Radzenie sobie ze strachem. – Część 1.

                Każdego dnia widzę sytuacje, które angażują inne rodziny i lubię obserwować, jak odnoszą się do siebie. W najczęstszych przypadkach, rzeczy, które widzę, przeszkadzają mi. Widzę dorosłych, którzy biją swoje dzieci, śmieją się z nich, gdy te żyją w stresie i traktują je jak wrogów. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że dorośli żyją w stanie wojny ze swoimi dziećmi i można to zaobserwować bliżej po zaledwie kilku minutach. W trakcie tej trwającej wojny, dorośli będą doświadczać niedogodności związane ze strachem dziecka i jedyną rzeczą, jaką chcą zrobić, to pozbycie się problemu. Niektórzy powiedzą, że robią to dla dobra dziecka, ale widzę, że za tym kryje się pogarda i obrzydzenie w kierunku dziecka, które nie zachowuje się tak, jak „powinno”. Dorośli są zażenowani, kiedy inni widzą ich dziecko, jako coś niższego niż ekstrawertyk i osobę pozbawioną strachu. Są sfrustrowani z tego typu problemami, bo nie wiedzą, jak pomóc swojemu dziecku. Podzielę się z wami kilkoma świeżymi przykładami i postaram się pokazać, jakie różnice znajdziecie w sposobie, w jakim dane sytuacje doświadcza dorosły, a jak to samo doświadcza dziecko.
1. Pojechaliśmy do parku wodnego z wieloma fajnymi zjeżdżalniami, gdzie ludzie mają dużo zabawy. Zjeżdżalnie te były przeznaczone dla osób powyżej 107cm. Był jeden wyjątek – jeśli dziecko było niższe, rodzic mógł pojechać z nim (niektóre zjeżdżalnie miały swoje pontony, na których mogły siedzieć dwie osoby). Czekaliśmy na naszą kolej, a przed nami była spora rodzina. Około 10 osób, przede wszystkim dorośli, ale była tam też jedna mała dziewczynka. Wyglądała na mniej wiecej dwa lata, nie więcej, niż dwa i pół. Jakaś kobieta trzymała ją, a później przekazała ją innej kobiecie. Myślę, że drugą była matka. Dziewczynka płakała, wyglądała na wystraszoną, mówiła: „Nie chcę iść!” Kobieta nie wydawała się słuchać, ale był jeden moment, kiedy wraz z dziewczynką podeszła do brzegu i pokazała jej wszystko na dole. Wydawało nam się, że chciała po prostu pokazać jej wszystko i zejść na dół. Niestety, byłam zawiedziona. Mężczyzna, może ojciec, był prawie gotowy, by zjechać na dół i był na jednym z tych pontonów, o których wspomniałam. I wtedy, gdy ratownik powiedział, że mógł już zjechać, kobieta szybko położyła dziewczynkę na jego kolanach! Ona bardzo płakała, powtarzała, jak bardzo nie chciała iść, nie była tylko wystraszona – ona panikowała! Ruszała rękami i nogami, próbując uciec, ale mężczyzna trzymał jąbardzo mocno, kiedy inni popychali ich w dół. Dziewczynka bardzo krzyczała, a większość ludzi śmiała się na głos, kompletnie nie biorąc pod uwagę jej uczuć. Później zobaczyłam tę dziewczynkę raz jeszcze. Ten sam mężczyzna szedł z przodu, dwie starsze dziewczynki za nim, a później na końcu, całkiem sama, patrząca na ziemię, wyglądająca bardzo smutno – ta sama
dwulatka.
2. Byliśmy w miejscu, gdzie wszędzie jest sporo trampolin, więc ludzie mogą skakać przez całe dnie. Jest tam jedna miejscówka, gdzie można skoczyć do dużego pojemnika, jakby basenu, z gąbkami i niektórzy robili tam naprawdę niesamowite rzeczy. Ale jedna dziewczynka, ok. cztery – pięć lat, zawahała się i zrobiła krok do tyłu od brzegu. Jej nastoletnia siostra, opiekunka lub ktoś w tym rodzaju, podbiegła do niej, złapała ją i wrzuciła ją w te gąbki! Dziewczynka płakała i była widocznie zła na jej napastnika i zażądała, by to nie zdarzyło się nigdy więcej. Nastolatka przeprosiła i zgodziła się na to.
3. Byłam na placu zabaw z Alicią, gdzie była też inna rodzina – rodzice i trójka dzieci. Najmłodsza dziewczynka miałapewnie jakieś trzy lata, później chłopiec ok. siedem i drugi chłopiec pomiędzy nimi. Ten plac zabaw ma drążki i dzieci mogą wspinać się na górę i później zjeżdżać na dół tak, jak strażacy robią. Alicia zrobiła to kilka razy i wtedy chłopiec chciał zrobić to samo. Wszedł na górę i spróbował kilka pozycji, by zjechać na dół. Alicia starała się pomóc mu mówiąc, jak ona to zrobiła. Chłopiec zaczął się bać i nie chciał iść w żadnym kierunku. Powiedział, że wolałby zejść inną drogą (ale żadnej innej tam nie ma). Wtedy jego rodzice wstali i podeszli bliżej. Mężczyzna nic nie powiedział, ale od razu złapał nogi chłopca i podniósł je w górę tak, że zawisły w powietrzu. Chłopiec zaczął płakać i mówić mu, by położył jego nogi tam, gdzie były. Trzymał rurę o wiele mocniej, niż wcześniej i mogłam zobaczyć, jak spięty był. Kobieta powtarzała: „zjedź na dół, to jest bezpieczne, pomożemy ci!” Chłopiec powiedział, że nie chciał tego zrobić i raz jeszcze powiedział mężczyźnie, by zostawił jego nogi. Wtedy, ten sam mężczyzna, zaczął powoli ściągać chłopca w dół rury… Ten płakał bardziej, niż wcześniej. Trzymał tę rurę tak mocno, że trudno było mu przekładać ręce, więc nie było mu łatwo zejść na dół. Kiedy w końcu dotarł na ziemię, wciąż płakał, a kobieta… dała mu klapsa! Chłopiec momentalnie przestał płakać. Po tym, podszedłdo niej bliżej i przytulił ją. Ona nie odwzajemniła tego uścisku.
                Niektórzy ludzie mówią: „dzieci muszą zwalczyć strach! (…) Mówią, że nie czegoś nie lubią, bo tego nie znają – to samo jest z próbowaniem nowego jedzenia – nie będą chciały tego zjeść, zanim nie spróbują, a tak poza tym, jak można powiedzieć, że się czegoś boi, jeśli nie wie się, jak się to doświadcza? (…) Jeśli będą zmuszeni do zrobienia czegoś, przyzwyczają się do tego i zobaczą, że to nie jest takie straszne! (…) Jeśli boją się wody, muszą być popychani do niej, by mogli się przyzwyczaić. Jeśli zostawisz to tak, jak jest, nie będą w stanie nawiązać przyjaźni w przyszłości, bo będą się bali wszystkiego! (…) Nie róbcie mięczaków z dzieci! Muszą wiedzieć, na czym polega życie. (…) Boją się różnych rzeczy, bo nie wiedzą, ile zabawy by mieli. (…) Nie myślą racjonalnie, skoczyłyby z mostu, bo nie zdają sobie sprawy, jak wysoko jest i że mogą się zabić. Czasami więc trzeba wkraczać w ich życie, bo wiedzą mniej, niż my.” I wiele, wiele więcej.
(Wzięłam te przykłady z internetu.)
                Teraz przedstawię te komentarze moimi słowami, czyli w sposób, w jaki ja to rozumiem…
            Dzieci nie są mądre i nie myślą tak, jak rodzice chcą, by myśleli, bo nie wiedzą nic o życiu i o świecie, który je otacza. Dlatego rolą rodziców jest wkładanie im rzeczy do głowy w taki sposób, w jaki oni je widzą, nie pozwalając dzieciom znaleźć własnej drogi, własnych rozwiązań. Więc w momencie, gdy dziecko jest czymś przerażone, najlepszym wyjściem jest zmuszenie go do zrobienia tego nawet, jeśli dziecko krzyczy, płacze i mówi, jak bardzo nie chce. Jeśli pozwolisz mu się bać, wychowasz mięczaka. Reakcje dzieci spowodowane są tym, że nie wiedzą, co na nich czeka oraz, w oczach rodzica, będzie miało radochę, więc oczywiste jest, że dziecku też się to spodoba. I wtedy przyzwyczai się do tego. Lęki dzieci nie są racjonalne, bo nie mają pojęcia, jak dana rzecz smakuje, więc popchnij je do tego. Na pewno będzie wdzięczne w przyszłości, gdy wyrośnie z tego poprzez bycie zmuszanym do robienia czegoś, czego się boi. Strach, panika, poczucie zdrady i straty zaufania rozwiążą się same i wymażą się z życia dziecka, nigdy więcej nie wracając.
                Przypuszczam, że przeczytaliście przykłady, jakie dałam wyżej. Opowiem Wam jeszcze o trzech, które wpadły mi przed chwilą do głowy.
1. Chłopiec boi się dużych psów; chowa się za nogami rodzica, gdy takowe widzi; nie ma opcji, by pogłaskał psa większego, niż Chihuahua.
Co chłopiec może myśleć i czuć: każdy pies, jakiego widzi, ugryzie go i wtedy chłopiec umrze; wyobraża sobie, że psy patrzą na niego, myśląc „I hate you”; nie wie przecież, czy psy są miłe, czy nie.
Co inni mogą myśleć: pies sąsiada jest bardzo przyjazny i nigdy nikogo nie ugryzł; nie ma się czego bać, dziecko nie jest w żadnym niebezpieczeństwie; to tylko jego wyobraźnia i w sumie to trochę urocze jest to, jak się boi; nie powinien myśleć o najgorszym z możliwych przypadków od razu, a przynajmniej nie dopóki spróbuje.
Czy ty: zamknąłbyś chłopca w pokoju pełnym dużych psób, które wytresowane są, by nie gryźć (ale chłopiec nadal jest przerażony) po to, by „wyrósł” z tego i „przyzwyczaił się” do nich?
2. Mała dziewczynka musi zejść sama po schodach, bez trzymania ręki rodzica (obie ręce ma zajęte); płacze.
Co dziewczynka może myśleć i czuć: boi się; nie może dosięgnąć barierki i wydaje jej się, że schody są za wysokie, a ona jest za mała i może się poważnie zranić albo nawet umrzeć; nie wie, ile czasu potrzebuje, by zejść na dół, więc co, jeśli zmęczy się za bardzo; boi się, że nikt nie będzie na nią czekał i zostanie sama.
Co inni mogą myśleć: to tylko zejście po schodach, czyli jedna z najprostszych rzeczy na świecie; nic złego się jej nie stanie; to tylko histeria bez żadnego powodu; widzi, że jej mama ma obie ręce zajęte, ale tego po prostu nie rozumie, że tym razem nie uzyska pomocy.
Czy ty: próbowałbyś przekonać ją, że zejście po schodach nie jest niebezpieczne, oraz że powinna zignorować jej naturalne uczucia strachu i zrobić coś mimo ich?
3. Chłopiec nie chce iść spać nawet w momencie, gdy jest bardzo zmęczony i jest już późno; płacze i za każdym razem, gdy matka kładzie go do łózka, on wstaje i idzie gdzie indziej.
Co chłopiec może myśleć i czuć: boi się, że gdy zaśnie, przestanie oddychać; nie wie, że człowiek może oddychać w czasie snu, więc robi wszystko, co w jego mocy, by nie zasnąć; boi się, że umrze; nie ma pojęcia, jak działa ludzkie ciało; wydaje mu się, że jego mama nie interesuje się tym, czy zastanie go rano żywego, czy nie.
Co inni mogą myśleć: on po prostu nie chce iść spać; woli siedzieć całą noc i się bawić; wymyśla sobie coś; musi iść spać, bo jutro będzie zmęczony!
Czy ty: wyłączyłbyś światło, wyszedłbyś z pokoju, zamknąłbyś drzwi na klucz, zostawiając w środku płaczące i przerażone dziecko po to, by stawiło czoła swojemu lękowi i zobaczyło, że nic złego się nie stanie?
                Weźmy jeszcze dorosłych, zamiast dzieci, czyli osoby, które wiedzą o życiu znacznie więcej… A nadal mają podobne lęki.
1. 25-letnia kobieta nie chce skoczyć do wody ze skał, gdy jej przyjaciele robią to bez żadnego problemu.
Co kobieta może myśleć i czuć: doskonale wie, jak wysoko jest, i że woda jest wystarczająco głęboka; potrafi pływać, ale boi się, że w momencie, gdy po skoku znajdzie się głęboko pod wodą, nie będzie w stanie wypłynąć na powierzchnię i utonie.
Co inni mogą myśleć: inni to robią, więc zastanawiają się, dlaczego ona nie chce; jest spanikowana, co jest nieracjonalne, bo ona potrafi pływać; nie powinna się bać, bo jest głęboko, więc nie złamie sobie kręgosłupa.
Czy ty: zepchnąłbyś ją ze skał po to, by stawiła czoła lękowi i przekonała się, że nic złego się nie dzieje?
2. 32-letnia kobieta boi się kotów i ucieka zawsze, gdy je widzi.
Co kobieta może myśleć i czuć: wyobraża sobie, że koty podrapią ją na śmierć; widzi je, jako bardzo przerażające i niebezpieczne zwierzęta, które chcą ją skrzywdzić; nie chce podejmować tego ryzyka w żaden sposób.
Co inni mogą myśleć: to zabawne i nieracjonalne dla ludzi, których ulubionymi zwierzakami są właśnie koty; są takie urocze; nie ma żadnego powodu, by się ich bać; to dobra rzecz, by robić sobie żarty.
Czy ty: śmiałbyś się z niej w sytuacji, gdy widzi trzy koty i płacze, trzęsą jej się ręce i nie może mówić, by pokazać jej, jak bardzo nieracjonalny jest jej strach?
3. Ojciec trójki dzieci nie chce iść na rolki z nimi.
Co mężczyzna może myśleć i czuć: wyobraża sobie, że się przewróci i ludzie będą się z niego śmiać; boi się upokorzenia i tego, że inni będą później sobie z tego żartować co chwilę; nie wie, co ludzie myślą; nie będzie czuł się komfortowo; pamięta, kiedy upadł na kolana i jego żona nie mogła przestać się śmiać, bo to było „bardzo zabawne”.
Co inni mogą myśleć: jest dorosły; robi z igły widły; jest mięczakiem; zachowuje się jak dziecko.
Czy ty: zmusiłbyś go do zrobienia tego i do czucia się niesamowicie zestresowanym, że znów poczuje to, czego nienawidzi, ale żeby zobaczył, że nic złego się nie dzieje?
                Mam nadzieję, że widzicie, jak strach jednej osoby, który wydaje się nieracjonalny i dziwny dla innej, jest całkowicie racjonalny i prawdziwy dla tej z lękiem. Nie mamy dostępu do rzeczywistości innych ludzi. Wyobrażanie sobie, czego doświadczają inni może być kuszące, ale rzadko zgadza się z prawdą. Pierwszym wyzwaniem jest dowiedzenie się, czego doświadcza druga osoba. Mówię „wyzwanie”, bo to wymaga pozyskania zaufania drugiej osoby w takim samym stopniu, jak i krótkie pomijanie własnej rzeczywistości, biorąc pod uwagę innych, zamiast narzucać swoje zdanie. Będę mówić o tym więcej w kolejnym poście.
Zapraszam do wyrażania swoich opinii, jak i do podawania innych przykładów, jeśli takowe macie!
Do napisania za dwa tygodnie!
Aga & Nathan
//
Zdjęcie główne postu: Kaleidoscopicly
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Bardzo fajna seria postów. Nawiązując do poprzedniego posta z tej serii – co myślisz o sposobie "super niani" z karnym jeżykiem? Albo o działającej na tej samej zasadzie metody "zostaw płaczące dziecko aż się uspokoi".

    • O tym na pewno pojawi się post, więc na razie zostawię ten temat.
      Cieszę się, że Ci się podoba! 🙂

  • Anonymous

    Zgadzam się z większością tego, co napisałaś. Fajnie, że wczuwasz się w uczucia dziecka i to opisujesz. Zastanawia mnie jednak, skąd wzięłaś przykład z chłopczykiem idącym spać i bojącym się, że umrze, bo nie będzie oddychał? Ten przykład, wybacz, wydaje mi się trochę z księżyca.
    Pozostała jak najbardziej do mnie przemawiają, jednak ten wydaje się kompletnie nieracjonalny. Może dlatego, że 'moje' dzieci są za małe, żeby wymyślić coś takiego i naprawdę przeciągają pójście do łóżka, bo chcą się bawić. A może dlatego, że nie ma całego kontekstu i nie wiadomo, czy jest to pojedyncza sytuacja czy coś, co zdarza się każdego wieczora. Może też dlatego, że do głowy by mi nie przyszło zignorowanie takiego powodu i zaraz bym to wyjaśniła, ale…

    Wracając do mojego pytania – skąd wzięłaś ten przykład? Ma za sobą jakąś historię czy to Twoja wyobraźnia?

    Ola.

    • Z tych wszystkich przykładów, które podałam, tylko jeden był przeze mnie wymyślony – ten ostatni o mężczyźnie, który nie chciał iść na rolki. Cała reszta to coś, co naprawdę miało miejsce (i nadal ma w niektórych przypadkach). Ten konkretny o chłopcu, który bał się spać, wzięłam z pewnej książki. On miał wtedy 8 lat i miał problem ze spaniem od 3 lat. Skończyło się, gdy jego mama zmieniła taktykę i postanowiła dowiedzieć się dokładnie, w czym tkwił problem. Jeśli chcesz, to prześlę Ci ten fragment!

    • Bardzo chętnie przeczytam fragment, albo całą książkę 🙂

    • Daj mi moment, bo chcę spróbować znaleźć jakąś ogólnodostępną wersję i sprawdzić czy jest ona dostępna gdzieś w Polsce.

    • Albo nie umiem szukać ;), albo nie ma nigdzie żadnej publicznej wersji. Jest to ta książka – http://www.amazon.com/Parent-Effectiveness-Training-Responsible-Children/dp/0609806939 . Jeśli wyślesz mi maila na gusiek.w@gmail.com to Ci podeślę skany kilku stron (np. tego przykładu z chłopcem), żebyś zobaczyła, o co tam chodzi :).

  • Anonymous

    A zastanawialas sie moze jaki wplyw na Alicie bedzie mial zwiazek Twoj i Nathana? Dziewczyna bardzo cie lubi, ale nie wiadomo, moze po tych 2 latach w USA bedziesz zmuszona wrocic do Polski albo po prostu sie rozstaniecie, pomyslalas o tym jak ona to przezyje? Ze nie bedzie chciala kolejnej au pair albo opiekunki? Pamietam jak kilka miesiecy temu bylas obuzona ze mama Alici zaczynala mowic jej ze jestes jej step mother, tlumaczylas Alici ze tak nie jest, a teraz jednak okazuje sie ze tamta kobieta miala racje? Zanim zaczniesz komentowac i analizowac tak dokladnie zachowania
    rodzicow zastanow sie najpierw nad tym co Ty robisz Alici 🙂

    • Po przeczytaniu Twojego komentarza nasunęło mi się kilka myśli… Po pierwsze, martwisz się strasznie o dobro Alicii i boisz się, że jak się rozstaniemy, to będzie cierpiała. Druga sprawa to fakt, że wkładasz mi w usta słowa, których nigdy nie powiedziałam, czego bardzo nie lubię (napisałaś/łeś, że tłumaczyłam Alicii, że jej matka jest w błędzie – nie, nie tłumaczyłam jej niczego i nigdy tego tu nie napisałam). Po trzecie, mam wrażenie, że te posty lub ten jeden konkretny, uderzyły w Ciebie osobiście, dlatego teraz atakujesz mnie. Kolejną sprawą jes to, że, według Ciebie, kompletnie nie obchodzą mnie uczucia Alicii i nie liczę się z nią, będąc w związku z jej ojcem (czyli o nim myślisz tak samo, czy jest lepszy, bo on zostanie, gdy ja wrócę do Polski?). No i na koniec, uważasz, że za bardzo przywiązałam się do Alicii i później ciężko będzie się rozstać. A co z tymi wszystkimi dziećmi, które co rok zmieniają au pair i co rok są niesamowicie smutne i płaczą, bo kolejna osoba, do której się przywiązały, musi odejść? W takim razie wyjazdy jako au pair w ogóle nie powinny istnieć, żeby nie krzywdzić dzieci.
      Nie ukrywam, że zdenerwował mnie Twój komentarz. Gdy piszesz, że powinnam najpierw zastanowić się nad tym, co ja robię Alicii, czuję się, jakbyś starał/a się "przemówić mi do rozsądku", a ja bardzo nie lubię, gdy inni wkraczają w moje życie w taki sposób. Poza tym, nie ma w Twoim komentarzu nawet jednego przykładu na to, co ja właściwie jej robię, więc nie rozumiem, do czego pijesz.
      Innym powodem, dlaczego się zirytowałam jest to, że nie wiesz, co się dzieje tutaj w domu. Nie wiesz, jak my się nawzajem traktujemy, jakie mamy podejście do naszego związku, co Alicia myśli, itp. Właściwie to takie rzeczy wiedzą tylko moi przyjaciele, bo o wielu, wielu rzeczach na blogu nie piszę i pisać nie zamierzam – jak chociażby moja przyszłość.
      Gdyby każdy szedł tokiem myślenia, który widzę w Twoim komentarzu, to nikt nigdy nie wiązałby się z nikim (chociażby rodzice Alicii, którzy się rozwiedli). Ludzie spotykaliby się tylko po to, by, mówiąc kolokwialnie, zrobić sobie dziecko i zwyczajnie o sobie zapomnieć po tym, jak kobieta zajdzie w ciążę. Lub, patrząc na to z drugiej strony, wzięliby ślub i byliby ze sobą do końca życia nawet w sytuacji, gdy nie byliby w ogóle szczęśliwi, kłóciliby się, źle by się ze sobą czuli. Bo przecież po co narażać dziecko na cierpienie przy okazji ich ewentualnego rozwodu?
      PS. Ciężko czyta się wypowiedzi prawie całkowicie pozbawione znaków interpunkcyjnych.

    • Anonymous

      Nooo, Anonymous, nie ukrywam, że też o tym myślałam, ale to jest problem szerszy: wolnych związków i zmieniających się cioć i wujków w otoczeniu dziecka i czy w takich warunkach udaje się w ogóle wychować ludzi ze stabilną psyche. W przypadku Agi sytuacja się pokomplikowała (w sensie mam nadzieję pozytywnym), ale ja też byłam opiekunką do dziecka podczas studiów i starałam się nie przywiązywać nadmiernie dziecka do siebie, bo ja byłam z dzieckiem tymczasowo, a najmocniejszą relację dziecko powinno mieć z rodzicami i o to dbałam.

  • Anonymous

    Hej 🙂
    Zastanawiałas sie może kiedyś nad "terapią szokową"(tak to sobie nazwałem) ? Chodzi mi tu o sytuacje, w której osoba ma z czymś problem(boi się czegoś) i decyduje rzuci się na głęboką wodę. Od kiedy dowiedziałem się o programie Au pair, nie widze swojej przyszłości bez tego programu. Moja sytuacja wygląda jednak inaczej niz tradycyjny American Dream. Zazwyczaj ludzie są zachwycenie możliwościami jakie dają stany, serialami czy życiem gwiazd, tymi wszystkimi cudownymi miejscami, które mozna tam zobaczyc, czy poprostu amerykanskim stylem życia. Ja skupiam się na otwartosci Amerykanów i na tym ze nie zwracaja oni uwagi na ubiór czy wygląd innego człowieka(i mam nadzieje ze to prawda). Jako że jestem bardzo nieśmiały(pisałem juz o tym pod poprzednim postem) i mam problemy z nawiązywaniem znajomosci, zauważam w tym szanse na przełamanie. Głownym celem mojego ewentualnego wyjazdu jest przezwyciezenie tego(niesmiałosci) co utrudnia mi zycie w Polsce. A takze nauczyc sie jak życ samodzielnie i jak sobie radzic z codziennymi trudnosciami(tam nie bede miał rodziny blisko siebie, żeby mi pomogli wiec bede musiał poradzic sobie sam) .
    Nie wiem czy opisałem to zrozumiale ale mam nadzieje, że chociaz troche wiesz o co mi chodzi. A wracając do pytania to: uważasz, że taka "terapia szokowa" może przyniesc powodzenie? Z góry dziekuje za odpowiedz i pozdrawiam 🙂

    • Hej! 🙂
      Tak, sporo o tym myślałam, oglądałam mnóstwo filmików o takich sytuacjach, czytałam opowieści… Napisałeś to całkowicie zrozumiale dla mnie!
      Między tym, co napisałeś, a tym, co ja napisałam w poście, jest zasadnicza różnica. Polega ona na tym, że dzieci są z reguły zmuszane do tego, by zrobiły coś, czego się boją, czego bardzo nie chcą robić. Wyrażają swoją opinię, która nie jest w ogóle brana pod uwagę i są popychane do robienia rzeczy, które sprawiają, że są bardzo zestresowane, płaczą, itp. Nie czują, że są niezależnymi ludźmi (bo są, tylko że młodszymi) i czują, że nikogo nie interesują ich uczucia. W Twoim przykładzie to TY decydujesz o tym, że chcesz jechać, TY chcesz w ten sposób przełamać nieśmiałość, TY chcesz spróbować. Nikt Cię do tego nie zmusza, a, jeśli dobrze kojarzę, to nawet nikt nie wie, że chcesz wyjechać (jeśli Cię z kimś pomyliłam, to wybacz). Tutaj to Ty masz całkowitą kontrolę nad tym, co zrobisz. Widzisz różnicę, nie? 🙂
      Ja teraz łapię się na tym, że czasem robię coś, czego jeszcze kilka lat temu nie zrobiłabym. Te cztery lata temu w życiu bym nie pomyślała, że wyląduje w Stanach! Nie odważyłabym się. Jeszcze wcześniej byłam bardzo zamknięta w sobie, bałam się ludzi, bałam się wyśmiania, wolałam siedzieć cicho, niż ryzykować odrzucenie… I tak, jak Ty, postanowiłam to zmienić i rzucałam się na głęboką wodę w wielu sytuacjach, co bardzo mi pomogło.
      Czytałam kiedyś dokument o fobiach i była tam jedna dziewczyna, która panicznie bała się węży. W skrócie: mówiła, że właściwie to ona nie chce nic z tym robić, bo przecież normalnie nie zdarza się, żeby widziała węża w pokoju czy coś, ale ludzie się z niej śmieją, gdy np. ucieka z kina, gdy na ekranie pojawia się jakiś, robią sobie z niej żarty, nie rozumieją, o co chodzi… Mimo niechęci do zmiany tego (czasami ludzie nie są zwyczajnie gotowi), poszła na taką właśnie "terapię szokową" do psychologa, który na drugim (!) spotkaniu przyniósł węża. Ona siedziała na kanapie i nie chciała do niego podejść, a ten koleś sam przysuwał się do niej z tym wężem bliżej i bliżej, zmuszając ją, by tego węża dotknęła. Ona później powiedziała, że to było najgorsze doświadczenie w jej życiu, nigdy go nie zapomni, a węży nadal się boi…
      Sam widzisz, jak to czasem działa, a raczej jak nie działa. Terapia szokowa jest, według mnie, dobra i skuteczna TYLKO wtedy, gdy człowiek sam decyduje, co chce zrobić, z pełną świadomością wszystkich możliwych opcji.
      No, trochę się rozpisałam znowu…
      Pozdrowienia 🙂

  • kuurcze, świetny pomysł na tego typu posty! Dają naprawdę dużo do myślenia!

    • Super, że tak myślisz!

  • Anonymous

    Fajny pomysł na posty, ale szczerze mnie denerwuje to jak za bardzo wkraczasz w dziecięcy umysł. Strach ma wielkie oczy i dziecko przewyższa to w swoim umyśle traktując zjazd na wyższej niż normalnie zjeżdżalni jako coś niebezpiecznego. Później w domu żałują, że tego nie zrobiły, albo po prostu Rodzice tak bardzo chcą, zeby dzieci miał frajdę, że muszą je zmusić do zjazdu ze zjeżdzalni (na przykład). Fajnie że robisz te posty i czekam na resztę, bo jak zrozumiałam: jest to tylko Twoje i Nathana zdanie na te sytuacje, tak? Jestem też ciekawa co na to pedagodzy. Może rozważysz takie studia w przyszłości? 🙂 Pozdrawiam

    • Czyli że myślisz, że lepiej by było, gdybym skończyła na tym, co widzę, zamiast zastanawiać się, co dziecko czuje i co przeżywa w środku? To, co napisałam, to tylko i wyłącznie to, co widzę, gdy patrzę na tego typu sytuacje. Jakoś szczególnie nie muszę się zastanawiać, bo wszystko po prostu nagle wpada mi samo do głowy. Wolę poświęcić trochę więcej czasu i dowiedzieć się, w czym tkwi problem, niż zgadywać.
      Zgadzam się z Tobą w pewnym sensie, tzn. może czasem dzieci "przewyższają to w swoim umyśle", ale najczęściej jest to spowodowane niewiedzą, bo nikt im nie wytłumaczył niczego, więc w sumie skąd mają wiedzieć. Zgadują, a jak to najczęściej bywa, do głowy przychodzą te najgorsze scenariusze (ja tak mam na przykład). A jeśli później będą żałować, no to już będzie ich problem i może następnym razem SAME zadecydują czy chcą to zrobić, czy też nie. Nie widzę sensu w zmuszaniu dzieci do czegokolwiek i narażaniu ich na te wszystkie złe emocje, które się tam kryją. Nie rozumiem tego, że skoro rodzice chcą, by dzieci miały frajdę, to muszą zmusić je do zrobienia czegoś, czego te się boją… Serio, nie rozumiem. Rodzice będą zawiedzieni, że dzieci nie zrobiły czegoś "fajnego"? Czy raczej, że nie zrobiły tego, co rodzice powiedzieli, że mają zrobić?
      Tak, to wszystko, to nasze zdanie na dane tematy. Ani ja, ani on nie zmuszamy nikogo do myślenia w ten sam sposób, chociaż chcielibyśmy, by tak było ;).
      Przypuszczam, że większość pedagogów miałaby inne zdanie na wiele tematów, które tu będą poruszone. Oglądałaś kiedyś program "super niania"? Zmieniłabym wszystko, co tam było pokazywane :P, chociaż wcześniej nie widziałam aż tyle złego (złego w moim odczuciu).
      Jeśli chodzi o studia, to kiedyś chciałam studiować psychologię, ale teraz myślę sobie, że jakbym miała to robić, to tylko z ciekawości, bo zapewne nie wkręciłabym się w to, czego by mnie tam nauczali. Ale to też jest dłuższy temat, a i tak moje komentarze są dłuższe, niż pełne posty niektórych osób, więc skończę tu na razie. Jak coś, to śmiało pisz na mój e-mail!
      Pozdrowienia!