Christmas party / Spacer?! Ze co?! Przeciez to jeszcze 5 mil!

Wiecie, co teraz robie? Przykladam lod do mojego kolana, jem solone Pringlesy maczajac je w dipie szpinakowym, popijam Kubusiem, ktorego dzis kupilam i maluje paznokcie, a za chwile wlacze sobie film pt. „Spadaj, tato”, po czym pojde spac. Tak bardzo kreatywnie spedzam dzisiejszy wieczor ;).
Po kolei…
W ciagu ostatniego tygodnia niewiele nowosci doswiadczylam. Czas plynal bardzo szybko, ale bez jakichs drastycznych skokow, wiec spoko. Jedyne, co mnie troche dobija to fakt, ze nie wiem, czy w koncu polece do Seattle w najblizszy czwartek. A juz w ogole najgorsze jest to, ze zalezy to tylko ode mnie, a troszke mi sie ta sprawa skomplikowala i nie moge sie zdecydowac… Daje sobie czas do jutrzejszego wieczoru.
Wczoraj Host zabral mnie do restauracji na kolacje swiateczna, ktora organizowana byla dla ludzi z jego pracy. Jego koledzy, ktorych poznalam juz wczesniej, przyprowadzili swoje zony. Wzbudzalam lekka sensacje, nie tylko ze wzgledu na wzrost (wiem, juz to mowilam kilka razy, ale wczoraj mialam dodatkowo szpilki) i blond wlosy (tu jest tak malo blondynek!!!), ale tez dlatego, ze dopiero co przylecialam do Stanow i w ogole… Jedna kobieta powiedziala, ze jest w szoku, ze jestem dopiero niecale 50 dni, bo moj angielski jest „perfect”. Nie powiem, zeby mi sie to nie podobalo :D. Bylo bardzo milo i ciesze sie, ze poszlam. Alicia zostala w domu.
Jego kumpli, o ktorych wspomnialam przed sekunda, poznalam jakis czas temu, bo Nathan powiedzial mi, ze w sumie to moglabym przyjechac z Alicia na ich lunch, ktory codziennie sobie jedza gdzie indziej. No i tak jezdzimy co jakis czas. Mala tez ich lubi, wiec tym bardziej.
Jesli chodzi o Boze Narodzenie, to moja Host Family nie obchodzi swiat i jest mi to bardzo na reke. Ja sama zadnych swiat nie lubie, a te byly najwieksza meczarnia dla mnie i nie spedzalam ich z rodzina, wiec ciesze sie, ze trafilam do ludzi, ktorym tez to, delikatnie mowiac, wisi i powiewa :). Nie mamy nawet choinki. Denerwuja mnie te wszechobecne piosenki swiateczne… Restauracje, sklepiki, centra handlowe… WSZEDZIE. Ale nie denerwuja mnie za to ozdobione domy, bo wygladaja pieknie, gdy juz jest ciemno.
Moj pokoj wzbogacil sie ostatnio o biurko, co zawdzieczam oczywiscie mojemu Hostowi oraz Ikei w Atlancie. Teraz mam juz prawie wszystko, czego potrzebuje. Jeszcze tylko tablica korkowa i kilka zdjec…
Moj 47. dzien tutaj (dzis) byl dniem, kiedy przewrocilam sie na schodach pierwszy raz. Nie mam pojecia, jak ja to zrobilam, ale kolano mnie tak bolalo, ze nie moglam wyprostowac nogi, a co dopiero wstac. Stad przykladanie lodu, o czym wspomnialam na samym poczatku.
Postanowilam dzisiaj isc na spacer do najbliszego duzego sklepu, ktory jest oddalony o 4,9 mil (9,3km).
Bedac w Warszawie, naprawde duzo spacerowalam po miescie i lubie to. Tutaj jezdze autem non stop, wiec troszke tesknie za tym lazeniem, czasem bezcelowym. Stwierdzilam, ze tym razem sie przejde, wiec zaopatrzylam sie w sluchawki, co by posluchac muzyki, i w droge! Szlo sie dobrze i nawet nie bylam zmeczona mimo tych wszechobecnych wzgorz. Jedyny minus jest taki, ze tu oczywiscie nigdzie nie ma chodnikow, wiec caly czas musialam isc po trawie. Wzbudzalam tez niemale zainteresowanie, bo, jak to Nathan powiedzial, „it’s unusual to walk here”. Doslownie co 2 minuty musialam mowic: „no, I’m fine, thank you, just walking… YES, I’M SURE”. Z jednej strony to mile, ze ludzie sie interesuja, ale z drugiej nie moglam nawet normalnie muzyki posluchac :P. Najlepsza byla opcja z jedna dziewczyna. Jak sie okazalo, ma na imie Taylor, ma 20 lat i mieszka kilka domow dalej. Powiedziala, ze zobaczyla mnie przez okno, pomyslala: „gdzie ona idzie?!”, a po kilku minutach wsiadla w auto i pojechala sprawdzic, gdzie jestem. Niezle. Dala mi swoj numer, wiec w sumie calkiem fajna sprawa, bo rzadko widuje sasiadow i nie wiedzialam, ze mieszka tu ktos mniej wiecej w moim wieku. Spoko :).

By the way, bylam ubrana w cienka koszulke na ramiaczkach i bylo mi cieeeeeplo :> Jak widzicie po lewej – 21 grudnia, godz. 22:23 i 71*F, co daje niecale 22*C. I tak, wiem, w prawie kazdej notce pisze o pogodzie. Jest to spowodowane tym, ze NADAL jestem tym zafascynowana!

Co tam jeszcze… Chyba tyle chcialam tym razem. Wsrod komentarzy widzialam, ze ktos prosil o post o cenach, zakupach, itp., a inny ktos prosil o post o okolicy, domu i takich tam… Oba sa w fazie poczatkowej, wiec prosze o chwile cierpliwosci :).
Czytalam Wasze notki, ale komentarze nadrobie jutro!
Na koniec kolejne zdjecie z Alicia! Ciesze sie, ze ona sama prosi o fotki, bo kiedys, przed moim przylotem, ostatnia rzecza, o jakiej by pomyslala, to robienie fot wlasnie. A teraz mowi o tym naprawde czesto. Tak w ogole to Nathan wyslal kilka moich zdjec z Alicia do jej matki… Slyszalam, jak je komentowala, ale wiecie, to byly tylko slowa. Mysli nie slyszalam ;).
Do nastepnego!
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram