Gdzie ja wlasciwie mieszkam?

* Na poczatku zaznaczam, ze moj Host zgodzil sie, abym dodala te wszystkie informacje oraz zdjecia.
_______________________________________________________________________Miala to byc notka z serii „z zycia codziennego”, ale jednak przecenilam swoje mozliwosci. Tamta wciaz sie pisze, tzn. nie ze sama sie pisze, ja nad tym pracuje :), wiec w tym czasie dodam cos innego. Wreszcie post o tym, gdzie mieszkam… Dlugo kazalam na to czekac, ale obiecalam, wiec oto jest!

Moje miejsce zamieszkania w USA to stan Georgia, dokladnie miasteczko o nazwie Sharpsburg w hrabstwie Coweta, 40 min drogi (38 mil, co daje 61km) autem na poludnie od Atlanty, ktora jest stolica stanu. W sumie to jest bardziej Tyrone, aplikacja pogodowa zawsze mi to czyta i w ogole, bo Sharpsburg jest troche dalej (jakies 11 mil), no ale adresujac listy, wpisuje sie wlasnie Sharpsburg (to samo, gdy szuka sie adresu np. na google maps albo na gps), co jest troche dziwne w sumie. Siedziba hrabstwa miesci sie w Newnan, czyli w innym miasteczku polozonym niecale 11 mil (ok. 17km) od mojego miejsca zamieszkania. W okolicy, czyli 6 mil (niecale 10 km) dalej jest Peachtree City, ktore miesci sie w hrabstwie Fayette. To tam bywam najczesciej.
Cala moja „wspolnote” przechodze codziennie dookola po 5 razy, gdy mi sie chce albo 4, gdy mam leniwy dzien ;). Jedno okrazenie to 1 mila, czyli jakies 2.6km. Chodniki koncza sie w momencie konca ‚osiedla’. Dalej juz tylko auto albo spacer po trawiastym poboczu, jesli ktos to preferuje.

Cos w rodzaju trojkata, czyli polnocny wschod to Tyrone, 
poludniowy zachod to Newnan, a poludniowy wschod – Peachtree City.
Ostatnio dowiedzialam sie, jakie sa tu ceny domow. Zaczynaja sie od $270.000 i dochodza do ok. $600.000. Cena domu, w ktorym mieszkam, w chwili zakupu wynosila $560.000. Teraz jego wartosc jest oczywiscie nizsza.
Wzdloz pewnej ulicy bardzo blisko mnie mieszcza sie domy, a raczej powiedzialabym, ze palace jakies, ktorych ceny to nawet $1.000.000! Natomiast ceny domow, kupowanych przez przecietnego Amerykanina w Georgii, to „zaledwie” $100.000, chociaz znalezc mozna tez i tansze, jednak wtedy liczyc trzeba sie z bardzo niskim standardem.Zdjecia? Prosze bardzo! Troche szkoda, ze drzewa i trawniki nie sa jeszcze zielone (ale juz wszystko zaczyna kwitnac!), ale jak juz wszystko sie ogarnie, to na pewno porobie inne zdjecia. Sama dla siebie, a przy okazji wrzuce i Wam tutaj. W sumie to fotki nie sa zbyt ciekawe, bo wszystko wyglada prawie tak samo, no ale to nic, to nic :)…

Moje codzienne spacery, zeby sie nie zasiedziec…

 

Odkryty, darmowy basen! Fajnie bedzie sie schlodzic w upalne dni…

 

Pobocza, ktorymi moge sobie isc do supermarketu ;).

 

„Centrum handlowe”. Tu bywam dosc czesto.

 

Publix

 

Biblioteka w Tyrone, jakies 7min drogi autem.

 

Park i jeziorko obok biblioteki.

 

Ten sam park z drugiej strony.
Callaway Gardens w Pine Mountain…

 

…godzine drogi autem z domu.

A jak mniej wiecej wyglada dom, w ktorym mieszkam? Nie bede pokazywac wszystkich pomieszczen, bo to bez sensu, wrzuce tylko pare fot. Owych pomieszczen jest w sumie 17, a jakby doliczyc dwa na strychu, to wyjdzie 19. Tyle tylko, ze te dwa na poddaszu sa nieuzywane. Pewnie sa tam jakies graty czy cos, nie wiem.

 

Ta ROZOWA perkusja zabija moje bebenki w uszach ;).

 

„Play room”, obok ktorego znajduje sie moj pokoj.

 

Pokoj Alicii.

No i czas na moje krolestwo ;)…

Od dawna kupuje narzute na lozko, bo ta nie pasuje, 
ale jakos nie moge sie porzadnie zebrac do tego…

 

Cala ta sciana bedzie zapelniona zdjeciami! 
Na razie tyle, bo kupilam za malo ramek.
W kacie siedza moje urodzinowe miski, ktorym nadalam juz imiona.
Niebieski to Kiwi, a malpka to Cinnamon. Nie pytajcie czemu… Tak wyszlo.

 

I moja mapa, na ktorej jest coraz wiecej pinezek, 
oznaczajacych miejsca, w ktorych bylam.
W jednym z tych bialych pudelek trzymam pamiatki, ktore zbieram od poczatku
bycia w Stanach – rachunki, bilety, pocztowki, itp. Jest juz w polowie pelne!
Ten kawalek barierki po lewej stronie od moich drzwi, to wejscie do pokoju zabaw,
ktore jest dwa schodki wyzej.
Na koniec tragedia nad tragediami! Jak tu przyjechalam, to zrobilam zdjecie tego, jak wyglada okolica widoczna z mojej lazienki. Oto zdjecie:

Widzicie te drzewa? Tak sobie myslalam, ze to bedzie tak swietnie wygladac na wiosne, jak wszystko zakwitnie i w ogole. Wiecie, jak to teraz wyglada? Tak:

Oh :((.

Do nastepnego!
Pozdrowienia,
Aga

PS. Zgadzam sie z tym, co przeczytalam w jednym z komentarzy, ze zdjecia sa ciut za male. Teraz nie bede poszerzac bloga, ale jak bede zmieniac wyglad, to zrobie to i bede dodawac wieksze foty :).

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE