Washington = szpital i kradzież…

Wycieczka do stolicy USA nie pozostawiła za sobą jakichś mega pozytywnych wrażeń, bo tym razem miałam parę nieprzyjemnych przygód. Pierwszego dnia spotkałam się z pewną osobą, którą znalazłam na couchsurfingu i spędziłam ten dzień w Reston (Virginia). Całkiem fajnie bylo i baaaardzo gorąco. Wieczorem pojechałam z Nathanem do Washingtonu, by spotkać się z tym jego przyjacielem, którego poznałam w Kalifornii, i który mieszka właśnie w DC. I potem to już poleciało… Wieczorem, gdy byliśmy pod Kapitolem, strażnicy wezwali karetkę, która zabrała mnie do szpitala. Nie chcę wnikać w szczegóły, ale jak dostanę rachunek, to Wam powiem, ile takie coś kosztuje… Oczywiście nie miałam swojej karty ubezpieczeniowej, bo zostawiłam wszystko w aucie – wyszliśmy przecież na chwilę na spacer. No więc spędziłam w szpitalu całą noc, wypuścili mnie ok. 5 nad ranem. Pierwsze, o czym się dowiedziałam po wyjściu: „okradli nas”. Tzn. głównie mnie. Pieniądze, karta bankowa, dowód… Nie wiem, po co temu komuś był potrzebny mój polski dowód, ale spoko. Strasznie się zestresowałam, że paszport też zniknął, ale na szczęście akurat to zostawili. Od razu odpowiadam na komentarze, które zapewne pojawiłyby się, gdybym tego tu nie napisała – tak, zablokowałam kartę, mam już nawet nową; tak, wiem, że jak będę miała stanowe prawo jazdy, to nie będę musiała zabierać paszportu; tak, wiem, że to ja zostawiłam torbę w aucie i gdybym tego nie zrobiła, to zapewne nikt by mi nic nie ukradł. Także spoko. Następnego dnia wycieczka do Washingtonu raz jeszcze. Znowu mega upał, a ja nie czułam się najlepiej, więc ogarnęłam tylko kilka tych najważniejszych miejsc, jedno muzeum i tyle. Później prawie spóźniliśmy się na samolot. Okazało się, że wyjechanie 3 godziny wcześniej, mając lotnisko godzinę drogi dalej, nie było wystarczające. Całe szczęście lot był opóźniony godzinę, bo tylko dzięki temu udało się na niego zdążyć i wrócić do domu wczoraj.
Ja to wszystkiego w tych Stanach doświadczę, czego nie doświadczyłam w Polsce przez 21 lat, bez kitu.
Także no… Dodaję kilka zdjęć i lecę.
Abraham Lincoln Memorial

 

 

 

World War II Memorial

 

To samo miejsce.

 

Ciekawostka: woda pochodząca z miasta o nazwie „Poland” w stanie Maine.
Chyba potrzebuję zrobić sobie jakiś czas lenia i odpocząć trochę… Zaraz odpiszę jeszcze na Wasze komentarze pod poprzednią notką i potem nie będę robić NIC. Taki mam plan na najbliższy czas.
Pozdrowienia!
Aga
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram