Detroit – miasto widmo!; ciekawostki z calego tygodnia; plany, plany, plany…

Wrocilam z mojej szalonej wycieczki do Detroit, ktora nie pozostawila jakichs szczegolnych wrazen za soba. Ciesze sie, ze spotkalam sie z Dorota i ciesze sie rowniez, ze mieszkam w mojej pieknej Georgii, bez obrazy dla mieszkancow Michigan ;). Nie wiem, jakos niespecjalnie mi sie tam podobalo. Wszystko takie szare, wydaje sie takie biedne, ledwo wiosna sie tam zaczela… A Detroit to juz w ogole wymarle miasto, bez kitu. To wszystko, co ludzie mowili, to jednak byla prawda. Pojezdzilysmy sobie troche po okolicznych miasteczkach, zamiast siedziec tam. No i mam kilka kolejnych miejsc do zaznaczenia na mojej mapie :).
Jakis park w miasteczku niedaleko Detroit;).

 

Poszlysmy sobie na wystep Chippendalesow. Strasznie lubie to, jak chlopaki mnie zawsze witaja! Tym razem Josh wyciagnal do mnie rece i powiedzial: „and here is Poland!”. W czasie wystepu, gdy Bryan wszedl w publike, podszedl do nas i, gdy mnie zobaczyl, wykrzyczal: „no waaaayyy!”. W ogole dwojka chciala, zebym im na kolanach usiadla, wiec wygral silniejszy, ale i przegrany tez cos dostal haha Generalnie oni mysleli, ze bylam w Stanach tylko na chwile na wakacje, wiec sie troche zdziwili, jak im powiedzialam, ze tu mieszkam. Pozytywnie na szczescie :).

 

Nasze biale twarze :D. Ahh, te zdjecia z fleszem!

 

Mialam jakis dziwny lot w tamta strone. Niby tylko 2 godziny, ale tak sie fatalnie czulam przez polowe czasu, ze masakra. Oblal mnie jakis zimny pot na calym ciele, slabo mi bylo… Mega dziwna opcja tym bardziej, ze nigdy wczesniej nic takiego nie mialam w samolotach, wiec nie wiem, czym to bylo spowodowane. W druga strone bylo juz okej, pomijajac tylko fakt, ze moj lot opozniony byl o 95 minut z powodu… spoznienia pilotow.
Dzisiaj jade sobie do Atlanty spotkac sie z ta Niemka, z ktora mam kontakt. W weekend odwiedzam Chicago, a za dwa tygodnie Floryda! Kolejne plany, ktore wyklarowaly sie niedawmo – New Orleans w weekend 21-22 czerwca. Btw, nadal nie mam biletow lotniczych do Chicago, bo mi sie wszystko kurde miesza… I w dodatku wkurzam sie na ceny. Jakis czas temu podroz w obie strony kosztowala $280, ale nie kupilam, nie wiem czemu. Pozniej jakos inne rzeczy mi spadly na glowe, a teraz koszt w obie strony to… $622. Zajebiscie. Oczywiscie moge znalezc lot za $200, ale kompletnie nie pasuja mi terminy w tych tanich lotach. No coz, trudno sie mowi. Tak to jest, jak sie wszystko zostawia na ostatnia chwile.
Planuje tez wycieczke do Meksyku i przypuszczam, ze zostawie to na wrzesien/pazdziernik, bo te najblizsze miesiace sa juz zawalone, a poza tym w tych miesiacach nie bedzie tam AZ TAK goraco, jak w lato.
Niedawno wyslalam list do takiego kolesia, ktory byl czlonkiem zespolu, ktorego fanka bylam przez 5 moich mlodzienczych lat. Od 13 do 18 roku zycia mniej wiecej. Stwierdzilam, ze co mi szkodzi! Skoro mam adres, to dlaczego nie wyslac czegos, nie? Napisalam wiec krotki list, zaden tam milosny, zeby nie bylo ;). Dwa tygodnie pozniej dostalam odpowiedz. I nie to, ze zdjecie z autografem czy zwykle „thank you”, nie! Dostalam normalny, pelny, dlugi list! Wiem wiec, ze to, co napisalam, zostalo przeczytane i w dodatku odpowiedz dostalam na wszystko. To jest takie niesamowite, gdy spelniaja sie marzenia, jakie mialo sie kilka lat temu :). Mozna wrocic do lat mlodosci haha
Co tam jeszcze… Powiem Wam, ze dobija mnie moja szkola. Tzn. we wtorki i czwartki mam 1.5 godziny tych zajec z podstawowego angielskiego i 1.5 kurs zaawansowany na kompie, bo stwierdzilam, ze 3 godzin przy komputerze to ja nie bede siedziec… No i unikam tego kursu online jak ognia, bo jest on w pokoju, gdzie non stop na scianach widze jakies pajaki… Ja nie jestem w stanie tam byc, po prostu. Dlatego tez teraz siedze tu i pisze notke mimo tego, ze 20 minut temu powinnam byc tam. Jakis czas temu powiedzialam nauczycielce, ze ja zwyczanie panicznie boje sie pajakow i tyle, to zaczela sie smiac i powiedziala: „you’re so funny!”. Nie wiem wiec, czy nie zrezygnuje z tego kursu online calkowicie… Albo po prostu bede go robic w domu, tyle ze wtedy godziny nie beda mi sie wliczac do tych 60, ktore musze miec. Nie wiem. Wiem tylko, ze nie jestem w stanie siedziec tam z ta swiadomoscia, ze te potwory laza obok mnie. I mozecie myslec, ze to dziwne czy cos, ale tego nie zrozumie ten, kto nigdy tego nie czul…
A z takich weselszych informacji to powiem Wam, ze Kaska dostala wize do Stanow, wiec w lipcu spedzamy tydzien w Miami! Nie moge sie doczekac :D.
Znalazlam i zarezerwowalam tez miejsce na spotkanie fanklubu Filipa… Ufff! Mowie Wam, ile ja sie czasem nerwow najem przez to wszystko, to szkoda gadac. Ale mimo tego uwielbiam to, co robie! Takze nawet, jesli sie stresuje strasznie czasem, to nadal to kocham i nie oddalabym tego za zadne skarby :). Mam nadzieje, ze ludzie beda zadowoleni z tego miejsca, no ale to sie okaze po spotkaniu. Dowiem sie z relacji, heh.
Kolejna ciekawostka niech bedzie to, ze poszlam ostatnio wreszcie do fryzjera! Trafilam z polecenia i bylam zadowolona. Wiecie, ja nie ufam fryzjerom, bo bardzo lubie moje wlosy i zdarzalo sie, ze wychodzilam z placzem od roznych „profesjonalistow”. Takze wiecie… Babka zapytala, ile chce skrocic, bo chcialam podciac koncowki tylko. Zapytalam, ile powinnam wedlug niej, to mi pokazala i sie zgodzilam. Wyszly jakies 2 cale, czyli 5cm chyba. Widze, ze sa krotsze, ale widze tez, ze sa zdrowsze, wiec przezylam i jestem zadowolona :P. Poza tym wycieniowala lekko (bo sie balam bardziej haha) i ogarnela mi grzywke, ktora zapuszczam, wiec wreszcie mam jakis ksztalt fryzury, a nie… W dodatku fryzjerka zawolala swoje kolezanki, zeby pokazac moj kolor wlosow, wiec bylam niczym jakas atrakcja w muzeum. Ciekawe, ile musze jeszcze czekac, az wlosy urosna mi tak, jak chce.
To chyba tyle na razie. Lece sie ogarnac. Ale ja Wam gadam o glupotach, co? Nastepna notka tez z opoznieniem, no bo w weekend mnie nie bedzie. Na pozegnanie daje piosenke…
Do nastepnego!
Aga
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram