Opłaty za szpital z ubezpieczeniem podst. z APC, kontynuacja zajęć, odpowiedzi na pytania… Czyli co u mnie, poza podróżowaniem?

Hejka!
Dzisiaj piszę notkę wszystko-i-nic (nawiasem mówiąc – spóźniłam się o dzień, ale ciiiiii!). Zacznę od tego, że dostałam dwa krótkie pytania pod moimi starymi postami, więc odpowiem na nie w tym poście, żeby było łatwiej znaleźć odpowiedzi, a i może innym się coś przyda.Szybkie info na początek… Uległam modzie i założyłam Instagram… Oh! Nie wiem, jak często będę dodawać fotki i czy w ogóle będę to robić, ale zobaczymy… Lubię podglądać innych ;). Zapraszam TUTAJ!

„Dlaczego musiałaś robić drugie prawko?”
Nie za bardzo wiem, czy zrozumiałam, co znaczy „drugie prawko”. Przyleciałam do Stanów mając moje polskie prawo jazdy oraz międzynarodowe prawko, które jest obowiązkowe. W Georgii chciałam zrobić stanowe prawo jazdy, ale w końcu tego nie zrobiłam. Niektóre stany wymagają tego, by osoby, które przyjeżdżają, jeździły na ich lokalnym prawie jazdy, a inne nie.
„Czy za kursy, które wybierasz, musisz płacić?”
Za większość kursów trzeba płacić, ale są też takie, które są darmowe (ja taki wybrałam). Jeśli chodzi o konkretne ceny, to zależy od rodzaju kursu, uczelni, itp. Rodzina musi dać dodatkowe $500 swojej au pair na kurs. Można zrobić więcej, ale za każde dodatkowe płaci się samemu (chyba że trafi się na super rodzinę, która będzie za wszystko płacić). To pięć stów czasami wystarcza, a czasami nie – jak wspomniałam wyżej.
A’propos, 18 sierpnia zaczynają mi się znów zajęcia. Już pewnie większość z Was wie, że wysłałam wniosek o przedłużenie programu na drugi rok (tak, w tym samym miejscu oczywiście), więc oznacza to, że zebrałam wszystkie potrzebne kredyty. Nie oznacza to jednak, że muszę przerwać kurs. Tak się złożyło, że znalazłam taki, który jest darmowy i w dodatku zazwyczaj interesujący, więc będę sobie dalej chodzić dwa razy w tygodniu. Szkoda, że nie mogę zbierać godzin od razu na drugi rok, bo szybciej bym wszystko miała. Chociaż… Nie wiem na pewno, bo nie pytałam, tak mi się po prostu wydaje.Pamiętacie, jak pisałam jakiś czas temu, że w czasie, gdy byłam w Waszyngtonie, to trafiłam do szpitala? Wspominałam, że nie miałam przy sobie karty ubezpieczeniowej i nie pamiętałam żadnego numeru, więc wzięli tylko moje info i miałam czekać na rachunki. Postanowiłam o tym napisać, bo widziałam na fejsie, że pojawiają się czasami pytania, dotyczące ubezpieczeń au pair, itp., więc może Wam się te ciekawostki przydadzą.
Po dość niedługim czasie od tego przykrego incydentu, dostałam trzy rachunki ze wspomnianego już szpitala. Pierwszy, za sam przejazd karetką, był na $521. Drugi, za lekarza – $332. Trzeci, za leki i badania – $2,826! Z czego i tak dostałam już zniżkę -$1,600 z tego właśnie powodu, że nie miałam ubezpieczenia. W sumie – $3,679. Dostałam również list, że oni wiedzą, że nie mam ubezpieczenia (mam, ale nie miałam tej karty, więc tak, jakbym nie miała), więc mogę złożyć wniosek do szpitala o pokrycie kosztów. Tutaj więcej się nie wypowiem, bo nic o tym nie wiem, natomiast zalogowałam się na mój profil w firmie ubezpieczeniowej, by dodać wszystkie informacje, powysyłać to wszystko i czekać w nadziei, że coś mi pokryją i nie trzeba będzie płacić wszystkiego, bo to kupa forsy. Musiałam poprosić Nathana o pomoc w tym wszystkim, bo sama trochę nie ogarniałam, co gdzie i po co… Wszystko było zbyt skomplikowane.
Skończyło się na tym, że ubezpieczenie pokryło mi większość opłaty za karetkę, bo aż 500 dolarów, czyli do zapłaty zostało 21. I to by było na tyle. Nie pokryli mi nic więcej, więc zostało do zapłaty ponad 3 tysiące dolarów.
Przypominam, że wyjechałam z Gawo, a w Stanach jestem w AuPairCare i mam ubezpieczenie podstawowe. Moja rada dla Was – jeśli macie możliwość wykupienia jakichś dodatkowych, rozszerzonych ubezpieczeń – bierzcie wszystko, co się da! Ja nie interesowałam się żadnym rozszerzonym, bo po pierwsze, nie miałam wtedy na to kasy, a po drugie pomyślałam, że co mi się może stać… No i widzicie, przypadki chodzą po ludziach! Za tę kwotę, która mi została do zapłacenia, można by kupić bilety do Europy i z powrotem… dla trzech osób.

Pamiętacie ten dom, który budowali obok naszego? Mówiłam Wam, że było tu sporo drzew i się podłamałam, jak wszystkie wycięli i w ogóle. No to dom od dawna jest gotowy, a kilka dni temu wprowadziła się rodzina. Małżeństwo z trójką dzieci – dwóch chłopaków i dziewczyna. Strzelam, że najmłodszy ma jakieś 12 lat, a najstarsza jest dziewczyna i wygląda mi na jakieś 16. Trochę miałam nadzieję, że będą o wiele młodsze dzieci, no ale cóż. Mają dwa duże labradory i strasznie mi się nie podoba, co ci ludzie robią… Codziennie oba przywiązane są do drzewa od samego rana, aż do momentu, gdy oni wrócą z pracy. Jeden jest spokojny, a drugi szczeka NON STOP. Nie wydaje mi się, żeby to było komfortowe dla nich, bez kitu. Pomijam w ogóle kwestię pogody, bo do tej pory było po +40 stopni codziennie, a teraz jest co prawda trochę chłodniej, ale wciąż bardzo ciepło no i codziennie leje deszcz i zdarzają się burze przez jakąś godzinkę, max dwie. Mam zamiar się tam wybrać na dniach.

Do zakładki „mój poradnik dla au pair” dodałam kolejny punkt, czyli pytania, jakie możecie usłyszeć podczas interview. Jeśli jesteście na początku swojej drogi, to możecie być zainteresowani, więc zapraszam do poczytania.

POLACY ZA GRANICĄ! Oh, czy tylko Wy macie wrażenie, że dwa znaki rozpoznawcze Polaków, to: wódka oraz słówko „kurwa”. Ostatnio na Facebooku przeczytałam post dotyczący przeklinania i później komentarze i tak pomyślałam, że wspomnę o tym tutaj. I naprawdę, to jest mega przykre, ale Polacy sami sobie wystawiają takie opinie przecież. Jak jakiś obcokrajowiec przyjedzie do Polski, to słyszy coś w stylu: „chodź, zobaczymy, ile możesz wypić!” Ile razy, spacerując po ulicach w innych krajach, poznawałam naszych rodaków po tym, jak używali wspomnianego wyżej słowa jako przecinka co trzy wyrazy. Wiecie, ja nie mam nic do przeklinania, jeśli ktoś chce, ale bez przesady. Nie tak, żeby później ludzie dookoła świata, na pytanie czy potrafią powiedzieć coś po polsku, odpowiadali Wam „słowo na K” – niech chociaż na moim blogu będzie porządnie ;D. Nie no, wydaje mi się, że wiecie, o co mi chodzi. Musiałam to z siebie wyrzucić!
Oczywiście nie mówię, że wszyscy tak mają! Opowiadam o przykładach, których byłam świadkiem.

Czy Wy lubicie kabarety? Jeśli tak, to obejrzyjcie sobie tegoroczną Mazurską Noc Kabaretową! Uśmiałam się, więc polecam :).

Czy ja coś jeszcze chciałam… Nie, chyba nie. W sumie, jako że pusto w dzisiejszej notce, dodam kilka losowych zdjęć, co by tu trochę to wszystko ożywić.

Mój ulubiony ciuch z całej szafy! 😀

 

 

 

Pamiętacie to zdjęcie? Grudzień 2013 :).
Tyyyle się wydarzyło od tego czasu!

 

 

 

 

Do następnego!
Aga

PS. Jeśli ktoś przegapił drugi post z serii tworzonej przeze mnie i Nathana i chciałby poczytać, to zapraszam TUTAJ :).

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram