PAKOWANIE! [Challenge accepted.]

Właśnie dostałam ataku serca, bo przeglądałam główną na fejsie i nagle pokazał mi się post z fanpage’u ‚wiedzy bezużytecznej’ – ogromna tarantula i tekst, że nigdy nikt nie jest oddalony więcej, niż 1m od jakiegoś pająka. Mhm, dzięki, tego mi było trzeba… Ukryłam posty tej strony, tak na wszelki wypadek.
Jak idą przygotowania do wylotu, zapytacie. Odpowiedź brzmi – nie wiem. Nadal nie mam dokończonego projektu, ale to jest kwestia kilku stron, więc się nie martwię. Drugą sprawą, która tym razem mnie jakoś tam niepokoi, jest to, że nadal nie mam prezentu dla Hosta, ale już naprawdę nic nie wymyślę, więc po prostu w niedzielę połażę po sklepach i kupię jakiś drobiazg. Rzecz numer trzy – pakowanie. Naprzeciwko mnie leży moja otwarta walizka, do której wrzuciłam trochę rzeczy. Patrzę na nią i zastanawiam się, czy to wszystko, czy nie. Czy jest coś, co jeszcze bym chciała, ale jeśli tak, to co to takiego. Czy może jednak za dużo tego wsadziłam i powinnam zrobić dodatkową selekcję? Masakra. Niedawno robiłam porządki w szafie i naprawdę dosłownie połowę moich ciuchów wywaliłam, trochę oddałam siostrze, coś tam sprzedałam… Zostało 50% tego, co miałam i z tej ilości wybrałam to, co chciałabym wziąć ze sobą. Macie czasem tak, że są takie rzeczy, których niby nie używacie, ale z czymś Wam się kojarzą i szkoda Wam wyrzucić? No to ja właśnie tak mam niestety, jestem takim typowym „chomikiem”, który trzyma to, do czego ma jakiś tam sentyment. Przykład: wzięłam bluzkę, w której chodzę baaaardzo, ale to bardzo rzadko, ale miałam ją na sobie w dniu, który był (i nadal jest) jednym z najlepszych dni mojego życia. Tak strasznie dobrze mi się kojarzy, że nie byłabym w stanie zostawić jej w Polsce! Już nawet nie chce mi się myśleć, że chciałam to wszystko ogarnąć wcześniej, żeby później dzień przed wylotem mieć spokój, a nie mogę, bo tak przede wszystkim – jutro lecę do Holandii, więc muszę mieć walizkę podręczną, czyli wniosek z tego taki, że nie mogę się do końca spakować na Stany, bo nie mam do czego, gdyż ta mała będzie mi potrzebna. Poza tym, wracam w piątek rano, potem jestem umówiona popołudniu, więc ewentualnie będę miała chwilę czasu w ciągu dnia, ale też nie dużo. W sobotę cały dzień jestem znowu poza Warszawą, a potem niedziela i co… Koniec czasu.
Dobrze, więc tak… Wzięłam kilka koszulek, dwie pary spodni, dwie pary krótkich szortów, kilka sukienek (w tym dwie z kategorii „może kiedyś się przydadzą”), jedną spódnicę. Na razie to tak jest rozwalone, ale powsadzam to na pewno w jakieś reklamówki. Co do butów, to biorę dwie pary takich, w których chodzę teraz, jedną parę balerin no i szpilki wezmę na wszelki wypadek :D. Biżuterii raczej nie noszę, więc tu nie mam problemu – większość oddałam siostrze, a sama biorę tylko kilka par kolczyków. Kosmetyków jeszcze w ogóle nie spakowałam, bo będą mi jeszcze tu potrzebne, a zresztą nie biorę dużo. Mam zamiar wziąć tylko to, czego używam teraz i na pewno nie będę robić żadnych zapasów. Z leków biorę tabletki przeciwbólowe na receptę (na kręgosłup – czasem muszę), ibuprom, wapno, tabletki na gardło i coś na ogólne przeziębienie. Z takich pierdół, to biorę na pewno dwie płyty DVD Łowców.B, bo oni ZAWSZE poprawiają mi humor, więc to koniecznie chcę mieć przy sobie. Biorę też drobiazgi, które dostałam od przyjaciół oraz album ze zdjęciami i ich podpisami, który sobie zrobiłam. Jakąś torebkę muszę wziąć też. Co tam jeszcze… No właśnie nie wiem. Zastanawiam się jeszcze, jak się ubrać na lot, bo od tego zależy, co jeszcze dorzucę, ale nie będzie większego problemu raczej, bo na razie temperatura tu i w Nowym Jorku jest raczej zbliżona, więc spoko. Muszę jeszcze przejrzeć sześć pudełek, w których mam milion rzeczy i mam nadzieję, że nagle nie odkryję czegoś, co koniecznie chcę wziąć. W sumie może lepszym wyjściem byłoby nie zaglądać do nich?
Dziś idę ostatni dzień do pracy! Będę się żegnać z kursantami i stwierdzam, że jednak serio będzie mi ich brakować :).
Miłego dnia!
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE