„Jesli bedziesz tu w swoje urodziny, to bedzie oznaczalo, ze zostaniesz na zawsze.” – Alicia przepowiada przyszlosc ;).

Tak, tak, 11 marca byl dniem, kiedy mi tez stuknal kolejny, 22. juz rok zycia. Jakby wziac pod uwage to, na ilu blogach ostatnio czytalam o urodzinach, to mozna by wnioskowac, ze wszystkie urodzilysmy sie mniej wiecej w tym samym czasie. Z jednej strony to lepiej, bo latwo zapamietac, a i swietowac razem mozna, ale z drugiej… Nie wiem, chyba nie ma drugiej strony. Wydaje sie to plusem, minusow nie widze.
Calkiem szczerze mowiac, czegos tam od mojej rodzinki sie spodziewalam. Tym bardziej, ze jak zeszlam na dol po herbate, to Alicia siedziala przy stole i mowila: „Aga, nie patrz, nie patrz! Ja tu cos rysuje, ale to na pewno nie jest dla ciebie. Ale nie patrz!” ;). W ogole to byla cala konspiracja. Wlasciwie na poczatku tylko Nathan wiedzial, kiedy mam urodziny, bo wypelnial tyle roznych formularzy, ze zdazyl zapamietac. Zadzwonil wiec z pracy do Margie i powiedzial jej, ze cos tam przywiezie i w ogole, po czym ona pojechala do sklepu po wieksze zakupy, by zrobic urodzinowa kolacje. Dlatego tez jak wieczorem zeszlam na dol, zaskoczyl mnie stol pelen pysznego jedzenia, bukiet kwiatow (moich ulubionych tulipanow zreszta), tort, kartki… Zaspiewali mi „happy birthday” i dobrze, ze mialam makijaz, bo w przeciwnym razie zobaczyliby ogromne rumience na mojej twarzy ;). Po kolacji powiedzieli, zebym poszla do swojego pokoju, gdzie zastaly mnie dwa duze miski, ktore uwielbiam i normalnie musze jakies imiona wymyslic. Najlepsze bylo to, ze jakos ponad miesiac temu, gdy bylismy przypadkiem w sklepie z zabawkami, to powiedzialam, ze fajnie byloby miec takiego miska, ale nie chodzilo mi przeciez o nic. Nawiazalam wtedy do jednego, ktorego mam w Warszawie (dostalam go od moich przyjaciol z fanclubu Filipa). Okazalo sie, ze Host ma dobra pamiec czasem i nie dosc, ze dostalam tego, ktorego pokazalam wtedy, to w bonusie wzbogacilam sie tez o malpe. Dlaczego? Bo malpy to moje ulubione zwierzeta i nie da sie tego nie wiedziec, spedzajac ze mna tyle czasu. Ale pozniej to juz w ogole szoku doznalam. Pamietacie, jak pisalam Wam, ze jade na koncert Bruno Marsa? Wtedy nie mialam jeszcze biletu, ale bylo duzo dostepnych. Mimo tego, ze zawsze kupowalam wszystko wczesniej, tak teraz nie wiem, co mi sie stalo, ze chcialam poczekac. W sumie nawet nie wiem na co chcialam czekac, no ale nie jest to wazne. Gdy chcialam w koncu zakupic bilet, okazalo sie, ze sa wyprzedane! Zostaly same na sektory za scena, co jest totalnie bez sensu przeciez. W innych miastach w poblizu bylo to samo i az sie poplakalam ze zlosci, ze wczesniej tego nie zrobilam, serio. I wiecie, co dostalam dzien pozniej, jako jeszcze jeden prezent urodzinowy? Bilet na koncert Bruna na miejsce na samym dole blisko sceny. Serio?! Ja nie wiem, jak on to zrobil, naprawde. Jedyny warunek, jaki uslyszalam: „nie pytaj, ile zaplacilem”. SZOK.

 

Kilka godzin wczesniej Alicia powiedziala to, co wpisalam w tytule posta, czyli: „jesli bedziesz tu w swoje urodziny, to bedzie oznaczalo, ze zostaniesz na zawsze”. Ja zapytalam: „wiesz, kiedy sa moje urodziny?”, ona na to, ze nie i zapytala kiedy, ale w koncu powiedzialam, ze dowie sie w swoim czasie no i sie dowiedziala wieczorem.
Mega fajnie sie czulam, naprawde. Sprawili, ze poczulam sie tak calkiem czescia rodziny i w ogole, kolejny raz zreszta. A jak Nathan chcial zrobic zdjecie naszej trojki, tzn. mi, Alicii i Margie, to Mala powiedziala: „zrob zdjecie calej rodziny!”. Slodziak taki, ze szok :).
Zdecydowanie jedne z lepszych urodzin w moim zyciu. Tym bardziej, ze z calej mojej „prawdziwej rodziny” odezwala sie tylko moja babcia, siostra i siostra cioteczna. Cala reszta miala mnie gdzies, jak zwykle ;). A tu ludzie, ktorzy jeszcze 4 miesiace temu byli dla mnie zupelnie obcy, traktuja mnie tak cieplo… Genialne uczucie!
Nie mowie tu oczywiscie o znajomych, ktorym raz jeszcze dziekuje za wszystkie mile slowa, jakie otrzymalam!Ogolnie, to ja nie jestem osoba, ktora swoje urodziny traktuje w jakis powazny sposob. Nie przypominam ludziom o tym i nie oczekuje niczego. Dlatego tym fajniej jest byc otoczonym ludzmi, dla ktorych jest to wazne. I teraz znowu slodze, jak nie wiem co, ale naprawde powiem Wam, ze decyzja o przylocie tutaj byla najlepsza decyzja w moim zyciu, bo odzylam i weszlam w kolejny rok swojego zycia z mega pozytywnym nastawieniem, ktorego w Polsce w ogole nie mialam.

I tym pozytywnym akcentem zakoncze te jedna z krotszych notek w mojej karierze blogerskiej.

Do nastepnego!
Pozdrowienia,
Aga
PS. Plany, ktore mialam na weekend troche sie zminily. Odwiedzilam ‚tylko’ Hilton Head Island w Poludniowej Karolinie. Polnocna kiedy indziej, a notka o tym nastepnym razem!
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram