Atlanta po raz kolejny!

Czas od czwartkowego popoludnia az do dzisiejszego poludnia minal pod haslem: „Alicia jest u matki”. Nie robilam w sumie nic specjalnego przez ten czas, ale bardzo fajnie mi on minal, wiec nie mam co narzekac…
Pare dni temu poszlysmy do piwnicy, w ktorym jest pokoj zabaw (jeden z dwoch w tym domu) i ukladalismy rozne budowle z klockow. Bardzo fajnie spedzilysmy ten czas tam i w pewnym momencie zdalam sobie sprawe z tego, ze Alicia lezy i odpoczywa pijac mleko, a ja buduje kolejne i kolejne, coraz to wyzsze wieze :D… Cwiczylysmy tez literki, tzn. probowalysmy cwiczyc.

 

W czwartek, gdy odwiezlismy Mala do matki (tym razem nie do konca chciala tam zostac…), to pojechalismy do jakiejs meksykanskiej restauracji. Nigdy wczesniej nie jadlam nic z tej kuchni, ale bardzo mi posmakowalo i na pewno tam jeszcze wroce. Tym bardziej, ze jest ona prowadzona przez ludzi z Meksyku i ogolnie tylko Meksykanie tam pracuja, wiec nie ma ze jakis fejk czy cos.
W sobote pojechalam do Atlanty w celu polowania na Jima. Znalazlam w internecie adresy planow, wiec stwierdzilam, ze warto sprobowac. Oczywiscie nie udalo sie ;), a w dodatku dowiedzialam sie, ze zdjecia w Atlancie skonczyli… 4 dni wczesniej. Ahaaaa. No trudno, sprobowalam, dowiedzialam sie, a za jakis czas sprobuje jeszcze raz. Nie wiem jeszcze gdzie, z jakiej okazji, itp., ale to wyjdzie w praniu. Mialam troche czasu, wiec polazilam sobie po Piedmont Park (bardzo mi sie spodobal!) i przejechalam sie na Skyview, czyli na diabelskim mlynie w Downtown, tuz obok Olympic Park.

 

Kupilam juz wszystko, co planowalam kupic, wiec nic mnie juz nie bedzie scigac, chociaz sa pewne buty, ktore widzialam i mam wrazenie, ze caly czas mowia do mnie: „kup mnie, kup mnie”. Codziennie rano, tuz po tym, jak sie obudze z usmiechem na twarzy, ide sobie na spacer. Moje miasteczko jest jakby po kole, czyli jak wychodze z domu i skrecam w prawo, to ide caly czas chodnikiem przed siebie i po jakims czasie dochodze do domu od lewej strony. Fajne to jest :). Za kazdym razem szczekaja na mnie dwa psy i mijam po drodze kobiete, ktora tez sobie spaceruje. Czasem z wozkiem z dziecmi, czasem bez.Niedawno pojechalam do Peachtree City z Alicia w poszukiwaniu banku, bo musialam cos zalatwic i juz nie chcialam odkladac dalej. Tym bardziej, ze odkladam caly czas zapisanie sie na prawko, ale dzisiaj zrobilam sobie z ciekawosci test w internecie i mialam 95%, wiec mysle, ze nie mam sie co jakos szczegolnie obawiac. Dostalam tez juz moj SSN, wiec i to mam calkiem z glowy. No ale wracajac do sprawy z bankiem… Moj gps pokazal mi oddzial wlasnie w tamtym miejscu, ale okazalo sie, ze juz go tam nie ma – zostal tylko bankomat. Powiedziala mi to kobieta, do ktorej podeszlam, by zapytac. Powiedziala tez, ze gdzies niedaleko jest jedna placowka i chciala mi wyjasnic, jak dojechac, tyle ze nie znala adresu niestety. Powiedzialam wiec, ze nie bede kombinowac, bo nie znam okolicy i nie chce tak jezdzic bez sensu, a ona na to: „jestes au pair?”. Okazalo sie, ze sama przyjechala do Stanow ok. 10 lat temu z Hiszpanii jako au pair no i tak juz zostala.

Wiecie, co mi sie strasznie podoba? To, ze czesto po prostu idac gdzies, spacerujac gdziekolwiek, ludzie usmiechaja i witaja sie. Nawet, jak sie nie znamy (a przeciez nikogo tu nie znam), to bardzo czesto slysze to ich „hi!”. Naprawde mi sie to podoba. Od razu lepiej sie czuje, gdy widze zyczliwych ludzi, a nie… Jakbym sie w Polsce usmiechala do ludzi po kolei, to by pomysleli, ze jestem chora umyslowo.

Natomiast rzecza, ktora mi sie nie podoba, jest… Hmm. Okej, na razie nie mam takiej :).

Pozdrowienia!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram