Margie się wyprowadziła! / Trochę więcej wspomnień ślubnych… / Maroon 5!

// ENGLISH VERSION HERE //Wszystko w moim życiu zmienia się jak w kalejdoskopie! Wiecie, nie mówię tu o moim małżeńskim życiu, które jest całkiem spoko ;-), ale o tym, że Margie się właśnie wyprowadza w ten weekend. Już od dawna o tym wiedziałam, ale nic tu nie mówiłam, bo jakoś się nie składało. Margie stwierdziła, że jej sposoby wychowawcze są zupełnie inne, niż Nathana i moje, i postanowiła, że się poddaje (sama użyła stwierdzenia give up) i nie chce na to więcej patrzeć. Znalazła więc sobie mieszkanie blisko nas, żeby nadal być w kontakcie z Alicią, ale nie musieć się męczyć patrząc na to, co w jej przekonaniu nie jest dobre.
Trzy siostry Nathana przyleciały w odwiedziny i przy okazji pomóc jej trochę w przenoszeniu się i zakupach. W dodatku dwójka z nich zabrała swoje dorosłe już dzieci, więc jest dom pełen ludzi. Nie narzekam… Głośno, ale wesoło jednocześnie, więc spoko. Chociaż wiem, że nie mogłabym mieszkać z tyloma ludźmi w jednym domu.

Czyli co? Matka Polka? Matka Polka w Ameryce? Eeee… Nie, nie będzie tak źle :-D.
W dodatku Alicia nazywa mnie mom i mommy i bardzo jej się to podoba. W dniu ślubu po ceremonii jak zaczęła, tak nie mogła przestać do wieczora i wyraźnie było widać, jak była podekscytowana, że mówi to, bo chce, a nie dlatego, że musi. Mojej znajomej powiedziała, że nie mogła się tego doczekać. W sumie to już wcześniej parę razy tak powiedziała, ale nie było to aż tak! Wiecie, jakie to jest super? Kilka pierwszych razów aż ciepło w całym ciele poczułam, naprawdę. I w sumie to za każdym razem jest mi mega fajnie to słyszeć. Wiecie, co jeszcze mówi? Aga, you’re my real mom! A good mom! Przez ten cały czas tutaj było mnóstwo wierzchołków i nawet wysokich gór, które musieliśmy przejść. Nie zawsze było kolorowo, jak to się wydaje po czytaniu mojego bloga ;-), ale daliśmy radę! Ja dałam radę. I teraz uważam, że uzyskanie takiego zaufania od dziecka, które ma tak masakrycznie złe doświadczenia ze swoją biologiczną matką jest… hmm, niesamowitym osiągnięciem. Naprawdę tak uważam.Zapomniałam Wam napisać, że miałam też wieczór panieński! Bardzo skromny (na szczęście) i bardzo fajnie spędziłyśmy czas. Było mi to potrzebne po całym stresie z przygotowaniami, więc cieszę się, że powstał taki pomysł. Nie ominęło mnie więc nic 🙂

Chyba pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć… Normalnie nie mogę się powstrzymać!

z Instagrama fryzjera
@cuttinst8
I Magda w tle :-P…

 

 

 

Alicia też bawiła się w fotografa!

 

 

Wiecie, że moja mama na jej ślubie miała
bardzo podobny fason sukni?

 

 

 

 

 

Zgubiłam jedną wsuwkę i loczek mi wyleciał… No cóż.

 

Mój naszyjnik był bardzo interesujący!

Co tam jeszcze… Nie wiem.
Ciekawostka mała, że 14 marca zaczyna się sezon w Six Flags! Nie mogę się doczekać. Nie byłam jeszcze na wszystkim, więc czekam z niecierpliwością na następny raz. Jest tam tylko jedna rzecz, na którą nigdy nie pójdę – rollercoaster, który całą drogę jedzie do tyłu. Nieeee, zawsze przed wypadem tam biorę tabletkę na chorobę lokomocyjną, bo inaczej kręciłoby mi się w głowie i byłoby mi słabo po pierwszym razie, więc z jazdą do tyłu to ja nie będę ryzykować, bo Nate musiałby mnie później nieprzytomną nieść do samochodu :-P.

Ostatnio weszłam sobie poczytać moją podstronę o mnie i zaktualizowałam kilka rzeczy. Nie kasowałam tego, co było wcześniej, ale dodałam korekty pod niektórymi punktami i zaznaczyłam je innym kolorem. Troszke się pozmieniało, więc chciałam to ogarnąć, a i dostawałam czasem pytania dotyczące niektórych rzeczy, więc teraz wszystko powinno być jasne. Jakbyście byli ciekawi, to zapraszam TUTAJ. Zaktualizowałam również to do list i skreśliłam kilka punktów z lekkim opóźnieniem. Lista znajduje się TU, jakbyście chcieli obczaić.

Jednym z punktów, które odhaczyłam, był koncert Maroon 5!!! Nie miałam czasu Wam o tym powiedzieć, ale niedawno z Nathanem poszliśmy na koncert i było TAK SUPER!! Naprawdę, bardzo mi się podobało. Adam śpiewał te najnowsze piosenki, jak np. Animals, Sugar czy Maps, ale też te starsze, np. This love, She will be loved, Lucky Strike… Ogólnie było 18 piosenek i podobało mi się to, że wszystko leciało po kolei i nie było zbyt dużo przerw na gadanie. Adam mówił coś może z trzy razy, więc można było skupić się tylko na muzyce, co bardzo mi pasowało. Sam Adam mega przystojny, nie powiem 😉 I jego głos na żywo brzmi tak, jak na płytach. Publika bawiła się super, chociaż nie podobał mi się jeden moment. Adam powiedział, że prosi wszystkich o schowanie telefonów i aparatów, bo chciałby wykonać tylko jedną piosenkę tak po prostu, w bardziej intymnej atmosferze i chciał, by to zostało po prostu między ludźmi, którzy tam byli i zespołem. Ogólnie trochę to trwało, ale w końcu zdecydowana większość schowała wszystko (albo wyłaczyli flash, nie wiem). Było kilka takich osób, które stały blisko sceny i wyciągały aparaty w górę. Adam podszedł do kilku, wskazywał na nich i mówił schowaj to. Większość posłuchała, ale była taka laska, która robiła mu zdjęcia w czasie, gdy mówił, że chciałby, żeby schowała ten aparat. Ona nie posłuchała w ogóle, więc on w końcu powiedział coś w stylu i właśnie przez takich jak ty to wszystko tyle trwa. Niektórzy zaczęli buczeć, a Adam tak stał i powiedział no ale prawdę powiedziałem, nie?! Bardzo mi się podobało to, co zrobił, bo powiedział wprost coś, co było tak oczywiste…
Także ogólnie było suuuuuper 🙂

To chyba tyle na dzisiaj… Na koniec takie dodatkowe, przypadkowe foty.

Cleo w kwiatach 😛
Meksykańska restauracja, do której ostatnio pojechałam z Alicią.
Tak, są tam stoliki w celach. A jedzenie takie dobre!
I selfie na do widzenia!

Do następnego!
Aga

PS. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!!!!

 

PS2. Odpowiedziałam na wszystkie komentarze pod poprzednimi postami.

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram