Wzrost, Taylor Swift, brak snu… czyli: Aga narzeka.

Jeśli ktoś nie przeczytał drugiej części postu o tym, jak poradzić sobie ze strachem, zapraszam TUTAJ. Komentarze zostawione pod tym postem nadal są bez odpowiedzi, ale na pewno je dostaniecie, jak zawsze.

***

Mam taki nastrój, że z kijem nie podchodź. Dzisiejsza notka będzie zbiorem moich żali i może być nieco dosadna, więc ciut inaczej, niż zawsze. Lojalnie ostrzegam ;).
W ogóle przedwczoraj rano wiedziałam dokładnie, co chciałam Wam tu napisać, ale tego nie zapisałam i oczywiście zapomniałam. Tak sobie siedziałam więc później wieczorem i wczoraj cały dzień i myślałam, co ja tam miałam w tej mojej głowie. I nic, zero, kompletna pustka. No trudno, jak mi się przypomni, to zapiszę w wersji roboczej i dodam następnym razem. A dzisiaj sobie chyba, najzwyczajniej w świecie, ponarzekam. W końcu, jakby mnóstwo ludzi powiedziało (a i ja tak czasem mówię), taka mentalność Polaków…

Porozmawiajmy o wzroście.
Czytam sobie czasem te typowe strony internetowe z plotkami, itp. Jedną z nich jest Papilot, który ostatnio niesamowicie mnie zirytował, gdy dodali artykuł pt. „20 rzeczy, które zrozumie tylko wysoka kobieta” (KLIK). Ja WIEM, że im chodzi o to, żeby nabijać sobie wejścia, więc im więcej oburzonych ludzi, tym lepiej. I możecie mówić, że mogę nie zwracać uwagi… Ale jednak no sory, nie mogę, no nie mogę. Jak czytam głupoty w stylu: „nie możesz nosić butów na bardzo wysokim obcasie”, „…wyglądasz dziwnie”, „mężczyźni nie wiedzą, jak obchodzić się z tak nieporęcznym ciałem”, „…jesteś wybrykiem natury” albo, to mój osobisty faworyt, „wolałabyś być grubsza i brzydsza, byle tylko ktoś odjął ci parę centymetrów”. I później komentarze, z którymi co prawda w większości się zgadzam, ale duża część pisana była przez dziewczyny o wzroście ok. 170-175cm, co jednak niczym niezwykłym nie jest.
Kurna, są rzeczy, na które człowiek nie ma najmniejszego wpływu. Nie możemy mieć wpływu na to, jaki kolor oczu będziemy mieli po urodzeniu, z jakim kolorem włosów się urodziny, ile palców u rąk będziemy mieli. Oczywiście kolor oczu możemy zmienić zakładając soczewki, włosy można pofarbować, a palca można sobie odciąć w razie, gdyby miało się ich sześć. Istnieją jednak takie rzeczy, których zmienić się zwyczajnie nie da. Jedną z nich jest właśnie nasz wzrost. Oczywiście, jeśli ktoś jest niski, to może sobie dodać centrymetrów, gdy czuje taką potrzebę. Jeśli ktoś jest wysoki, to może sobie dodać, ale odjąć już nie, więc zawsze będzie wysoki. Czy to naprawdę musi być powód, by się wyśmiewać z ludzi, którzy wyglądają nieco inaczej, niż większość na ulicach oraz mówić im, co mogą nosić, a czego nie? Jak dla mnie, to czasem zachodzi tu o lekką dyskryminację. Wydaje mi się, że nie powinno tak być i jest to bardzo nie fair według mnie. Tym bardziej, że ci, którzy nie mają jakiegoś wysokiego mniemania o sobie, mogą się naprawdę zdołować. Nawet na mnie nadal to działa w jakiś tam sposób, chociaż o wiele, wiele mniej, niż jeszcze kilka lat temu.
To wszystko polega na tym, że człowiek sam nie wymyśli sobie tego, że wygląda „dziwnie”. Wszystko zaczyna się wtedy, gdy usłyszymy to po raz pierwszy od kogoś innego lub kiedy zobaczymy, że ci inni patrzą na nas takim specyficznym wzrokiem. Wtedy powstają myśli typu „czy coś jest ze mną nie tak, że tak się na mnie gapią?” Już w szkole podstawowej byłam najwyższa w klasie i doskonale pamiętam, że jedna z nauczycielek, nie pamiętając mojego imienia, nazywała mnie po prostu, cytuję: „ta wielka z 2b”. Serio? SERIO? Może to nie brzmi jakoś strasznie dla Was, ale ja, będąc w tej drugiej klasie, czułam się zwyczajnie wyśmiewana w ten sposób przez kogoś, kto raczej powinien swoich uczniów przed tym wyśmiewaniem chronić. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że miałam jakieś ciężkie dzieciństwo i lata młodzieżowe z powodu wzrostu, bo tak nie było. Wyśmiewana byłam raczej z innych powodów ;). Niemniej jednak, leciały komentarze na ten temat często. I nie tylko moi znajomi nazywali mnie „żyrafą” czy też zazwyczaj byłam stawiana na bramce, bo byłam najwyższa (mimo tego, że nie potrafiłam bronić), ale nawet na ulicy byliśmy zaczepiani i padały teksty: „o Boże, to pana córka ma dopiero 10 lat? Jaka wysoka! Niesamowite!” Mówię Wam poważnie, że takie coś odbiera się w inny sposób, niż wydaje się to osobie, która to mówi.
No i co… Wiecie, jak się strasznie stresowałam, gdy pierwszy raz założyłam buty na obcasie?! A był to obcas chyba 5cm, którego teraz w życiu bym nie włożyła (o tym później). No ale nie chcę tu jakoś się zagłębiać w to bardzo, bo notka wyszłaby mega długa (chociaż mogłabym poopowiadać, jakbyście byli ciekawi!), więc na razie powiem tylko tyle, że bardzo lubię wysokie buty. Mam trochę par szpilek i koturn, ale nie noszę ich tak często, jakbym chciała. Bez nich mam 185cm wzrostu, a moje najniższe obcasy mają 8cm, najwyższe natomiast 12. Czasem ludzie mówią, że może taki obcasik 4cm byłby lepszy… Wiecie, jakbym dziwnie wyglądała? Mój rozmiar buta to 41/42, a przy wysokich szpilkach czasem 40, zależy od sklepu. W 4cm obcasie moje stopy wyglądałyby jak kajaki, bez kitu. Poza tym nie podobają mi się. I kto mi zabroni nosić to, co lubię? Nikt. Bo niby dlaczego? Wzrostu sobie nie wybierałam, a komentarze typu: „taka wielka i jeszcze obcasy nosi!” (co słyszałam wiele razy) lepiej wsadzić sobie do kieszeni. Problem w tym, że bolą mnie one nawet wtedy, gdy udaję, że tak nie jest. Bo zwyczajnie chcę czuć się swobodnie nosząc to, co mi się podoba i nie stresować się tym, jak inni ludzie będą mnie odbierać. I powiem Wam, że tutaj jest to zupełnie inaczej odczuwalne, bo nikt się na mnie nie patrzy jak na idiotkę. No, chyba że dwie kobiety, które sięgały mi pod biust, a musiałam przejść bardzo blisko nich… Zjechały mnie wzrokiem z szeroko otwartymi oczami ;). Wzbudzam jednak jakieś tam zainteresowanie, ale tylko i wyłacznie w Polsce leciały jakieś głupie teksty i ten wzrok, mówiący: „ty lustra w domu nie masz!” Szkoda, wielka szkoda, że Polacy mają coś takiego w sobie, że dzień bez pojechania komuś, jest dniem straconym. I tak, generalizuję teraz, wiem. Mówię tu oczywiście o moim doświadczeniu, jak zawsze.
Na zakończenie tego tematu dodam, że teraz lubię to, jak wyglądam i podoba mi się to, że nie jestem taka, jak wszyscy, chociaż też nie uważam się za jakąś wyjątkową, bo wiem, że jest sporo dziewczyn o takim samym wzroście, a i znam kilka wyższych :). Nie spotykam ich jednak na ulicach. Słyszę natomiast wiele komplementów od różnych ludzi. I właśnie dlatego, że chodzę z wysoko podniesioną głową (ale żaden tam zadarty nos, nie, zarozumiała nie jestem!), denerwuje mnie podejście ludzi, którzy próbują zrobić wszystko, by sprawić, że zacznę chodzić wstydząc się i patrząc pod nogi, zamiast przed siebie.
Dobra, jeszcze Wam dodam, że kiedyś myślałam sobie, że facet dla mnie to musiałby mieć co najmniej 190cm wzrostu i nie mniej! Ah, jak to człowiek czasem gada głupoty! Nathan jest ciut niższy ode mnie i jakoś w ogóle nie rozpaczam z tego powodu, a i jemu nie przeszkadza to, gdy czasem włożę wyższe buty.Dobra. Koniec wywodu na ten temat. Lecimy dalej…

Ostatnio poszłam sobie do fryzjera podciąć końcówki i dziewczyna, która myła mi włosy, powiedziała: „jesteś bardzo podobna do Taylor Swift!” Ja tak na nią spojrzałam ze zdziwieniem i ona kontynuuje: „nikt ci tego wcześniej nie powiedział?” Odpowiedziałam, że ona jest pierwszą osobą, która mi to powiedziała. I tak sobie wtedy pomyślałam… no serio? Z której strony! Poniżej takie małe porównanie ;).
Ta sama dziewczyna kilka minut później zapytała: „jesteś z Niemiec?” Odpowiedziałam oczywiście, że nie i zapytałam, dlaczego tak pomyślała. Ona na to, że w sumie to nie zna niemieckiego, ale mój akcent wydawał jej się właśnie z tego kraju. Szkoda, że nie było tam żadnego Niemca, bo byśmy jej pokazali różnicę. W każdym razie, powiedziała, że ona jest Niemką! Dopytałam więc co nieco i okazało się, że jej „pra, pra dziadkowie” pochodzili z Niemiec. No to rzeczywiście Niemka pełną piersią :)!
Nie mogłam spać w nocy za bardzo i coś czuję, że zasnę na stojąco w ciągu dnia (w tym momencie jest 8pm i nie zasnęłam, chociaż było blisko). Spowodowane było to pewnie między innymi tym, że w niedzielę spałam aż do prawie 11! Nie jest to normalne w moim przypadku, bo zazwyczaj budzę się po 8. Ale wiem, że to Was nie interesuje, więc tak zejdę nieco z tematu i powiem, że wczoraj przed snem obejrzałam sobie sporo filmików na temat poprawnej polszczyzny (kanał na YouTube: „Mówiąc Inaczej”) i tak sobie pomyślałam, to jest takie prawdziwe! Wiem, że nie jestem idealna i na pewno mój polski też pozostawia trochę do życzenia, ale jednak niesamowicie irytują mnie niektóre błędy, których akurat ja nie popełniam. Zastanawiam się czasami, czy ludzie naprawdę nie znają żadnych zasad, czy po prostu jest to zwykłe niedbalstwo? Przecież naprawdę nie tak trudno przerwać pisanie na moment i zajrzeć chociażby do Google! No bo chociażby coś, co jest wszędzie – reklamy, seriale, wiadomości, gazety, itp. – czyli sposób zapisywania miesięcy. Na przykład, „4 listopad” zamiast „4 listopada”. Takie łatwe, a tak ciężko zapamiętać! Pomijam fakt nie używania wielkich liter i nie stawiania żadnych znaków interpunkcyjnych. Bardzo, bardzo ciężko się to czyta. Polskie znaki przeboleję, bo sama przez długi czas ich nie pisałam, gdy jeszcze nie wiedziałam, że mogę sobie ściągnąć polską klawiaturę ;). Są jednak takie błędy, których nie podaruję i nie obchodzi mnie, kto je popełnia. Tak to już ze mną jest i nie wiem, skąd mi się to wzięło.
A’propos błędów, chodzę sobie na te moje zajęcia tutaj i moja nauczycielka nie raz nie potrafi przeliterować jakiegoś słowa. Ma ogromną wiedzę i tego jej nie ujmuję, nie myślcie sobie, że taka jestem „hop, do przodu”! Jednak powiem Wam szczerze, że mam satysfakcję, kiedy zaczynam mówić: „przepraszam, tam jest błąd” i podaję poprawną opcję. No ale raz przeszła samą siebie, gdy męczyła się ze słowem „irritates” :). Wtedy to już mnie to nieźle rozbawiło.
Co tam jeszcze, co tam jeszcze…
Obejrzałam ostatnio trzy filmy: „12 years a slave”, „The other woman” i „The lucky one”.
Pierwszy bardzo mnie poruszył. Uważam, że ogólnie niektóre rzeczy są ciągnięcie trochę za bardzo, przez co film jest ciut za długi, ale poza tym, jest bardzo dobry. Na końcówce płakałam jak głupia. Pewnie większość z Was już to widziała, ale jeśli nie, to polecam.
Drugi to taki typowy film z Cameron Diaz „na odmóżdżenie”. Bardzo lekka, nieco głupkowata komedia, która jest idealna na te momenty, kiedy nie macie ochoty na myślenie i po prostu chcecie obejrzeć coś, co sprawi, że się uśmiechniecie. Bo, według mnie, w tym przypadku to jedynie uśmiech, a nie śmiech.
„The lucky one” to film na podstawie książki Nicholasa Sparksa, więc jeśli lubicie jego klimaty (np. „The notebook” albo „A walk to remember”), to polubicie i to. W tym filmie gra Zac Efron, ale spokojnie, zupełnie inny Efron niż ten w „High School Musical” ;). Mnie się podobało i oczywiście też płakałam. Jak zwykle, ja to i na serialach potrafię płakać, Boże…
Macie jakieś fajne filmy, które moglibyście mi polecić? Przyjmę prawie wszystko. Nie lubię westernów, wojennych i science fiction. Reszta mile widziana, szczególnie jakieś psychologiczne, na faktach albo właśnie jakieś wyciskacze łez.Na razie to tyle, tak myślę. Na koniec dodam może jakieś foto czy coś…

Od lewej: ja ;), Cleo i goryl na lampie, którego dostałam od Alicii.

Do następnego!
Aga

PS. UWAGA, ogłoszenie! Głównie do tych, którzy mieszkają w Georgii i okolicach albo do tych, którzy chcieliby mnie odwiedzić :). Miejsca w moim stanie, które chciałabym zobaczyć to między innymi: Yellow River Park, Helen (i przy okazji Unicoi State Park), Wildwood Park, Chehaw Park i duuuużo, dużo innych… Chcę też iść na mecz baseballa w Atlancie, do High Museum of Art oraz CNN. Jakby coś, to wiecie, gdzie mnie znaleźć!
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anonymous

    Ja polecam juz starszy film ale strasznie mnie zawsze wzrusza, I am Sam (Sean Penn and Michelle Pfeiffer), The Butler, Begin Again (moze nawet jeszce w kinie leci), The Giver- widzialam w pierwszy weekend wyswietlania i tez plakalam jak glupia. August Rush jest tez swietny oj duzo tego:) Pozdrawiam z Denver!

    • Dzięki! Słyszałam o paru z nich, ale nigdy nie obejrzałam. Dopisuję do swojej listy :).

  • Polecam Ci film "Biały Oleander". Jest na Youtube w wersji polskiej 😉 Mocny, zaskakujący dramat. Przynajmniej jak dla mnie 🙂
    Pozdrawiam!

    • Zaczęłam oglądać ten film, ale straaaasznie mnie znudził i wyłączyłam w połowie. Nie dotrwałam do końca, nie jestem w stanie przebrnąć 😛

  • Aha! A co do wzrostu… ja mam tylko 160 i zawsze irytuje mnie, gdy ktoś mówi do mnie, jak do małego dziecka: "o jej ale ty masz małe nogi" (rozm. 35-36)… -,- Chciałabym mieć chociaż 170, ale nie mam na to wpływu 🙁 Oddaj mi trochę centymetrów i będziemy "w sam raz" ;D

    • Haha nie no, sory, nie oddam. Lubię to, co mam :P. I też by mnie denerwowało takie coś. Ja słyszałam coś podobnego, ale odwrotnie, czyli "jakie ty masz duże stopy!" No ale jednak najważniejsze jest to, że wszystko jest proporcjonalne.

    • Właśnie 🙂 Nie mamy na to wpływu, więc po co się przejmować. A inni… niech sobie gadają 😉

    • Racja 🙂

  • Za 2 tygodnie będę już w Nowym Orleanie, oswoję się i może wybiorę się w Twoje strony tak samo jak Ty w moje 🙂

    • Pewnie! Przyjmę z otwartymi ramionami 😀

  • Anonymous

    Ja mam 157 🙂 jest to z jednej strony fajnie z drugiej nie 🙂 a Ciebie łaczy cos z N.?

    • No właśnie, zawsze są jakieś plusy. Ja np. na koncertach mam super, bo wszystko widzę, ale np. raz w samolocie musiałam iść zgarbiona i na ugiętych nogach :P. Ale nie uważam, że ja byłam za wysoka. Uważam, że samolot był za mały.

      Co do Twojego pytania, to tak, sporo nas już łączy :). Wszystko wydało się kilka postów temu w komentarzach – http://aga-usa.blogspot.com/2014/07/beyonce-dzien-nad-lake-lanier-oraz.html 😉

  • nuska

    Film One day! Wyciskacz łez z zaskakującą końcówka.
    Ja mam długie palce, mimo że sama tego aż tak nie widzę od zawsze słyszę "o jej!ale Ty masz długie palce", albo "grasz na pianinie? Z takimi palcami to mogłabyś być jak Chopin" i jak odpowiadam, że grałam, ale przestałam to widzę wzrok zabójcy. W szkole praktycznie każdy chciał ze mną mierzyć dłonie i jak się okazało, że moje są dłuższe to słyszałam takie 'wow'! Wcześniej dochodziło do tego, że ręce poprostu chowałam, teraz kompletnie się tym nie przejmuje, wręcz uważam to za atut. Chociaż koleżanka ostatnio strzeliła coś w stylu "Jak będziesz brała ślub to msza będzie przedłużona, bo nim Twój mąż założy Ci obrączkę…..".Na szczęście potrafie się śmiać z siebie, ale nie lubię, gdy takie żarty są wypowiadane przez osobę, która tego nie potrafi.

    • Coś mi mówi ten tytuł, muszę obczaić… Aaa, no tak. Oglądałam! Bardzo mi się podobał :).
      Haha no ja nie słyszałam nigdy tego typu tekstów apropos ślubów i w ogóle, ale czasem właśnie też pytali, czy gram na pianinie.
      Dobrze, że się z tego śmiejesz i Ci to nie przeszkadza. Jakby było inaczej, to bez sensu się śmiać w końcu. Mnie się wydaje, że czasami jest to kwestia zazdrości. Ktoś nie ma czegoś, co ma inna osoba, więc zamiast sprawić komplement, to komentuje w odwrotny sposób.

  • Anonymous

    Pisałaś o tym, że amerykanie są bardziej tolerancyjni wobec wyglądu innych i że ci się to podoba. Bardzo mnie to cieszy bo to jeden z powodów dla, których chce wyjechac do USA i mam nadzieje, że jak tam juz będę to okaże się to w 100% prawdą. Napisałaś też że w polakach nie podoba ci się to, że sie tak "czepiają" wyglądu(i nie tylko wyglądu) a w drugiej częsci "czepiłaś" się poprawnej polszczyzny. Nie chcę cię tu atakowac czy obrażac, ale czy nie uważasz, że w tym poście zaprzeczasz trochę sama sobie? Wiem, że poprawne pisanie to cos czego można się nauczyc wiec różni się to od problemu wzrostu o,którym pisałas. Ale gdy pisałaś o tym, że w stanach nie przejmują się wyglądem innych i że ci się to podoba, to raczej nie ograniczałas się do części wyglądu, której nie da się zmienic tylko pisałas o wyglądzie ogolnie. Jeżeli akceptacja wyglądu innych osób jest dobra to czy akceptacja ich sposobu pisania tez nie powinna taka byc? Pozdrawiam 🙂

    • Rozumiem, o co Ci chodzi! Najpierw piszę, że Polacy się czepiają, komentują i w ogóle, a później sama krytykuję ludzi. Patrząc na to z jednej strony można zauważyć jakiś zgrzyt, jednak ja nie uważam, żebym zaprzeczała sama sobie. Już spieszę z wyjaśnieniami :D.
      Pisząc o tym, że ludzie tutaj są bardziej tolerancyjni, chodziło mi o całokształt. Wzrost, waga, kolor włosów, sposób ubierania, kolor skóry… Wiesz, o co mi chodzi, nie? Jeśli masz trzy kolory na włosach, to nikt nie patrzy, zastanawiając się, czy jesteś jakaś nienormalna… Oczywiście są wyjątki, nie mówię, że każdy jest taki sam, bo np. Amerykanie nie przepadają za Meksykanami, no ale to już jest oddzielny temat.
      Ja przez wiele lat byłam wytykana palcami z wielu powodów, m.in. był to wzrost czasami, okroooopny stan mojej cery (którą wyleczyłam) – uwierz, że słyszałam komentarze typu "jak ty wyglądasz!" albo "zrób coś z twarzą!" od kompletnie obcych ludzi na ulicach… To, że byłam nieśmiała, nie potrafiłam się bronić, itp. Dlatego też wiem, jak to boli, jak takie ocenianie wchodzi do głowy i zostaje na bardzo długi czas, a nie raz nawet na zawsze. Wyśmiewanie się z ludzi, bo mają mniej pieniędzy, niż inni… Jak np. w szkołach bogatsze dzieci śmieją się z tych biedniejszych, które nie mogą wyjechać na wakacje, czy też nie dostają prezentów gwiazdkowych (to też niestety wiem z doświadczenia). Jak dla mnie, to różni się to od robienia błędów językowych. Tolerancja to jedno, bo przecież nie wysyłam na drzewo znajomych, którzy robią błędy :D. Według mnie jednak, jeśli ktoś jest Polakiem i nie chce udawać, że jest inaczej, to powinien posługiwać się poprawną polszczyzną. Wiadomo, że nasz język jest bardzo trudny i zdarzało mi się kiedyś, że musiałam się na moment zatrzymać i coś sprawdzić. Właśnie to mi przeszkadza, że ludzie w większości przypadków błędy robią z lenistwa, bo nie chce im się sprawdzić, czy mają rację, czy może nie. Nie wiem, nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego jestem na tym punkcie tak pzewrażliwiona, ale strasznie mnie irytuje, jak ktoś pisze np. "napewno" razem albo "wogule" zamiast "w ogóle" i tak dalej, i tak dalej… Wtedy komentuję ich sposób pisania, a nie ich samych. Mówię, że tu i tu jest błąd, a nie że są głupi. A właśnie ta druga strona jest częstszym przypadkiem w komentowaniu wyglądu czy innych rzeczy, o których napisałam :).

      Sory za długość komentarza :P. Jak już zacznę pisać, to chcę dokładnie wyjaśnić, o co mi chodzi.

    • no patrz Aga, trochę komplikacji w młodości, a teraz jaka piękna kobieta z Ciebie! 🙂

    • Widać opłaciło się cierpieć ;). Dzięki!

  • Polecam October Baby. Matko płakałam jak bóbr przez pół filmu, a bardzo rzadko się zdarza, że na filmach płaczę.

    • Nie słyszałam! Okej, obczaję sobie, dzięki 🙂

  • Anonymous

    "since fiction" 😉 nooo blondynka pełną buzią 😀
    Z filmów o wielkiej miłości polecam Łowcę androidów" 🙂

    • O Boże, wybuchłam śmiechem po przeczytaniu Twojego komentarza! 😀 Dzięki za zwrócenie uwagi i poprawiłam błąd oczywiście. Jest to przynajmniej dowód na to, że naprawdę nie oglądam tych filmów.

      Okej, zapisałam tytuł!

    • Anonymous

      Z "Łowcą Androidów" trochę pożartowałam 🙂 , ale polecam "Kroniki Portowe"

    • Anonymous

      Co do blondie, no cóź: przyganiał kocioł garnkowi :X

    • Obczaiłam tego "Łowcę" w Googlach i faktycznie nie do końca mój klimat, ale to już wiedziałaś, dodając komentarz ;). Z tego, co widzę, to ten drugi film jest na podstawie książki, więc chyba najpierw przeczytam książkę i dopiero później zobaczę film :).

      Ja tam cieszę się, że jestem blondynką:).

    • Anonymous

      Warto zobaczyć też "Malowany welon"

    • Ok!

  • Anonymous

    Cleo jest kotem bengalskim? IDEALNA! zakochałam się..
    ja mam 179 i muszę przyznać, że to 'prawie' 180cm ciut mi przeszkadza, aczkolwiek da się żyć :D. zawsze mogło być gorzej :D. aczkolwiek no butów na obcasie już nie noszę, bo zawsze byłam najwyższa na imprezie :D. mój rocznik, to jakieś pokolenie karłów xd
    ~unitedstatesparadise.blogspot.com

    • Tak, to kot bengalski. Jest piękna :).
      No właśnie sęk w tym, żeby nosić to, co się chce. Z Twojego komentarza wnioskuję, że nie marzą Ci się szpilki, więc nie ma nic straconego. A jeśli jest inaczej, to jest to kwestia czasu, coś tak czuję 😀

    • noo, powiem Ci, że zdecydowanie lepiej czuję się w trampkach, ale na imprezy jak najbardziej obcasy wkładam :). maasz rację, nie ma co zwracać uwagi na komentarze 🙂
      no nie mogę się na tą Cleo napatrzeć *.*

    • To jeszcze trzeba słowa przełożyć na czyny ;P.

  • Ja mam jakieś 160 cm i kiedyś trochę mi to przeszkadzało, tym bardziej, że większość moich koleżanek było dużo wyższych. Zawsze byłam wytykana…a że, podobnie jak Ty pisałaś, byłam bardzo nieśmiała, trochę mnie to ruszało. Ale teraz… zupełnie inna JA, którą to życie nauczyło trochę odwagi i wiary w siebie.. kompletnie mi to nie przeszkadza! Wiadomo, fajnie byłoby być wyższym.. ale jeśli ktoś mi mówi mała, uśmiecham się bo teraz to tak fajnie brzmi 😀
    Co do popełniania błędów, to nie wiem jak to z tym jest, ale sama też w jakimś tam stopniu jestem przewrażliwiona na tym punkcie!
    I patrząc na poprzedni Twój post, to widzę, że ogólnie mamy dużo wspólnego! 🙂
    Pozdrowionka

    • "zupełnie inna JA, którą to życie nauczyło trochę odwagi i wiary w siebie" – jakbym o sobie przeczytała :). Wolałabym co prawda tej wiary nigdy nie stracić, bo odzyskiwanie jej bywało bardzo trudne, ale końcowo wyszło na dobre.
      Widzę właśnie, że mamy trochę wspólnego :).

  • Anonymous

    Bardzo podobała mi się ta notka 🙂 Sama mam 182 cm i też niedawno czytałam ten artykuł na papilocie. Potwierdzam, zawsze mi było przykro jak słyszałam od ludzi takie teksty : Ale ty jesteś wielka itd.. Też kiedyś nawet nie patrzyłam na obcasy a na wszystkie imprezy chodziłam w balerinkach. Kiedyś mama mnie namówiła na zakup właśnie takich 3-4 cm kaczuszek, moja stopa w rozmiarze 42 wyglądała po prostu w tym śmiesznie dlatego nawet w życiu nie wyszłam nigdzie w tych butach, za to powoli zaczęłam przekonywać się do wyższych butów, najpierw jakieś 6 cm później co raz więcej i więcej teraz bez problemu chodzę w każdych obcasach włącznie z 13 centymetrowymi koturnami i bardzo dobrze mi z tym ! Myślę że to kwestia przyzwyczajenia ale też może jakiegoś wsparcia, moje najbliższe przyjaciółki zawsze mi powtarzały że mam kupować sobie same wysokie buty bo moje nogi w nich wyglądają zabójczo. Aczkolwiek mnóstwo koleżanek do tej pory się dziwi jak chodzę w obcasach, non stop i tak słyszę to matko, taka wysoka jesteś i jeszcze w obcasach chodzisz.. A mnóstwo znajomych też krytycznie się patrzy w takich sytuacjach ale z całą pewnością mogę stwierdzić że mnie już to kompletnie nie przeszkadza. Nauczyłam się po prostu że to ja mam się czuć super i dla siebie mam wyglądać super a nie dla ludzi którzy się krzywo patrzą bo taka wysoka i w obcasach…I po prostu delikatnie mówiąc " zlewam " na wszystkich ludzi którzy mają jakieś ale do mojego wzrostu. A teraz w mojej szafie oprócz sportowych butów, jednych balerinek i płaskich sandałek mam same obcasy, tak mi się spodobały ! I stwierdzam że dużo wygodniej prowadzi mi się auto w obcasach niż w płaskich butach 😀 Co prawda ostatnio doszły mnie słuchy że jedna koleżanka z roku uważa że jestem niesamowicie próżna, zarozumiała i się wywyższam.. tak ma taką opinie z tego powodu że chodzę na obcasach haha. A tak samo jak ty, zawsze chodzę idealnie wyprostowana i z uniesioną głową 😉 Do tego wydaje mi się że wysokie dziewczyny jakoś dużo lepiej i z większą "gracją" chodzą na obcasach 😀 Bardzo jestem ciekawa jeszcze jakiś twoich opowieści na ten temat 🙂

    • Właśnie! Doskonale wiesz, jak stopa wygląda w takich niskich obcasach. Dla nas albo płaskie, albo powyżej 8cm, bo innych to zwyczajnie nie ma sensu nosić. Czyli u Ciebie to wszystko stopniowo szło… Tak, jak i u mnie :). Czasem lepiej nie wrzucać się na głęboką wodę. Zgadzam się z tym, że to kwestia przyzwyczajenia, chociaż te pierwsze razy są najgorsze i jeśli ktoś bardzo się wtedy przejedzie, to będzie gorzej :/. Fajne masz te koleżanki! Ja się zdecydowałam na te pierwsze dzięki jednej z moich koleżanek, która powiedziała mi: "Aga, ty sobie wzrostu nie wybierałaś, noś, co chcesz!" Niby takie proste, a zadziałało. Co do próżności… To jest właśnie to ocenianie ludzi po wyglądzie ;). Tutaj ludzie mają takie zdanie, że jak ktoś jest wysoki, to znaczy, że jest pewny siebie, inteligentny i warto się z nim zadawać.
      Powiem Ci, że jeszcze ciut mi brakuje do tego, by całkowicie zlewać na opinie tak, jak Ty, ale jestem na dobrej drodze :). A inne opowieści… Na pewno coś się tu jeszcze pojawi!

  • Anonymous

    Helen polecam przed Christmas oraz wynajecie niedaleko log cabin, tak to zawiewa tam nuda

    • Okej, dzięki za wskazówkę! Zachowam więc to miejsce na później.

  • Anonymous

    Aga, uprawiałaś jakiś sport, gdzie im wyżej tym lepiej?:) 185 cm to idealne "warunki" to koszykówki czy siatkówki, oczywiście jeśli ktoś je lubi.
    Wyglądasz lepiej niż Taylor 😉
    Cleo jest przecudna! Wrzuć od czasu do czasu jakąś fotkę lamparta;)

    • Anonymous

      *do koszykówki, oczywiście 🙂

    • Nie, jakoś nigdy się nie interesowałam tego typu sportami, ale tańczyłam sporo :). Faktem jest jednak to, że wiele osób zadawało mi takie pytania, więc jestem do nich przyzwyczajona.
      Dzięki! 🙂
      Okej, muszę robić więcej!

  • Ja tez bym nie chciala, zebys byla "mala i brzydka"…nie bylabys wtedy "nasza" Aga ;-)…. co do filmow….ide dzisiaj na "Lucy" ale to chyba nie Twoj klimat ;- )…z wyciskaczy lez…polecam natomiast "I am Sam" i " Idz w strone swiatla" To ostatnie to staroc ale jak zaczelam plakac na poczatku tak bylo do konca….od tej pory omijam tego typu filmy szerokim lukiem 🙂

    • :))
      Okej, zapamiętam! Już mam tak długą listę, że niestety spadają te filmy nieco niżej, ale i tak obejrzę na pewno!

  • Anonymous

    Jej, Aga widziałam Cię dzisiaj w Rozmowach w Toku 😉 Ale mi się zrobiło miło 😉
    Śliczna jesteś dziewczyna 😉

    • Znowu powtarzali! Dostałam kilka wiadomości na ten temat :). I to tak apropos tego, o czym pisałam w notce. Niezłe wyczucie czasu.
      Dzięki za miłe słowa! :)))

    • oo Rozmowy w toku? a na jaki temat? da się to jakoś na necie znaleźć?

    • Odcinek o byciu wysokim. Tytuł dali beznadziejny, bo "wzrost to mój największy kompleks" – z tym całkowicie się nie zgadzam ;). Myślę, że spokojnie znajdziesz na tvnplayerze, a jak nie, to podaj maila i Ci podeślę link 🙂

    • Ja również oglądałam ten odcinek 'rozmowy w toku' i tak właśnie se mówię 'przecież to Aga" choć na początku nie byłam pewna!

    • No to wątpliwości się rozwiały :).

  • Nie było mnie tu tak daaawno. Nie wyrabiam z niczym odkąd jestem już w Stanach. Piąteczka jeżeli chodzi o płakanie na wszystkim, dziwna przypadłość. Ostatnio oglądałam z Hostami Date Night, luźny film na luźny wieczór, więc polecam 🙂

    • No całe życie Ci się zmieniło, więc się nie dziwię! 😉
      Okej, dzięki za tytuł!

  • Aga … jesteś przepiękna dziewczyną i wzrost jej Twoim atutem. Nie miałam pojęcia, że byłaś w Rozmowach w Toku! Kurczę, a mnie tak ciekawiło jak to wygląda ze strony technicznej … :>

    Nie przepadam za kotałkami, ale ten kotałkę jest bardzo sympatczny 😀

    BTW, wiesz, że to już za chwileczkę, gdy minie Twoje 300 dni w Stanach? Time flies …

    • Dzięki! :>>
      Jak masz jakieś pytania apropos strony technicznej, to wiesz, do kogo pisać! 😀
      Wiem! Ostatnio zerknęłam sobie na ten licznik… Masakra. Dopiero szykowałam się do wylotu… Mega szybko zleciało.

  • Kasia

    Hej! Znalazłam Twego bloga jakiś tydzień temu przez przypadek, bo w zasadzie szukałam info o izotretynoinie i jej wycofaniu w USA i zainteresowała mnie całą reszta 🙂 Czytam każdy post po kolei i jestem póki co na tym etapie. Generalnie to gratulacje za lekkie pióro. Jestem pod wrażeniem praktycznie wszystkiego, o czym piszesz. Kiedyś, będąc w gimnazjum jeszcze, miałam bzika na punkcie Przyjaciół (zresztą do dziś jest to mój ulubiony serial) i marzyłam wtedy, by zamieszkać w Nowym Jorku.
    A nie komentuję akurat tego posta przypadkowo. Pytałaś o film warty obejrzenia. Największy wyciskacz łez to dla mnie póki co „The Broken Circle Breakdown”. Bardzo wzruszająca, ale też momentami zabawna historia o ludziach po prostu. Do tego muzyka… Naprawdę polecam. Po jego obejrzeniu przez parę dni nie mogłam przestać o nim myśleć.

    • Aga

      O, naprawdę wycofali to z USA? Nawet nie wiedziałam!
      Dzięki wielkie :). I za film! Zapiszę sobie na pulpicie w liście „do obejrzenia” 🙂