Dlaczego dzieci tracą zaufanie do rodziców?

                    Kilka dni temu wspomniałam o moich planach na publikację pewnej serii postów, która będzie inna, niż wszystko to, co zrobiłam do tej pory. Będzie to coś, co Nathan mi pokazał (dla tych, którzy nie wiedzą – Nathan to tata Alicii, którą się opiekuję). Coś, czego nie znałam wcześniej i bez czego nie mogę sobie wyobrazić mojego życia teraz. Chciałabym pozwolić Wam poznać mnie trochę bardziej i zdecydowałam pokazać Wam tę właśnie część mnie.

                Przypuszczam, że moi czytelnicy, Wy, podzielą się na dwie części… Pierwsza pomyśli: „hej, ona ma rację, jak mogłam/łem nie pomyśleć o tym wcześniej?!” Druga: „o czym ona mówi?! Nie mogę tego znieść, to nie jest właściwie!” Cóż, chce przeczytać, co myślicie. Będę wdzięczna za to i chętnie odpowiem na każde pytania lub przedyskutuję coś, jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości.
                Jedną z różnic jest to, że wszystkie te posty będą dostępne w dwóch wersjach – angielskiej i polskiej. Spowodowane jest to tym, że chcę się tym podzielić z innymi au pair i nie tylko z au pair, ale ogólnie z ludźmi z całego świata. Zobaczymy, czy się to uda.
Te posty są oddzielną sprawą i nie sprawią, że nie będę dodawać już moich cotygodniowych notek! Cały czas będą pojawiać się one w każdy weekend, natomiast ta seria pojawiać będzie się co dwa tygodnie, w okolicach wtorku/środy. W pasku menu pod nagłówkiem znajdziecie zakładkę, w której będzie ich cały spis, by łatwiej było wszystko znaleźć.
***
                Ostatnio czytałam sporo artykułów i postów na grupach dla au pair na Facebooku o tym, jaki jest „najlepszy” sposób na traktowanie dzieci (na przykład, jeden mężczyzna porównał wychowanie dzieci do tresowania psów); jak z nimi rozmawiać (albo raczej – jak je trenować); jak sprawić, by robiły wszystko, czego rodzice od nich oczekują nawet, jeśli bardzo tego nie lubią (bo przecież dorośli zawsze robią to, czego nienawidzą, prawda?); jak prosić (tzn. manipulować), by były takimi, jakimi rodzice chcą je widzieć; jak kształtować ich charakter i przekonania (żeby nie miały swojego własnego, niezależnego życia)…
                Jest jedna rzecz, która sprawiła bardziej, niż cokolwiek innego, że postanowiłam stworzyć tę serię właśnie teraz. Zobaczyłam, że na jednej z tych Facebookowych grup opublikowany został filmik. Dodany był przez kobietę, która pracowała z au pair oraz host rodzinami przez 15 lat, oraz która wierzy, że „większości problemów można zapobiec dzięki dobrej, dogłębnej komunikacji”. Dodała ten filmik z dokładnie takim opisem: „Turlam się po podłodze lmao. Zobaczcie ten rozbrajający filmik! Uwielbiam to!” Pomyślałam: oh, ok, więc będę miała trochę rozrywki, skoro to takie zabawne! Obejrzałam i skończyłam ze szczęką na podłodzę. Zapytałam sama siebie, gdzie jest ta śmieszna część, czy ja coś przegapiłam?
                Filmik pokazuje dziecko, chłopca, który ma dwie siostry. Ich mama jest w ciąży, więc rodzice chcieli poinformować ich czy będą mieli kolejną siostrę, czy może brata. Mają ciasto i jego kolor w środku będzie odpowiedzią na to pytanie. Różowy oznacza dziewczynkę i niebieski oznacza chłopca. Chłopak bierze kawałek tortu i podnosi go nieco wyżej, by zobaczyć kolor i widzi różowy. Zaczyna płakać, mówiąc: „to dziewczynka!!!, to dziewczynka!!!!” i wtedy staje się bardzo smutny, jest kompletnie zdruzgotany, nie może uwierzyć w to, co się dzieje… Rodzice, szczególnie ojciec, nie wydają się przejmować tym w ogóle. To samo wrażenie miałam o ludziach, których komentarze przeczytałam później.
                Poniżej macie ten filmik i po obejrzeniu go, będziecie mogli przeczytać, jak ja to wszystko widzę, co widzą inni i wtedy będziecie wiedzieli, jakie są różnice między naszymi sposobami odbierania rzeczy, jak to wideo.
(Filmik zniknął niestety po przenoszeniu postów ze starego bloga.)
                Tak więc teraz to, jak ja to odbieram…
                Na początku widzę, że wszyscy są bardzo podekscytowani, szczególnie chłopiec. Uśmiecha się i wydaje się, jakby był prawie całkowicie pewny, że usłyszy to, co chciał usłyszeć. Nawet wtedy, gdy ojciec pyta, co oni myślą, on odpowiada: „myślę, że to chłopiec!” Dziewczynki chcą kolejną siostrę, co nie jest żadnym zaskoczeniem dla mnie. To, co chłopiec mówi i w jaki sposób to mówi, sprawia, że potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo mu zależy na tym, by mieć brata, co jest oczywiste w sytuacji, kiedy ma już dwie siostry. Chce mieć brata, by bawić się we wszelkiego rodzaju „chłopięce zabawy”, zamiast bawić się lalkami (nie wiem, czym oni się bawią, zgaduję). Chce mieć kogoś, jak on. Wciąż się śmieją i pierwszą osobą, która chwyta za nóż, jest chłopiec. Podnosi kawałek tortu nieco wyżej i widzi kolor różowy. Jego twarz zmienia się całkowicie w ciągu jednej sekundy. Podnosi brwi, co mówi mi, że nie jest do końca pewny, co właśnie zobaczył. Pyta „to dziewczynka?!” kilka razy, jego głos trzęsie się troszkę, co oznacza, że emocje zaczynają w nim rosnąć coraz bardziej i bardziej. Wskazuje palcem na tort, po czym siada na krześle bez żadnej energii w środku. Ciągle patrzy na tort, potem na rodziców i robi to samo kilka razy, mając nadzieję, że może oni tylko żartowali. Dziewczynki wydają się nieco zmieszane i nie uśmiechają się już więcej. Chłopiec zaczyna płakać, nie chce uwierzyć w to, że będzie miał kolejną siostrę. Mniejsza dziewczynka, po lewej, uśmiecha się, patrząc na kogoś po drugiej stronie kamery. Druga z nich nie za bardzo wie, co robić – patrzy tylko na stół (wygląda na zaniepokojoną). Po tym, dziewczynki zwracają wzrok na chłopca, a po chwili odchodzą, co, według mnie, spowodowane było tym, że ktoś je zawołał. Mnie to wygląda na to, że chcieli zostawić chłopca samego w kadrze, bo przecież tak zabawna jest jego reakcja, że „to musi być opublikowane!”. On jest teraz gwiazdą. Ciągle płacze, powtarza, że nie chce mieć więcej dziewczyn, ma wystarczająco, naprawdę nie chce kolejnej dziewczynki, nie lubi ich, chce mieć brata. Jest bardzo smutny, zawiedziony, nie czuje się zrozumiany, bo ojciec pyta „cieszysz się?” mimo tego, że widzi go płaczącego. Chłopiec siedzi więc po jednej stronie stołu, a dziewczynki są po jego drugiej stronie – odseparowane tak, jakby coś było nie tak z nim, bo płacze, a dziewczynki są szczęśliwe. Tak, jakby one były lepsze w jakiś sposób, bo to on pokazuje swoje emocje i nie boi się tego w tym momencie. Mówi, że nie lubi dziewczyn, ale nie jest zrozumiany i wspierany, bo jego ojciec nie przejmuje się w ogóle jego uczuciami. Wydaje się nie zauważać jak źle jego syn czuję się w tym momencie i kłóci się z nim, mówiąc „oh, kochasz swoje siostry!” nawet po tym, jak dokładnie usłyszał, co chłopiec powiedział. Nawet, jeśli on naprawdę je kocha, to nie jest to, co czuje w tej sekundzie. Chłopiec krzyczy na niego, bo kilka sekund temu powiedział przecież, że ich nie lubi. Wtedy ojciec mówi „w porządku”, co jest jego sposobem na zakończenie rozmowy, nie słuchając w ogóle syna. Głos ojca brzmi, jakby myślał „jesteś niemądry, będzie ok!”. Ponadto, ojciec mói, że chłopiec powinien być przygotowany na to rozczarowanie i, według mnie, to sprawia, że chłopak czuje, że coś jest nie tak z nim, nie jest przygotowany, więc to jego wina, bo gdyby się przygotował, to nie płakałby. W każdym razie, ciągle płacze, ciężko mu mówić przez łzy, wciąż powtarza to samo ciągle i ciągle, bo właściwie nikt nie słyszy, co on mówi. Chce, żeby jego słowa były potwierdzone – że nie ma nic złego w myśleniu w ten sposób w tej sytuacji. Chce, by inni zrozumieli to, jak wszystko wygląda z jego punktu widzenia, żeby zrozumieli, jak ciężko mu jest żyć z dwiema siostrami i tą myślą, że będzie jeszcze jedna. Nikt nie musi się z nim zgadzać, każdy może mieć swoje własne zdanie, ale to, co jest najważniejsze to fakt, że nikt nawet nie próbuje zwrócić uwagi w lepszy sposób, niż poprzez nagrywanie filmiku. Chłopiec nie ma kompletnie żadnego wpływu w tej sytuacji i to jest jeszcze gorsze uczucie – nie może zmienić tego, czego nienawidzi, nic nie zależy od niego. Widzi swoją przyszłość z trzema dziewczynami (czterema, jeśli policzymy matkę) i czuję się zwyczajnie przygnębiony. Odwraca nawet głowę w drugą stronę. Czuje się kompletnie zignorowany przez ludzi, którzy, w jego oczach, powinni pokazać mu coś więcej, niż tylko nagrywanie filmiku i bycie rozbawionym przez to, co on robi – chłopiec ma zdecydowanie inne zdanie o tym. Poza tym, ciągle powtarza to samo (może wciąż ma nadzieję, że ktokolwiek to usłyszy?). Ojciec przerywa mu jednak w połowie. To wygląda tak, jakby chłopiec nie miał w ogóle żadnych praw, by powiedzieć cokolwiek, bo jego ojciec mówi „powiedz wszystkim pa!” i to mówi mi, jak bardzo ignoruje to, co się dzieje. Chłopiec ma dużo złości w sobie i nie może tego wyrazić w żaden sposób. Nawet dziewczynki wydają się być zmieszane, co nie powinno być żadnym zaskoczeniem w sytuacji, kiedy po jednej stronie widzą płaczącego brata, który jest bardzo, bardzo smutny, a po drugiej ich ojca, który chłopcem nie przejmuje się w ogóle i jest w dobrym humorze, co łatwo da się wywnioskować, słuchając jego głosu. Chłopiec nie przestaje płakać i po chwili ojciec przestaje nagrywać. Powinien zrobić to o wiele wcześniej. Uważam również, że publikowanie tego filmiku jest zwyczajnie smutne.
                Wczoraj, gdy szukałam tego wideo na YouTube, znalazłam jeszcze jeden z tą samą rodziną. Zszokowałam się, gdy zobaczyłam, że mówili o tym w FoxNews! Możecie to zobaczyć poniżej.
(Ten filmik też zniknął.)
                Tak więc jest to spora sensacja, że chłopiec nie lubi wizji siebie z jeszcze jedną siostrą. Większość lubi ten filmik, większość myśli, że jest zabawny. Domyślam się, że rodzice są szczęśliwi, że inni ludzie mogą ich rozpoznać, że mają uwagę rodziny i przyjaciół, są „spoko”. Nie wierzę w to, że zapytali chłopca, co on myśli o tym, by być w amerykańskich wiadomościach, być w internecie, co myśli o pokazywaniu go ludziom na całym świecie. Możliwe, że czuje się zawstydzony i nikt nie ma o tym pojęcia. Widzicie ten moment, gdy prowadząca pyta czy jest szczęśliwy, że będzie miał jeszcze jedną siostrę? Słyszycie, jak mówi „tak”? Przekonuje Was to? Wierzycie mu? Myślicie, że mówi to, co naprawdę myśli? Ja nie. Nie wierzę w to w ogóle.
                Kiedy czytam komentarze na Facebooku pod tym filmem, jestem zaskoczona, jak ludzie, którzy opiekują się dziećmi, mogą mieć takie podejście. Nie chcę podważać niczyich kompetencji i obrażać nikogo. Może dzieci naprawdę Was lubią, ale ja po prostu nie wierzę w to, co widzę. Czytałam to wszystko z szeroko otwartymi ustami. Poniżej macie osiem przykładów z tych, których nie lubiłam (zatrzymuję oryginalną pisownię i nie tłumaczę tych komentarzy):
1. „It doesn’t affect the kid. Common it is funny! I would be posses too if I was a kid…stuck with 3 sisters haha” (Tam jest chyba błąd, powinno być „pissed” instead of „posses”.)
2. „When he sees this video in 10 years he will laugh his asset off too” („Asset”? Cenzura?)
3. „Throwing a temper tantrum at that age is not unusual. And the reason why he throws a tantrum is pretty funny. He wants a brother and not another sister. Poor little guy is just going to have to suffer through living with another sister. I don’t think he has a choice in the matter. Hysterical = very funny.”
4. „It’s hilarious :D”
5. „Hahahahah made my day 😀 😀 :D”
6. „I foung it kinda sad.. especially for the sisters.. I would have stopped the camera and let him get a time out, until he calmed down.. or perhaps a time in.. with a hug.”
7. Oh come in Agnieszka, it really is funny and noone is bullying the kid, hell lough about that one day” (Komentarz skierowany do mnie.)
8. „The only thing wrong with it is the dads response „You got the same reaction I did.” If and when the girls sees it, she’s gonna feel awful. Other than that, it’s funny. But they shouldn’t have let him go on for THAT long about it. A minute is funny, but any longer and it’s annoying. The parents should’ve jumped and consoled him properly, and at the same time talked to him about it properly, but sadly they think that parenting nowadays is videoing their kids tantrums and showing them off to the world instead of parenting properly. It IS funny, but they could’ve handled it better than just sitting there with a video camera.”
                Chcę do nich nawiązać i powiedzieć coś nie tylko o tych powyżej, ale również o tych, których nie lubiłam – nie skopiowałam ich wszystkich.
                Wydaje mi się, że niektórzy ludzie bardzo lubią oglądać cierpiące dzieci. Jest to dla nich ogromna przyjemność widzieć je płaczące i cierpiące. Lubią, gdy dzieci źle się czują, zabawne to jest dla nich, gdy widzą je kompletnie bezbronne. Przypuszczam, że lubią czuć, że mają tę kontrolę nad nimi, wiedząc, że dzieci będą sfrustrowane. Możliwe, że powodem tego jest to, że sami cierpieli w taki sam lub podobny sposób kiedyś wcześniej i dobrze jest czuć, że ktoś inny doświadcza tego samego, bo wtedy nie są sami z tym uczuciem. Chciałabym więc usłyszeć coś od tych, którzy widzą ten filmik jako zabawny, co dokładnie jest takie przyjemne w oglądaniu tego.
                Jedna osoba stwierdziła, że odbieram ten filmik „zbyt poważnie”. Jak możecie siędomyślić, nie zgadzam się z tym. Potrafię sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. Widzę siebie w bardzo złym humorze, bo coś okropnego mi się przytrafiło, płaczę i nie mogę mówić przez moje łzy, jestem bardzo smutna. I wtedy, jedyni ludzie, którym ufam, nagrywają ten filmik i są rozbawieni moimi reakcjami nawet wtedy, gdy ja nie widzę nic śmiesznego w tym, co właśnie doświadczam. Nie chcę, by traktowali mnie w taki sposób. Nie muszą dawać mi żadnych rad ani mówić nic, co miałoby sprawić, bym poczuła się lepiej. Słuchanie byłoby wystarczające. Ale oni wolą sobie ze mnie żartować i później pokazać to innym ludziom, zamiast być ze mną wtedy, gdy ich potrzebuję.
                Co więcej, nie lubię tego wytłumaczenia, że to tylko taki wiek… „Oh, to tylko dziecko!” Uważam, że to nie działa w ten sposób. Każdy ma prawo, by być sobą. Gdy jakaś 80-letnia kobieta płacze na ulicy, powiedzielibyście, że „to tylko taki wiek!”? Nie wydaje mi się. Dlaczego więc mówicie tak o dzieciach?
                Myślę, że ta sytuacja ma duży wpływ na chłopca, ale o tym wszystkim mówiłam już wcześniej, więc nie wydaje mi się, żebym musiała się powtarzać. Co więcej, myślę, że ci, którzy współczują dziewczynkom, zamiast ich bratu, są tym rodzajem ludzi, którzy nie akceptują innych, kiedy ci mają w sobie dużo silnych uczuć i je wyrażają. Może jesteście zmęczeni, słuchając płaczącego dziecka, może nie jesteście wystarczająco „cierpliwi”, może jest coś jeszcze innego, nie wiem. Co wiem, to fakt, że są dwie opcje na przyszłość. Pierwszą jest to, że chłopiec będzie się z tego śmiał, gdy obejrzy ten filmik, a drugą jest to, że nie będzie mógł uwierzyć w to, że jego rodzice mogli zrobić coś takiego, że mogli zachować się w tej sposób. Jeśli będzie się śmiał, to dobrze, ale nie zmieni to niczego! To, co się liczy, to fakt, że cierpiał wtedy, w tym konkretnym momencie i nie czuł się dobrze z tymi, którym ufał najbardziej.
                Poniżej znajdziecie cały dialog z filmiku, który został wzbogacony nieco poprzez dodanie zaledwie kilku z wielu różnych rzeczy, których nikt nie powiedział, a które bardzo pomogłyby chłopcu. Te części napisane są w innym kolorze, żeby nie wprowadzać zbędnego zamieszania. Poza tym, znajdziecie również kilka komentarzy w nawiasach, by wyjaśnić, gdzie dokładnie są te części, o których mówiłam wcześniej. Dialogu nie tłumaczę na polski.
Gunter: It’s a girl!
Me: You’re really disappointed that it’s a girl.
Gunter: It’s a girl!?
Dad: Yep it’s gonna be a girl.
Gunter: (Visibly in distress, looks defeated.)
Me: You didn’t want a girl!
Dad: It’s OK Gunt. It’s alright! (Here Dad contradicts Gunter’s feelings.)
Gunter: I knew it was a girl! I hate… don’t want another girl!
Dad: Hey, you had the same reaction I did, bud. (Gunter doesn’t care what dad feels or felt at this moment; Gunter still hasn’t been acknowledged.)
Me: [To all]: Gunter does not want another girl!
Gunter: (Sobbing) I don’t want a girl!
Dad: It’s alright. (Again, contradicting Gunter’s feelings.)
Gunter: I won’t eat the cake.
Dad: You don’t want the cake because it’s a girl?
Gunter: I knew it was a girl!
Me: You were afraid of this from the beginning and now it has happened!
Harper: It has jelly in it! (Clearly not tuned into Gunter.)
Gunter: I don’t like girls!
Dad: Oh, you like your sisters. (And now he’s arguing with the boy as if to change his mind, telling him how he feels.)
Gunter: No… Not anymore, I don’t! (Gunter now switches to defending himself against his dad’s lawyering.)
Dad: Casey, are you happy?
Paisley: (Looks angrily at Gunter with arms folded before the answer.) Yah!
Dad: Harper, are you happy?
Harper: Yah! (She’s daydreaming about jelly.)
Gunter: It’s girls, and I’m not happy! (Here Gunter points out that they are biased, and HE is unhappy, that is HE and not THEM!)
Dad: Gunter are you happy? (Here implying that since Gunter’s feelings are different from his sisters, his feelings are probably wrong.)
Gunter: No!! It’s stupid!! (Looks like he’s getting upset, probably fed up with the games his dad is playing.) I knew it was a girl. I knew it. It’s another girl! I hate girls! Every time it’s girl girl girl girl! It’s all gonna be girls!
Mother?: [laughter]
Gunter: Just girls! It’s always girls! I don’t want girls!
Mother?: Really enjoying this…
Dad: Hey that’s alright. (What exactly is alright, dad?)
Gunter: I want to leave this house and never come back! I want to live by myself! (Understandable when your mother laughs at you while your father argues with you because you feel disappointed. On top of that, one sister resents you and the other just wants you to eat jelly.)
Gunter: I don’t want another girl, it’s too much girls! I don’t want five girls, it’s too much!
Dad: We don’t have five, how many girls will we have in our family? (Again with the lawyer act…)
Gunter: Three! I want.. It’s OK if we have two boys and two girls!
Dad: I know, that’s what I wanted too… (Gunter doesn’t need anyone to agree with him. He needs to feel safe while expressing his feelings, free from people trying to change him, ridicule him, or intimidate him.)
Gunter: … I knew it was a girl, and it was girl!
Dad: (Sounding annoyed) Well then you should have been prepared for this… disappointment. (Translation: Son, you’re an idiot for not having come to accept this earlier.)
Gunter: (Realizes he is talking to people who cannot hear his feelings, stops trying.) I don’t want a girl… I want to leave!
Dad: Oh you’ll love her, you’ll love your new little sister. (Here the dad is antagonizing Gunter.)
Gunter: NO!!! I don’t want more girls!
Mother: [Still chuckling]
Gunter: I want zero girls! I want a boy!
Dad: Gunter, say goodbye to everybody.
Gunter: No! I don’t want to!!
                Większość swojej energii chłopiec włożył w powtarzanie siebie w dążeniu do bycia usłyszanym przez kogoś oraz w frustracje i uczucie zdrady, które to pojawiły się po tym, jak się zorientował, że jego rodzina może być bardzo niemiła, gdy ma „niepopularne” uczucia.
                Rozumiem go bardzo dobrze, bo doskonale znam to uczucie bycia ignorowanym, niemożności do bycia sobą i bycia pouczanym, gdy ma się jakiś problem. Na przykład, gdy miałam 11 lat, zmarł mój wujek. Wujek, którego bardzo kochałam, z którym spędzałam dużo wolnego czasu. Czułam się z nim bardzo dobrze, obchodziło go to, co działo się ze mną i moją siostrą. Nie był chory ani nic, więc był to tym większy szok dla wszystkich – nagła śmierć podczas snu. Moja babcia (od strony mamy, jego matka) zadzwoniła i powiedziała nam o tym. Zaczęłam płakać i nie mogłam przestać. Na początku, nie próbowałam się powstrzymywać. Ale wtedy moja rodzina, tzn. mój ojciec i jego rodzice (mieszkałam z nimi wszystkimi) zaczeli mówić mi, bym nie płakała. Cały czas powtarzali: „Aga, nie ma powodu do płaczu! Nie powinnaś płakać tak bardzo!” Nie ma powodu? Nie powinnam? Nie mogłam uwierzyć w to, co mówili, bo przecież miałam już nigdy nie zobaczyć kogoś, kogo kochałam! To sprawiło, że byłam zdruzgotana, a oni mówili mi, że nie powinnam się przejmować. Mówienie, że nie powinnam płakać było, jak mówienie mi, że powinnam się cieszyć, że już go więcej nie zobaczę. Czułam się całkowicie sama. I wtedy, miesiąc po jego śmierci, miałam 11. urodziny. Byłam w lepszym humorze i chciałam zaprosić kilka znajomych ze szkoły. Usłyszałam wtedy od rodziny: „jak możesz myśleć o tym po tym, co się stało?!” oraz „nie masz za grosz szacunku dla swojego wujka!” Wtedy znów zaczęłam płakać i możecie się domyślić, co usłyszałam: „dlaczego znów płaczesz?!” Byłam bardzo zmieszana, bo jak płakałam i byłam smutna, to było źle, a kiedy próbowałam życ normalnie, to było jeszcze gorzej. Pytałam więc sama siebie: jak teraz powinnam się zachowywać? Co oni chcą ode mnie? Nie znałam odpowiedzi i nikt nie zdawał się słuchać do tej 11-letniej dziewczynki, która straciła swojego wujka po zaledwie trzech latach od śmierci jej mamy. Zamknęłam się w sobie i trzymałam wszystkie uczucia w środku, tylko dla siebie. Nie widziałam żadnego sensu w pokazywaniu ich komukolwiek innemu, skoro traktowali mnie w taki sposó. To nie było właściwie dla nich, więc zdecydowałam być bardziej samotna. Mówię „bardziej samotna”, bo czułam, że to oni zostawili mnie samą wtedy. Próbowałam to zmienić, ale nic nie działało, więc odsunęłam się od nich bardziej. Jeszcze jeden przykład: kiedy miałam 15 lat byłam wielką fanką jednego popularnego zespołu dla nastolatek. Czekałam na dzień, kiedy przylecą do Polski i pewnego dnia wreszcie zobaczyłam informację na ten temat. Byłam bardzo, bardzo zadowolona i podekscytowana. Przygotowywałam się na ten dzień i kiedy on nadszedł, mój ojciec powiedział: „jesteś chora, nigdzie nie idziesz!” Bolało mnie gardło i miałam lekki kaszel, ale to wszystko, ogólnie czułam się dobrze. Na początku, zaczęłam mówić, jak bardzo ważne to dla mnie było, jak bardzo chciałam iść, jak bardzo czułabym się zawiedziona. Szczególnie dlatego, że nie wiedziałam do ostatniej minuty, że nie będę mogła iść. Mój ojciec powtarzał: „nie obchodzi mnie to, nigdzie nie idziesz, nie chcę chodzić z tobą później po lekarzach, to nie jest takie ważne, po prostu kilku facetów, głupia jesteś!” Cóż, to nie było nic ważnego dla niego, nie chciał chodzić do lekarzy (wiecie, w Polsce wtedy – bo nie wiem, czy coś się zmieniło – trzeba było mieć min. 16 lat, by móc iść do lekarza samemu), chciał wybrać to, co było najłatwiejsze dla niego. Mówił mi, jak się czułam. Nie myślał wtedy o mnie w ogóle. To, co ja mówiłam, nie było w ogóle ważne, nie wydaje mi się, by w ogóle mnie słuchał. Zignorował mnie całkowicie. To, co nie było ważne dla niego, było moim ogromnym marzeniem. Kiedy płakałam, on się śmiał mówiąc, jak „dziecinna” jestem. Czułam się okropnie, gdy nie byłam kompletnie zrozumiana i traktowana, jakbym była nienormalna, bo naprawdę chciałam zrobić to, na czym tak mi zależało.
                Po sytuacjach, jak te powyżej, stworzyłam swoją własną muszlę, w której się chowałam. Nie widziałam, żeby było możliwe, bym rozmawiała z kimkolwiek o moich uczuciach, bo nie czułabym się wspierana. Za bardzo bałam się, że ludzie śmialiby się ze mnie, że by mnie ignorowali. Zdecydowanie lepszą opcją było więc nie mówić nic, zamiast brać tak duże ryzyko bycia odrzuconym ponownie.
                Zatem, wyrażanie swoich uczuć jest bardzo ważne w życiu. Zazwyczaj ludzie nie mają problemu z pokazywaniem ich szczęścia, uśmiechają się, gdy są szczęśliwi, mówią, że wydarzyło się coś dobrego, rozmawiają o tym, itp. Ale nie pokazują, że są smutni, gdy dzieje się coś złego, kiedy są zdruzgotani, zagubieni, nie wiedzą, co robić, są źli na kogoś. Nie płaczą publicznie, bo kiedy byli mali, rodzice mówili im „nie płacz, ciiiii, uspokój się, wszystko jest w porządku!” Dzieci nie mogą mówić, jak źli są na kogoś, kto nazwał ich „małymi słodziakami” w momencie, gdy nienawidzą, gdy ludzie nazywają ich w taki sposób. Muszą się usmiechnąć i są zmuszani, by podziękować (pamiętacie to: „powiedz dziękuję!” albo „co powinnaś/neś teraz powiedzieć?”?). Rodzice stają się źli na swoje smutne dziecko, które płacze i ściąga uwagę innych na siebie i rodzica. Czują się zażenowani i wolą zakryć usta swojego dziecka (co widzę zbyt często) i zmusić go, by przestał, zamiast zatrzymać się na moment i dać dziecku kilka minut, by porozmawiać o problemie. Rodzice nie pokazują żadnej empatii, żadnej miłości, żadnego wsparcia, w ogóle nie rozumieją, nie są warci zaufania, bo jak można ufać komuś, kogo nie obchodzi, jak się czujesz i co myślisz. Tak więc później, kiedy te dzieci są o wiele starsze, nie rozmawiają ze swoimi rodzicami o problemach, nie chcą, by rodzice wtrącali się w ich życie. Dlaczego? Bo nie ufają im wystarczająco, myślą, że nie warto z nimi rozmawiać, gdy pojawia się jakiś problem, nie wierzą, że mogą być zrozumieni. Dlaczego? Ponieważ jakiś czas temu rodzice nie pozwolili im wyrażać swoich emocji, kiedy byli smutni (albo nawet weseli – kiedy biegasz dookoła i jesteś uspokajany przez kogoś, bo jesteś „zbyt głośny”), nie pozwalali im być złymi, kiedy coś nieprzyjemnego się stało, nie pozwalali być im tym, kim naprawdę byli. To było po prostu niewłaściwe. Ponadto, jestem pewna, że wiele z Was słyszało coś w stylu „inni ludzie mają większe problemy!” Ale w tym jednym momencie, to Wasz problem jest największy i nie obchodzą Was inni ludzie, których nawet nie znacie, chcecie rozwiązać swój i to jest najważniejsza rzecz dla Was w tej chwili.
                Dzieci nauczyły się więc: dobrze jest być szczęśliwym, ale nie za bardzo i nigdy nie powinieneś płakać publicznie, nigdy nie bądź smutny, gdy masz gości w domu, nigdy nie bądź zły, bo to nie jest właściwe zachowanie, ukrywaj te emocje, nie bądź gorszy, niż inni!
                Ten post nie jest tylko o dzieciach. Tzn. wszystkie te rzeczy z filmiku, o którym opowiadałam, mają wpływ na życie tego chłopca w przyszłości. Możliwe, że będzie miał tylko troszkę szacunku do innych ludzi, rodziców w tym przypadku, ale nie dlatego, że był urodzony w ten sposób – NIE był. Tylko i wyłącznie dlatego, że rodzice (i nie tylko rodzice) traktowali go w taki sposób, gdy był młodszy. I wiem, że idę tu daleko w przód z tym, ale kiedy widzę tego typu postawę w stosunku do dziecka w jego ojcu, mogę sobie wyobrazić wiele innych sytuacji, które tylko dodadzą smutek i niepewność do jego życia.
                Tak więc myślę, że gdy jesteście w związku z kimś, gdy macie przyjaciół, rodzinę, bardzo ważne jest to, by traktować ich, jak ludzi. Nie jak rzeczy bez uczuć, bo każdy ma uczucia, nieważne, ile ma się lat. Czasami „mała rzecz” dla Was może być OGROMNĄ rzeczą dla kogoś innego. To działa jak zamknięte koło – jeśli rodzic jest agresywny w stosunku do dziecka (albo jeśli kolega nie jest fair w stosunku do drugiego kolegi; lub jeśli siostra kłamie siostrze; itp.), dziecko nie będzie miało żadnego spokoju w swoim życiu i, w większości przypadków, będzie zachowywało się tak samo w stosunku do rodzica. Później jego dzieci będą takie same i kolejne, i kolejne. Wszystko, o czym dziś mówię oraz wiele innych rzeczy, o których jeszcze nie wspomniałam, idą w dokładnie taki sam sposób.
                Ostatnią rzeczą dziś jest to, że moim celem nie jest zmienienie Waszego zdania. Moim celem jest pokazanie Wam innej możliwości patrzenia na różne rzeczy – pokazanie Wam moich sposobów, które pokazał mi Nathan, gdy tu przyleciałam. To jest coś, w co teraz wierzę i chcę podzielić się tym z Wami wszystkimi. Może niektórzy z Was znajdą coś interesującego dla Was, może nie, ale przynajmniej będę czuła, że zrobiłam to, co chciałam zrobić.
                Zostawiajcie komentarze lub wysyłajcie maile do mnie. Z przyjemnością poczytam Wasze reakcje o tym, o czym dziś mówiłam i dowiem się, co Wy na ten temat sądzicie. Będę również wdzięczna za rozsyłanie linku dalej.
                Do napisania za dwa tygodnie!
                Aga & Nathan
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Wow, wykonałaś kawał naprawdę dobrej roboty, gratulacje!
    Nie widziałam wcześniej tego filmiku i po jego obejrzeniu zastanowiłam się jak ja zachowałabym się na miejscu tego chłopca, później przypomniałam też sobie jak moi rodzice informowali mnie o tym, że będę miała rodzeństwo.
    Myślę, że rodzice zrobili temu chłopcu krzywdę i odebrali mu całą radość z oczekiwania na nowego członka rodziny. No pewnie, że to takie zabawne (tak jak ta seria filmików w których rodzice składają dzieciom zupełnie bezwartościowe podarunki… nigdy mnie to nie śmieszyło), mały chłopiec płacze, a przecież mogło być zupełnie inaczej!
    Choć sama bym takich wniosków nie wysunęła, ponieważ nie zastanowiłabym się nad tym tematem na tyle głęboko, to po przeczytaniu i przeanalizowaniu całości, zgadzam się z Tobą i czekam na kolejne wpisy z tej serii.
    Pozdrawiam!

    • A mogłabyś pokazać mi jakiś filmik z tej serii? Bo nie za bardzo wiem, o czym mówisz, a chętnie bym obejrzała.

      Cieszę się, że po przeczytaniu naszego posta spojrzałaś na to z ciut innej strony!

      I cieszę się też, że Ci się podoba i Cię to zainteresowało.

    • Pomyliłam się 🙂 Dopiero jak zaczęłam szukać tych filmików zdałam sobie sprawę, że chodziło mi o halloweenowe żarty Jimmy'ego Kimmela. Ale nadal mnie to nie bawi.

    • Aaa! Widziałam to kiedyś. Też mi się to nie spodobało wtedy…

  • Anonymous

    Mnie przerażają dwie rzeczy: 1. to że w obecnym społeczeństwie wszystko jest na sprzedaż, nawet rozpacz tego chłopca (po to, żeby zaistnieć na chwilę w mediach???)
    2. to, że rodzice nie reagują na rozpacz własnego dziecka..

    • No właśnie my widzimy to samo i to nas zmotywowało do tego, by w końcu przerwać milczenie. Pokazać, że tam są też dzieci, żywe istoty, a nie tylko rodzice, który zwykli mówić "idź do swojego pokoju, tu dorośli rozmawiają"… Cieszę się, że widzisz to samo.

    • Anonymous

      Miło, że choć raz się w czymś zgadzamy 🙂

    • A czy my się znamy jakoś z innego miejsca, niż mój blog? Czy tylko stąd? 🙂

    • Anonymous

      A tego to nigdy nie wiadomo

  • Jestem w szoku z powodu zachowania rodziców chłopca. Powinni przegadać z nim tę sprawę, spróbować go do tego przygotować.
    Bardzo podoba mi się Twój pomysł z nową serią postów na blogu 🙂
    Nie mogę się już doczekać kolejnego.

    • Tak, dokładnie, jakby porozmawiali o tym wcześniej, to chłopiec mógłby wyrazić swoje zdanie już wtedy (bo ten problem, jaki się pojawił, był już wcześniej, tyle że ukryty) i byłoby mu o wiele łatwiej.

      Cieszę się, że Ci się podoba :). Tzn. my się cieszymy!

  • Bardo dobry pomysl z tymi postani w jezyku ang!! ;D

    • Mam nadzieję, że przyda się to innym :).

  • Maja

    Może się mylę, ale czerpię z mojego doświadczenia w pracy w szkole, czy to liceum czy to w szkole specjalnej- wiem jedno, każdego należy traktować z szacunkiem, słuchać kiedy mówi i przede wszystkim traktować jak partnera równego sobie. Dziecko nie jest w niczym gorsze,a jego problemy wcale nie są mniejsze niż nasze.
    W filmie rodzice zlekceważyli swoje dziecko, nie obchodziło ich jak on się czuje, wzięli to za dziecinną histerię i już. Popłacze i przestanie. Faktem jest, że nie mieli wpływu na płeć nowego dziecka, ale mogli w jakiś sposób dziecku to wytłumaczyć, potraktować małego poważnie, bo widać, że nie umiał w sytuacji się odnaleźć.

    • Jest sporo różnych sposobów, by pokazać duży szacunek dla dzieci i dorosłych, jak chociażby słuchanie czy unikanie oceniania. Ale nie muszę tu więcej mówić, bo widzę, że mamy to samo zdanie!

  • Anonymous

    szczerze to ja uwazam ze bylo to dosyc zabawne 🙂 nie mozna brac slow dzieciakow na powaznie, oczywiscie nie zawsze, bo gdy cos go boli, cos sie dzieje to wiadomo, że trzeba. ale bez przesady. chłopczyk sobie coś tam wymyślił dot. posiadania kolejnej siostrzyczki. wiadomo, chciał brata. to normalne. rozczarował się i popłakał. dzieci nie myślą racjonalnie i ich myśli nie są poważne.np. dziecko nie rozumie ze stojąc na krawędzi pomostu może wpasc do wody, bo mysli ze nie jest tak wysoko, nie jest tak głęboko, albo jest na tyle duży że da radę. musimy ingerowac w zycie dzieci a ich reakcje czesto sa bardzo zabawne. to tyle. rozumiem jednak Twoje myslenie i przemysle wszystko kilka razy, ponieważ jest to rzeczywiscie temat do dyskusji.

    • Więc to, co rozumiem z Twojego komentarza to fakt, że myślisz, iż chłopiec przesadził z jego reakcją, że reaguje zbyt emocjonalnie i robi to specjalnie (bo napisałeś: "chłopczyk sobie coś tam wymyślił dot. posiadania kolejnej siostrzyczki"). Czyli, jeśli zachowanie dziecka nie jest dla Ciebie racjonalne, to myślisz, że branie tego na poważnie jest błędem. Bo dzieci nie zdają sobie sprawy z tego, co dzieje się dookoła w takim stopniu, jak dorośli, więc ich błędy tego typu odbierasz jako "dosyć zabawne".
      Mimo tego, że rozumiem Twoje podejście, to martwię się, że jeśli dziecko nie jest brane na poważnie, wtedy ten problem, jaki jest w środku, nie będzie zauważony. W takiej sytuacji problem nie zostanie rozwiązany i dziecko nie będzie czuło, że popełnianie błędów jest bezpieczne. Ty i my mamy to samo zdanie co do tego, że dzieci muszą popełniać wiele błędów, bo wiedzą niewiele na temat tego, co się dzieje (Twój przykład a'propos spadania z pomostu), ale wyobrażam sobie jednocześnie, jak zawstydzające byłoby dla dziecka wyśmiewanie się z niego z błędów, które popełnia w sytuacji, gdy to są te błędy, które muszą być popełniane w kółko, bo dzieci nie mają żadnego dostępu do tych informacji, to jest ich natura – poznawanie świata. Zauważyliśmy, że jeśli wszystkie dziecięce problemy traktowane są na poważnie – bo one są poważne i prawdziwe dla dzieci – osiągamy dwie rzeczy:
      1. potrafimy zrozumieć ten główny problem z perspektywy dziecka – nie jest to możliwe, gdy dziecko będzie się obawiać wyśmiania, bo w tej sytuacji nie będzie chciało dzielić się swoją rzeczywistością i wtedy nie będziemy w stanie dać mu informacji, jakich potrzebuje oraz nie będziemy w stanie rozwiązać wszelkich nieporozumień;
      2. dziecko czuje, że inni mają do niego szacunek i ma pewność, że potrafi sam oceniać sytuację, co w przeciwnym razie nie byłoby możliwe, bo bardziej bałoby się oceniać cokolwiek na własną rękę.
      Tak więc Ty widzisz, że dzieci popełniają błędy, bo nie myślą racjonalnie, ale ja myślę, że ich błędy spowodowane są tym, że nie posiadają wystarczających informacji lub "błędy" nie są w ogóle błędami i to rodzice są w błędzie, a nie dziecko. Nasze podejście jest najbardziej efektownym sposobem, by im pomóc.

  • Anonymous

    Tak się zastanawiam czy rodzice chłopca rozmawiali z nim wcześniej. Coś na zasadzie "Ale wiesz Gunter. Mamusia może urodzić chłopca lub dziewczynkę. Nie wiemy kto to będzie, ale bardzo cieszymy się na nowego członka rodziny i będziemy zawsze kochać was wszystkich tak samo."
    Dzieci różnie przeżywają wiadomość o pojawieniu się nowego dziecka, ale to nie znaczy, że dorośli powinni sobie robić z nich żarty. Dzieci nie rozumieją wielu spraw. Może Gunter nie rozumiał, że to nie będzie tak,że on chce brata, to będzie brat. Rozmowa….i przede wszystkim ROZMOWA. To jest najważniejsze.
    KAŚKA.

    • Tak, dziecko ma swoją własną rzeczywistość i nigdy nie wiemy, jak zareaguja na cokolwiek, dopóki nie posłuchamy, co ma do powiedzenia.

  • Bardzoo głęboki post. Zupełnie nie typowy na au pair blogu. Miła odmiana 🙂 Moim zdaniem straszne jest przede wszystkim, że Ci rodzice dalej to kręcili, tą całą rozpacz i w ogóle to wstawili do Internetu. Wiadomo fajna pamiątka reakcja dzieci na pojawienie się kolejnego, ale to, że dalej brnęli w to po tym jak ten chłopiec nie przestawał płakać jest trochę straszne. I jeszcze ta chęć zaistnienia w Internecie….
    Niestety wychowywanie dzieci jest bardzo trudną sprawą np w takich sytuacjach i większość rodziców wydaje mi się, że po prostu nie ma pojęcia jak się zachować w takiej sytuacji. Do tego właśnie dochodzi to o czym wspominałaś czyli traktowanie dziecka pobłażliwie i uwagi typu przestań płakać. Moim zdaniem rodzice w tej sytuacji powinni jakoś bardziej zaangażować się w zrozumienie tego dziecka. Ale niestety z przykrością myślę, że tak właśnie wygląda większość relacji międzyludzkich, Nie staramy się wczuć w drugą osobę, zrozumieć jej problem co czuje, tylko patrzymy na wszystko z własnego punktu widzenia.
    Ciężko jest zrozumieć że coś co dla nas jest banalne dla innych może być trudne i ciężkie. Ale to też działa w drugą stronę, Kiedy dla nas jest coś trudne a patrzymy na innych, którym przychodzi to z łatwością to naturalną reakcją jest zazdrość. Nie zastanawiamy się czy tej osobie może też było ciężko na początku, że może długo się z tym zmagała. Tylko upewniamy się w przekonaniu, że oni mają łatwiej a Ty gorzej.
    Pozdrawiam 🙂

    • Widzę, że z Twojego punktu widzenia w większości jakichkolwiek związków międzyludzkich brakuje tej komunikacji i zrozumienia, które buduje zaufanie…

      Dzięki za komentarz! 🙂

  • Ciekawy pomysł i ciekawy post! Zupełnie inny ale porusza ważny temat. Nie będę nic dodawać bo wszystko świetnie ujęłaś…
    Szkoda, że nie wszyscy mają takie podejście do sprawy.. smutne to na prawdę! :/

    • Rozumiem, że chciałabyś, żeby wszyscy odbierali to w taki sam sposób, jak my i Ty… Dobre jest to uczucie, gdy wiesz,że masz wsparcie innych.

  • Po pierwsze rodzice pewnie dobrze wiedzieli, ze ich syn chcial brata a nie siostre, i gdy juz wiedzieli, ze to bedzie jednak dziewczynka to powinni pomalu przygotowywac go na ta wiadomosc. Pomysl z tortem-niespodzianka jest zupelnie w tej sytuacji nietrafiony. Druga sprawa – odpowiedz ojca "ze on tak samo zle zareagowal na ta wiadomosc" jest totalna porazka. Jak tak mozna powiedziec gdy 2 corki go sluchaja?
    I trzecie – zamiast przytulic syna to oni ciagle nagrywaja i gadaja glupoty.

    • Więc myślisz, że przygotowanie chłopca do tej informacji byłoby bardzo pomocne. W ogóle nagrywanie filmiku to inna sprawa, a wrzucanie go do internetu, to już w ogóle…

  • Anonymous

    Popłakałam sie czytając tego posta, bo zdałam sobie sprawę ze to tez opowieść o mnie. Moja rodzina jest dokładnie jedna z tych tlumiacych emocje… Do dzisiaj nie potrafię okazywać żadnych emocji (jedynie płakać w nieodpowiednich momentach, ale to przemilczmy). I nawet zdarzyła sie w moim życiu sytuacja jak z filmiku, kiedy mając 7 lat dowiedziałam sie ze będę mieć brata, byłam jak Gunter (tylko ze nie miałam żadnego innego rodzeństwa). I dzisiaj wiem ze to co miało miejsce te X lat temu zostaje na zawsze. I jestem pewna ze wszystkie "problemy nastoletniego społeczeństwa" – samookaleczanie, uzależnienia, samobójstwa wynikają właśnie przez to ze kiedyś ktoś zdusil w tych osobach umiejetność innego radzenia sobie z emocjami. Kiedyś natrafilam na historie osób które cięły sie i właśnie to przecięcie skory, widok wyplywajacej krwi to dla nich poczucie uwalniania sie od emocji. To smutne ze niektórzy musza sięgać po tak radykalne środki, naprawdę…
    Odbiegam juz trochę od tematu, w każdym bądź razie dziękuje ze to napisałaś i przerwalas milczenie 😉

    • To fakt, że bardzo smutne jest to, że ktokolwiek szuka rozwiązania i nadziei w okaleczaniu się, itp. Te wszystkie emocje, które miałaś w dzieciństwie, zostały w Tobie do tej pory i najprawdopodobniej zostaną na zawsze…

      Dzięki za komentarz! Doceniam takie szczere wypowiedzi.
      Pozdrawiam gorąco :).

  • Szczerze mówiąc jak puściłam ten filmik i zobaczyłam to, co czuje ten chłopiec i jak cierpi – miałam automatycznie łzy w oczach. Dobrze, ze napisałaś ten post. Masz rację, to nie jest ani trochę zabawne.

    • Więc widzę, że się zgadzamy!

  • Pewnie wsadzę kij w mrowisko, ale uważam, że częściej to rodzice tracą zaufanie do dzieci niż odwrotnie. I mają ku temu solidne powody. Poza tym to nieładnie obarczać winą rodziców za własny chłód emocjonalny i wady w ogóle. Rodzice nigdy nie byli ani nie są doskonali. Często popełniają błędy wychowawcze, bo są ludźmi, a błądzenie jest rzeczą ludzką. Nie wierzę jednak w to, że każdy z nas rodzi się białą kartą i że doświadczenie z dzieciństwa determinuje nas w 100%. Gdyby tak było, to z uwagi na niedoskonałość rodziców, stanowilibyśmy społeczeństwo psychopatów, a tak przecież nie jest. Poza tym, nawet jeśli miało się nieciekawe dzieciństwo, to z wiekiem wypada wziąć odpowiedzialność za własne życie na siebie, czyż nie?

    • Anonymous

      Hej:)
      Od razu pisze, że nie mam zamiaru kogokolwiek pouczac czy cos. Po prostu uważam ten temat za ważny dlatego zachęcam do przemysleń:)
      1.Apropo "białej kartki" i "100%-owej determinacji". Pamiętam, że w szkole na jednej z lekcji rozmawialiśmy o "wilczych dzieciach" i po przeczytaniu twojego komentarza od razu przyszły mi na myśl.(są to dzieci izolowane lub wychowywane przez zwierzeta) Wydaje mi sie, że jest to idealny przykład tego jak ważne jest wychowanie i jak duży(o ile nie 100%) jest wpływ rodziców na dziecko. "Wilcze dzieci" przez brak kontaktu z ludzmi nie wykształciły żadnych ludzkich odruchów czy zachowań. A więc jeżeli dziecko bez rodziców nie wykształciło nic to osiągniecia dziecka z rodzicami są ich pełną zasługą(przynajmniej do pewnego momentu).
      2.Co do "społeczeństwa psychopatów" to wydaję mi sie, że troche tu przesadziłes. Poprostu z błędów rodziców wynika to, że my sami tez takowe popełniamy. I jest to całkiem naturalne.(nie zwalnia nas to z eliminowania błędów)
      3.I jeszcze cos do "brania odpowiedzialności za własne życie". Może zdarzyło Ci się trafic w TV program pt."surowi rodzice". Jest tam wiele przykładów tego, że nawet "praca własna"(odpowiedzialnośc) jest determinowana przez rodziców. Czasem można nawet spotkac takie osoby w swoim otoczeniu. Rodzice(lub częsciej samotny rodzic) pomaga a raczej wyręcza dziecko we wszystkich obowiązkach. Robi za niego lekcje żeby nie było wstydu w szkole, robi w domu kompletnie wszystko aby wynagrodzic inne niepowodzenia. Co skutkuje brakiem odpowiedzialnosci u dziecka.(nie został nauczony odpowiedzialnosci wiec nie potrafi byc odpowiedzialny).
      4.A i jeszcze mi się przypomniało 🙂 Nie jestem pewny o jakim przedziale wiekowym rozmawiamy ale wydaje mi sie, że o dzieciach w wieku podobnym do tego z filmiku. Napisałes "częsciej to rodzice tracą zaufanie do dzieci niz odwrotnie". Należy pamiętac, że nie ma na świecie bardziej szczerej istoty niż dziecko. Dopóki dziecko nie zostanie "stłumione" przez rodziców, pokazuje swoje emocje w 100%.(bobas płącze bo chce jeśc i sie nie zastanawia czy ktos moze akurat nie spi itp.) Wiec momęt w którym rodzic traci zaufanie powinien traktowac jako swoją porażkę bo nowo narodzone dziecko nie potrafi ukrywac swoich uczyc a co za tym idzie nie potrafi kłamac czy manipulowac innymi dopóki nie zostanie tego nauczone.

      To chyba tyle:) Oczywiście nie twierdze, że jestem wszechwiedzący wiec zachęcam do dalszej wymiany argumentów. Chętnie dowiem sie czegoś nowego. Może się czegos naucze 🙂 OK Pa.
      peace

    • @Chłopek Roztropek
      Mówisz na samym początku, że rodzice mają "solidne powody" ku temu, by nie ufać swoim dzieciom, ale nie rozumiem, dlaczego tak myślisz, bo ucinasz tę myśl. Masz jakiś przykład, który mógłbyś podać?
      Twierdzisz, że to "nieładnie obarczać rodziców" za nasze problemy emocjonalne, bo to tak jakby oczekiwanie od nich, że powinni być "doskonali" w momencie, gdy tacy nie są. To, co powiedziałeś, że nasze doświadczenie z dzieciństwa nie determinuje naszego przyszłego życia w 100% i, raz jeszcze, że rodzice nie są doskonali, mówi mi, że jakaś odpowiedzialność za to, co dzieje się w ich życiu później, za zdrowie emocjonalne, spoczywa nie tylko na rodzicach, ale też trochę na dzieciach. W związku z tym, gdy jesteśmy dojrzali, musimy wziąć pełną odpowiedzialność za to, jacy jesteśmy.
      Nie chcesz obwiniać rodziców, ale my nie szukamy odpowiedzi na pytanie, kto jest winny. To, co my tu robimy, to staranie się zwrócić uwagę ludzi na to, jak konkretne zachowania rodziców wpływają na dziecko. Staramy się też pokazać inne podejścia, które są bardziej pomocne i efektowne. Wydajesz się być nieco niepewny, jak przychodzi do bycia złym na rodziców, ale to, co my doświadczamy, to uczucie frustracji w kierunku rodziców, gdy widzimy, jak rodzice używają tych kompletnie niepomocnych metod i jednocześnie współczucia w kierunku tych dzieci, które znajdują się w takiej sytuacji.
      Nie będę na razie zaczynać tematu rodzenia się z białą kartą, bo o tym mówić będę później.

      @Anonymous 1:31 PM
      Całkowicie zgadzamy się z punktem 4, bo nasze doświadczenia są dokładnie takie same. Małe dzieci są najszczerszymi istotami na świecie i to zmienia się dopiero później, gdy zostają nauczone, że powinny ukrywać swoje emocje.

    • Anonymous

      Anonymous "Hej"

      1. "Biała karta" to jedna z hipotez, a nie pewnik. Na dodatek praxis tego nie potwierdza w 100%, bo każde dziecko jest inne, rodzi się z indywidualnymi cechami osobowości przez które "filtruje" przeżycia i własne doświadczenia. Nie działa tu schemat: jeśli zrobię/powiem A to ono zawsze zrobi/powie/ będzie czuło B. Po jednym dziecku przeżycia takie jak to sfilmowane spłyną jak po kaczce, inne dziecko będzie po nich załamane.

      Przykład: "Wilcze dzieci" jest przykładem bardzo skrajnym i odnosi się raczej do środowiska w jakim wyrasta dziecko, a nie do relacji dziecko – rodzic. Ten przykład rzeczywiście potwierdza, że dla rozwoju dzieci czas od narodzin do ok 12 lat jest bardzo ważny (zarówno dla rozwoju emocjonalnego, jak i intelektualnego i społecznego). Wilcze dzieci rzeczywiście nie wykształciły ludzkich zachowań, bo nie miały szans ich wykształcić, ale nie były/są identyczne osobowościowo i pewnie (bo nie wiem tego) w ich zdolności do wejścia na powrót do społeczności ludzi też są różnice. Niemniej jednak przedmiotem naszej dyskusji nie jest sytuacja aż tak skrajna.
      Faktem jest, że ani wychowanie nie determinuje nas stuprocentowo, ani cechy wrodzone, choć są sytuacje skrajne, ale to temat rzeka bo dotknęliśmy bardzo trudnego zagadnienia: na ile sami mamy wpływ na to jacy jesteśmy, a na ile determinują nas materia (geny) i wychowanie. Ja wierzę że jednak zawsze można coś ze swoją ułomnością zrobić i może osobami podpadającymi pod pkt 3 – seryjni mordercy (warto pamiętać o przypadkach kiedy wypadek, uraz mózgu lub też jego operacja, spowodowały zmianę osobowości).

      2. A jeśli już mowa o socjopatach i psychopatach (zgodnie z definicją podaną choćby tu: http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=641), to ostatnio środowiska naukowe skłaniają się ku hipotezie, że o tym, czy dziecko jest lub nie jest psychopatą decydują bardziej cechy wrodzone niż cokolwiek innego i że cechy psychopatyczne wykazują również małe, nawet 3 letnie dzieci, które, a jakże, szczerze, potrafią kroić ogonek żywego kota metodycznie kawałek po kawałku (przykład autentyczny). No i pytanie czy psychopata może wypracować w sobie zachowania niepsychopatyczne… (choć przypadek seryjnych morderców należy chyba jednak uznać za beznadziejny).

      3. Ad. wpajanie odpowiedzialności: to nie jest takie proste: znam bardzo odpowiedzialne dziecko zupełnie niefrasobliwych rodziców. Myślę, że na pewno można dzieci nieodpowiedzialne nauczyć odpowiedzialności, ale są też dzieci, które po prostu rodzą się odpowiedzialne. I jak wyżej: uważam, że samemu można się też tej odpowiedzialności nauczyć, a przynajmniej próbować.

      4. "częściej to rodzice tracą zaufanie do dzieci niż odwrotnie" – to jest spojrzenie całościowe, może gorzkie, ale tak przecież często jest. Poczynając od okłamywania rodziców w wieku lat naście po pozostawianie ich w biedzie i bez opieki w ich starości.

      Podsumowując: myślę, że wychowanie i to jak się traktuje dziecko jest bardzo ważne, ale nie należy demonizować niedoskonałości rodziców (nie mam rzecz jasna na myśli przypadków tak skrajnych jak znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dzieckiem, bo wpływ takich zachowań na dziecko jest oczywisty).
      I pax vobiscum 😉

      Aga – masz rację, zachowania rodziców wpływają na dziecko, ale j. w. uważam (poza przypadkami skrajnymi), że nie determinują (nie powodują 100%, że jesteśmy tacy a nie inni) nas ostatecznie. Czyli nie powinniśmy czuć się zwolnieni z odpowiedzialności za własne zachowania.

    • Anonymous

      I mały ciąg dalszy: na temat samego filmiku i jego publikacji: przerażają dwie rzeczy: 1. to że w obecnym społeczeństwie wszystko jest na sprzedaż, nawet rozpacz tego chłopca (po to, żeby zaistnieć na chwilę w mediach???)
      2. to, że rodzice nie reagują na rozpacz własnego dziecka. Żyjemy w czasach w których dla swojego 5 minut w mediach ludzie poświęcą wszystko, albo prawie wszystko, w tym własne dziecko.

    • Ja uważam, że nie tylko rodzice mają tu wpływ, ale całe otoczenie – znajomi, cała rodzina, telewizja, itp. Z tą różnicą, że rodzice są tu obecni od początku, od pierwszych dni naszego życia. I, według mnie, odpowiedzialność za nasze zachowanie możemy mieć tylko wtedy, gdy mamy nad nim kontrolę, ale niestety często dzieje się tak, że jej nie ma, a wtedy jest to raczej niemożliwe.

    • Anonymous

      Masz rację, uważam podobnie, że oprócz tego co dostajemy w genach, na to jacy jesteśmy ma wpływ otoczenie najbliższe ale i dalsze. Ale odpowiedzialność za siebie ponosimy od momentu osiągnięcia dojrzałości (zresztą zgodnie z prawem też). Kontroli nad własnych zachowaniem nie mają wyłącznie osoby chore psychicznie, a utrudnioną socjo- i psychopaci (zgodnie z definicją, którą wskazałam). Pozdrawiam

    • No tak, Ty dźgniesz kogoś w brzuch, to Ty pójdziesz do więzienia, a nie Twoi rodzice czy znajomi, wiadomo. Akurat nad tym nie ma co dyskutować, bo to jest fakt i jest wiele innych sytuacji tego typu. Wchodzę tu jednocześnie w dość ekstremalne przykłady, więc zostawię to na razie. W komentarzu nawiązałam do tego, o czym pisałam w poście. Czyli, że często dzieje się tak, że dzieci nie mogą kontrolować ich własnego zachowania, bo robią to za nich inni ludzie. Na przykład, wczoraj na placu zabaw jeden chłopiec bardzo dobrze się bawił, ścigając swoje siostry. Wszyscy się śmiali i byli dość głośno, no ale wiadomo – dzieci, plac zabaw, dobra zabawa… W jednym momencie ich ojciec zawołał chłopca i kazał mu się uciszyć i usiąść na ławce obok niego, bo zachowywał się za głośno, był zbyt szczęśliwy. Chłopiec ten w tym momencie nagle ma wrażenie, że traci kontrolę kompletnie i musi robić to, co jego ojciec mu każe nawet, jeśli wcale tego nie chce. I później zostaje to w jego głowie na długi, długi czas, że nie może się głośno śmiać ani nawet pokazywać, że jest zadowolony, bo to jest "niewłaściwe". I wtedy tak, w przyszłości to on kontroluje to, że chce się śmiać, ale tego nie zrobi, bo nauczył się, że tak nie powinno się robić. Szkoda tylko, że zamiast robić to, co chce, robi to, czego oczekiwali inni ludzie.
      Rozumiem oczywiście Twój tok myślenia! Chciałam tylko wyjaśnić, jak to wszystko działa z mojego punktu widzenia.

  • Anonymous

    Widziałam ten filmik wcześniej, kilka tygodni temu i też rzuciła mi się w oczy reakcja rodziców, zupełnie niedopasowana do sytuacji. Zgadzam się z porażającą większością Twoich wniosków, jednak muszę wtrącić swoje trzy grosze.

    Napisałaś:
    'Nie płaczą publicznie, bo kiedy byli mali, rodzice mówili im "nie płacz, ciiiii, uspokój się, wszystko jest w porządku!" Dzieci nie mogą mówić, jak źli są na kogoś, kto nazwał ich "małymi słodziakami" w momencie, gdy nienawidzą, gdy ludzie nazywają ich w taki sposób. Muszą się usmiechnąć i są zmuszani, by podziękować (pamiętacie to: "powiedz dziękuję!" albo "co powinnaś/neś teraz powiedzieć?"?).'

    Rozumiem Twój punkt widzenia i zgadzam się z nim, jednak pamiętajmy, że dzieci miewają swoje napady histerii z różnych powodów, które czasami nie są… racjonalne (z braku innego słowa). dajmy na to mojego trzylatka, który urządza prawdziwą histerię, kiedy musi sam zejść ze schodów (bo ma taką wizję, że Nana go zniesie, trzymając w drugiej ręce jego młodszą, niechodzącą jeszcze siostrę, swoją torebkę, torbę zabawek i dwa koce) i przekonywanie go, że może to zrobić sam, bo ja mam obydwie ręce zajęta powoduje nową histerię. Albo mimo tłumaczenia sto razy, że droga jest niebezpieczna, bo jeżdżą po niej samochody i trzeba trzymać Nanę za rękę, każda próba trzymania za rękę wzbudza salwy płaczu. Zapytałabyś go za każdym razem, dlaczego płacze? Ja zapytałam. Odpowiedzią było więcej płaczu albo 'bo nie chcę'. Czasami te płacze to zwykłe humorki i nic na nie poradzić nie możemy, a pytanie za każdym razem, dlaczego płacze, zachęca, o ironio, do płakania. Czasami 'bo nie chcę' nie ma tu nic do rzeczy, bo bezpieczeństwo jest ważniejsze. Nie mówię tu o sytuacjach, w których powód jest oczywisty albo jest małą tragedią dla dziecka. Nie wychowujmy jednak beks, które będą płakać przy każdej okazji. Czasami powiedzenie, że nie ma powodu do płaczu nie jest żadnym zaniedbaniem czy brakiem współczucia, tylko środkiem do wychowania kogoś, kto sobie będzie potrafił poradzić w życiu.

    • W tym przykładzie o sytuacji na schodach widzę, że jesteś sfrustrowana, bo Twoje dziecko coś od Ciebie chce, Ty nie możesz mu tego dać, a ono tego nie rozumie i płacze z tego powodu. I próbowałaś go przekonać, że może zejść sam z tych schodów i to sprawiło, że płakał jeszcze bardziej. No i chcesz, by Twój syn widział Twój problem (że masz zajęte ręce i nie możesz go znieść), ale myślę, że on potrzebuje też tego samego od Ciebie. Wydaje mi się, że gdy poczuje się zrozumiany, nie czułby potrzeby, by panikować. Kiedy on płacze i nic nie mówi, zadajesz pytania , na które on i tak nie odpowiada, bo zwyczajnie nie jest w nastroju do rozmowy i przez to Ty czujesz się jeszcze bardziej zirytowana. To działa, jak błędne koło. Kiedy tu przyleciałam to zauważyłam, że zamiast zadawania pytań, lepszym wyjściem jest powiedzenie dziecku, co widzisz, że się z nim dzieje. W tym przypadku powiedziałabym coś w stylu: "nie chcesz zejść ze schodów nie trzymając mojej ręki i wydajesz się wystraszony". Możliwe, że wtedy Twój syn przyjąłby to swego rodzaju zaproszenie do rozmowy i wyjaśniłby swój problem, bo czułby, że zwracasz uwagę na to, co dzieje się w środku, na jego emocje. I tylko wtedy, gdy on jest pewny, że rozumiesz jego problem w ten sposób, w jaki on to widzi (nawet, jeśli to nie ma sensu dla Ciebie), wtedy Ty będziesz miała okazję do przedstawienia swojego problemu.
      Nie chcę, żebyś odbierała to jako pouczanie czy coś, ale po prostu chciałam pokazać Ci, co ja bym zrobiła i co właściwie często robię. Dlatego wiem, że to działa.