Jesteś wysoka, więc powinnaś być bardziej konserwatywna, bo twoje nogi wyglądają wyzywająco i to jest ZŁE!

// ENGLISH VERSION HERE //

Hejka!

Dzisiejsza notka z serii „misz-masz”. Jest niedzielny poranek, słoneczko świeci, na dworze baaaardzo ciepło, Alicia u Fang, a Nate jeszcze śpi. Nie mam jeszcze planów na dziś, ale pewnie gdzieś pójdziemy lub posiedzimy po prostu na zewnątrz, pogramy w piłkę czy cokolwiek. Czas się zrelaksować po składaniu mojej aplikacji, o której wspominałam TUTAJ, a którą wysłałam wczoraj i od momentu wysłania przestałam być taka pewna, że na pewno mam wszystko, czego potrzebowałam. No ale to normalne. Przy okazji zapraszam do polubienia fejsa TUTAJ.

Piosenka na umilenie czasu!

 

***

Ostatnio Alicia powiedziała mi, że chciała ze mną porozmawiać. Powiedziała: Aga, this is serious… but not too serious. Usiadłyśmy więc i zaczęła mi opowiadać różne rzeczy i popłakała się po jakimś czasie mówiąc mi, że bardzo cieszy się, że mnie ma oraz że mnie kocha i dobrze się ze mną czuje. Zapytałam, skąd ten smutek powodujący łzy, a ona na to: czasami ludzie płaczą ze szczęścia! Wiem, o co jej chodzi, ale w moim przekonaniu nie da się płakać ze szczęścia. Płacz spowodowany jest smutkiem, który albo sie czuje świadomie, albo nie. W tym przypadku wydaje mi się, że ten smutek spowodowany jest tym, że ona od tak dawna chciała powiedzieć coś takiego swojej matce tak całkiem szczerze, ale to było takie udawane, że teraz gdy ma okazję powiedzieć to w momencie, gdy naprawdę to czuje to jest szczęśliwa z tego powodu, ale też nagle wraca do niej ten cały czas, kiedy tak chciała i nie wychodziło i czuje, jak ciężko jej było i w ogóle… Dlatego uśmiecha się i płacze w tym samym momencie. A mi się robi ciepło na sercu.

Ogólnie według mnie bardzo ważne jest to, żeby być smutnym wtedy, gdy jest się smutnym. Wiecie, o co mi chodzi? Gdy mam łzy w oczach to jestem świadoma tego, że coś się dzieje, bo nie pojawiają się one bez powodu (nigdy!) i to czy się zatrzymam na chwilę, czy oleję sprawę to tylko moja decyzja. Za każdym razem, gdy się zatrzymam, znajduję wyjaśnienie tego płaczu i od razu mi lepiej, bo jestem w stanie rozwiązać problem, jaki mam albo przynajmniej zacząć nad tym pracować. Mój problem polega na tym, że czasami wolę udawać, że jest okej, gdy nie jest, ale to już inna sprawa… I według mnie to nie ma nic wspólnego z pozytywnym nastawieniem do życia! Bo uczucia nie są stałe – one się zmieniają jak w kalejdoskopie. Wszystkie – zaczynając od miłości, przez radość, smutek, do nienawiści, itp. Możemy być smutni i płakać jak dzieci, ale jednocześnie być pozytywnie nastawionym do różnych spraw, co na chwilę po prostu odeszło na dalszy plan dając miejsce tym uczuciom, które potrzebują wyjść na światło dzienne w danym momencie. I według mnie bardzo ważne jest to, by dać im do tego szansę.

***

Porozmawiajmy o wzroście!

Wiecie, co usłyszałam wczoraj? To, że jak dziewczyna jest wysoka i chce założyć sukienkę krótszą niż maxi, to powinna wybrać taką, która jest krótka z przodu, by „pokazać nogi”, ale dłuższa z tyłu, żeby „było bardziej konserwatywnie”, natomiast niższe dziewczyny mogą nosić sukienki, które są krótkie z obu stron, bo te niskie nie są tak „wyzywające”, jak te wysokie. Serio?! No przepraszam, że mam długie nogi, bardzo mi przykro! A tak serio to nie, nie jest mi przykro ani trochę, nie chcę też być „konserwatywna” oraz nie chcę, by ktokolwiek mówił mi, że powinnam.

Zaczęłam więc przeglądać YouTube klikając na kolejne rekomendowane filmiki i w końcu trafiłam na takie, w których wysokie dziewczyny (mówiąc wysokie mam na myśli te powyżej 180cm wzrostu) noszą sobie szpilki czy koturny i opowiadają o tym, z jakimi reakcjami się spotykają i jak owe reakcje na nie działają i tak dalej. Podoba mi się ich podejście; to, że noszą co im się podoba i nie zwracają uwagi na innych ludzi; że są pewne siebie i akceptują się w 100%. Ale też nie zawsze tak było, bo presja rówieśników jest czasem dość ciężka do zignorowania, więc osiągnięcie tego stanu lubienia siebie zajmuje czasami sporo czasu (nie zawsze, ale czasami). Szkoda, że tę pewność siebie trzeba odbudować po zrujnowaniu jej przez innych, ale to już jest inna sprawa.

Jeśli chodzi o moje doświadczenie a’propos tego, co słyszę od innych, to podam Wam przykłady pierwsze z brzegu:

1. Nie powinnaś nosić obcasów, bo i tak jesteś wysoka. / Jesteś wystarczająco wysoka bez obcasów. / Dlaczego nosisz szpilki, skoro i tak zawsze jesteś wysoka? / Serio musisz być jeszcze wyższa? / Nie wolisz obcasów 4cm, zamiast 8? / Ile masz wzrostu?
To tak, jakby powiedzieć niskiej osobie: nie powinnaś nosić tych trampek, bo jesteś za niska na płaskie buty! 
Poza tym, powodem do noszenia obcasów nie musi być to, że kobieta chce być wyższa niż jest. Powody są różne, np.: nogi fajnie wyglądają, pupa się podnosi, plecy się prostują, zmienia się postawa, takie buty są po prostu ładne. I pewnie znalazłabym więcej powodów, ale nie przychodzą mi one teraz do głowy.
Inna sprawa to fakt, że wysokie dziewczyny mają stopy proporcjonalne do wzrostu, czyli większe niż popularny rozmiar 38 (osobiście mam jakieś 40,5/41/42 – w zależności od sklepu i buta; amerykańskie 10/10,5/11). Co za tym idzie, według mnie, jeśli chodzi o dobór butów to są dwie opcje – płaskie albo wysokie. Nic pomiędzy, bo w obcasach 4cm moje stopy wyglądają jak kajaki!

2. Ale ty jesteś wysoka!
No, dzięki za informację, bo nie wiedziałam 🙂 W 90% przypadkach, gdy poznaję kogoś czy zaczynam z kimś rozmowę, rozpoczyna się ona od tego właśnie tekstu. I dlaczego tak jest? Bo to jest cecha bardzo charakterystyczna i ciężko nie zwrócić na to uwagi. Czasami ludzie zapamiętują mnie w taki sposób i później łatwiej im sobie przypomnieć, o kim mówią: Aga, ta wysoka blondyna. Niedawno jedna pani w sklepie krzyknęła na całe gardło: o, pani z Polski! Gdy powiedziałam, że jestem zaskoczona, że zapamiętała to odpowiedziała: a bo jesteś taka wysoka, że łatwo zapamiętać. Mimo tego, że ma to dla mnie sens to nadal mnie to irytuje… Bo przecież ile można?

3. Powinnaś grać w siatkówkę albo koszykówkę/być modelką!
No nie, wolę taniec. Serio, ludzie? Czy to są jedyne trzy rzeczy, które wysocy mogą robić? Dlaczego moja przecząca odpowiedź tak często budzi zdziwienie? Naprawdę trudno zrozumieć, że nie lubię grać w koszykówkę albo nie chcę być modelką?

4. Jesteś wyższa ode mnie!
To da się usłyszeć głównie od facetów, bo dziewczyny są jakoś bardziej neutralne jeśli chodzi o różnice wzrostu. W jednym z filmików, które widziałam wczoraj, jeden koleś skomentował innych facetów, którzy mówią dziewczynom, że te są za wysokie czy też że są wyższe od nich, itp. Powiedział, cytuję: „I think it comes from the bitchness. If dudes are saying it, they’re saying it because they go: or no, she’s way too tall, that makes me feel like a little bitch so I want her to get a little bit lower so I don’t feel that much of a little guy.” 🙂 I na tym zakończę ten punkt.

Zawsze, gdy słyszę teksty w stylu tych z punktu pierwszego, to w myślach zadaję osobie, która to mówi, takie pytania: czy ja sprawiam ci jakiś problem? Jeśli tak, to jaki? Czy jestem dla ciebie jakimś zagrożeniem? Jakim? Czy obrażam cię w jakiś sposób? W jaki, jeśli tak jest? Czy krzywdzę cię jakoś? Jak? Czy jesteś w stanie powiedzieć mi dokładnie o co ci chodzi mówiąc o swoich uczuciach, czyli coś w stylu: gdy nosisz obcasy, czuję się tak i tak, sprawia mi to taki i taki problem…? (Nawiasem mówiąc, chyba zacznę zadawać tego typu pytania i stworzę jakiś reportaż czy coś haha To byłoby interesujące.)
Gwarantuję, że nie znajdę osoby, która na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałaby twierdząco. Jeśli tak by się stało, to byłabym wielce zdziwiona i na pewno napisałabym o tym na blogu.
Zróbmy mały eksperyment… Pokazuję Wam dwa zdjęcia…

…i mówię: na tym po lewej mam jakieś 196cm wzrostu, na tym po prawej jakieś 190cm, zadając jednocześnie pytanie: czy to, jak wyglądam na tych zdjęciach, sprawia komuś z Was jakikolwiek problem? Jeśli tak, to jaki?

A jak wygląda sytuacja, kiedy to jestem o wiele wyższa niż ktokolwiek z mojego otoczenia bez butów? Powinnam zamknąć się w domu i nigdzie nie wychodzić? Przykład na fotce po lewej: moja siostra, po środku jej przyjaciółka i po prawej ja.

Tego typu stwierdzenia to problemy osoby, która je wygłasza, a nie moje. Oczywiście większą uwagę zwróciłabym na nie, gdybym usłyszała I-statement (swoją drogą, pisałam o tym TUTAJ), zamiast pouczania mnie co powinnam, a czego nie. Jakbym powiedziała bardzo szczupłej osobie, że nie powinna nosić obcisłych ciuchów, bo tylko pokazuje bardziej swoją figurę, a przecież jest taka chuda; lub gdybym powiedziała osobie grubej, że nie powinna nosić spodni/spódnic/sukienek krótszych niż te do kostek, to oskarżona byłabym o nietolerancję w obu przypadkach. A to działa na tej samej zasadzie w moją stronę przecież, tylko wtedy to jest takie normalne dla innych.
A’propos tego, co jest normalne, bo to też ważna kwestia w tym temacie. Wiele ludzi ma swoje własne standardy, których się trzymają i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie narzucali ich innym, a trzymali je tylko dla siebie i swojego własnego ciała. Wiecie, mają swoje pudełko, do którego wrzucają tych, którzy pasują, czyli tych, którzy: są normalni czyli szczupli, ale nie za chudzi i nie za grubi, rozmiar 38 jest okej, ale 40 to już otyłość; są normalni czyli nie za niscy, ale też nie za wysocy, chociaż tutaj jest to bardziej skomplikowane, bo podobno „facet zaczyna się od 180cm” a „prawdziwa kobieta to ta, która jest niższa niż 174cm”; mają normalne związki, czyli te, w których facet jest wyższy od kobiety. A gdzie ci, którzy do tych standardów nie pasują? Są wywalani i pouczani, że powinni to i tamto, a nie powinni tego innego, bo osoba, która te standardy ustala, tak właśnie twierdzi i tak ma być. Powiedzielibyście pewnej siebie, ładnej kobiecie z dwójką dzieci i mężem, która czuje się świetnie ze swoim ciałem i uważa, że jest inteligentna i w ogóle, że NIE JEST PRAWDZIWĄ KOBIETĄ, bo ma 180cm, zamiast max. 174 i w dodatku raczy założyć szpilki? Parze, która się kocha, że nie powinni być razem, bo dziewczyna jest wyższa od swojego partnera? Albo dziewczynie, która ma 10kg więcej niż powinna mieć, że jakim prawem wychodzi do ludzi, że jej miejsce to dom, żeby nikt jej nie widział, bo jest obleśna? No chyba nie. A ja wiecznie słyszę, że jestem za wysoka i to jest ok? No nie dla mnie i gwarantuję, że wiele innych wysokich dziewczyn potwiedziłoby moje słowa.


I dalej o normalności… Porównywanie bardzo niskich do bardzo wysokich, co zobaczyć możecie na zdjęciu powyżej. Przekrzykiwanie się, kto ma gorzej, kto lepiej, kogo bardziej lubią faceci, kogo mniej, itp. Porównywanie osoby zdrowej, która po prostu jest wysoka do tej, która ma problemy zdrowotne, przez które nie urosła… Jaki to ma sens?

Inna sprawa jest taka, że w wielu przypadkach chodzi o zazdrość i niskie poczucie własnej wartości. Nie mówię tu o zazdrości w rodzaju „chciałabym być taka wysoka”, chociaż to też się zdarza tylko akurat w tych przypadkach słyszę to wprost bez owijania w bawełnę, ale o zazdrości w stylu: jesteś taka pewna siebie, czujesz się dobrze ze sobą, nosisz co chcesz i nie zwracasz uwagi na zdanie innych, chodzisz z wysoko podniesioną głową, ale nie zadartym nosem… też bym tak chciała, ale nie potrafię i dlatego mówię ci, że nie powinnaś tego robić, bo mam nadzieję, że to sprawi, że przestaniesz i ja nie będę się czuła gorsza. I nie ma w tym nic złego, bo ta osoba ma prawdziwy problem, z którym nie może sobie poradzić. I według mnie to jest zdecydowana większość przypadków. To, z czym ja mam problem to sposób, w jaki inni dzielą się tym, gdy zdają sobie sprawę z tego, że ten problem mają. Bo na pewno są tacy, którzy nie wiedzą i twierdzą, że nie powinnaś nosić tych szpilek, bo jesteś za wysoka, a na pytanie DLACZEGO tak uważasz? odpowiedzą… nie wiem. Wiedzą, że coś jest nie tak, ale nie wiedzą co i po prostu uważają, że tak nie powinno być i koniec. A ja bardzo bym chciała, żeby te osoby zastanowiły się nad tym trochę, bo po jakimś czasie na pewno dojdą do odpowiedniego wniosku.

Skąd biorą się te standardy? Nie pochodzą one z głowy. Są narzucane z góry, czyli głównie z mediów. Żyjąc w czasach, w jakich żyjemy, ciężko jest to wszystko ominąć i naprawdę podziwiam tych, na których nic takiego nie działa, o ile tacy gdziekolwiek są. Od małego jesteśmy narażeni na te wszystkie rzeczy zaczynając od kontaktów z rodzicami, którzy już wsiąkli w to wszystko i przekazują to dzieciom.

Wiecie, nie musimy lubić tego, jak wyglądają inni; nie muszą podobać nam się wszyscy ludzie; nie musi nam się podobać to, jak inni się ubierają… Ale według mnie to, że coś nam się nie podoba nie oznacza, że ta dana osoba powinna to zmienić, bo wtedy my będziemy czuć się lepiej. Z jakiej racji niby? Ja sama muszę poradzić sobie z moimi własnymi problemami po ewentualnym podzieleniu się nimi z inną osobą, ale w sposób, który nie wejdzie w jej strefę prywatności, czyli mówiąc o moich własnych uczuciach.

Ja bardzo chciałabym, żeby te pudełka, o których wspomniałam, przestały istnieć. Żyjcie swoim życiem tak, jak chcecie i dajcie żyć innym tak, jak oni chcą! Kurde, jak będę chciała, to założę 10cm obcasy lub szorty i koturny, i wyjdę sobie na dwór i na pewno nie zdejmę ich tylko dlatego, że ktoś mi powie, że nie powinnam ich nosić. Bullshit. Nie będę brała w tym udziału, chociaż jestem prawie pewna, że nadal będą mi niektóre rzeczy przeszkadzać, bo ile można tego słuchać… Już mi się to znudziło, naprawdę. Jak jeszcze niedawno myślałam sobie, że zazdroszczę tym, którzy np. przefarbują sobie włosy na niebiesko i nie obchodzi ich to, jak bardzo zwracają na siebie uwagę, bo zwyczajnie lubią swój kolor włosów i tak chcą wyglądać; lub tym, którzy mają bardzo widoczną nadwagę i mimo tego noszą szorty czy obcisłe koszulki, bo lubią i dobrze się w nich czują; tak teraz po napisaniu tego posta stwierdzam, że nie ma ze mną NIC złego, jestem NORMALNA, wyróżniam się od większości, ale to NIE jest złe! I nie chcę rezygnować z tego, co naprawdę mi się podoba, co lubię i w czym fajnie się czuję tylko dlatego, że pozwalam innym ludziom na wpływanie na mnie w taki sposób. Nie chcę na to pozwalać! Jeśli ktoś ma problem z tym, jak wyglądam, no to trudno, to NIE jest mój problem. Dlatego dzięki, że mogłam się tu wygadać, bo pomogło mi to w dojściu do kilku wniosków 🙂

Muszę tu jeszcze dodać na zakończenie tego tematu, że w Polsce w 99% przypadkach komentarzy na temat mojego wzrostu były komentarzami negatywnymi. Tutaj w US spotykałam się z pozytywnymi komentarzami i doświadczeń z tymi negatywnymi jeszcze nie miałam i może mieć nie będę, nie wiem, natomiast filmiki, które oglądałam nagrywane były przez dziewczyny mieszkające tutaj w Ameryce. Nie wiem w sumie po co to mówię… Chyba tak tylko dla wyjaśnienia.

Ciekawa jestem, jakie Wy macie zdanie na ten temat?

 

***

I takie jedno foto na koniec… Nawiązując do powyższego akapitu: Nate jest ode mnie niższy jakieś 2-3cm 🙂

Widzicie, jakie super koszulki? Nie widać jakoś perfekcyjnie, ale to są dwie myszki – dziewczyna i chłopak – które dają sobie buziaka 😀

Wczoraj wybraliśmy się na dość długi spacer po okolicy i porobiliśmy trochę zdjęć, które miałam Wam pokazać, ale już nie chcę tak nawalać w tym poście, więc dodam je za tydzień czy dwa.

Do następnego!
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram