głowy.
Inna sprawa to fakt, że wysokie dziewczyny mają stopy proporcjonalne do wzrostu, czyli większe niż popularny rozmiar 38 (osobiście mam jakieś 40,5/41/42 – w zależności od sklepu i buta; amerykańskie 10/10,5/11). Co za tym idzie, według mnie, jeśli chodzi o dobór butów to są dwie opcje – płaskie albo wysokie. Nic pomiędzy, bo w obcasach 4cm moje stopy wyglądają jak kajaki!

2. Ale ty jesteś wysoka!
No, dzięki za informację, bo nie wiedziałam 🙂 W 90% przypadkach, gdy poznaję kogoś czy zaczynam z kimś rozmowę, rozpoczyna się ona od tego właśnie tekstu. I dlaczego tak jest? Bo to jest cecha bardzo charakterystyczna i ciężko nie zwrócić na to uwagi. Czasami ludzie zapamiętują mnie w taki sposób i później łatwiej im sobie przypomnieć, o kim mówią: Aga, ta wysoka blondyna. Niedawno jedna pani w sklepie krzyknęła na całe gardło: o, pani z Polski! Gdy powiedziałam, że jestem zaskoczona, że zapamiętała to odpowiedziała: a bo jesteś taka wysoka, że łatwo zapamiętać. Mimo tego, że ma to dla mnie sens to nadal mnie to irytuje… Bo przecież ile można?

3. Powinnaś grać w siatkówkę albo koszykówkę/być modelką!
No nie, wolę taniec. Serio, ludzie? Czy to są jedyne trzy rzeczy, które wysocy mogą robić? Dlaczego moja przecząca odpowiedź tak często budzi zdziwienie? Naprawdę trudno zrozumieć, że nie lubię grać w koszykówkę albo nie chcę być modelką?

4. Jesteś wyższa ode mnie!
To da się usłyszeć głównie od facetów, bo dziewczyny są jakoś bardziej neutralne jeśli chodzi o różnice wzrostu. W jednym z filmików, które widziałam wczoraj, jeden koleś skomentował innych facetów, którzy mówią dziewczynom, że te są za wysokie czy też że są wyższe od nich, itp. Powiedział, cytuję: „I think it comes from the bitchness. If dudes are saying it, they’re saying it because they go: or no, she’s way too tall, that makes me feel like a little bitch so I want her to get a little bit lower so I don’t feel that much of a little guy.” 🙂 I na tym zakończę ten punkt.

Zawsze, gdy słyszę teksty w stylu tych z punktu pierwszego, to w myślach zadaję osobie, która to mówi, takie pytania: czy ja sprawiam ci jakiś problem? Jeśli tak, to jaki? Czy jestem dla ciebie jakimś zagrożeniem? Jakim? Czy obrażam cię w jakiś sposób? W jaki, jeśli tak jest? Czy krzywdzę cię jakoś? Jak? Czy jesteś w stanie powiedzieć mi dokładnie o co ci chodzi mówiąc o swoich uczuciach, czyli coś w stylu: gdy nosisz obcasy, czuję się tak i tak, sprawia mi to taki i taki problem…? (Nawiasem mówiąc, chyba zacznę zadawać tego typu pytania i stworzę jakiś reportaż czy coś haha To byłoby interesujące.)
Gwarantuję, że nie znajdę osoby, która na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałaby twierdząco. Jeśli tak by się stało, to byłabym wielce zdziwiona i na pewno napisałabym o tym na blogu.
Zróbmy mały eksperyment… Pokazuję Wam dwa zdjęcia…

…i mówię: na tym po lewej mam jakieś 196cm wzrostu, na tym po prawej jakieś 190cm, zadając jednocześnie pytanie: czy to, jak wyglądam na tych zdjęciach, sprawia komuś z Was jakikolwiek problem? Jeśli tak, to jaki?

A jak wygląda sytuacja, kiedy to jestem o wiele wyższa niż ktokolwiek z mojego otoczenia bez butów? Powinnam zamknąć się w domu i nigdzie nie wychodzić? Przykład na fotce po lewej: moja siostra, po środku jej przyjaciółka i po prawej ja.

Tego typu stwierdzenia to problemy osoby, która je wygłasza, a nie moje. Oczywiście większą uwagę zwróciłabym na nie, gdybym usłyszała I-statement (swoją drogą, pisałam o tym TUTAJ), zamiast pouczania mnie co powinnam, a czego nie. Jakbym powiedziała bardzo szczupłej osobie, że nie powinna nosić obcisłych ciuchów, bo tylko pokazuje bardziej swoją figurę, a przecież jest taka chuda; lub gdybym powiedziała osobie grubej, że nie powinna nosić spodni/spódnic/sukienek krótszych niż te do kostek, to oskarżona byłabym o nietolerancję w obu przypadkach. A to działa na tej samej zasadzie w moją stronę przecież, tylko wtedy to jest takie normalne dla innych.
A’propos tego, co jest normalne, bo to też ważna kwestia w tym temacie. Wiele ludzi ma swoje własne standardy, których się trzymają i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie narzucali ich innym, a trzymali je tylko dla siebie i swojego własnego ciała. Wiecie, mają swoje pudełko, do którego wrzucają tych, którzy pasują, czyli tych, którzy: są normalni czyli szczupli, ale nie za chudzi i nie za grubi, rozmiar 38 jest okej, ale 40 to już otyłość; są normalni czyli nie za niscy, ale też nie za wysocy, chociaż tutaj jest to bardziej skomplikowane, bo podobno „facet zaczyna się od 180cm” a „prawdziwa kobieta to ta, która jest niższa niż 174cm”; mają normalne związki, czyli te, w których facet jest wyższy od kobiety. A gdzie ci, którzy do tych standardów nie pasują? Są wywalani i pouczani, że powinni to i tamto, a nie powinni tego innego, bo osoba, która te standardy ustala, tak właśnie twierdzi i tak ma być. Powiedzielibyście pewnej siebie, ładnej kobiecie z dwójką dzieci i mężem, która czuje się świetnie ze swoim ciałem i uważa, że jest inteligentna i w ogóle, że NIE JEST PRAWDZIWĄ KOBIETĄ, bo ma 180cm, zamiast max. 174 i w dodatku raczy założyć szpilki? Parze, która się kocha, że nie powinni być razem, bo dziewczyna jest wyższa od swojego partnera? Albo dziewczynie, która ma 10kg więcej niż powinna mieć, że jakim prawem wychodzi do ludzi, że jej miejsce to dom, żeby nikt jej nie widział, bo jest obleśna? No chyba nie. A ja wiecznie słyszę, że jestem za wysoka i to jest ok? No nie dla mnie i gwarantuję, że wiele innych wysokich dziewczyn potwiedziłoby moje słowa.


I dalej o normalności… Porównywanie bardzo niskich do bardzo wysokich, co zobaczyć możecie na zdjęciu powyżej. Przekrzykiwanie się, kto ma gorzej, kto lepiej, kogo bardziej lubią faceci, kogo mniej, itp. Porównywanie osoby zdrowej, która po prostu jest wysoka do tej, która ma problemy zdrowotne, przez które nie urosła… Jaki to ma sens?

Inna sprawa jest taka, że w wielu przypadkach chodzi o zazdrość i niskie poczucie własnej wartości. Nie mówię tu o zazdrości w rodzaju „chciałabym być taka wysoka”, chociaż to też się zdarza tylko akurat w tych przypadkach słyszę to wprost bez owijania w bawełnę, ale o zazdrości w stylu: jesteś taka pewna siebie, czujesz się dobrze ze sobą, nosisz co chcesz i nie zwracasz uwagi na zdanie innych, chodzisz z wysoko podniesioną głową, ale nie zadartym nosem… też bym tak chciała, ale nie potrafię i dlatego mówię ci, że nie powinnaś tego robić, bo mam nadzieję, że to sprawi, że przestaniesz i ja nie będę się czuła gorsza. I nie ma w tym nic złego, bo ta osoba ma prawdziwy problem, z którym nie może sobie poradzić. I według mnie to jest zdecydowana większość przypadków. To, z czym ja mam problem to sposób, w jaki inni dzielą się tym, gdy zdają sobie sprawę z tego, że ten problem mają. Bo na pewno są tacy, którzy nie wiedzą i twierdzą, że nie powinnaś nosić tych szpilek, bo jesteś za wysoka, a na pytanie DLACZEGO tak uważasz? odpowiedzą… nie wiem. Wiedzą, że coś jest nie tak, ale nie wiedzą co i po prostu uważają, że tak nie powinno być i koniec. A ja bardzo bym chciała, żeby te osoby zastanowiły się nad tym trochę, bo po jakimś czasie na pewno dojdą do odpowiedniego wniosku.

Skąd biorą się te standardy? Nie pochodzą one z głowy. Są narzucane z góry, czyli głównie z mediów. Żyjąc w czasach, w jakich żyjemy, ciężko jest to wszystko ominąć i naprawdę podziwiam tych, na których nic takiego nie działa, o ile tacy gdziekolwiek są. Od małego jesteśmy narażeni na te wszystkie rzeczy zaczynając od kontaktów z rodzicami, którzy już wsiąkli w to wszystko i przekazują to dzieciom.

Wiecie, nie musimy lubić tego, jak wyglądają inni; nie muszą podobać nam się wszyscy ludzie; nie musi nam się podobać to, jak inni się ubierają… Ale według mnie to, że coś nam się nie podoba nie oznacza, że ta dana osoba powinna to zmienić, bo wtedy my będziemy czuć się lepiej. Z jakiej racji niby? Ja sama muszę poradzić sobie z moimi własnymi problemami po ewentualnym podzieleniu się nimi z inną osobą, ale w sposób, który nie wejdzie w jej strefę prywatności, czyli mówiąc o moich własnych uczuciach.

Ja bardzo chciałabym, żeby te pudełka, o których wspomniałam, przestały istnieć. Żyjcie swoim życiem tak, jak chcecie i dajcie żyć innym tak, jak oni chcą! Kurde, jak będę chciała, to założę 10cm obcasy lub szorty i koturny, i wyjdę sobie na dwór i na pewno nie zdejmę ich tylko dlatego, że ktoś mi powie, że nie powinnam ich nosić. Bullshit. Nie będę brała w tym udziału, chociaż jestem prawie pewna, że nadal będą mi niektóre rzeczy przeszkadzać, bo ile można tego słuchać… Już mi się to znudziło, naprawdę. Jak jeszcze niedawno myślałam sobie, że zazdroszczę tym, którzy np. przefarbują sobie włosy na niebiesko i nie obchodzi ich to, jak bardzo zwracają na siebie uwagę, bo zwyczajnie lubią swój kolor włosów i tak chcą wyglądać; lub tym, którzy mają bardzo widoczną nadwagę i mimo tego noszą szorty czy obcisłe koszulki, bo lubią i dobrze się w nich czują; tak teraz po napisaniu tego posta stwierdzam, że nie ma ze mną NIC złego, jestem NORMALNA, wyróżniam się od większości, ale to NIE jest złe! I nie chcę rezygnować z tego, co naprawdę mi się podoba, co lubię i w czym fajnie się czuję tylko dlatego, że pozwalam innym ludziom na wpływanie na mnie w taki sposób. Nie chcę na to pozwalać! Jeśli ktoś ma problem z tym, jak wyglądam, no to trudno, to NIE jest mój problem. Dlatego dzięki, że mogłam się tu wygadać, bo pomogło mi to w dojściu do kilku wniosków 🙂

Muszę tu jeszcze dodać na zakończenie tego tematu, że w Polsce w 99% przypadkach komentarzy na temat mojego wzrostu były komentarzami negatywnymi. Tutaj w US spotykałam się z pozytywnymi komentarzami i doświadczeń z tymi negatywnymi jeszcze nie miałam i może mieć nie będę, nie wiem, natomiast filmiki, które oglądałam nagrywane były przez dziewczyny mieszkające tutaj w Ameryce. Nie wiem w sumie po co to mówię… Chyba tak tylko dla wyjaśnienia.

Ciekawa jestem, jakie Wy macie zdanie na ten temat?

 

***

I takie jedno foto na koniec… Nawiązując do powyższego akapitu: Nate jest ode mnie niższy jakieś 2-3cm 🙂

Widzicie, jakie super koszulki? Nie widać jakoś perfekcyjnie, ale to są dwie myszki – dziewczyna i chłopak – które dają sobie buziaka 😀

Wczoraj wybraliśmy się na dość długi spacer po okolicy i porobiliśmy trochę zdjęć, które miałam Wam pokazać, ale już nie chcę tak nawalać w tym poście, więc dodam je za tydzień czy dwa.

Do następnego!
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anonymous

    Czesc, moglabys napisac post dotyczacy studiow w USA? Np. Czy trzeba miec mature? Jak drogie sa studia? Czy ciezko sie dostac?
    Pozdrawiam Krysia 😉

    • Hej! Nie mam wystarczającej wiedzy do tego, by pisać oddzielny post dotyczący studiowania w USA głównie dlatego, że ja studentką nie jestem i nie mam żadnego doświadczenia w tej kwestii. Wiem tylko kilka podstawowych rzeczy po czytaniu różnych stron czyli np. to, że ceny są bardzo różne i musiałabyś sprawdzać sobie na stronach konkretnych uczelni, tak przypuszczam. To, ile musisz mieć pieniędzy (Ty lub osoba, która Cię sponsoruje) zależy od tego, ile kosztuje semestr nauki na danej uczelni oraz ile osób liczy gospodarstwo domowe, w którym mieszkasz – czasem wystarczy $15,000 (ok. 53,700zł), a czasem trzeba mieć i $45,000, więc to naprawdę różnie. Matura się nie liczy jeśli chodzi o kwestie rekrutacyjne. Jeśli masz świetne wyniki, którymi możesz się pochwalić, to możesz ją załączyć do swojej aplikacji, ale z tego, co wiem, to nikt tu polskiej matury nie wymaga. Czasami trzeba zdać egzamin GED (taka amerykańska matura), czasami nie; czasem musisz mieć przetłumaczony skrypt ocen z liceum, czasem nie – to też wszystko zależy od uczelni. W większości przypadków musiałabyś też zdać egzamin sprawdzający Twój poziom angielskiego TOEFL. Czy ciężko się dostać… Zależy od uczelni i Twojego poziomu wiedzy z danych tematów. Tyle wiem, po więcej informacji muszę niestety odesłać do Google 🙂

  • Anonymous

    Hej 🙂 Bardzo fajnie czyta sie Twoje posty. Przywracasz wiare w ludzkosc wsrod tych wszystkich grafomanskich bzdet, ktorych pelno w Internecie ; ) Mam do Ciebie pytanie odnosnie prawa jazdy – zeby wyjechac jako au pair musze miec prawko na manualna skrzynie biegow czy moze byc tylko na automatyczna?
    Pozdrawiam,
    Natalia
    P.S. Jestes naprawde swietna i piekna dziewczyna!

    • Hej 🙂 Super! Bardzo mi miło, że tak uważasz! I dziękuję za komplement na końcu 🙂
      Możesz mieć na manualną. Wydaje mi się, że w Polsce jest niewiele miejsc, gdzie możesz zdawać na automatycznej i tak, no ale nie jestem pewna. Tak czy siak, przerzucenie się z manualnej na automatyczną to szybka i sprawna sprawa 🙂

    • Anonymous

      Zależy mi na szybkim zdaniu prawka żeby móc wyjechać, ale nie wiem czy jakos ogarne "eko jazde", ktorej teraz wymagaja ( nie wiem czy slyszalas o ciaglych zmianach na egzaminach ). Zdanie na automacie poszloby znacznie szybciej, temu tak dopytuje czy w agencji by sie nie czepiali, ze mam tylko na automatyczna ( ale skoro w Stanach i tak wiekszosc jezdzi na automacie to mam nadzieje, ze nie bedzie problemow ). Tak czy siak, wielkie dzieki za odpowiedz : )

    • Aaaa w tym sensie! Nie czepialiby się niczego :). I nie, nie wiem nic o zmianach na egzaminach… Ale jestem ciekawa – o co chodzi tym razem??

    • Anonymous

      Nie dosc, ze teoria co chwila sie zmienia – pierdyliard pytan (chyba 3000 i sporo jest po prostu idiotycznych) to i na praktycznym wymagaja eko jazdy (odpowiednia zmiana biegów w określonym zakresie obrotów oraz hamowanie silnikiem czy jakos tak – jeszcze sie nie zaglebialam w temat za bardzo). Troche mnie to przeraza, ale moze tylko tak skomplikowanie brzmi ; )

    • Hmm. Nie wiem o co chodzi haha Jak ja zdawałam to też miałam tę nową teorię i w sumie w tym przypadku wydaje mi się, że to tylko tak skomplikowanie brzmi, a jak się przysiądzie, to pójdzie sprawnie. Co do praktyki… Sama mam OKROPNE doświadczenia i mam nadzieję, że szybko i dobrze Ci pójdzie! Trzymam kciuki :))

    • Anonymous

      U mnie w miescie to nawet na starych zasadach ciezko bylo zdac, wiec mam nadzieje, ze jakos to bedzie. Kciuki na pewno sie przydadza, dzieki ; )

  • No i super! Bo mam to samo, a jakieś głupie gadanie, że ja czegoś nie mogę "bo jestem wysoka" i krzywo się patrzą, to już.. po prostu to zlewam, chociaż czasami zaświeci się taki smuteczek, który zaraz szybko przemija. Mogłabyś mi podesłać te YT filmiki? Chętnie bym sobie obejrzała

    P.s.
    Najbadziej denerwuje mnie sytuacja:
    O boże… jestem taka wysoka
    – Tak, to ile masz wzrostu?
    170/3 cm

    I ja tu wymiękam, dziewczyny z takim wzrostem uważają się za wysokie, gdy ja mam około 178/9 i wyższe, nikogo nie obrażając to jestem jakimś mutantem?

    P.s.2
    Uwielbiam Was z Nate'm. Cieszę się, że zaznałaś takiego szczęścia… A Alicia jest naprawdę wartościową osóbką.

    P.s.3
    nie zawsze komentuje Twojego bloga.. ale śledze od początku stworzenia, hohoh! X

    • No… Chyba nigdy tego nie zrozumiem… Nie możesz bo co? Bo jesteś wysoka? Dziwne wytłumaczenie ;P OK, później jak będę miała ciut więcej czasu, to ogarnę moją historię i podeślę Ci coś.

      Zgadzam się! Kiedyś z ciekawości zaglądałam na różne fora, bo chciałam sobie poczytać o wysokich dziewczynach i w ogóle… I znajdywałam wątki w stylu "mam 173cm wzrostu i wstydzę się założyć obcasy, bo wtedy mam 180", a ja sobie wtedy myślę… No super, ja mam ponad 180 i to bez obcasów 😀 Zwątpiłam.

      Też nas uwielbiam haha

      Fajnie, miło mi to czytać!

    • Haha, więc właśnie! 😉
      Ze spokojem z tym Yt w wolnej chwili 😉 X

  • Anonymous

    Hej! A ja Ci powiem, że uwielbiam Twoje nogi i pewnie gdybym miała tyle wzrostu co Ty, cały dzień biegałabym w szpilkach. Uważam, że jak ktoś ma coś co warto pokazać światu, to trzeba to jak najbardziej wyeksponować! 🙂 Niestety sama mam 173 cm, więc za bardzo co pokazywać nie mam. Dlatego nastepnym razem jak ubierzesz szpilki, poeksponuj nogi też trochę za mnie! 😀 I nie przejmuj się tymi wszystkimi negatywnymi komentarzami, oni po prostu zazdroszczą 🙂
    Pozdrowienia z Krakowa! Magda 🙂

    • Dzięki!
      Haha okej, wyeksponuję też trochę i za Ciebie 😀

  • Znam ten ból, ale w drugą stronę . Mam około 153 cm wzrostu . Ludzie, gdzie mnie widzą mówią tylko "o jeju ale jesteś niska, powinnaś nosić obcasy, czemu tego nie robisz?" Zazwyczaj się tym zwyczajnie nie przejmuję, a tekstami typu "krasnal , hobbit" tym bardziej 😀

    • No sama widzisz… Tak źle i tak niedobrze 😀

  • Dziewczyno takie nogi się pokazuje! Na prawde mieć takie nogi to dar od Boga, a szpilki jeszcze to uwypuklają. Do tego każda sukienka i spódniczka wygląda na tobie jak na modelkach z wybieku. A co do uwag ludzi na temat twojego wzrostu, to sie nie przejmuj.Każdy jest inny i wyjątkowy na swój sposób. Lepiej jak ludzie Cię zapamiętują na podstawie twojego wzrostu niż tego że np kiedys na kogos krzywo spojrzałas. Z resztą powiem Ci że warto mieć w sobie coś szczególnego.

    • W sumie to nie każda sukienka i spódniczka, bo wiele z nich jest zwyczajnie za krótka 🙁 I to jest jeden z niewielu problemów, jakie spotykam. Tak czy siak, chętnie eksponuję to, co mam do wyeksponowania!
      Zgadzam się w sumie, że warto mieć w sobie coś szczególnego. I to nie tylko w kwestii wyglądu.

  • Pierwszy akapit kompletnie mnie rozczulił. Trudno jest napisać "znam Ciebie" jeżeli czytam tylko ten kawałek życia, który nam udostępniasz ale z czystym sumieniem mogę napisać, że jesteś wspaniałą matką i wiele chciałabym się od Ciebie nauczyć gdy będę na tym miejscu.
    Co do wzrostu…nawet nie mogę nic pisać bo wzbudza się we mnie agresja. Miałam w klasie dwie wysokie dziewczyny i niskiego nauczyciela od wfu. Niestety jego kompleks okazał się być tak duży, że w pewnym momencie zaczęło się na lekcji: "Kto wybiera drużyny? Dzisiaj dwie wieże". Tak, też zamarłyśmy wszystkie.

    • Niesamowicie jest mi czytać czy też słuchać o sobie jako o "matce" 🙂
      Serio?! Żal mi tego faceta, że jest tak zakompleksiony, że wyżywa się na innych.

  • Anonymous

    to ty jestes na fotce "rozmowach w toku " ?

  • Anonymous

    No Twoj wyglad na zdjeciach moze sprawiac problem – atrakcyjna i zgrabna, az jest czego zazdroscic w pozytywnym sensie:) A te noooooogi!
    Nie za bardzo rozumiem temat, bo mnie czyjs wyglad czy ubior nie interesuja. Interesuje mnie czlowiek. Znaczy nie tyle tematu nie rozumiem, bo rozumiem. Nie rozumiem takich komentarzy.
    Ale moze one wyplywaja z zyczliwosci tez? No bo jakby nie patrzec masz ceche charakterystyczna, dzieki ktorej jestes zapamietywana.
    Agulaw

    • Z jednej strony tak, ale szczerze mówiąc nie potrafię połączyć życzliwości z tekstem w stylu "nie powinnaś nosić szpilek!" Wiesz, jeśli ktoś chce być życzliwy, to bez problemu to wyłapuję. No ale ja też nie wiem, co oni myślą, a zgadywać też nie chcę 🙂

  • Jak to dobrze, że "normalność" nie istnieje – przecież wszyscy jesteśmy nienormalni, bo każdy jest inny i to właśnie jest jedyna normalna rzecz na świecie 🙂 Ludzie, którzy mają jakieś problemy ze sobą albo po prostu zwyczajnie z zazdrości zawsze znajdą jakiś powód, żeby dowalić drugiej osobie. Smutne to jest naprawdę… szkoda mi ich 😉

    • No raczej! Łatwo jednak zauważyć, że są i tacy, którzy starają się stworzyć grupę, którą określają "normalni". I zgadzam się, że jak ktoś chce, to zawsze znajdzie jakiś powód.

    • Tez o tym pomyslalam, czytajac o "pudełku normalnosci". Bo nawet gdy wzrost i waga sie zgadzaja, i oczywiscie kolor skory, bo to dla niektorych najwazniejsze, to zawsze znajdzie sie cos innego np. to ze nie jestes dobra matka, albo nie do tego kosciola chodzisz, albo jeszcze cos innego. Mnie osobiscie ludzie, ktorzy uwazaja sie za idealnych i tworza sobie perfekcyjne kregi znajomych, zawsze przerazali i odrzucali.

    • Tak… O problemach innych z różnymi kolorami skóry to nawet nie chcę zaczynać gadać, bo to jest jeszcze gorsze niż problemy z tym, że ktoś jest "za wysoki". A to, że Cię tacy ludzie przerażają, to bardzo fajne określenie i mogę się pod tym podpisać. Nie chcę otaczać się takimi ludźmi…

  • Mój host tata jestem Żydem i ma jakieś 160. Moja host mama jest bardzo piękną Brytyjką, która uwielbia dbać o siebie i nosić buty na wysokim obcasie, mając niecałe 180! Uroczo wyglądają jako para, zwłaszcza tańcząc. Kobieta otacza męża bezpieczeństwem, miłością. Host tata ma też duże poczucie humoru. Oboje do siebie pasują! Można? Można!
    Pozdrawiam,
    Maleństwo 156cm

    • No sama widzisz! Dzięki za ten przykład! Jak się chce to można :-)))

  • Czytając twój post zaczęłam sobie tak myśleć trochę na ten temat. I na swoim przykładzie stwierdzam, że czasem rozmawiając z osobą bardzo wysoką ja czuję się niekomfortowo, jak ktoś tak na mnie patrzy z góry, czuję się taka malutka (mam 160 cm). Ale to tylko czasem i myślę, że to też zależy od konkretnej osoby, jaki do niej ma się stosunek i odwrotnie. Osobiście raczej nie zwracam ludziom uwagi że są za wysocy itp.

    • No to na pewno zależy od konkretnej osoby, to pierwsza rzecz. A druga… Pozwól, że trochę poanalizuję i nie musisz mi tu odpowiadać na to, bo to tylko takie moje zdanie 🙂 Według mnie to uczucie braku komfortu wiąże się z jakimiś doświadczeniami z przeszłości, gdy np. jest się dzieckiem i WSZYSCY patrzą na Ciebie z góry, z czego zdarzają się tacy, którzy są przerażający/niemili/używają siły czy to fizycznej, czy psychicznej. I potem cóż… zostaje to w głowie. Chyba 🙂

  • Anonymous

    Ja mam 167cm, więc wzrost przeciętny, przez co sama w ogóle nie zwracam na niego uwagi, ale kiedy rozmawiam z kimś sporo wyższym albo sporo niższym (płeć nieistotna) to czuję się niekomfortowo – dlatego, że rozmowa to kontakt wzrokowy, a w sytuacji gdy oczy są na różnym poziomie, to imho jakoś ciężej ten kontakt zachować. I też czuję się odpowiednio malutka/wielka 😀

    I haha jeśli chodzi o to, ile cm powinien mieć prawdziwy mężczyzna, no to cóż – moi zawsze byli wyżsi i kiedy nagle miałam niższego, to było to trochę dziwne uczucie, nie negatywne nie pozytywne, po prostu dziwne. ale się przyzwyczaiłam, no bo proszę was, to przecież totalnie nieistotne 🙂

    Btw moim zdaniem jesteś piękna a nogi masz boskie:)

    • No brak kontaktu wzrokowego albo ból szyi spowodowany staraniem się ten kontakt utrzymać, faktycznie może być problemem 😛 Widzę to!

      Dziwne pewnie dlatego, że po prostu nie byłaś przyzwyczajona, nie? Zawsze miałaś wyższych w końcu! Ja kiedyś nie wyobrażałam sobie nie mieć faceta, który nie byłby wyższy ode mnie, ale jak widać wszystko się zmienia. Uważam, że jak komuś naprawdę zależy na drugiej osobie, to tego typu rzeczy nie będą problemem 🙂

      Dziękuję!! 🙂

  • Anonymous

    nie rozumiem dlaczego ludzie robią takie problemy jeżeli chodzi o wzrost lol wyglądasz zajebiście i dobrze się z tym czujesz i fajnie, ch*j w dupę (pardon) tym którym to nie pasuje
    ja sama bym chciała być tak wysoka i mieć takie nogi jak ty, ale mogę tylko pomarzyć (#deprecha) także keep your head up and kill em' with those long legs

    • No widzisz, ja też tego nie rozumiem 😛 I nie wiem czy takie było zamierzenie ,ale rozbawiła mnie druga część Twojego komentarza!

  • Ja mam jakieś 172-173 cm i przez większość mojego życia uważałam, że jestem zupełnie przeciętnego wzrostu- na pewno nie niska, ale raczej też nie wysoka. Większość moich koleżanek była mniej więcej podobnego wzrostu, więc tym bardziej nie widziałam niczego nadzwyczajnego. Aż przyleciałam do USA i nagle okazało się, że ludzie postrzegają mnie jako wysoką! No jakim cudem ja się pytam?
    Czasem zdarzyło mi się słyszeć od ludzi, głównie Polaków, "Ale jesteś wysoka" w kontekście raczej negatywnym. Szybko nauczyłam się odpowiadać: "To nie ja jestem wysoka, tylko ty niski/niska". I problem od razu się ucinał.
    Trzecia moja uwaga jest taka, że mój mąż jest ode mnie niższy o jakieś 7 cm. Na początku uważałam to za problem, choć mój mąż nigdy z tym problemu nie miał. Ba! Nawet sam niejednokrotnie namawiał mnie do zakładania szpilek. To dzięki niemu z czasem i dla mnie różnica wzrostu przestała być problemem. Ostatecznie, to nie wygląd jest przecież najważniejszy, co nie? 🙂

    • Powiem Ci, że jestem nieco zdziwiona, że ludzie mówią Ci "ale jesteś wysoka" 😛 I tym bardziej, że, jak wspomniałaś, w kontekście negatywnym. I w sumie też zauważyłam, że dość szybkie i lekko zadziorne odpowiedzi uciszają innych.
      Uśmiechnęłam się, jak przeczytałam o podejściu Twojego męża 🙂

  • Ejj to w takim razie ja Cię nie odwiedzę!! Bo razem to byśmy jak Flip i Flap wyglądały ! :D:D pf 😛

    • Ej no ale to nic! Jakbyśmy wyglądały tak samo, to byłoby nudno 😀

  • Ludzie gadają głupoty, mimo że wiele osób mówiło mi to samo. Ja siebie za wysoką nie uważam niestety bo zawsze chciałam urosnąć do minimum 175 a mam 172 :p wiem to nie dużo ale ja zawsze chciałam być wyższa 🙂

    • No właśnie wzrost to jest jedna z niewielu rzeczy, których nie możemy zmienić.

  • Razem z Nathanem wyglądacie przeuroczo!
    A co do wzrostu: kiedy byłam w gimnazjum to byłam wyższa nawet od grona pedagogicznego co nie miało z komfortem wiele wspólnego, jak sama pewnie wiesz. Wyzywana od żyraf i trzydrzwiowych szaf, pytając co u mnie " na górze" słychać nie było ciekawym doświadczeniem, wpadałam w paranoję, kiedy chłopak, który mi się podobał okazał się głowę niższy ode mnie, ale właśnie przez takie sytuacje wiem, że nie warto się przejmować. Teraz na spokojnie do wszystkiego podchodzę i jest sto razy lepiej 🙂 A z tymi pytania jakie to my powinnyśmy sporty uprawiać to istna katorga, tłumacząc się, że inne zainteresowania są dla nas ważniejsze. Poza tym co, mam sobie głowę uciąć, czy nogi? Na to się już nic nie poradzi, tak samo jak na rozmiar stopy ( chociaż jak widzę jakiegoś człowieka, który ma paznokcie u stóp trzy centymetrowe to szczerze mówiąc nie byłabym taka pewna ).
    Miłego dnia!
    S.

    • Dzięki 🙂
      Taaa… "Co słychać tam na górze?" – też znam ten tekst. I to, co mam sobie uciąć haha zadawałam to pytanie niektórym ludziom i jakoś nie potrafili na nie odpowiedzieć 😉
      *high five*

  • Aga! Wow! Pamietam, ze jak zobaczylam Twojego bloga pierwszy raz to sobie pomyslalam, ze skads Cie znam 😀 Zdjecie z Rozmow w Toku wszystko pamietam :D!

    Ps. Zakochalam sie w tym zdjeciu z czerwona sukienka! Mega 🙂

    Dobrze, ze jestes szczesliwa :* Buziaki!!

    • No co Ty!!! 😀 Nieźle 😀

    • Mialo byc *wszystko wyjasnia 😀 nie wiem co to mi sie napisalo haha

  • Z taką piosenką w tle to ja mogę i przeczytać całego bloga! Już za sam zespół zarobiłaś u mnie plusa ! 😀

    Dziękuję Ci Aga za blogową działalność. Poprzez swoje posty dajesz mi dużo do myślenia, i pomimo, że mogę się nie zgadzać z niektórymi sprawami (punkt widzenia zależy od punktu siedzenia), to uważam, że dobrze jest poczytać przemyślenia rozsądnych, mądrych ludzi.
    Gorąco Cię pozdrawiam! 🙂

    • To fajnie, że Ci się piosenka podoba 😀
      Miło mi bardzo! Również pozdrawiam 🙂