Miami Beach & Boca Raton & Love Hate Tattoo! / rekordowo niska temperatura…

Hej! Wrocilam i w koncu zebralam sie do napisania postu, ktory mial sie tu pojawic przedwczoraj, ale troche mi to nie wyszlo…Na poczatku chcialabym podziekowac za zyczenia noworoczne, ktore mi pisaliscie w komentarzach!! Mam nadzieje, ze najblizsze dwanascie miesiecy beda super dla nas wszystkich!

Poza tym, z takich ciekawostek z zycia codziennego – wczoraj spadlam ze schodow, Boze… Bylam w polowie i zwyczajnie sie poslizgnelam (nie wiem jakim cudem, skoro na schodach jest dywan), po czym zlecialam na sam dol i wyladowalam na podlodze. O_o

Co wiecej, chyba zabralam ze soba z Polski zime do Stanow, bez kitu. Wczoraj bylo tutaj -17 stopni Celsjusza i szkoly byly pozamykane, bo nikt tutaj nie ma nawet ciuchow na taka pogode. Tyle dobrze, ze w ogole snieg nie pada i caly czas swieci slonce. Nathan powiedzial, ze to pierwszy raz, kiedy doswiadczyl takiej temperatury. Nie to, zeby w Polsce bylo o wiele cieplej, ale spoko. Tak czy siak, w przyszlym tygodniu ma tu byc juz normalna temperatura, czyli ok. +16-20 stopni.

Dobra, przechodze do glownego tematu notki ;)…

***

 

Floryda! Jak tylko wyszlismy z lotniska w piatek ok. godz. 21 w Fort Lauderdale, od razu poczulam to +25 stopni i wilgoc, unoszaca sie w powietrzu. Usmiech na twarzy pojawil mi sie momentalnie! Od tak dawna marzylam sobie, zeby tam poleciec, wyobrazalam sobie, jak to wszystko wyglada na zywo, wiec naprawde to bylo takie WOW dla mnie, gdy uswiadomilam sobie, ze to jest wlasnie ten moment, na ktory tyle czekalam! Kolejny i jeden z wielu, ktore juz tu mialam. I na pewno nie ostatni, a ten miesiac to juz w ogole zapadnie mi w pamiec do konca zycia. Wsiedlismy sobie do autobusu, ktory zawiozl nas na parking, po czym Nathan wypozyczyl auto i najpierw pojechalismy cos zjesc, a pozniej do miejsca, w ktorym mielismy spac w miescie oddalonym o 45 minut od Miami – Boca Raton. Alicia spala przez caly ten czas, ja tez bylam juz zmeczona, ale widok tych wszystkich palm sprawial, ze oczy mialam szeroko otwarte caly czas.
Nastepnego dnia najpierw poszlismy na plac zabaw, potem na lunch, a pozniej, razem z przyjacielem Hosta, pojechalismy do Miami Beach!

„Welcome to Miami Beach”

Jak wiecie, Amerykanie wszedzie i non stop jezdza autami… Ale ja zaproponowalam, zeby zaparkowac gdzies samochod i isc na spacer, bo przeciez nie po to bylam w Miami, zeby wszystko widziec przez okno, nie? Na szczescie moja propozycja zostala przyjeta pozytywnie, tak wiec lazilismy sobie po miescie i generalnie cieszylam sie jak glupia sama do siebie, co Nathan skomentowal slowami: „you’re on top of the world”. Tak, tak sie czulam.

 

Jak sie okazalo – sweterek nie byl mi potrzebny :D.

Drugi dzien spedzilismy w Boca Raton, jezdzac po okolicy, lazac po bulwarze, itp. Do centrum miasta pojechalismy poznym wieczorem, gdy bylo juz ciemno i naprawde taaaaak fajnie wygladaja palmy, ozdobione swiatelkami, ze nie macie pojecia. Tzn. wiadomo, kazdy ma swoj gust, ale ja bylam zachwycona! Jakos swieta zawsze kojarzyly mi sie ze sniegiem, z mrozem i w ogole, a tu prosze – +30 stopni i ozdoby swiateczne.

Wszystkie zdjecia robie telefonem i niestety
nie zawsze wygladaja tak, jakby sie chcialo ;).

Nastepnego dnia wrocilismy do Miami raz jeszcze, tym razem uderzajac na South Beach (wczesniej bylismy na innej plazy). Nie bylo tlumow, co mozecie zauwazyc na zdjeciach, bo od jakiegos czasu zanosilo sie na deszcz. To tez mozecie zobaczyc na fotach, te ciemne chmury. Pare osob spacerowalo sobie brzegiem plazy, niektorzy opalali sie, lezac na piasku albo na lezakach. Alicia bawila sie z jakimis dziecmi w wodzie, a ja z Nathanem siedzialam kawalek dalej na piasku i patrzylismy na nia. I wlasnie Nathan powiedzial w pewnym momencie, ze czuje, ze za chwile zacznie padac, ale ja jakos niespecjalnie sie tym przejelam, szczerze mowiac. Oczywiscie mial racje i po jakichs 10 minutach lunal taki deszcz, ze nic nie bylo widac! Sciana wody, doslownie. Alicii bylo wszystko jedno, bo i tak byla cala mokra, po kapaniu sie w oceanie :D. W sumie… Mi tez bylo wszystko jedno. Ten deszcz, chociaz naprawde ogromny, byl cieply i jakis taki fajny ogolnie. Poza tym, w ogole sie nie ochlodzilo i nadal bylo bardzo cieplo, takze generalnie kucnelismy sobie obok jednej z takich budek dla ratownikow (jedna widoczna na fotce) i poczekalismy troche, natomiast usmiech z twarzy nie schodzil mi w ogole przez caly ten czas. Nie bylo sensu czekac az calkiem przestanie padac, wiec zebralismy sie, gdy troszke sie uspokoilo i kierowalismy sie w strone auta. Zaluje, ze nie zrobilam zadnego zdjecia w tamtym momencie, no ale trudno. To, co widzialam, pozostanie w glowie na zawsze, wiadomo :).

South Beach
 
To z tych chmur byl taki deszcz!

 

 

Moc sie tak ubrac w srodku stycznia – bezcenne!

 

 

Alicia i Nathan

 

Fort Lauderdale

Ogladaliscie kiedys moze program pt. „Miami Ink”? Opowiada on o pracy studia tatuazu w Miami Beach, ktore nazywa sie Love Hate Tattoo Studio. Strasznie chcialam tam pojechac i od dawna myslalam sobie, ze to wlasnie tam zrobie sobie kiedys tatuaz. Nie wiedzialam, kiedy to nastapi i w ogole, ale wiedzialam, ze kiedys na pewno. Dlatego tez, gdy dowiedzialam sie, ze bedziemy w tym miescie, powiedzialam Hostowi, ze chcialabym tam wpasc i zapytac o terminy. Wchodzac do srodka, bylam taka podekscytowana, ze nawet sobie nie wyobrazacie! Byc w miejscu, ktore widzialo sie w programie telewizyjnym tyle czasu… Niesamowite. Akurat wtedy byl Yoji, do ktorego podeszlam i powiedzialam, ze chcialabym zrobic sobie tatuaz i kiedy maja jakies wolne terminy. A on do mnie: „…teraz”, wiec ja tak: „OKEJ” :D. Na szczescie wiedzialam, co i w jakim miejscu chcialam miec. Tatuowal mnie Darren. WOOOOW, jedno wielkie WOW. A moj Host z Alicia siedzieli obok i patrzyli ;).

Troche bolalo. Tak szczerze, to prawie umarlam haha 
Ale doskonale wiedzialam, co bede czuc, wiec bylam przygotowana.

Takze generalnie pamiatka na cale zycie :). I powiem Wam, ze bylam troche zdziwiona tym, ze Alicia tak spokojnie na to patrzyla caly czas! Jakby ktos byl ciekaw – zaplacilam $376 juz z podatkiem, cena bez podatku to $350.
Najlepsze bylo to, ze Yoji zapytal skad jestesmy, wiec Nathan powiedzial, ze oni z Atlany, a ja powiedzialam, ze mieszkam tam, ale generalnie, to jestem z Polski i on wtedy, cytuje: „ooohh, from Poland… dziekuje!”. Natomiast pozniej, gdy kupowalam masc, to dziewczyna powiedziala, ze w Polsce mamy najlepsza masc na tatuaze ever (Bepanthen), a ja taki szok! Fajnie, fajnie. Nie dziwie sie, gdy jakis Amerykanin nie do konca wie cokolwiek o Polsce (na razie sie z tym nie spotkalam), a jesli ktos wie cos wiecej oprocz tego, ze nasz kraj lezy w Europie pomiedzy Rosja, a Niemcami, to jest to naprawde super. A juz tym bardziej, gdy ktos mowi cos, o czym ja nie mialam pojecia, jak chociazby to, ze mamy najlepsza masc haha

Tak wyglada ktos, kto czuje sie, jakby byl
„on top of the world” :).

 

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE