Halloween, Halloween i… po Halloween!

Hejka! Ja z lekkim opóźnieniem w temacie, ale cóż, bywa ;-).
Jako że do Stanów przyleciałam 4 listopada, tegoroczne Halloween było moim pierwszym. Razem z Nathanem dostaliśmy zaproszenie na imprezę, więc pomyślałam, że o, super, przebiorę się i w ogóle, zobaczę, jak Amerykanie świętują, itp. Niestety kobieta, która organizowała, dostała zapalenia płuc! Tak więc żadnej imprezy nie było.
Święto to, jak wszyscy wiecie, obchodzone jest w wieczór 31 października i największy szał jest oczywiście w USA. Od dłuższego czasu we właściwie wszystkich sklepach tworzone były specjalne alejki z ozdobami Halloweeonowymi, czyli głównie czaszki, pająki, wiedźmy, kościotrupy i cukierki na trick-or-treat. W niektórych miejscach, np. u mnie, otwierano specjalne sklepy jedynie z przebraniami i ozdobami lub zmieniano całkowicie asortyment innych tak, by znaleźć tam można było tylko te rzeczy, które przydać mogą się w owy dzień. Według mnie jest to super okazja dla dzieciaków, by zrobiły coś innego, by mogły się poprzebierać, poznać sąsiadów… I przy okazji pozbierać słodycze! Ja, Nathan i Alicia połaziliśmy trochę po okolicy i widziałam sporo naprawdę fajnie poprzebieranych dzieci! Niektóre pomysły były imponujące. Np. chłopak, który ubrany był cały na czarno, od stóp do głów i nawet na twarzy. I miał pozakładane świecące, kolorowe obręcze. Świetnie to wyglądało w ciemności!
Do Polski Halloween przybyło w latach 90., więc całkiem niedawno. No i wiadomo, że nie jest obchodzone nawet w połowie tak, jak w Stanach i wiele, wiele osób jest przeciwnych temu dniu. Jeśli chodzi o moje osobiste zdanie, to bardziej przeciwna jestem Dniu Wszystkich Świętych i możecie się ze mną nie zgadzać, bo w końcu ja często mam inne zdanie ;-), jednak uważam, że jak ktoś chce pojechać na cmentarz, to zrobi to kiedykolwiek, a szukanie okazji i jeżdżenie, „bo trzeba” jest fałszywe. To samo zresztą z obchodzeniem Bożego Narodzenia przez wiele osób, ale nie będę się wywodzić na ten temat, bo po co.
Pokażę Wam kilka zdjęć. Oglądając Wasze blogi byłam pod wrażeniem niektórych dekoracji, ale myślę, że niektórzy ludzie poszli na ilość, zamiast na jakość. Czasami jak widzę te wszystkie światełka czy nawet muzykę, to zastanawiam się, jakie będą mieli rachunki za prąd i czy warto tak na jeden dzień. No ale wiecie, jak to jest – kto bogatemu zabroni! U mnie jakiegoś niesamowitego szału nie było, ale ogólnie podobało mi się to, co widziałam. W jednym miejscu ktoś miał coś takiego – KLIK – ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia. To podobało mi się chyba najbardziej, bo nie były to kolejne kościotrupy czy pająki, tylko coś innego.
Moja pani doktor! Jak weszłam do pomieszczenia, to stanęłam na moment
i przyjrzałam się pracownikom. WSZYSCY byli poprzebierani za postacie Disneya.
Moja znajoma zapytała: jak można traktować taką osobę poważnie?! 
Ja sobie pomyślałam, że właśnie nie miałam nic przeciwko. Podobało mi się to!
Taka wyluzowana atmosfera i ludzie, którzy potrafią się bawić :-).
No i ludzie poprzebierani byli też w innych miejscach, czyli we wszystkich
sklepach, restauracjach, itp. Niektórzy i po ulicach tak chodzili. W sumie
fajna opcja! Podobało mi się to, chociaż nie byłam jakoś bardzo podekscytowana.
* Dostałam oczywiście zgodę na opublikowanie powyższego zdjęcia.

 

 

Wyobraźcie sobie, że dziecko podchodzi do domu i widzi ową lalkę, która
pewnie byłaby większa, niż niektóre z nich. A później owe dziecko odwraca głowę i…

 

…widzi te oczy O_O

 

Pająki to naprawdę jeden z najpopularniejszych motywów.

 

 

 

Ten to taki bajerancki, bo się świeci!

 

 

 

 

 

 

Wspominałam już o pająkach?
Jeśli listonosz/ka ma arachnofobię, to współczuję.

 

 

Te oczy wyglądają świetnie, gdy na dworze jest ciemno
i w środku świeci się światło.

 

I trochę inwencji twórczej dzieci na drzwiach!

 

 

 

 

 

Nie mam pojęcia, co to jest, ale zrobili to sami i fajnie, bo przynajmniej
coś, czego nikt inny nie będzie miał!

 

A co my mieliśmy pod domem? Takie tam drobiazgi :-).

 

Do następnego!
Aga
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anonymous

    Kurde, tak bardzo zazdroszczę Ci osiedlenia się tam i fajnego faceta, dobrej rodziny…:<
    I jeszcze halołin jest halołinem, a ja nie jakąsżałosną maskaradą :<
    Do zobaczenia kiedyś tam ponownie!:D
    Katarina.

  • te dekoracje sa super! Ale smiac mi sie chce, bo dokladnie te same dmuchane pajaki ma nasz sasiad 😛 A tak na marginesie, niektore dekoracje sa kiczowate i o wiele ZA DUZE. Jednakze, najwieksze wrazenie robia kosciotrupy/groby/creepy istoty …

    • Tak, zgadzam się! Niektórzy kupują te dziwne dmuchane stwory i zawalają sobie cały ogródek tym. Ani to efektowne ,ani straszne, ani oryginalne :p

  • Pani doktor wyglądała w pytę. Serio mega mega. Mam nadzieję że uda mi się dotrwać w USA do Halloween w następny roku:)

    • Oby! Powodzenia 😀

  • Anonymous

    ten kot w oknie jest imponujący. Nie wiesz gdzie można takiego kupić?

    • Tego typu oczy widziałam w "Party City". Poza tym nie mam pojęcia, gdzie można je dostać, ale przypuszczam, że internet, np. Amazon, byłby dobrym miejscem. Wyglądają naprawdę super!