Panama City Beach… DELFINY!!!!!! :D / Believe it or not! / Let’s be cops

Witajcie!Jak już wspominałam, zeszły weekend spędziliśmy w Panama City Beach. Trzeba koszystać z lata i objechać wszystkie okoliczne ciekawe plaże! Dzisiejsza notka zawierać będzie wiele zdjęć.

Tym razem zacznę od samego końca, czyli od spotkania z delfinami! Właściwie to z jednym delfinem, który był dziewczynką :). Istne szaleństwo! Na pewno niektórzy z Was już wiedzą, że to było coś, co BARDZO chciałam zrobić i w końcu się udało. Mega uczucie, strasznie fajnie spędziliśmy ten czas. Nie długi, ale mega wartościowy dla mnie, a i Nathanowi się podobało. Naprawdę super! Podotykać takiego delfinka, popatrzeć na niego tak z bliska… Niesamowite! Bardzo, bardzo fajnie! Ahh, muszę to powtórzyć! (Tak, użyłam miliona wykrzykników, ale musiałam wyrazić swoje emocje.)

Całe wydarzenie miało miejsce w Gulf World. Zbierają grupę pięciu osób i całe spotkanie z delfinem trwa 25 minut, co oznacza po 5 minut dla jednej osoby, ale wszyscy są razem przez cały czas. Pamiętam, że można było wykupić jakiś inny pakiet, że jest się samemu, dłużej i w ogóle, ale nie interesowałam się tym. W razie jakbyście byli ciekawi, to info jest na pewno na stronie internetowej. Najpierw zebraliśmy się w jednym pomieszczeniu i trenerka opowiadała trochę o delfinach, a później poszliśmy już na basen.
Jeśli ktoś nie pamięta, to przypominam – delfiny to ssaki, nie ryby ;)!

Jeszcze tylko dodam, że trenerka podeszła do nas i powiedziała: „więc, to ty jesteś Agnieszka, tak? Aga!”. Ja tak na nią spojrzałam ze zdziwieniem i powiedziałam, że ona jest pierwszą osobą w Stanach, która bez żadnych prób wcześniej wypowiedziała moje imię całkiem poprawnie. Zaśmiała się i odpowiedziała, że w liceum miała dobrą koleżankę o tym właśnie imieniu.
(W ogóle pogadam trochę o moim imieniu w którymś z następnych postów, bo to dość obszerny temat.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ciekawostka: nigdy w życiu nie dodawałam tylu zdjęć w kostiumie kąpielowym do internetu. No ale cóż, tym razem nie da się inaczej ;).

 

 

 

 

 

 

 

Niesamowicie wyluzowany lew morski :D.

 

A teraz wracając do początku…
Wyruszyliśmy w piątek popołudniu i wróciliśmy w niedzielę późnym wieczorem. Cała droga tam zajmuje niecałe pięć godzin autem, więc całkiem spoko. Jest to bardzo blisko Destin, gdzie byliśmy wcześniej (KLIK).

Cieszę się, że pojechaliśmy tam teraz, bo to już po sezonie wakacyjnym, więc nie było tłumów ani nic i było całkiem spokojnie. Mówiąc szczerze, bardziej podobało mi się w Destin, ale Panama City też jest spoko. Milion różnych kurortów tuż przy samej plaży (fajnie jest mieć pokój z widokiem na ocean z szóstego piętra!), mnóstwo małych sklepików z pamiątkami i to centrum handlowe wyglądające jak makieta… Wszystko kolorowe, w tym samym stylu, czyste. Mówiąc centrum handlowe nie chodzi mi o takie Złote Tarasy czy Arkadię, ale o takie centrum na zewnątrz, gdzie chodzicie sobie między różnymi sklepami.

Poszliśmy sobie też na spacer po molo, na końcu którego było mnóstwo rybaków. Przed wejściem na molo był cennik – jeśli ktoś chce łowić ryby, to płaci $6 za wejście. Oni generalnie łowili te ryby i puszczali je z powrotem do wody. Ja wiem, że każdy ma swoje hobby i dla niektórych jest to relaksujące i w ogóle, ale ja umarłabym z nudów. Nie widzę w tym nic ciekawego, a tylko ryby się męczą.
Bardzo się chmurzyło wtedy, co zobaczyć możecie na fotkach poniżej, i trochę pogrzmiało, ale nie padało w ogóle. Było bardzo, BARDZO gorąco przez cały czas i opaliłam się jeszcze bardziej.Skorzystaliśmy też z motorówk wodnej raz jeszcze, ale tym razem i ja trochę poprowadziłam, co oczywiście podobało mi się. Raz prawie spadłam, bo Nathan zrobił mega ostry zakręt, a przyznam, że trochę obawiałam się, że wpadnę w meduzy ;). Utrzymałam się więc, co wymagało nadludzkiej siły i przybywa ona tylko wtedy, gdy wiem, że za moment może stać się coś, czego nie chcę.

Zawitaliśmy też do kina i obejrzeliśmy „Let’s be cops”. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam komedię, która tak mnie rozbawiła! Oboje się uśmialiśmy, więc jak coś, to polecam na rozluźnienie, gdybyście mieli ochotę :).
Jeden z trailerów, które puszczali przed filmem, był zapowiedzią „Dumb and Dumber To”! Nie mogę się doczekać tego filmu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Już w drodze powrotnej do Atlanty, zobaczyliśmy przypadkiem pewien ciekawy budynek. Ciekawy, bo do góry nogami. Nie za bardzo wiedzieliśmy, co to jest, więc postanowiliśmy podjechać bliżej i obczaić. Okazało się, że było to muzeum o nazwie WonderWorks (KLIK), czyli coś w stylu parku rozrywki, ale w środku. Po drugiej stronie ulicy było równie ciekawe miejsce, bo tym razem w kształcie ogromnego statku, który to był muzeum Ripley’s Believe It or Not (KLIK). Do tego właśnie miejsca postanowiliśmy wejść i zobaczyć, o co tam właściwie chodzi. Poniżej trochę zdjęć, żebyście wiedzieli, co ciekawego widzieliśmy.

 

WonderWorks

 

Sprzęt do zabijania wampirów! Ciekawa sprawa.

 

 

Mur Berliński

 

 

Musiałam sobie zrobić zdjęcie z tym panem! Najwyższy odnotowany człowiek świata.
Nazywał się Robert Wadlow, był Amerykaninem i zmarł w roku 1940 w wieku 22 lat,
mierząc 2,72m i ważąc 222kg.

 

„Najbardziej niezwykła kobieta na świecie”. Prawie 100% jej ciała pokryte jest
tatuażami, z czego wiele z nich zrobiła sobie sama! Ja bardzo lubię piercing, ale…
…bez przesady ;).

 

 

Największe damskie buty na świecie – rozmiar 28. Dla porównania, ja tutaj noszę 10,5-11,
co daje europejskie 41-42.

 

 

 

 

 

 

 

Ten tunel był taki super! Ściany były, jak widzicie, okrągłe, więc mostek przebiegał przez środek. Ta okrągła ściana miała milion światełek i kręciła się w jedną stronę w bardzo szybkim tempie. Przechodząc mostkiem miało się wrażenie, jakby i most się kręcił! Bez kitu, miałam wrażenie, że się przewrócę i popchnęło mnie aż do barierki. Na zdjęciu po prawej stronie widzicie Nathana, próbującego przejść na drugą stronę. Jak widzicie, nie było łatwo ;).
Przyznaję bez bicia – notkę tę dodałam głównie dlatego, że chciałam się pochwalić zdjęciami z delfinami haha Ja taka bez makijażu wszędzie, z jakąś dziwną fryzurą, więc zobaczyliście moją prawdziwą twarz ;). W dodatku z takim uśmiechem na niej!
Super było. Polecam to miasto :).
Do następnego,
Aga

PS. Wiem, że nawalam z tymi postami, które miały być w czwartki. Sama jestem na siebie zła, ale chyba przeceniłam nasze możliwości. Miałam nadzieję, że będzie się udawać co dwa tygodnie, ale jest ciężko, więc wydłużę czas na co miesiąc.
PS2. Dwa kolejne punkty z mojej „to-do list” zostały odhaczone! Pływanie z delfinami oraz spacer nad oceanem nocą :).

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram