Kamień z serca!!!

Ufff, Skype zadziałał! Co prawda z trzy razy coś przerywało, ale ogólnie wszystko było ok. Przyznam, że w pewnym momencie byłam już ledwo przytomna, bo była godzina 23:30, czyli normalnie spałabym od godziny i ledwo na oczy już widziałam. Ale dałam radę! Jak po pożegnaniu zobaczyłam, że gadaliśmy 40 minut, to aż usta otworzyłam ze zdziwienia. Nie wiem, kiedy to zleciało! No ale ok, może lepiej zaczęłabym od początku, a nie ledwo drugie zdanie, a ja już o pożegnaniu piszę…
Oczywiście miały miejsce moje standardowe reakcje, czyli walące serce i trzęsące się ręce. Już tyle razy to przeżywałam, że wcale się temu nie dziwię i wiem, że to samo w końcu przechodzi zawsze, co jest po prostu kwestią czasu. Na wstępie powiedziałam, że zaraz umrę ze stresu, a w odpowiedzi usłyszałam śmiech i to, że podoba mu się to, że się denerwuje, i że potrafię o tym powiedzieć, bo to znaczy, że mi zależy :). Po kilku minutach się rozluźniłam i jakoś poszło.
Muszę powiedzieć, że podoba mi się to, jak dziewczynka jest wychowywana. Nie jest pod kloszem, nie ma miliona zakazów, kar, itp. Ma swoją szafeczkę ze słodyczami i przekąskami i może sobie je brać, kiedy ma ochotę. Korzysta, gdy jest zła albo smutna, a gdy ma dobry humor, to o tym nie myśli. Powiedziałam, że mam tak samo :D.
Babcia powtarzała podobno już sto tysięcy razy, że ona będzie chciała mi pomagać zawsze, gdy będę tego potrzebowała. Dowiedziałam się, że jest trochę staroświecka (jak to większość babć, wiadomo), ale generalnie jest mega pozytywnie nastawiona do całej tej sytuacji i do obcej na początku dziewczyny w domu. On powiedział, że chciałby, żebym czuła się na tyle dobrze i swobodnie, żebym z jakimkolwiek problemem mogła do niego przyjść i pogadać, bo w końcu nie będę miała tam nikogo bliskiego. To było bardzo fajne.
Zapytałam, jaką mają tam pogodę i gdy dowiedziałam się, że w zimę w zeszłym roku ani razu nie spadł śnieg, to wydałam z siebie taki odgłos zachwytu, że w odpowiedzi usłyszałam wybuch śmiechu :D.
Sam zaczął temat samochodu, ja nie chciałam tak od razu o to pytać, więc fajnie, że o tym pomyślał. Powiedział, że mają dwa – jeden jest jego i jeździ nim do pracy, a drugi jego matki i z niego będę korzystać, ale dodał po chwili, że zapewne załatwi jakiś trzeci tylko dla mnie. Załatwi trzecie auto. Załatwi auto! Ja nie mogę, sama nie mam ani jednego tutaj, a on mówi, że „załatwi trzecie”. Masakra.
Usłyszałam też, że ogólnie to nie będę miała konkretnych godzin pracy („bo nie chciałbym, żebyś traktowała tego jako pracę”) i będzie to zależało od tego, co będziemy chciały robić i w ogóle, a w wolnym czasie będę mogła robić, co będę chciała (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, wiadomo). Powiedział, że nie będę musiała wstawać z samego rana, bo dziewczynka czasem śpi do 7, a czasem do 10, nie chodzi na żadne zajęcia jeszcze, ani nic. Zapytał nawet czy to byłoby dla mnie spoko, gdybym czasem mogła przygotować jej jakieś jedzenie. No dla mnie to było oczywiste, więc trochę się zdziwiłam, że o to zapytał, ale tak pozytywnie. Usłyszałam też, że gdybym np. miała jakiś gorszy dzień, chciałabym odpocząć, poczytać czy spotkać się z kimś, to mam się nie krępować, tylko mówić wprost, bo dla nich to nie będzie problem, a jego mama zawsze będzie w razie co.
Powiedział, że chciał mi wyjaśnić trochę sprawę z matką małej, ale zostawi to na jutro. Ciekawa jestem trochę całej tej sytuacji, więc cieszę się, że chce mi opowiedzieć.
W sumie to jestem zadowolona z tego, jak potoczyła się ta rozmowa. Nic na siłę i w ogóle. Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się, że będzie okej. Tym bardziej, że już wczoraj usłyszałam, że „jestem gotów zacząć” albo „jestem ciebie pewny”, albo „jak przylecisz za sześć tygodni…”, czy nawet „gdyby się okazało, że wszystko będzie okej, to będziesz chciała zostać drugi rok?”. Jak powiedziałam, że oczywiście, że tak, to odetchnął z ulgą. Poza tym, fajnie było usłyszeć, że jestem pierwszą dziewczyną, której profil pokazał córce!
Czy ja mówiłam coś o jakichś wątpliwościach? Tak?! No patrzcie, nie mam już żadnych!
Wyjaśnię jeszcze tylko jedną rzecz. Mówiłam, że chciałabym jak najszybciej wylecieć, ale postanowiłam pracować tu do końca października. Po pierwsze, tak ustaliłam z moją szefową, zresztą trzeba przeszkolić nową osobę, która jest już na moje miejsce. A po drugie, stwierdziłam, że będę miała więcej kasy, co też jest dość istotną kwestią, bo w chwili obecnej jedyne, co mogę zrobić, to ogłosić moje bankructwo. Dlatego też pierwszym możliwym terminem dla mnie jest 4 listopada. Pytał co prawda czy nie chciałabym wcześniej, ale powiedział, że początek listopada też jest dla niego ok.
Umówieni jesteśmy jeszcze na jutro też na godz. ok. 22, jak mała będzie w domu. Tym razem też będę się stresować, ale bardziej tym, że nie zrozumiem języka 4-letniego dziecka.
Btw, jutro o 22:30 powinnam być na imprezie, organizowanej przez dyrektora szkoły tańca, w której pracuję. Taka „domówka integracyjna”, na której będą instruktorzy i recepcja. Chciałam iść i jakiś czas temu potwierdziłam obecność, ale nie żałuję, że mnie nie będzie, bo wolę w tym czasie włączyć Skype. W końcu chodzi tu o moje życie, nie :D?! Może dojadę tam później… Jak mi się będzie chciało. W co wątpię haha
Wiecie co, dopiero teraz zaczynam sobie powoli zdawać sprawę z tego, że możliwość wyjazdu nagle stała się tak bliska do realizacji!
Miłego dnia!
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram