Cloudloud Canyon State Park / „Aga nie nadaje się do tego, by być jak mama dla Alicii!”

Jakiś czas temu razem z Nathanem i Alicią wybraliśmy się do Cloudloud Canyon State Park w Rising Fawn w północno-zachodniej Georgii, po zachodniej stronie Lookout Mountain. Internet mówi mi, że jest to jedno z najbardziej malowniczych miejsc w naszym stanie, chociaż ja i tak uważam, że całość jest piękna. Wysokość od poziomu morza wynosi do 1,980ft (stóp), czyli ok. 603m.
Chcieliśmy załapać się na ostatnie chwile jesieni w pełni. Wtedy było jeszcze w miarę kolorowo, choć i tak troszkę się spóźniliśmy. Tak czy siak, bardzo mi się to miejsce podobało!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

***
Co poza tym…No ogólnie wszystko w miarę w porządku :). Piszę w miarę, bo tak całkiem, to chyba nie do końca. Między innymi dlatego, że ostatnio byłam trochę chora i nie miałam siły na nic, kompletnie NIC. W dodatku gorączka, więc i leki, i takie tam. Postanowiłam przesiedzieć to w domu i może poświęcić na to więcej czasu, ale nie miałam zamiaru iść do żadnego lekarza. I wtedy tak sobie pomyślałam, że widzę często na Facebooku i w różnych innych miejscach pytania od osób, które chcą być lub już są au pair i chcą dowiedzieć się czegoś na temat ubezpieczenia, cen, itp. Pomyślałam, że dodam taki post tutaj o moich doświadczeniach i może coś to komuś rozjaśni. Ale najpierw muszę to wszystko ogarnąć i złożyć w jakiś jeden sensowny kawałek. Pamiętam też o tym poście z moimi doświadczeniami ze szkoły, o którym Wam wspominałam. Nanoszę ostatnie poprawki!

Mam trochę problemów z babcią Alicii i przygotowuję się na rozmowę, która łatwa nie będzie, ale w końcu trzeba sobie wszystko wyjaśnić. A nie chcę iść tak o, po prostu na żywioł, tylko raczej wolę mieć ustalone, co chcę powiedzieć.
Nie lubię tego, że traktuje mnie, jak obcą osobę. Tak, jakbym nie mieszkała tu z nimi ponad rok już. Poza tym nie przyjmuje do wiadomości tego, że jestem kimś innym dla Nathana niż tylko osobą, która opiekuje się jego dzieckiem. Gdy ktoś nowy przychodzi do domu, to zawsze przedstawia mnie jako dziewczynę, która opiekuje się Alicią, zamiast powiedzieć, że jestem po prostu Aga, przez co ci inni myślą, że ja tu tylko pracuję. Widzę, że ma coś do mnie, gdy np. kłóci się z Alicią (jak dziecko z dzieckiem, bez kitu) i ja się odzywam. Ona nagle przestaje mówić i udaje, że nic nie słyszała, robiąc tylko te miny, jakby chciała mnie zabić. Tydzień temu odcięła mi dostęp do auta i nawet nic mi o tym nie powiedziała. Porozmawiała z Nathanem, a do mnie nie odezwała się ani słowem. Od tego momentu nasze rozmowy opierają się na zwykłym hello, how are you? albo it’s cold outside. W dodatku poprawia wiecznie po mnie. Np. ja coś kupię i położę na jedną półkę, to później nie mogę tego znaleźć, bo ona wszystko poprzestawia tak, żeby jej było wygodnie. Nie możemy się zgodzić z takimi małymi rzeczami, jak np. zmywanie naczyń. Ja jestem przyzwyczajona do tego, że jak coś zrobię, to później od razu zmywam naczynia i mam czyste na bieżąco, itp. Ona natomiast robi składowisko brudnych naczyń na blacie i tak zbiera cały dzień, aż w końcu włoży wszystko do zmywarki. Nawet te rzeczy, które ja już wcześniej umyłam. Niedawno kroiłam sobie chleb, to usłyszałam złotą radę: be careful, maybe do it another way because this knife is very sharp! Jak to powiedziałam Nathanowi, to się zaśmiał i powiedział, że no tak, bo noże w Polsce to wszystkie tępe. Przed przyjściem osób, które sprzątają nam w domu, zawsze mówi mi coś w stylu: hide your towels somewhere so they won’t see them albo jakiś czas temu butelka po winie stała na komodzie no i rano jej nie sprzątnęłam, bo musiałam wyjść. Po powrocie jej nie było, więc pomyślałam, że pewnie ci ludzie ją wywalili, ale później od niej usłyszałam: I put that wine bottle under the sink in your bathroom so they wouldn’t think we drink alcohol. Serio?! Kiedyś przegięła całkowicie, jak powiedziała Nathanowi, że ona nie uważa, żebym ja nadawała się na to, by być jak mama dla Alicii. Nate powiedział, że nawet on się wtedy wkurzył. Do mnie tego nie powiedziała. Nie powiedziała też dlaczego, ale przypuszczam, że chodziło jej o to, że zachowuję się inaczej, niż ona. Czyli np. nie powtarzam milion razy Alicii, że powinna założyć kurtkę, gdy jedzie do matki i na dworze jest tylko przez kilka sekund albo że nie pouczam jej, że nie powinna jeść lodów przed obiadem lub też że jak ma problem, to nie powtarzam jej, że wszystko będzie w porządku i nie ma powodu do płaczu, tylko słucham jej zamiast tego, itp. Wiecie, o co chodzi, nie? Poza tym bardzo jej nie pasuje jeszcze jedna rzecz… Otóż, tuż po moim przylocie tutaj rozmawiała ze mną sporo a’propos tego, jak ona by chciała, żeby życie w tym domu wyglądało (głównie chodzi o Alicię), a jak Nathan to widzi (jak coś, wszystko jest tutaj – KLIK). Miała nadzieję, że pomogę jej zmienić jego myślenie. No ale niestety, zdecydowanie bardziej odpowiada mi jego styl życia, więc nie mam zamiaru tego zmieniać. I ona jest tym pewnie bardzo zawiedziona, więc nie ufa mi, że potrafię dobrze zająć się Alicią. Bardziej jednak interesuje mnie to, co Alicia mówi, czyli np., że wolała, jak byłyśmy same. Albo że czuje się bardzo spokojna przy mnie. Niedawno powiedziała mi też: Aga, you’re like my mom… I mean, not like Fang but like a real, normal mom. Niezwykłe jest usłyszeć to wszystko od dziecka, które ma tak złe doświadczenia z innymi ludźmi!
Na zakończenie dodam, że ona bardzo przejmuje się tym, co inni ludzie o niej myślą, dlatego zawsze jest niesamowicie miła. I mimo tego, że ja nie daje sobą pomiatać i często, jak coś ode mnie chce (np. to, o czym wspomniałam, czyli schowanie ręczników, itp.), a ja odpowiadam, że tego nie zrobię, to ona nadal ani słowa. I możliwe, że w myślach wbiła mi nóż w plecy już milion razy, ale w życiu nic mi nie powie. Dlatego ja to wyjaśnię, bo tak się nie da żyć. I zobaczymy, jak będzie.
No, wygadałam się… Dzięki za taką możliwość ;).

Na zakończenie coś zupełnie innego!
Moja znajoma z pracy z Warszawy wraz z dwójką jej znajomych, założyła cukiernię o nazwie Legal Cakes. Reklamują się tak: Legal Cakes to pierwsza w Polsce cukiernia, której wypieki spełniają wszelkie kryteria dietetyczne i mogą stanowić pełnowartościowy element każdej diety. Uważam, że pomysł jest bardzo fajny i inicjatywa godna pochwały i uwagi. Dlatego pomyślałam, że napiszę o tym tutaj, bo może ktoś z Was również się zainteresuje. Więcej info zobaczycie na TEJ stronie lub na FACEBOOKU, a poniżej filmik promocyjny!

Do następnego!
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram