„Poproszę 20 dekagramów tarantul.”

W związku z tym, że nie dzieje się nic a’propos mojej przygody jako au pair (minęły dopiero, albo aż, dwa dni od akceptacji mojej aplikacji, a mam wrażenie, jakby to było dwa tygodnie temu i już mam dziwne schizy, że nikt mnie nie chce, i że nigdy nie wyjadę…), napiszę o czymś innym. Chociaż powiem Wam najpierw, że byłam ostatnio u dentysty. Wiem, że to bardzo ciekawe i na pewno wartościowe dla Was info ;), ale wiecie, o co chodzi… Naczytałam się, że leczenie zębów w Stanach jest tak kosztowne, że w głowie mi się to nie zmieściło nawet, więc wolałam się zebrać i to załatwić. Na szczęście wszystko jest w porządku, więc kolejny punkt przygotowań mogę odhaczyć jako „wykonany”.
Czuję, że ten dzień nie będzie należeć do najlepszych, bo już od samego rana coś jest nie tak…
Najpierw obudziłam się godzinę przed budzikiem, bo śniły mi się… pająki. Ten, kto czytał zakładkę „o mnie” wie, że panicznie boję się tych obrzydliwych potworów. Dokładniej chodziło o to, że byłam w sklepie spożywczym i jakiś mężczyzna powiedział do ekspedientki: „poproszę 20 dekagramów tarantul” i ona zaczęła mu je nakładać jakąś łyżką do plastikowej siatki tak, jak cukierki. (?!) Zaznaczam, że były to żywe pająki. Taki sen nie jest tym wymarzonym i potrzebnym, i normalnie aż sprawdzę w senniku, co to oznacza.
Pająk symbolizuje często potrzeby seksualne i inne namiętności, w które się uwikłaliśmy. Jest to często związane z lękiem i poczuciem winy. Być może ktoś chce cię wplątać w intrygi. Masz szansę na pomnożenie swojego bogactwa, zyskasz powodzenie wśród przyjaciół i poważanie wśród współpracowników. Zacznij bardziej ufać ludziom, szczególnie tym, którzy chcą dla ciebie dobrze.
Ok, to ja bym prosiła o pomnożenie mojego bogactwa ;).
Drugą rzeczą, która mi się nie podoba, jest fakt, że nie mogę pogodzić się z tym, że wczoraj znalazłam na Allegro sukienkę, której szukam od dawna, i której potrzebuję na za tydzień. Powinnam się cieszyć? No nie bardzo, bo nie ma mojego rozmiaru… Wygląda ona tak – klik. Widział ktoś coś, gdzieś? Niby taki prosty krój, a tak ciężko znaleźć! Musi być czerwona, bardziej dopasowana na górze i ciut poszerzana na dole, najlepiej z takiego materiału, żeby wiatr nie podwiewał za bardzo do góry. Taką sobie wymarzyłam. Stwierdziłam, że mogę dać nawet 250zł, jak będzie trzeba, co jest niezłym wyczynem z mojej strony, bo: a) nigdy nie kupuję tak drogich rzeczy i b) jest to połowa opłaty za wizę!
Po trzecie, jak robiłam sobie sałatkę, żeby wziąć ją do pracy (gdzie jestem dwie godziny za wcześnie, tak btw), to wywaliłam paprykę na podłogę, później skaleczyłam się w palec i niby delikatnie, ale tak krew leciała, że kilka razy musiałam plaster zmieniać, a potem zwaliłam ze stolika dwa pudełeczka z przyprawami i wszystko się rozsypało po całej podłodze.
Ale najgorszą rzeczą były dziś moje włosy… Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego tak jest, że gdy zakręcam sobie grzywkę po jednej stronie (po lewej, jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie), to wszystko pięknie wychodzi, natomiast robiąc DOKŁADNIE TO SAMO po stronie prawej, za ch… nie chce się zakręcić?! Po prostu nie i koniec. Co więcej, stałam nad tym w łazience 15 minut z prostownicą w ręku, bo ja prostownicą kręcę włosy, i klęłam tylko non stop. W końcu udało się ogarnąć i prawą stronę. Wypsikałam chyba połowę opakowania lakieru do włosów i wszystko ładnie, pięknie, wychodzę zadowolona z domu. Wchodzę do pracy, patrzę w lustro… No załamka. Wszystko się wyprostowało i nie ma ani śladu po moich fajnych ‚zawijasach’. Oh, brak mi słów…
Na zakończenie dam Wam jedną z moich ulubionych ostatnio piosenek…
Miłego dnia!!
PS. Mam nadzieję, że moje notki nie są za długie i Was nie zanudzam ;).
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram