Aktywne słuchanie – czego się nauczyłam i jak to pomaga.

UWAGA! Większość postów z tej serii przenoszona była ze starego bloga tutaj. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie są zbyt przejrzyste, jednak nie jestem w stanie nic zrobić. Od dwóch godzin męczyłam się z edycją, ale wordpress ze mną nie współpracuje…

Zacznę od tego, że wszystko to, co zostało zawarte w poniższym poście, podparte jest doświadczeniem i obserwacjami oraz wszystko jest zdaniem osobistym. Nie zaczynałam jednak każdego zdania od „myślę, że” lub „uważam, że”, bo po prostu dziwnie by to wyglądało. Będzie długo, ale popisałam też trochę o sobie tym razem ;-). 

Zazwyczaj pisałam w innej formie, a teraz wybrałam rodzaj żeński, więc będzie troszkę inaczej. 

Osobiście widzę różnicę pomiędzy słyszeniem a słuchaniem, która raczej nie była zauważana przez większość ludzi, których spotkałam w moim życiu. Zazwyczaj kiedy rozmawiają, używają wiele wyrażeń w stylu: oh?, serio?!, rozumiem!, no co Ty!, itp. Tak więc, czy oni naprawdę słuchają czy tylko udają? Czy wiedzą, jak się czujesz? Czujesz się wysłuchana? Czujesz się zrozumiana i czujesz, że oni są z tobą? Kiedy nie mam żadnego odzewu, tracę zainteresowanie w zwierzaniu się danej osobie, bo jaki jest sens w dzieleniu się czymkolwiek, jeśli wszystko leci gdzieś w przestrzeń i jest zapomniane od razu; kiedy nie wiem, czy druga osoba rozumie, o co mi chodzi; kiedy mówię coś ważnego i słyszę zwykłe OK w odpowiedzi, co sprawia, że czuję się nieco zagubiona. Przykład, który wyjaśni o co mi chodzi, to posiadanie GPSa w samochodzie. Ruszasz się i strzałka pokazuje ci, gdzie jesteś, a twoja pozycja zmienia się z każdym przejechanym metrem. Jeśli nie dostaniesz żadnego odzewu od swojego GPSa, nie będziesz mieć pojęcia, jak dotrzeć do danego miejsca; będziesz zagubiona. To samo ze słuchaniem do drugiej osoby. Nie chodzi tu tyle o słuchanie do rzeczy, o których ktoś mówi, ale o słuchanie ich, ich emocji i tego, jak się czują w danej chwili. A uczucia nie są stałe – zmieniają się z minuty na minutę, z gniewu do miłości. Coś, co mówisz, może być odebrane przez drugą osobę w setki różnych sposobów, które będą zupełnie inne od tego, co tak naprawdę starałaś się powiedzieć. Myślę, że to jest ten moment, gdy zaczyna się wiele kłótni. Dobrym przykładem wyjaśniającym tę sytuację jest wysyłanie paczki na poczcie – jeśli wyślesz coś za granicę i odbiorca powie tylko „dostałem paczkę!”, nie będziesz wiedzieć co tak naprawdę ma; wszystko, co włożyłaś do środka czy może tylko połowę. Wierzę, że to samo dzieje się ze słuchaniem. Na przykład, ktoś pyta leżące na kanapie dziecko, by wyniosło śmieci. Ono odpowiada: Nie chcę teraz wstawać, zrobię to później. Osoba, która poprosiła o wyniesienie śmieci może usłyszeć to jako: Jest mi zbyt wygodnie. lub Zostaw mnie w spokoju, nie chcę ci pomagać! albo Boli mnie głowa, muszę poleżeć przez chwilę.

Widziałam wielu rodziców i osób opiekujących się dziećmi, którzy z jednej strony mówią, że owe dzieci mogą mówić, co tylko chcą, będą zrozumiane i wspierane; z drugiej zaś strony nie do końca rozumieją, dlaczego dzieci nie chcą z nimi rozmawiać i zwierzać z rzeczy, jakie dzieją się w ich życiu. Niestety, opiekunowie widzą to inaczej niż dzieci (więcej o tych różnicach w następnym akapicie). Dziecko przychodzi, by porozmawiać, bo ma jakąś potrzebę – może jest sfrustrowane, może ma problem, może jest smutne albo po prostu chce być blisko do kogoś. Jeśli 17-letnia dziewczyna przyjdzie do swojej mamy i powie: Przespałam się z moim chłopakiem! i w odpowiedzi usłyszy coś w rodzaju: Co zrobiłaś?! Masz szlaban! Jesteś bardzo nieodpowiedzialna! to nie przyjdzie do matki już więcej z niczym osobistym (lub z niczym w ogóle) lub przynajmniej nie przez długi czas. Następnym razem, gdy owa dziewczyna usłyszy: Możesz mówić mi o wszystkim, skarbie! od razu przypomni sobie sytuacje, które pokazały, że to wcale nie jest tak i wybierze bezpieczniejszą opcję, którą będzie brak zwierzania się. Inny przykład – jeśli 8-letnia dziewczynka powie: Pobiłam się z Marysią! Powiedziała mi, że jestem głupia i że moja mama jest brzydka, więc ją uderzyłam w twarz, bo to ona była głupia, a nie ja, i nie powinna mówić takich rzeczy nigdy więcej! To jest to bardziej niż prawdopodobne, że usłyszy ona w odpowiedzi coś takiego: Nie powinnaś bić ani jej, ani nikogo innego! Nieważne, co mówią – bicie nie jest wyjściem! To jest bardzo złe! Nie podobałoby ci się to, jakby ktoś ciebie uderzył, prawda?! Także odpowiedź dotyczy tego, co dziewczynka zrobiła, by ochronić tak siebie, jak i swoją matkę oraz jak złe było to, według tej matki, a nie o uczuciach małej – o smutku (płakała przecież), zranieniu i byciu obrażoną przez inną osobę. Co więcej, jej matka pokazała jej, jak bardzo nie akceptuje tego, co zrobiła jej córka i zezłościła się nawet na nią. Tego typu sytuacje to coś, co sprawia, że dzieci boją się dzielić czymkolwiek ze swoimi rodzicami, bo wiedzą, że nie będą zrozumiane i zaakceptowane. Zamiast uczucia, że opiekunowie im ufają i sami również mogą ufać, czują się nauczane, pouczane, oceniane, obrażane, dostają nakazy oraz zakazy, itp. Zauważyłam, że nie tylko dzieci, ale ludzie ogólnie testują słuchacza poprzez rozpoczęcie rozmowy opowianiem o małych rzeczach, aby mieć pewność, że mogą zaufać, by zobaczyć reakcje, czy słuchacz jest zainteresowany, czy mogą czuć się bezpiecznie, by opowiadać o czymś bardziej osobistym w późniejszym czasie. Kiedy poczują się dobrze z drugą osobą, zaczną iść dalej ku tym bardziej osobistym i ryzykownym problemom, którymi normalnie nie chcieliby się podzielić, gdyby nie czuli się wysłuchani mówiąc o tych małych problemach. Czasami osoba, która słucha efektywnie, może być zaskoczona tym, jak głęboko rozmowa może pójść i jak komfortowo osoba opowiadająca może się w końcu poczuć. Poprzez poczucie swobody w kwestii opowiadania o swoich uczuciach, możemy doświadczyć tego, o czym mówimy w sposób, który pozwoli nam poczuć, że już to zrobiliśmy. Nathan dał mi przykład, kiedy to był z Alicią w sklepie i ona powiedziała, że chciałaby wziąć zabawkę bez płacenia za nią. On powiedział jej, że istniała szansa, że zostałaby złapana, ale nie powiedział, że nie powinna tego robić i że ma odłożyć ową zabawkę na półkę. Był z nią w tej sytuacji, co pozwoliło jej pójść tak daleko, jak daleko mogła zaprowadzić ją wyobraźnia, więc miała okazję doświadczyć tego, jak niesamowicie byłoby mieć tamtą rzecz za darmo. Po tym odłożyła ona zabawkę na półkę. Jestem prawie pewna, bo do tej pory zawsze widywałam wszystkie tego typu sytuacji w taki właśnie sposób, że gdyby powiedział jej, że ma odłożyć tę zabawkę oraz że kradzież jest bardzo zła, wracałaby do tych myśli znowu i znowu. Teraz nie musi tego robić, bo przeszła już przez całe to doświadczenie kradzieży zabawki w jej wyobraźni i jej to wystarcza.

Dlaczego miałabyś użyć aktywnego słuchania?
1. By pomóc drugiej osobie rozwiązać problem przez nią samą.
2. By zbudować zaufanie i poczucie akceptacji w osobie, która mówi.
3. By pokazać osobie, która opowiada, że doceniasz ją, poprzez oferowanie jej swojego czasu i chęci do dzielenia ich doświadczenia używając swoich słów i reakcji.
4. By upewnić się, że rozumiesz to, co mówi w taki sam sposób, w jaki on to widzi (lub tak dokładnie, jak się da).

5. Kiedy widzisz, że to, co mówią nie jest głównym problemem; że coś siedzi głębiej.

Czego aktywne słuchanie wymaga?
1. Musisz chcieć słuchać tego, co dziecko (lub ktokolwiek inny) chce powiedzieć. Musisz być przygotowana na poświęcenie swojego czasu.
2. Naprawdę musisz chcieć pomóc.
3. Musisz ufać, że druga osoba jest zdolna do rozwiązania swoich własnych problemów bez pomocy.
4. Musisz mieć pewność, że jesteś gotowa do słuchania, bo rzeczy, które możesz usłyszeć, mogą być trudne do przyjęcia. Musisz zaakceptować wszystkie uczucia, którymi ktoś chce się podzielić; nieważne, jakie one są – czy są szokujące dla ciebie, czy całkowicie inne od twoich własnych; musisz zostać z drugą osobą bez dawania żadnych rad,
uspokajania, pocieszania, itp.

5. Musisz zapomnieć o swoich problemach i opiniach na jakiś czas, by być w stanie całkowicie słuchać tej drugiej osoby.

Co ja o tym myślę? Co zauważyłam?

Aktywne słuchanie to umiejętność, która nie przychodzi do nikogo tak po prostu i wiedziałam to od samego początku. Wygląda to prosto, ale… wcale takie nie jest. Miałam sporo problemów z tym, by przyzwyczaić się do tego, ale głównie wtedy, gdy przychodziło mi słuchać o rzeczach, które były ciężkie to przyjęcia. Muszę powiedzieć, że bardzo szybko przyzwyczaiłam się do tego, że Nathan słucha mnie w taki sposób i teraz nie mogę wyobrazić sobie innego sposobu traktowania mnie. Czuję się bardzo szanowana, zrozumiana i czuję się również bardzo komfortowo. On zapomina o swojej rzeczywistości i daje mi swój czas, swoje słowa, emocje i reakcje, co pokazuje mi, jak bardzo mu zależy. Teraz widzę, jak ważne to jest, bo zauważyłam, że wielu tych rzeczy, które powiedziałam jemu, nie powiedziałabym nikomu innemu. Głównie dlatego, że nigdy nie czułam się wystarczająco bezpiecznie (miałam tę obawę, że poczuję się zawstydzona, oceniona, pouczana, że ktoś będzie się ze mnie śmiać, itp). Czuję, że on chce pomóc, chce słuchać i wejść w tę moją rzeczywistość na jakiś czas. Pamiętam, że raz, gdy rozmawialiśmy o tym poście, powiedział: Aga, zdarzyło się kilka razy, że powiedziałaś coś, co mnie zszokowało, ale nie chciałem ci o tym powiedzieć, bo wtedy przestałabyś mówić. I to święta prawda – jakbym usłyszała coś w stylu „jak mogłaś zrobić coś takiego?!” albo gdyby zaczął się śmiać ze mnie, przestałabym opowiadać. Jestem pewna, że tak samo to działa u innych.

Było wiele momentów, kiedy zaskoczyłam sama siebie. Na przykład, byłam bardzo smutna i płakałam, gdy Nathan siedział obok mnie, słuchając każdego słowa, które wypowiadałam ze zrozumieniem, co pozwoliło mi iść dalej i dalej i skończyłam na opowiadaniu o rzeczach, które działy się w moim dzieciństwie, i które były jakoś tam połączone z tym, co działo się ze mną w tamtej chwili. Po tym czułam się 10kg lżejsza! Nie zdarzyłoby się to, gdybym usłyszała coś w stylu „Wszystko będzie w porządku!” albo „Aga, nie martw się, wszyscy mają problemy!” Oczywiście wiem, że wszyscy mają swoje problemy, ale w momencie, gdy ja jakiś mam, nieszczególnie mnie to obchodzi, bo skupiam się na swoim.

Co więcej, czuję się o wiele lepiej mówiąc o swoich uczuciach. Ludzie, którzy znali mnie wcześniej wiedzą, że nie byłam typem osoby, który czuł się swobodnie opowiadając o swoich uczuciach. Chowałam się. Nie chciałam, by inni widzieli mnie płaczącą (nie zliczę, ile razy słyszałam rzeczy w stylu „Nie płacz!” albo „Chodź, wytrę ci łzy!” – wszystko wpłynęło na to, jaka byłam później; tak, jakby płakanie było złe), nie chciałam, by widzieli, że byłam słaba, nieszczęśliwa, itp. Mogłam pokazywać swoje pozytywne emocje, ale nie negatywne. Teraz myślę, że powodem było to, że nie czułam się bezpiecznie (o czym już wspomniałam), ale jednocześnie czułam, że nie miałam już siły, mając to wszystko w głowie. Pamiętam czas, kiedy na początku 2013 roku byłam w tym właśnie stanie. W końcu wybuchłam i kilka razy zdarzyło mi się, że zaczynałam płakać siedząc w pracy w środku rozmowy z klientami, którzy nie mieli pojęcia, co się dzieje. Teraz jest mi o wiele łatwiej zwierzać się z moich uczuć, bo wiem, że one nie są złe. Są moje i są czymś, czego się nie wstydzę, nie boję się ich i nie chcę ich już więcej ukrywać.

 

Widzę też, jak ważne jest to dla Alicii, która ma 5 lat, która rośnie, uczy się na błędach; uderza w różne rzeczy i płacze; wkłada palce między szczebelki klatki i jest ugryziona przez chomika, a później mówi, jaki to on jest zły i jak bardzo go nienawidzi; która jest pomiędzy matką, a Nathanem. Poprzez słuchanie ją w taki sposób, może czuć się swobodnie, by powiedzieć wszystko, co chce nawet wtedy, gdy są to rzeczy typu: „Nienawidzę tej kobiety! Chcę ją udusić własnymi rękoma!” Ona musi to powiedzieć, bo w przeciwnym razie wszystko utknie w jej głowie i ja wiem, jak to jest mieć milion myśli, które nie mogą być wypowiedziane, bo nikt nie chce ich usłyszeć. Nigdy jej nie oceniałam i nigdy nie powtórzyłam niczego, co ja sama słyszałam w moim życiu wiele razy (Nie powinnaś tak mówić! Nie powinnaś być tak niegrzeczna! Przestań tak mówić, to nie jest ładne! Musisz być miła! Nie możesz mówić, że chcesz kogoś zranić! Musisz myśleć o tym, co inni czują!) i to podejście pomaga jej iść głębiej i głębiej i byłam zachwycona przynajmniej kilka razy, jak to działa. Tym, że możemy zacząć z czymś w stylu: Zawsze uderzam w krzesło, mam taki zły dzień! by przejść przez wiele łez i coś jak Nienawidzę swojego życia, jest takie okropne, mam pecha cały czas i rujnuję twój dzień, bo cały czas płaczę, jestem głośna i pewnie już boli cię głowa! by skończyć na Aga, kocham cię, jesteś najlepsza! I wtedy wiem, dlaczego to powiedziała, i że było to szczere. Czuję też, że jesteśmy blisko siebie. Czy zdarzyłoby się to, gdybym powiedziała, że jest mi przykro oraz że jestem pewna, że wszystko będzie okej? Nie wydaje mi się. Bardziej prawdopodobne jest to, że przestałaby mówić i uśmiechnęłaby się tylko z rozczarowaniem, co, swoją drogą, sama robiłam wiele razy, gdy straciłam nadzieję, że ktokolwiek będzie chciał mnie wysłuchać.

 

Jakie problemy miałam?

A co z momentami, kiedy to ja słucham? Stworzyłam listę rzeczy, które mnie zatrzymywały.
1. Trudno było słuchać drugiej osoby i iść głębiej w momencie, gdy rzeczy, o których mówiła, były powiązane ze mną, bo przychodził ten strach, co usłyszałabym później. Jeśli było to coś o tym, co powiedziałam lub zrobiłam, to brałam wszystko bardzo osobiście i nie potrafiłam zapomnieć o moich myślach i o poczuciu, że powinnam się bronić, bo byłam do tego przyzwyczajona przez całe życie.
2. Miałam wiele myśli w głowie i nie mogłam wybrać tylko jednej. Chciałam powiedzieć coś właściwego i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nie chodzi tu tak o same słowa, ale o to, by pokazać drugiej osobie, że byłam gotowa, aby słuchać.
3. Myślałam: to jest takie dziwne; wszystko brzmi inaczej; jakbym zaczęła rozmawiać tak z innymi ludźmi, to pomyśleliby, że robię sobie z nich żarty.
4. Za dużo myślałam o tym, co powiedzieć. A im więcej myślałam, tym więcej myśli miałam i tym więcej emocji odchodziło…
Jako że post jest już długi, skończę teraz. Następnym razem pokażę Wam parę przykładów! Jeśli ktokolwiek z Was postanowi spróbować tego sposobu, to dajcie znać o efektach!
Do następnego!
Aga & Nathan

PS. Pamiętam, że w trakcie szkolenia w New Jersey jedna z nauczycielek wspomniała coś o aktywnym słuchaniu, a godzinę później ta sama kobieta powiedziała, że w rozmowach z dziećmi dobrze jest używać wyrażenia typu „oh really?” czy też „I see!”, bo przecież „nie wszystko, co mówią, jest tak istotne” ;-).

______________

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Zajebiście prawdziwy post! Mam ten sam problem, też z nikim się nie da tutaj w PL porozmawiać. Dziękuje za tego posta, postawił mnie na nogi 😉 Pozdrawiam serdecznie!! 🙂

    • Bardzo proszę! 🙂 Cieszę się, że tak on na Ciebie zadziałał!

  • Anonymous

    Bardzo interesujący temat! Chciałbym nauczyć się tego o czym napisałaś, i bardzo by mi zależało żeby wypróbować ten sposób. Tylko, że po tym poście nie bardzo mam jak to zrobić. Będę oczekiwał na drugą część postu o ile takowa się pojawi. Już wiem czego nie robić ale dalej mam problem z tym co w takiej sytuacji powiedzieć/zrobić. Rozumiem, że czasami sama obecność wystarczy jednak często piszesz "gdybym tak nie rozmawiała było by inaczej". T.zn, w jaki sposób rozmawiasz? Co takiego robisz, że druga osoba się otwiera? Co odpowiedzieć gdy ktoś zwierza się z problemu(skoro pocieszanie nie jest odpowiednie)? Mam nadzieję, że w drugiej części tego postu trochę bardziej rozjaśnisz mi tą technikę. Super, że podejmujesz tak ważne i interesujące tematy.
    Pozdrawiam. 🙂

    • Pojawi się! I w tej drugiej części chcę poopowiadać trochę o przykładach, żeby właśnie rozjaśnić to wszystko, bo wiem, że tutaj nie jest do tak oczywiste.
      Dzięki :).

  • Podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisałaś. Ostatnimi czasy dużo rozmawiamy i wiesz jakie mam podejście do aktywnego słuchania, więc nie będę się milion razy powtarzała.
    " Musisz zapomnieć o swoich problemach i opiniach na jakiś czas, by być w stanie całkowicie słuchać tej drugiej osoby. " – owszem, ALE ten jeden problem może być połączony z Twoim i razem można go rozwiązać. Jak to napisałaś" nie da się zapomnieć przeszłości" ( w tym problemów, które nam towarzyszyły/towarzyszą). Bardzo pouczający post, a czymże byłby, bez adekwatnych przykładów prosto z życia wziętych? Mam nadzieję, że komuś posłuży, bo w Polsce brakuje takich ludzi, którym można powiedzieć W S Z Y S T K O.
    Pozdrawiam czytelników i Ciebie oczywiście. Buziaki ;*

    • Czyli lubisz tę opcję, kiedy możesz rozwiązać problem tak szybko, jak to tylko możliwe, współpracując przy tym z drugą osobą.

      Mój sposób jest trochę inny. Myślę, że słuchanie kogoś, a rozwiązywanie problemów to dwie różne rzeczy. Sens aktywnego słuchania to danie czasu drugiej osobie na to, by poukładała swoje myśli, bo po drodze może zdecydować iść gdzie indziej i porozmawiać o czymś innym. Nawet, jeśli w trakcie słuchania zauważysz, że problem tej osoby jest jakoś powiązany do Twojego, to Twój musi poczekać na później, gdy ta druga osoba będzie gotowa, by Ciebie wysłuchać. Jeśli przejdziesz do rozwiązania problemu zbyt szybko, to możesz ominąć coś, co jest ważne, a nie zostało wypowiedziane, bo nie było czasu i miejsca. Inna sprawa, osoba, która ma ten problem, może nie chcieć go rozwiązać, może nie być na to gotowa; może chcieć się zwyczajnie wygadać i zwyczajnie być wysłuchanym.

  • Anonymous

    Hej.
    Może zacznę od tego, że dziś weszłam pierwszy raz na Twojego bloga i przeczytałam wszystkie posty. Prawie cały dzień mi to zajęło, ale nie żałuję 🙂
    A jeśli chodzi o ten? Całkwicie się z tym zgadzam. Sama staram się aktywnie słuchać, przyznaje, nie zawsze mi to wychodzi, czasem jeszcze popełniam błędy, ale na nich się uczę.
    Przyznam też, że zastanwiam się nad wyjazdem, a w zasadzie podjęłam decyzję, że w tym roku chciałabym wyjechać. Mam nadzieję, że też wszystko się ułoży i mi się uda.
    Pozdrawiam
    Sylwia 🙂

    • Ooo, bardzo mi miło czytać takie komentarze! Dzięki :).
      Wiadomo, człowiek uczy się na błędach. Też przez to przechodzę.
      No to ja też mam taką nadzieję! Trzymam kciuki i daj znać, jak Ci idzie! 🙂

  • Anonymous

    Bardzo dziękuję za Twój post!
    Wiele się poukładało w mojej głowie, kiedy go przeczytałam.
    Przede wszystkim zrozumiałam, że pewna bardzo ważna (kiedyś ważna) relacja w moim życiu rozpadła się dlatego, że tamta osoba nie potrafiła mnie słuchać, udawała, że słucha, chociaż widziałam,że wszystko inne jest ważne tylko nie ja. Nie fajnie jest, kiedy uśmiechasz się, próbując powstrzymać łzy, mówisz o traumatycznym dla Ciebie przeżyciu, a osoba, którą masz za najbliższą mówi: "Ty to zawsze coś wymyślisz" albo bawi się telefonem kiwając od czasu do czasu głową.
    Długo zajęło mi zrozumienie, że od takich osób trzeba się trzymać jak najdalej, bo zabierają naszą życiową energię i potrafią wpędzić w poczucie winy…
    Czekam na następny post. Uwielbiam Ciebie czytać.:)
    Pozdrawiam
    O.

    • Więc to było bolesne dla Ciebie i czułaś się zraniona, gdy próbowałaś rozmawiać o jakimś traumatycznym przeżyciu, a osoba, którą uważałaś za ważną, jakby nie miała dla Ciebie czasu; czułaś się niepotrzebna. No i teraz widzisz, że bycie z dala od takich osób to po prostu sposób na chronienie samej siebie. Z Twojego komentarza wnioskuję, że lepiej się teraz czujesz!
      Dzięki! Bardzo mi miło! 🙂

    • Anonymous

      Dużo lepiej. Dobieram teraz przyjaciół, którym naprawdę na mnie zalezy, a nie są zakochani w sobie. 🙂

    • I od razu łatwiej się żyje :).

  • Mam wrażenie jakbyś czytała w moich myslach….tak mało ludzi potrafi tak naprawdę słuchać….nie wiem ile razy jak mówiłam coś co było dla mnie ważne słyszałam tylko "nie przesadzaj…inni mają gorzej" … z całym szacunkiem ale co mnie obchodzą inni jeśli w tym momencie to JA jestem nieszczęśliwa…potem zaraz przychodziła myśl…"ale jestem samolubna"…i poczucie winy…cały czas starasz się zwalczać te myśli…nie wiem moze to naleciałości z przeszłości…tradycji etc. i przestajesz się zwierzać…a bardzo ciężko jest iść dalej jeśli nie masz w kimś oparcia…jeśli każdego dnia musisz iść sama … i słyszysz tylko "może powinnaś być bardziej otwarta " … a u mnie rodzi się pytanie "a co ja do cholery cały ten czas robię"? "Nie słyszysz mnie "? "właśnie kolejny raz się otworzyłam i otrzymałam kolejny raz po głowie…albo mówisz, że Ci na kimś zależy…że doceniasz to , ze on jest ,,,a w odpowiedzi słyszysz tylko "wymieniam podłogę" albo "a ja chcę mić prywatną wyspę a na niej neta"… ale jak on ma problem to nagle ta nić porozumienia istnieje..,ja wiem, że tak się nie da…że to powinno działać w obie strony…Ja słucham, ale i Ty mnie wysłuchaj…albo poprostu przestań mieszać w głowie…przestań dawać nadzieję … nie jest łatwo zerwać toksyczną znajomość…ale jesli się już zdecydujesz…cudownie jesli jest ktoś kto da Ci się wygadać … i potrafi słuchać … dlatego dzięki, że jesteś Aga :)…

    The End 🙂 …. no i znowu wyszła mi epopeja ;)…może powinnam zacząć pisać bloga ? 😉

    $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
    "Inside my heart is breaking
    My make-up may be flaking
    But my smile still stays on. "

    • Jak coś, to kontynuujmy tę rozmowę na fejsie, bo tam też ją zaczęłyśmy :).

  • Anonymous

    Cześć! Przepraszam, że nie na temat ale mam pytanie 🙂 Wiesz może jakie pytania zadaje Gawo, gdy dzwoni do osób, które dały referencje opieki nad dziećmi? Z góry dziękuję za odpowiedź 😉
    Pozdrawiam
    Monika

    • Pytałam tych, którzy dali mi referencje o to czy ktoś dzwonił i o co pytali. Powiedzieli, że jedyne pytanie, jakie usłyszeli, to: "czy dał/a pan/i takie i takie referencje Agnieszce W.?" Tyle :).

    • Anonymous

      Dziękuje 😉

  • Masz talent do pisania jeśli chodzi o takie tematy.. serio!
    Mam wrażenie za każdym razem jakbyś siedziała mi w głowie i spisywała moje myśli! 😀

    Każdy mi mówi, że jestem dobrym słuchaczem, sama też tak uważam. Zawsze staram się pomóc tej osobie najlepiej jak tylko potrafię, doradzić coś, czy po prostu wysłuchać…
    Jednak, gdy to ja chcę komuś coś powiedzieć, choć nie jestem typem, który lubi mówić o sobie.. jednak w końcu przychodzi i taki czas, kiedy po prostu trzeba uwolnić wszystkie myśli, problemy, żeby nie dostać na głowę… to.. brak takich osób. Większość z nich właśnie 'słyszy a nie słucha'… strasznie jest to irytujące!

    Dobrze jednak wiedzieć, że nie jest się samemu z takimi problemami! 🙂

    • Czyli jak ktoś chce się zwierzyć, to wiedzą, do kogo się zgłosić, ale jak Ty chcesz coś powiedzieć, to nie masz komu, bo czujesz się ignorowana… Tak, jakby to działało tylko w jedną stronę 😐

      Dzięki za miłe słowa! I pewnie, że nie jesteś sama, wysyłam wsparcie 😀

  • Selena

    Hej, mam nadzieję, że dostaniesz powiadomienie o tym komentarzu, bo to stary post, a ja znalazłam Twojego bloga wczoraj i z powodu wolnego dnia czytam każdy post, który mnie zainteresuje. Obejrzałam też filmiki i jestem pod wrażeniem. Wydajesz się tak bardzo dojrzała, tak inteligentna i po prostu mądra „życiowo”, jakbyś była dużo starsza, a jestem tylko rok młodsza i czuję się jeszcze jak nastolatka, która nie wie co robić w życiu, choć niedługo kończę studia. No cóż. Do rzeczy. Jesteś mamą i nie pracujesz, ale masz dużą wiedzę o dzieciach. Nie wiem czy wynika ona z czytania jakichś książek? Przygotowywałaś się do roli au pair czytając poradniki czy te posty to wynik własnych obserwacji i wniosków? Jeśli to drugie, uważam, że sama powinnaś (nie lubię tego słowa, ale nie wiem czym je zastąpić, bo „mogłabyś” brzmi za słabo”) napisać jakiś poradnik na temat wychowania dzieci. 🙂
    Jeśli chodzi o to aktywne słuchanie – to Nathan Cię tego nauczył? Podziwiam ludzi, którzy mają ten zmysł obserwacji, analizowania otoczenia i wyciągania z tego wniosków, bo ja zupełnie tego nie potrafię. Nigdy nie wiem jak postępować z ludźmi. Zapamiętam łatwo ciekawostki, informacje, ale sama nie potrafię przeanalizować czyjegoś zachowania jak taki psycholog. Kiedy ktoś płacze, jakoś tak naturalnie przychodzą te słowa „nie płacz, będzie dobrze”, bo co innego można by powiedzieć? Skoro ktoś na przykład nie chce porady ani współczucie, a tylko bycia wysłuchanym? To bardzo trudne. Tyle chciałam napisać. 😉

    • Aga

      Dzięki wielkie 🙂
      Co do tego, że nie wiesz co robić w życiu to według mnie nie jest to problem. Ludzie są wręcz zmuszani do podejmowania takiej decyzji w bardzo młodym wieku, gdy większość z nas nie jest jeszcze na to gotowa.
      Moja wiedza to książki (np. „Parent Effectiveness Training” – polecam), internet i głównie obserwacje i wiara w moje przeczucia. Wychodzę z założenia, że jeśli coś wydaje mi się nie tak (np. zostawianie dziecka aż się wypłacze do snu) to znaczy, że powinnam zaufać swoim przeczuciom zamiast słuchać rad innych.
      Tak, Nathan mnie nauczył aktywnego słuchania .Dalej mam czasem z tym problemy, ale widzę, że jest to coś, co naprawdę warto ogarnąć w życiu.
      Rozumiem, że teraz nie potrafisz czytać ludzi, wyciągać wniosków z ich zachowania i tak dalej, ALE to wszystko da się nabyć, naprawdę 🙂