Aktywne słuchanie – czego się nauczyłam i jak to pomaga.

UWAGA! Większość postów z tej serii przenoszona była ze starego bloga tutaj. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie są zbyt przejrzyste, jednak nie jestem w stanie nic zrobić. Od dwóch godzin męczyłam się z edycją, ale wordpress ze mną nie współpracuje…

Zacznę od tego, że wszystko to, co zostało zawarte w poniższym poście, podparte jest doświadczeniem i obserwacjami oraz wszystko jest zdaniem osobistym. Nie zaczynałam jednak każdego zdania od „myślę, że” lub „uważam, że”, bo po prostu dziwnie by to wyglądało. Będzie długo, ale popisałam też trochę o sobie tym razem ;-). 

Zazwyczaj pisałam w innej formie, a teraz wybrałam rodzaj żeński, więc będzie troszkę inaczej. 

Osobiście widzę różnicę pomiędzy słyszeniem a słuchaniem, która raczej nie była zauważana przez większość ludzi, których spotkałam w moim życiu. Zazwyczaj kiedy rozmawiają, używają wiele wyrażeń w stylu: oh?, serio?!, rozumiem!, no co Ty!, itp. Tak więc, czy oni naprawdę słuchają czy tylko udają? Czy wiedzą, jak się czujesz? Czujesz się wysłuchana? Czujesz się zrozumiana i czujesz, że oni są z tobą? Kiedy nie mam żadnego odzewu, tracę zainteresowanie w zwierzaniu się danej osobie, bo jaki jest sens w dzieleniu się czymkolwiek, jeśli wszystko leci gdzieś w przestrzeń i jest zapomniane od razu; kiedy nie wiem, czy druga osoba rozumie, o co mi chodzi; kiedy mówię coś ważnego i słyszę zwykłe OK w odpowiedzi, co sprawia, że czuję się nieco zagubiona. Przykład, który wyjaśni o co mi chodzi, to posiadanie GPSa w samochodzie. Ruszasz się i strzałka pokazuje ci, gdzie jesteś, a twoja pozycja zmienia się z każdym przejechanym metrem. Jeśli nie dostaniesz żadnego odzewu od swojego GPSa, nie będziesz mieć pojęcia, jak dotrzeć do danego miejsca; będziesz zagubiona. To samo ze słuchaniem do drugiej osoby. Nie chodzi tu tyle o słuchanie do rzeczy, o których ktoś mówi, ale o słuchanie ich, ich emocji i tego, jak się czują w danej chwili. A uczucia nie są stałe – zmieniają się z minuty na minutę, z gniewu do miłości. Coś, co mówisz, może być odebrane przez drugą osobę w setki różnych sposobów, które będą zupełnie inne od tego, co tak naprawdę starałaś się powiedzieć. Myślę, że to jest ten moment, gdy zaczyna się wiele kłótni. Dobrym przykładem wyjaśniającym tę sytuację jest wysyłanie paczki na poczcie – jeśli wyślesz coś za granicę i odbiorca powie tylko „dostałem paczkę!”, nie będziesz wiedzieć co tak naprawdę ma; wszystko, co włożyłaś do środka czy może tylko połowę. Wierzę, że to samo dzieje się ze słuchaniem. Na przykład, ktoś pyta leżące na kanapie dziecko, by wyniosło śmieci. Ono odpowiada: Nie chcę teraz wstawać, zrobię to później. Osoba, która poprosiła o wyniesienie śmieci może usłyszeć to jako: Jest mi zbyt wygodnie. lub Zostaw mnie w spokoju, nie chcę ci pomagać! albo Boli mnie głowa, muszę poleżeć przez chwilę.

Widziałam wielu rodziców i osób opiekujących się dziećmi, którzy z jednej strony mówią, że owe dzieci mogą mówić, co tylko chcą, będą zrozumiane i wspierane; z drugiej zaś strony nie do końca rozumieją, dlaczego dzieci nie chcą z nimi rozmawiać i zwierzać z rzeczy, jakie dzieją się w ich życiu. Niestety, opiekunowie widzą to inaczej niż dzieci (więcej o tych różnicach w następnym akapicie). Dziecko przychodzi, by porozmawiać, bo ma jakąś potrzebę – może jest sfrustrowane, może ma problem, może jest smutne albo po prostu chce być blisko do kogoś. Jeśli 17-letnia dziewczyna przyjdzie do swojej mamy i powie: Przespałam się z moim chłopakiem! i w odpowiedzi usłyszy coś w rodzaju: Co zrobiłaś?! Masz szlaban! Jesteś bardzo nieodpowiedzialna! to nie przyjdzie do matki już więcej z niczym osobistym (lub z niczym w ogóle) lub przynajmniej nie przez długi czas. Następnym razem, gdy owa dziewczyna usłyszy: Możesz mówić mi o wszystkim, skarbie! od razu przypomni sobie sytuacje, które pokazały, że to wcale nie jest tak i wybierze bezpieczniejszą opcję, którą będzie brak zwierzania się. Inny przykład – jeśli 8-letnia dziewczynka powie: Pobiłam się z Marysią! Powiedziała mi, że jestem głupia i że moja mama jest brzydka, więc ją uderzyłam w twarz, bo to ona była głupia, a nie ja, i nie powinna mówić takich rzeczy nigdy więcej! To jest to bardziej niż prawdopodobne, że usłyszy ona w odpowiedzi coś takiego: Nie powinnaś bić ani jej, ani nikogo innego! Nieważne, co mówią – bicie nie jest wyjściem! To jest bardzo złe! Nie podobałoby ci się to, jakby ktoś ciebie uderzył, prawda?! Także odpowiedź dotyczy tego, co dziewczynka zrobiła, by ochronić tak siebie, jak i swoją matkę oraz jak złe było to, według tej matki, a nie o uczuciach małej – o smutku (płakała przecież), zranieniu i byciu obrażoną przez inną osobę. Co więcej, jej matka pokazała jej, jak bardzo nie akceptuje tego, co zrobiła jej córka i zezłościła się nawet na nią. Tego typu sytuacje to coś, co sprawia, że dzieci boją się dzielić czymkolwiek ze swoimi rodzicami, bo wiedzą, że nie będą zrozumiane i zaakceptowane. Zamiast uczucia, że opiekunowie im ufają i sami również mogą ufać, czują się nauczane, pouczane, oceniane, obrażane, dostają nakazy oraz zakazy, itp. Zauważyłam, że nie tylko dzieci, ale ludzie ogólnie testują słuchacza poprzez rozpoczęcie rozmowy opowianiem o małych rzeczach, aby mieć pewność, że mogą zaufać, by zobaczyć reakcje, czy słuchacz jest zainteresowany, czy mogą czuć się bezpiecznie, by opowiadać o czymś bardziej osobistym w późniejszym czasie. Kiedy poczują się dobrze z drugą osobą, zaczną iść dalej ku tym bardziej osobistym i ryzykownym problemom, którymi normalnie nie chcieliby się podzielić, gdyby nie czuli się wysłuchani mówiąc o tych małych problemach. Czasami osoba, która słucha efektywnie, może być zaskoczona tym, jak głęboko rozmowa może pójść i jak komfortowo osoba opowiadająca może się w końcu poczuć. Poprzez poczucie swobody w kwestii opowiadania o swoich uczuciach, możemy doświadczyć tego, o czym mówimy w sposób, który pozwoli nam poczuć, że już to zrobiliśmy. Nathan dał mi przykład, kiedy to był z Alicią w sklepie i ona powiedziała, że chciałaby wziąć zabawkę bez płacenia za nią. On powiedział jej, że istniała szansa, że zostałaby złapana, ale nie powiedział, że nie powinna tego robić i że ma odłożyć ową zabawkę na półkę. Był z nią w tej sytuacji, co pozwoliło jej pójść tak daleko, jak daleko mogła zaprowadzić ją wyobraźnia, więc miała okazję doświadczyć tego, jak niesamowicie byłoby mieć tamtą rzecz za darmo. Po tym odłożyła ona zabawkę na półkę. Jestem prawie pewna, bo do tej pory zawsze widywałam wszystkie tego typu sytuacji w taki właśnie sposób, że gdyby powiedział jej, że ma odłożyć tę zabawkę oraz że kradzież jest bardzo zła, wracałaby do tych myśli znowu i znowu. Teraz nie musi tego robić, bo przeszła już przez całe to doświadczenie kradzieży zabawki w jej wyobraźni i jej to wystarcza.

Dlaczego miałabyś użyć aktywnego słuchania?
1. By pomóc drugiej osobie rozwiązać problem przez nią samą.
2. By zbudować zaufanie i poczucie akceptacji w osobie, która mówi.
3. By pokazać osobie, która opowiada, że doceniasz ją, poprzez oferowanie jej swojego czasu i chęci do dzielenia ich doświadczenia używając swoich słów i reakcji.
4. By upewnić się, że rozumiesz to, co mówi w taki sam sposób, w jaki on to widzi (lub tak dokładnie, jak się da).

5. Kiedy widzisz, że to, co mówią nie jest głównym problemem; że coś siedzi głębiej.

Czego aktywne słuchanie wymaga?
1. Musisz chcieć słuchać tego, co dziecko (lub ktokolwiek inny) chce powiedzieć. Musisz być przygotowana na poświęcenie swojego czasu.
2. Naprawdę musisz chcieć pomóc.
3. Musisz ufać, że druga osoba jest zdolna do rozwiązania swoich własnych problemów bez pomocy.
4. Musisz mieć pewność, że jesteś gotowa do słuchania, bo rzeczy, które możesz usłyszeć, mogą być trudne do przyjęcia. Musisz zaakceptować wszystkie uczucia, którymi ktoś chce się podzielić; nieważne, jakie one są – czy są szokujące dla ciebie, czy całkowicie inne od twoich własnych; musisz zostać z drugą osobą bez dawania żadnych rad,
uspokajania, pocieszania, itp.

5. Musisz zapomnieć o swoich problemach i opiniach na jakiś czas, by być w stanie całkowicie słuchać tej drugiej osoby.

Co ja o tym myślę? Co zauważyłam?

Aktywne słuchanie to umiejętność, która nie przychodzi do nikogo tak po prostu i wiedziałam to od samego początku. Wygląda to prosto, ale… wcale takie nie jest. Miałam sporo problemów z tym, by przyzwyczaić się do tego, ale głównie wtedy, gdy przychodziło mi słuchać o rzeczach, które były ciężkie to przyjęcia. Muszę powiedzieć, że bardzo szybko przyzwyczaiłam się do tego, że Nathan słucha mnie w taki sposób i teraz nie mogę wyobrazić sobie innego sposobu traktowania mnie. Czuję się bardzo szanowana, zrozumiana i czuję się również bardzo komfortowo. On zapomina o swojej rzeczywistości i daje mi swój czas, swoje słowa, emocje i reakcje, co pokazuje mi, jak bardzo mu zależy. Teraz widzę, jak ważne to jest, bo zauważyłam, że wielu tych rzeczy, które powiedziałam jemu, nie powiedziałabym nikomu innemu. Głównie dlatego, że nigdy nie czułam się wystarczająco bezpiecznie (miałam tę obawę, że poczuję się zawstydzona, oceniona, pouczana, że ktoś będzie się ze mnie śmiać, itp). Czuję, że on chce pomóc, chce słuchać i wejść w tę moją rzeczywistość na jakiś czas. Pamiętam, że raz, gdy rozmawialiśmy o tym poście, powiedział: Aga, zdarzyło się kilka razy, że powiedziałaś coś, co mnie zszokowało, ale nie chciałem ci o tym powiedzieć, bo wtedy przestałabyś mówić. I to święta prawda – jakbym usłyszała coś w stylu „jak mogłaś zrobić coś takiego?!” albo gdyby zaczął się śmiać ze mnie, przestałabym opowiadać. Jestem pewna, że tak samo to działa u innych.

Było wiele momentów, kiedy zaskoczyłam sama siebie. Na przykład, byłam bardzo smutna i płakałam, gdy Nathan siedział obok mnie, słuchając każdego słowa, które wypowiadałam ze zrozumieniem, co pozwoliło mi iść dalej i dalej i skończyłam na opowiadaniu o rzeczach, które działy się w moim dzieciństwie, i które były jakoś tam połączone z tym, co działo się ze mną w tamtej chwili. Po tym czułam się 10kg lżejsza! Nie zdarzyłoby się to, gdybym usłyszała coś w stylu „Wszystko będzie w porządku!” albo „Aga, nie martw się, wszyscy mają problemy!” Oczywiście wiem, że wszyscy mają swoje problemy, ale w momencie, gdy ja jakiś mam, nieszczególnie mnie to obchodzi, bo skupiam się na swoim.

Co więcej, czuję się o wiele lepiej mówiąc o swoich uczuciach. Ludzie, którzy znali mnie wcześniej wiedzą, że nie byłam typem osoby, który czuł się swobodnie opowiadając o swoich uczuciach. Chowałam się. Nie chciałam, by inni widzieli mnie płaczącą (nie zliczę, ile razy słyszałam rzeczy w stylu „Nie płacz!” albo „Chodź, wytrę ci łzy!” – wszystko wpłynęło na to, jaka byłam później; tak, jakby płakanie było złe), nie chciałam, by widzieli, że byłam słaba, nieszczęśliwa, itp. Mogłam pokazywać swoje pozytywne emocje, ale nie negatywne. Teraz myślę, że powodem było to, że nie czułam się bezpiecznie (o czym już wspomniałam), ale jednocześnie czułam, że nie miałam już siły, mając to wszystko w głowie. Pamiętam czas, kiedy na początku 2013 roku byłam w tym właśnie stanie. W końcu wybuchłam i kilka razy zdarzyło mi się, że zaczynałam płakać siedząc w pracy w środku rozmowy z klientami, którzy nie mieli pojęcia, co się dzieje. Teraz jest mi o wiele łatwiej zwierzać się z moich uczuć, bo wiem, że one nie są złe. Są moje i są czymś, czego się nie wstydzę, nie boję się ich i nie chcę ich już więcej ukrywać.

 

Widzę też, jak ważne jest to dla Alicii, która ma 5 lat, która rośnie, uczy się na błędach; uderza w różne rzeczy i płacze; wkłada palce między szczebelki klatki i jest ugryziona przez chomika, a później mówi, jaki to on jest zły i jak bardzo go nienawidzi; która jest pomiędzy matką, a Nathanem. Poprzez słuchanie ją w taki sposób, może czuć się swobodnie, by powiedzieć wszystko, co chce nawet wtedy, gdy są to rzeczy typu: „Nienawidzę tej kobiety! Chcę ją udusić własnymi rękoma!” Ona musi to powiedzieć, bo w przeciwnym razie wszystko utknie w jej głowie i ja wiem, jak to jest mieć milion myśli, które nie mogą być wypowiedziane, bo nikt nie chce ich usłyszeć. Nigdy jej nie oceniałam i nigdy nie powtórzyłam niczego, co ja sama słyszałam w moim życiu wiele razy (Nie powinnaś tak mówić! Nie powinnaś być tak niegrzeczna! Przestań tak mówić, to nie jest ładne! Musisz być miła! Nie możesz mówić, że chcesz kogoś zranić! Musisz myśleć o tym, co inni czują!) i to podejście pomaga jej iść głębiej i głębiej i byłam zachwycona przynajmniej kilka razy, jak to działa. Tym, że możemy zacząć z czymś w stylu: Zawsze uderzam w krzesło, mam taki zły dzień! by przejść przez wiele łez i coś jak Nienawidzę swojego życia, jest takie okropne, mam pecha cały czas i rujnuję twój dzień, bo cały czas płaczę, jestem głośna i pewnie już boli cię głowa! by skończyć na Aga, kocham cię, jesteś najlepsza! I wtedy wiem, dlaczego to powiedziała, i że było to szczere. Czuję też, że jesteśmy blisko siebie. Czy zdarzyłoby się to, gdybym powiedziała, że jest mi przykro oraz że jestem pewna, że wszystko będzie okej? Nie wydaje mi się. Bardziej prawdopodobne jest to, że przestałaby mówić i uśmiechnęłaby się tylko z rozczarowaniem, co, swoją drogą, sama robiłam wiele razy, gdy straciłam nadzieję, że ktokolwiek będzie chciał mnie wysłuchać.

 

Jakie problemy miałam?

A co z momentami, kiedy to ja słucham? Stworzyłam listę rzeczy, które mnie zatrzymywały.
1. Trudno było słuchać drugiej osoby i iść głębiej w momencie, gdy rzeczy, o których mówiła, były powiązane ze mną, bo przychodził ten strach, co usłyszałabym później. Jeśli było to coś o tym, co powiedziałam lub zrobiłam, to brałam wszystko bardzo osobiście i nie potrafiłam zapomnieć o moich myślach i o poczuciu, że powinnam się bronić, bo byłam do tego przyzwyczajona przez całe życie.
2. Miałam wiele myśli w głowie i nie mogłam wybrać tylko jednej. Chciałam powiedzieć coś właściwego i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nie chodzi tu tak o same słowa, ale o to, by pokazać drugiej osobie, że byłam gotowa, aby słuchać.
3. Myślałam: to jest takie dziwne; wszystko brzmi inaczej; jakbym zaczęła rozmawiać tak z innymi ludźmi, to pomyśleliby, że robię sobie z nich żarty.
4. Za dużo myślałam o tym, co powiedzieć. A im więcej myślałam, tym więcej myśli miałam i tym więcej emocji odchodziło…
Jako że post jest już długi, skończę teraz. Następnym razem pokażę Wam parę przykładów! Jeśli ktokolwiek z Was postanowi spróbować tego sposobu, to dajcie znać o efektach!
Do następnego!
Aga & Nathan

PS. Pamiętam, że w trakcie szkolenia w New Jersey jedna z nauczycielek wspomniała coś o aktywnym słuchaniu, a godzinę później ta sama kobieta powiedziała, że w rozmowach z dziećmi dobrze jest używać wyrażenia typu „oh really?” czy też „I see!”, bo przecież „nie wszystko, co mówią, jest tak istotne” ;-).

______________

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram