„Your application has been approved!” / parę słów o edukacji

Zawsze, gdy się budzę, to sprawdzam telefon, zanim w ogóle zrobię cokolwiek innego. W końcu to dodatkowe parę chwil, które można spędzić jeszcze w łóżku. Teraz wstawanie to pół biedy, bo jest jasno, a jak będzie zima?! Nie będzie już tak kolorowo. Dobrodziejstwem jest mieć internet w komórce, bo przynajmniej wszystko dociera do nas szybciej. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ma się popsutą ładowarkę od laptopa (czyt. ja). No, także gdy zadzwonił mi budzik o godz. 6:00, rozwinęłam pasek powiadomień i wśród setek rzeczy z fejsa i whatsapp, widzę maila od „aupair”. Temat: „Your application has been approved„. Yaaaayyyy! WRESZCIE. Także tak, moi drodzy, wchodzę do gry! Powiem Wam, że był moment, że już się trochę martwiłam. Tym bardziej, że nie miałam pewności, że w ogóle zdjęcia mi zaakceptują. Poza tym miałam wrażenie, że coś tam jest nie tak, że jednak nie będzie tak dobrze tym razem. No, ale na szczęście, dziesiątego dnia od chwili, gdy zamknęłam swoją aplikację, została ona zaakceptowana. Uff. To teraz ciekawe, ile będę czekać na pierwszy match ;).

Odpowiadając na prośbę jednego z gości – mój list i filmik wrzucę w tym tygodniu :).

 

***

Pomyślałam, że na jeden komentarz odpowiem w notce, więc sorry za brak odzewu! Gdyby nie to, że tyle ludzi w internecie już mnie zna, to pewnie nie opowiadałabym tyle o sobie, ale co za różnica, w końcu nie robię nic złego :).

Po gimnazjum, które było i nadal jest największym koszmarem mojego życia, poszłam do technikum hotelarskiego. Pierwsze dwa lata były naprawdę fajne! Podobały mi się zajęcia zawodowe, np. angielski zawodowy albo obsługa konsumenta, która była lekcjami praktycznymi, i na które zawsze musieliśmy ubierać się na galowo, czyli tak, jak do pracy w hotelu. Na zajęcia hotelarstwa zawsze musiałam wyjmować mój kolczyk z wargi, bo nauczycielka dostawała palpitacji serca za każdym razem, gdy mnie widziała. Praktyki w 5* hotelu w Warszawie też były super. Nawet to sprzątanie pokoi było w jakimś tam stopniu interesujące (btw, goście z Hiszpanii i Włoch byli największymi brudasami ever!!). Jednak jakoś pod koniec pierwszego semestru trzeciej klasy musiałam zacząć jakoś zarabiać, a bycie w technikum uniemożliwiało mi pójście do jakiejkolwiek pracy. Wiecie, miałam 18 przedmiotów… Tyle dobrze, że nie chodziłam na wf. Poza tym nie ukrywam, że przestałam myśleć, że to praca dla mnie. Co prawda zajmowałam się statystowaniem w różnych programach, serialach i filmach, ale spójrzmy prawdzie w oczy – to jedynie parę złotych za jeden plan, który trwał zazwyczaj po 12 godzin, więc żadne tam zarabianie, a jedynie kasa na drobne wydatki życia codziennego. Dorabiałam też sobie, obsługując bankiety w najlepszych warszawskich hotelach. Lubiłam to, gdy przygotowywałam jakąś imprezę, gdy nakrywałam do stołu, składałam serwetki w przeróżne figury… Gorzej było, gdy musiałam stać nieruchomo lub nawet spacerować sobie po sali, w ręku trzymając tacę z kilkunastoma kieliszkami z winem. Później nie mogłam wyprostować ręki w nadgarstku, a kręgosłup pękał mi na pół.
Zmieniłam więc szkołę na liceum dla dorosłych, gdzie miałam zajęcia trzy razy w tygodniu i wtedy właśnie znalazłam pracę w szkole tańca, gdzie jestem do dziś. Podobała mi się ta szkoła! Nauczyciele byli super. Tacy życiowi, traktujący nas jak dorosłych ludzi (byli tam uczniowie nawet 40letni!), a nie jak rozwydrzone dzieciaki. Zaznaczam, że nie jest to szkoła dla nieuków, co już kiedyś usłyszałam! Byli tam głównie ci, którzy nie mieli czasu na normalne liceum, np. ja, bo musiałam iść do pracy; mój kolega, bo jest tancerzem i jeździ non stop na konkursy i pokazy; inny kolega, bo gra w koszykówkę… Liceum to skończyłam w grudniu 2012 roku, czyli nieco ponad pół roku temu. Z lekkim opóźnieniem, no ale było to spowodowane tym, że liceum trwa 3, a technikum 4 lata, więc system nauczania i rozkład przedmiotów na lata jest zupełnie inny. Dlatego też musiałam iść do klasy drugiej, ale nie miałam już ani chemii, ani fizyki, co było genialne, bo nienawidzę tych przedmiotów (matma została, musiałam przeżyć jakoś).
Teraz od października powinnam iść na studia, natomiast postanowiłam nie studiować w Polsce. Doszłam do wniosku (po obserwacjach tego, co się dzieje z ludźmi w naszym kraju, między innymi z moimi znajomymi, starszymi ode mnie), że studiowanie tutaj mija się z celem. Poza tym, nie miałabym nawet żadnego pomysłu! Poza filologią angielską, którą studiowałabym raczej jako hobby, bo praca po tym żadna. Dlatego też padł pomysł wyjazdu do Stanów, by dać sobie jeszcze trochę czasu i zastanowić się, co ja chcę w ogóle robić.

Boże, to jest takie okropne, że ja, Warszawianka od urodzenia, osoba dumna z tego, że jest Polką, mająca tu mnóstwo znajomych i świetne wspomnienia, nie widzi swojej przyszłości w tym kraju. No zwyczajnie nie wyobrażam sobie mieszkania tu, naprawdę. Moja wyobraźnia jest ogromna i często widzę takie rzeczy, że jedyne, co pozostaje, to złapanie się za głowę i pomyślenie: „czy ciebie już do reszty powaliło?!” :D. W tym przypadku jednak jej granice są tam, gdzie pada hasło: „mieszkać w Polsce do końca życia”.

Gdzie chcę być? Nie wiem :). Okaże się, gdzie mnie wywieje. Wiem jedynie, że chcę mieszkać daleko stąd. Jestem otwarta nawet na Australię ;).

By the way, pokażę Wam zdjęcie, które zrobiłam niedawno, tak a’propos tego, co miało być główną tematyką tego bloga, czyli wyjazdu do Stanów…

Trochę Ameryki w centrum Warszawy :).
***

Z ciekawostek z dnia codziennego powiem Wam, że zapomniałam, że dziś nie ma u mnie ciepłej wody i myłam włosy w lodowatej. Efekt jest taki, że zamarzł mi mózg haha Ale wiecie, jaki jest plus? Włosy płukane w zimnej wodzie mają fajny blask po wysuszeniu :).

Miłego dnia!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Pamiętam tą ekscytację, jak zobaczyłam na mailu tę samą wiadomość ! Wtedy tak naprawdę zabawa się zaczęła ! Cholera jasna, trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością na pierwszy match !! 🙂

  • łoo 🙂 no to czegoś się dowiedziałyśmy o naszej Adze 🙂
    PS. Nie przejmuj się tym, że szukasz szans za granicą. Ja mam dokładnie tak samo. Mam wrażenie, że w tym kraju się uduszę i dlatego bardzo dobrze Cię rozumiem 🙂
    PS2. Polecam nałożyć roztrzepane surowe jajko na włosy przed myciem. Owinąć je w reklamówkę, a potem w ręcznik i tak pochodzić z 10-15 min. Potem normalnie umyć, nałożyć odżywkę … a po wysuszenia włosy są miękkie i niesamowicie błyszczące

  • " Poza filologią angielską, którą studiowałabym raczej jako hobby, bo praca po tym żadna."
    podpisuję się pod tym rękami i nogami jako licencjat filolog 😛

    • Dobrze wiedzieć. Czyli że mam rację :D.

  • Anonymous

    a w jakich miesiącach chcesz wyjechac?

    • Jest mi to obojętne, naprawdę :). Jestem otwarta, mogłabym nawet jutro.

  • Anonymous

    Dzięki za notkę:* Już myślałam, że zignorowałaś mój komentarz i miałam się obrazić hahah xdd

    • Haha nieee, nie lubię ignorowania komentarzy 😛

  • Anonymous

    ja akurat jestem na hotelarstwie 2 klasa no i niestety jestem zawiedziona.
    mogłabyś powiedzieć co dokładniej poza sprzątaniem musiałaś robić na praktykach? bo należę do tych nieśmiałych osób i boję się, że z czymś sobie nie poradzę…

    • No właśnie miałam podobne odczucia.
      Ja miałam takie praktyki, chyba zazwyczaj takie są, że w sumie były to cztery tygodnie w roku na raz. W ciągu pierwszych dwóch tygodni miałam housekeeping (praktykanci nie mogą sprzątać łazienek, więc są tylko w pokojach – pamiętaj o tym!), a dwa kolejne spędziłam w dziale bankietów. Przygotowywaliśmy różne obiady, kolacje, czasami jakaś obsługa konferencji. Generalnie nakrywanie do stołów, oporządzanie stolików kawowych, polerowanie szkła, gdy nic innego się nie działo, składanie miliona serwetek i poketów ze sztućców, które potem trzeba było porozkładać… Sporo pracy z ludźmi, sporo kontaktu z gośćmi, zwłaszcza na bankietach. Często sprzątałam z ich stolików lub roznosiłam alkohol.
      Wiem, co to znaczy być nieśmiałym, ale powiem Ci, że taka praca bardzo otwiera :). Z tego, co ja słyszałam od znajomych i w ogóle, ludzie, pracujący w hotelach (zwłaszcza tych lepszych) są BARDZO mili. Ci, którzy byli tam, gdzie ja miałam praktyki, byli niesamowicie pomocni i przyjaźni. Kiedyś odwaliłam taką akcję, że wiozłam milion sztućców wózkiem i, jak chciałam wziąć jeden poket, to wszystko mi wyleciało… Nagle WSZYSTKIE sztućce rozsypały mi się na podłodze. Hałas był ogromny, a najlepsze było to, że działo sie to na sali pełnej gości. Jeden ze stałych pracowników, manager, podszedł do mnie i ze śmiechem (!) powiedział, żebym poszła poskładać kolejne, a on posprząta. Później ten sam mamanger wystawił mi 6 i powiedział, że jak skończę technikum i będę chciała pracować w hotelarstwie, to mam się do niego zgłosić i da mi pracę od ręki :).
      Także najważniejsze to być dobrej myśli i nie zniechęcać się po sprzątaniu pokoi , bo to ta najgorsza część :D. Wszystko inne jest fajne.
      Ufff, sory, rozpisałam się trochę.

    • Anonymous

      o matko… nie dam rady
      zawału tam dostanę i te pieprzone składanie serwetek ughhh
      dzięki, że opisałaś dokładnie co i jak ;d

    • Haha no co Ty, będzie dobrze! 😀 Najważniejsze, żeby byli fajni ludzie, a myślę, że o to w hotelach nie trudno 🙂

  • Ranek + łóżko + telefon -> zdecydowanie sporo dobrych wiadomości w takich okolicznościach przychodzi/przyszło 😀