1 dzień, 12 godzin, 42 minuty, 57 sekund

Wiecie, co ja teraz robię? Miałam ambitny plan spakować się do końca, bo mogę już użyć mojej drugiej walizki, ale stwierdziłam, że najpierw zmyję lakier z paznokci. Pomalowałam je więc jeszcze przy okazji odżywką i teraz czekam aż wyschnie, pisząc w międzyczasie notkę. Pakowanie za chwilę ;).
Mój licznik, pokazujący ile czasu do wylotu zostało, w tej sekundzie mówi dokładnie tyle – 1 dzień, 12 godzin, 42 minuty i 57 sekund.
Ostatnio zadałam sobie następujące pytania:
Czy ja zrobiłam wszystko, co chciałam?
Spotkałam się z ludźmi, z którymi miałam się spotkać?
Powiedziałam to, co chciałam powiedzieć?
Wykorzystałam październik w maksymalnym stopniu?
Zobaczyłam to, co chciałam?
Mam wszystko, co potrzebne?
Jestem gotowa na przewrócenie mojego życia o 180 stopni?
Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi:
TAK.
Chcąc-nie chcąc ostatnimi czasy napadły mnie takie myśli, natomiast po zastanowieniu się i przeanalizowaniu wszystkiego doszłam do wniosku, że to, co miałam w Polsce zrobić, już zrobiłam. Zobaczyłam, co chciałam; byłam tam, gdzie chciałam; poznałam ludzi, których chciałam poznać… Mam więc wrażenie, że nic mnie tu już nie czeka, nie mam co tu robić już, że na chwilę obecną zwyczajnie wyczerpałam swój limit na Europę. Dlatego też nadal nie jest mi przykro, że za chwilę to wszystko zostawię, jak to mówią niektórzy. Zresztą to też nie powinno być tak odbierane. Co miałabym zostawiać? Myślę, że nie jest to dobre określenie. Przecież nie palę za sobą mostów i nie umieram, a w dobie internetu utrzymanie kontaktu z ludźmi, to żaden problem. Jedyne, czego mi żal, to osób, które na siłę próbują powstrzymać płacz, gdy się ze mną żegnają. Niektórym się udaje, innym nie, a moja reakcja to… uśmiech. Nic nie poradzę na to, że jestem tak maksymalnie zadowolona i podekscytowana, a zmuszać się do płaczu nie będę.Chętnie opowiedziałabym Wam o Holandii, ale moja walizka mnie woła :P.
Do następnego razu! Czyli pewnie do jutra.

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram