Alicia straciła pierwszy ząb! // Z życia codziennego…

// ENGLISH VERSION HERE //Hej! Jak leci? Coś ciekawego?

Jako że dodałam ostatnio posty w krótszym odstępie czasu niż wcześniej, to na wszelki wypadek mówię, że TUTAJ znajdziecie notkę o płaceniu US tax przez au pair, a TU moje porównanie tego, co widzę tutaj, a do czego przyzwyczajona byłam w Polsce.
Pierwszy akapit to temat z serii „rozważania Agi”, a reszta bardziej na luzie 😀
Czytam sobie czasem dla „odmóżdżenia” różnego rodzaju portale dla kobiet tak polskie, jak i amerykańskie, żeby wiedzieć, co tam w trawie piszczy (plotkarskie, o modzie czy też o różnego rodzaju nowinkach, jak np. stosunki międzyludzkie, itp.). Czasem łapię się za głowę czytając artykuły, ale częściej zdarza się to, gdy czytam komentarze. I, co najgorsze, głównie na polskich stronach. Ile tam jest nienawiści, zazdrości, chamstwa… Ktoś napisze, że się czegoś boi i za moment zostanie zrównany z błotem przez innych, że jest idiotą, bo boi się tego i tamtego, że zachowuje się jak „dzieciak”, itp. Ktoś inny skomentuje w normalny i kulturalny sposób, ale wyrazi opinię, która jest inna niż reszta i od razu zostaje obrażany, że jest głupi, bo o niczym nie ma pojęcia. To samo jest, gdy gdzieś tam opublikują zdjęcie jakiejś dziewczyny, która jest podobno piękna, niesamowicie zgrabna, ideał kobiety, itp. Nie daj Boże jakaś komentatorka napisze coś w stylu „nie podoba mi się, jak ona wygląda” to od razu zostaje oskarżana o to, że na pewno jest zazdrosna, sama jest brzydsza i komentuje tak po to, by się dowartościować. To chyba mój faworyt spośród tego wszystkiego i niekwestionowany top, jeśli chodzi o częstotliwość pojawiania się. Dlaczego czytam tego typu rzeczy? Nie wiem w sumie… pewnie z ciekawości. Wydaje mi się, że to jest na tej zasadzie, że ludzie w internecie mogą czuć się anonimowi i dlatego mają odwagę do bycia kimś, kim naprawdę są i do pokazania emocji, które w sobie naprawdę mają, ALE w prawdziwym życiu nie mają możliwości na wyrażenie siebie w ten prawdziwy sposób, bo nie jest to mile widziane, więc trzymają to w sobie, a po powrocie z pracy/szkoły wyżywają się na necie, bo to jedyne miejsce, w którym mogą się tak zachować i czują się bezpieczni. Dlatego nawet się nie irytuję, gdy czytam tego typu rzeczy, bo wiem, że nikt z natury nie jest typem, który tylko chce wbić nóż w czyjeś plecy tak po prostu. Przeszkadza mi to jednak trochę pod tym względem, że szkoda mi ludzi, którzy są obrażani. I teraz nadchodzi najgorsze – czy to samo widuję na amerykańskich stronach? Odpowiedź brzmi NIE. O wiele częściej czytam komentarze, które dają do myślenia, mają jakąś wartość, a osoba pisząca je nie obraża nikogo dookoła. Oczywiście ludzie się kłócą, wiadomo 😉 Ale częściej to jest na zasadzie „okej, ty uważasz, że to dobre, ja uważam, że nie i wyjaśnię dlaczego…” zamiast „ale jesteś głupi!” Od czego ta różnica zależy?
A’propos współczucia… Wiecie, jak to u mnie jest? Największe współczucie czuję do zwierząt, potem do innych ludzi, a dopiero na samym końcu do samej siebie… o ile w ogóle. I wiem doskonale, że to nie jest dobre. No ale wszystko da się zmienić, chociaż poziomu współczucia do zwierząt zmieniać nie chcę. Raczej to ostatnie, czyli do samej siebie.
I taką ciekawostkę Wam powiem, że zostałam wywalona z trzech różnych grup na Facebooku właśnie z tego powodu, że moje zdanie było inne, niż zdanie reszty. I nie, nie obrażałam nikogo, nigdy nie użyłam słowa „YOU” pisząc komentarze, bo zawsze mówiłam tylko o sobie i o tym, co ja myślę, a mimo to byłam dla nich jakimś zagrożeniem, więc woleli mnie wyrzucić, niż rozwiązać cokolwiek tam mieli do rozwiązania. Ale wiecie co… Nie przejmuję się tym, bo skoro spotkałam się z takimi reakcjami to oznacza, że to, co mówiłam jakoś ich tam poruszyło i zastanowili się chociaż przez chwilę, a mnie o to chodzi 🙂 Jak już tu napisałam kiedyś – świata zbawić nie mogę, ale podzielić się swoim zdaniem owszem!
***

Alicii rusza się pierwszy mleczak i jest taka podekscytowana, że masakra. Mówi, że nie może się doczekać, aż jej wypadnie i włoży go pod poduszkę, cytuję, „mimo tego, że nie wierzę w żadną wróżkę i wiem, że to rodzice dają pieniądze, to ciągle fajnie jest obudzić się z dolarem na łóżku” 😉
Wyobraźcie sobie, że początek tego akapitu napisałam, gdy Alicia poszła do łazienki oglądać swój ruszający się ząb, a wyleciał on jej tuż po tym, jak do mnie wróciła! Tak się zaczęła ekscytować, że aż nie mogłam się napatrzeć, niesamowity widok. OK, ja też się podekscytowałam 😀
Btw, a’propos braku wiary we wróżkę… Alicia ma zaledwie niecałe 6 lat, a jakiś czas temu powiedziała: „jak zobaczę Jezusa albo św. Mikołaja na własne oczy, to dopiero wtedy w nich uwierzę!” 🙂 Gdy kiedyś skomentowałam jakiś artykuł i napisałam o tym właśnie, to ludzie mi zarzucili, że kłamię, bo jak takie małe dziecko mogłoby coś takiego powiedzieć, to po prostu niemożliwe… Tak wracając do akapitu wyżej. A jednak! No tyle że oni na tej samej zasadzie, co Alicia – uwierzą, jak usłyszą.

***

 

Mam do Was pytanie. Dostałam ostatnio maila od jednej z czytelniczek, która pozwoliła mi na nawiązanie do niego w notce 🙂 Napisała mi, iż zauważyła, że coraz więcej blogerek zakłada fanpage blogów na fejsie i według niej fajnie by było, gdybym ja założyła swój i wtedy byłoby łatwiej trzymać się na bieżąco, a i mogłabym dodawać jakieś małe ciekawostki, o których nie piszę na blogu. Od razu po przeczytaniu napisałam, że raczej nie, ale potem skasowałam te słowa i zastanowiłam się chwilę… Po czym pomyślałam, że zapytam, co Wy o tym myślicie. Tak więc pytam – ktokolwiek byłby zainteresowany? 🙂
Okej, za Polską nie tęsknię, co łatwo można zauważyć czytając moje posty ;-), ale za niektórymi produktami spożywczymi niestety tak. Np. jak ja mogę znaleźć tutaj biały ser? Czytałam, że muszę znaleźć „farmers cheese”, ale np. u mnie nigdzie go nie ma. Musiałabym jechać do Atlanty do Whole Foods, żeby go dostać, a nawet nie wiem, czy jest dobry. Dlatego, gdy naprawdę mam na niego ochotę, to muszę jechać do sklepu, który widzicie na fotce… A nie jeżdżę tam z tych dwóch powodów:
a) jest oddalony ode mnie o 100km, co oznacza godzinę i 15 min drogi autem…
w jedną stronę
b) za to, co widzicie na zdjęciu powyżej zapłaciłam… $70!!!!!!
(Ale sernik był pyszka!) Dałam Nathanowi spróbować chałwę to się skrzywił. Nie może też znieść makowca, ale to dobrze, bo więcej dla mnie!

 

Tak ciepło się zrobiło!! :-)))) Aktualnie u mnie jest czas, w którym dość często pada deszcz i są burze od czasu to czasu. Biorąc pod uwagę to, że jest tu mnóstwo lasów i zwierząt – deszcz jest niezbędny! A temperatura utrzymuje się na dość wysokim poziomie i już nie powinna spaść, więc to mi się jak najbardziej podoba.

 

Bardzo podoba mi się to, jak Cleo wygląda, więc czasem robię jej jakieś fotki, ale kurde… Ten kot serio nie lubi ludzi. Nie daje się głaskać, nie przychodzi, nie siada na kolanach. Poza tym 90% czasu spędza na dworze. Jaki jest sens posiadania takiego kota? Ona czasem zabija małe ptaszki i myszki i zostawia je na werandzie. Wiecie co, nie wiem czy o tym pisałam, ale jakiś czas temu Nathan pozwolił jej spać w naszej sypialni, bo strasznie miauczała pod drzwiami, a gdy następnego dnia wróciłam z zakupów, to na podłodze przy drzwiach tego samego pokoju zobaczyłam martwego ptaka i pióra dookoła… Śmiałam się, że Cleo chciała podziękować 😉
I selfie na zakończenie 😉
Do następnego!
Aga

PS. Plany na kolejne posty? Aplikacja o zieloną kartę, przykłady aktywnego słuchania do każdej z blokad – na prośbę w komentarzach, opieka medyczna w Stanach, filmy, przejażdżka po mojej okolicy, zabawy z Alicią, jedzenie wegetariańskie/wegańskie w USA… Stay tunned!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram